czwartek, 30 grudnia 2010

Marynata jogurtowa

Ta marynata wg. mnie najbardziej pasuje do kurczaka, ryb i owoców morza.
Kurczak pozostawiony w niej na całą noc w lodówce jest po upieczeniu wyjątkowo miękki i soczysty. Ponoć to dlatego (oglądałam w TV taki mądry program na ten temat :)), że jogurt potrafi wniknąć w marynowane mięso bardzo głęboko i korzystnie (ładne słowo :)) zmienia jego strukturę.
To tyle, jeśli chodzi o podejście naukowe. Dla mnie najważniejsze jest to, że  ta marynata naprawdę się sprawdza. Czasem trochę oszukuję, bo np. nie mam czasu albo brakuje mi cierpliwości i marynuję mięso zaledwie godzinę. I co? I tez jest dobre :)
Co jeszcze... przeważnie robię ją "na oko", zmieniając trochę składniki w zależności od tego, co mam pod ręką i od tego, na co mam ochotę danego dnia.

Składniki:
ok. szklanki jogurtu naturalnego
1-2 łyżeczki kurkumy (ewentualnie curry)
ok. pół łyżeczki czewonej, słodkiej papryki
kilka roztartych lub posiekanych ząbków czosnku
szczypta pieprzu cayenne
świeżo zmielony pieprz

Jeżeli zależy mi na hinduskim posmaku mojego dania, dodaję łyżeczkę mielonego kuminu, albo łyżeczkę garam masala.
Jeżeli chcę, żeby moje danie miało grecki posmak, rezygnuje z kurkumy, a dodaje sok i skórkę z cytryny lub limonki i oregano (najlepiej świeże).
Można też dodać kawałek utartego imbiru, a jogurt zastąpić maślanką.

Marynata do mięs Annabel Langbein


Przepis pochodzi z programu Annabel Langbein "Kuchnia w stylu wolnym". Wypróbowałam go w tym roku, przed świętami, kiedy piekłam karkówkę. Zmniejszyłam jednak ilość składników o połowę i dodałam tylko nieduży kawałek chilli, ponieważ moja rodzina lubi mówić przy jedzeniu ;)

Marynata jest wyjątkowo aromatyczna. Mięso wyszło pyszne i kruche, więc polecam :)


Składniki:
6 rozgniecionych ząbków czosnku
drobno starta skórka z 2 cytryn
¾ szklanki soku z cytryny
2 świeże, drobno posiekane papryczki chilli
3 łyżki drobno startego, świeżego imbiru
½ szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
2 łyżki zmielonego kminu rzymskiego
2 łyżeczki zmielonej kurkumy
2 łyżeczki papryki
2 połamane laski cynamonu
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
½ łyżeczki czarnego pieprzu

Przygotowanie:
Do miski wrzuć czosnek, skórkę i sok z cytryny, papryczki chilli, imbir. Wymieszaj. Rozgrzej oliwę na patelni. Pozostałe, suche przyprawy smaż na średnim ogniu przez 30 sekund, aż zaczną intensywnie pachnieć. Uważaj, żeby ich nie spalić. Dodaj masę z wilgotnych przypraw, smaż przez 30-40 sekund na małym ogniu. Zdejmij z ognia, dodaj sól, cukier i pieprz. Wymieszaj, wystudź.
Gotową marynatę można przechowywać przez kilka tygodni w szczelnie zamkniętym pojemniku w lodówce.

Pyszne, mięciutkie bułeczki

"Mamuś, zrób te swoje bułeczki" - słyszę co najmniej raz w tygodniu. Prośbom ulegam znacznie rzadziej, ale na tyle często, żeby móc je upiec z zamkniętymi oczyma, nawet gdyby mnie "pisklaki" wyrwały ze snu w środku nocy ;)
Bułeczki nie są tak naprawdę moje, bo przepis pochodzi z jakiejś strony internetowej, niestety nie pomnę z jakiej... Zanotowałam go kiedyś na świstku papieru i przyczepiłam do lodówki, do listy "dania do wypróbowania".
A kiedy upiekłam je pierwszy raz i wzbudziły powszechny zachwyt, przepis zasłużył na wpisanie do mojego sfatygowanego zeszytu z przepisami na najulubieńsze wypieki, zawierającego już 180 (odręcznych - co jest dość dziwne w dzisiejszych czasach) wpisów :)
Od tamtej pory piekłam te złociste cudeńka już kilkanaście razy i zawsze mnie zachwycają.
Receptura, jak to u mnie bywa, jest "rozciągliwa" niczym gumka, więc na bazie bułeczek podstawowych powstają wciąż nowe, z różnymi dodatkami, słone i słodkie, większe lub mniejsze.




Składniki:
600 g mąki pszennej
85 g masła
2 jaja
2 łyżki cukru
1 łyżeczka soli
12 g suszonych lub jeszcze raz tyle świeżych drożdży
ok. 200 ml mleka (troszkę odlać do rozrobienia drożdży)
1 żółtko lub całe jajko do posmarowania bułek

Sposób przygotowania:
Pamiętaj, że wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Masło powinno byc miękkie, a miska, w której będziesz wyrabiać ciasto, ciepła.
Jeśli używasz świeżych drożdży, najpierw rozrób je w niewielkiej ilości letniego mleka z łyżeczką cukru i odstaw, aż zaczyn zacznie pracować, czyli pojawią sie bąbelki, a płyn będzie próbował wydostać się z naczynia.

Jeśli uzywasz drożdży suszonych, poprostu wsyp je do miski wraz z pozostałymi składnikami, wymieszaj i wyrób ciasto. Pamiętaj, by nie sypać soli bezpośrednio na drożdże, ponieważ  sól je zamorduje ;) Jeśli wyjątkowo opornie idzie ci wyrabianie i ciasto za bardzo się klei, możesz zwilżyć dłonie oliwą i dalej wyrabiać. Nie podsypuj mąką, to ważne!

Ponieważ jestem osoba niecierpliwą i czekanie godzinami, aż ciasto wyrośnie jest wyjątkowo nie w moim stylu, rozgrzewam piekarnik do ok. 30 - 40oC, przykrywam moją kulę ciasta ściereczką i wstawiam do środka. Zostawiam na pół godziny do wyrośnięcia. Jeśli w trakcie wyrastania piekarnik zanadto ostygnie, włączam go na chwilkę, do momentu aż temperatura ponownie wzrośnie.
Po tym czasie ciasto należy odgazować (kilka razy uderzyć pięścią), przełożyć na blat/stół i ponownie, krótko wyrobić.
Teraz musisz podzielić ciasto na 12 równych części i zrobić z nich gładkie bułeczki, zbierając wszystkie "fałdki" ciasta pod spód.

Bułeczki ułóż na blasze, na papierze do pieczenia posypanym mąką w odstępach ok. 2 cm pozwól im wyrastać w cieple przez kolejne pół godziny. Po tym czasie bułeczki się "zintegruja", czyli połączą ze sobą. Posmaruj je delikatnie rozmąconym jajkiem i posyp np. makiem, albo sezamem.
Upiecz w nagrzanym do 190oC piekarniku. Trwa to ok. 15 min.
Uważaj, lubią sie przypalać od spod. Są pyszne z masłem i konfiturą.

Smacznego :)

wtorek, 28 grudnia 2010

Ciasteczka owsiane

Zawsze, kiedy piekę owsiane ciastka, to mam wrażenie, że to coś super zdrowego... Też tak macie?
Poniekąd tak właśnie jest. Te ciasteczka są naprawdę zdrowe i pyszne ale też kaloryczne...
Z drugiej strony, chyba lepiej zjeść kilka takich "dobroci" niż tych ze sklepu, w których - oprócz znanych składników - jest też dużo... nie wiadomo czego :)))

Wypróbowałam już kilka różnych przepisów z lepszym lub gorszym skutkiem. Jednak te ciastka naprawdę trudno zepsuć i za to też je lubię.

Najbardzie smakują mi do porannej kawki lub na podwieczorek.
Lubie pakowac je w przezroczysta folie i obdarowywać przyjaciół :)

Przepis na te konkretne "owsiaki" dostałam od koleżanki na początku grudnia. Oczywiście od razu wypróbowałam przepis i mogę śmiało polecić. Ciasteczka są słodkie, pięknie pachną, są bardzo kruche i jednocześnie wystarczająco chrupkie.
Oczywiście nie była bym sobą, gdybym troszkę nie zmodyfikowała przepisu ;) Ale jak czegoś nie mam pod ręką, to nie rezygnuję, nie panikuje, tylko zastępuję czymś innym i po krzyku :)






Składniki:
125g maki

1/2 szklanki cukru
1/2 torebki płatków owsianych błyskawicznych
125g masła
torebka cukru waniliowego
1 łyżka mleka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 jajko
rodzynki

Składniki połącz i zagnieć. Uformuj dowolnej wielkości kulki, a następnie rozpłaszcz je na wyłożonej papierem d pieczenia blasze. Piecz  w 180oC aż się zarumienia, ok. 10-15 min.

Do moich ciastek sypnęłam sporo otrąb granulowanych, śliwkowych i trochę mieszanych pszenno-owsiano-żytnich. Zamiast płatków błyskawicznych były zwykłe. Dodałam tez garść utłuczonych w moździerzu orzechów laskowych, trochę płatków migdałowych i 1 łyżkę spirytusowej esencji waniliowej. Reszta bez zmian.

Smacznego :)

Lista na lodówce

Od kilku lat mam na lodówce pewną listę. To lista dań do przygotowania w najbliższym czasie. Wpadłam na ten pomysł, kiedy przeglądałam przepisy kulinarne i co chwilę zapalała się w mojej głowie żarówka (jak pomysłowemu Dobromirowi): "oooo! to mogłabym ugotować jutro", albo "trzeba by to było wypróbować", czy "zrobię to na bank, w najbliższym czasie!".
Spisałam więc te dania do zrobienia i listę przyczepiłam do lodówki.
Później skreślałam, to co już zrobiłam i dopisywałam kolejne inspiracje. Fajna rzecz, kiedy człowiek kompletnie nie mam pomysłu na obiad.
Teraz do tamtej listy dołączyła druga i... cieszę się, że mam dużą lodówkę ;)
Ta druga lista, to kolejka przepisów do wrzucenia na bloga. Teraz obejmuje już ponad 10 pozycji i wygląda na to, że wydłuża się w zastraszającym tempie...

Mikołaj przyniósł mi najnowszą książkę Nigelli Lawson "Przepisy z serca domu". Jeszcze jej dokładnie nie przejrzałam, ale już roi się w niej od kolorowych znaczników. Coś mi mówi, że lodówkowa "lista dań do przygotowania w najbliższym czasie" trochę się teraz zakurzy :)

Zapomniała bym...
Obiecałam napisać, jak było na przedświątecznych zajęciach jogi.
Upiekłam pierniki (przepis wymyślony na poczekaniu). Chciałam, żeby były mięciutkie i aromatyczne i "jakimsik sposobem" mi się to udało :) Zimne pierniki zanurzyłam do połowy w ciemnej czekoladzie. Były bossskie i pięknie wyglądały! Przepisem na pewno się podzielę w najbliższym czasie. M. przyniosła orzeszki i termos z gorącą herbata.
Wszyscy byli zachwyceni i zebrałyśmy mnóstwo pochwał i miłych słów. A co najważniejsze, myślę ze wszyscy poczuli się wyjątkowo docenieni, a na tym najbardziej nam zależało.

I nawet po małym prezenciku dostałyśmy od jednej pani :)

niedziela, 26 grudnia 2010

Zakwas do żurku/barszczu


Taki zakwas mam w domu zawsze i jak tylko kończy mi się jeden, nastawiam następny. Używam go nie tylko do tradycyjnego żurku, ale też do "podkręcania" smaku różnych zup, m.in. barszczu, barszczu ukraińskiego, grzybowej, czy zwykłej kartoflanki :)
Gotowy może stać w lodówce miesiąc, albo i dłużej. Zawsze zostawiam troszkę starego zakwasu jako starter dla następnego, co przyśpiesza zakwaszanie.
Na potrzeby mojej rodziny wystarcza litrowe naczynie. Ty możesz użyć mniejszego, lub większego odpowiednio regulując ilość składników.

Jak zrobić zakwas do żurku?

Składniki:
3-4 łyżki mąki żytniej, razowej (typ 2000)
3-4 pokrojone ząbki czosnku
przegotowana, ciepła woda


Zakwas przygotuj w kamiennym garnuszku z pokrywą, lub litrowym słoiku.
Mąkę musisz rozrobić z niewielką ilością ciepłej wody. Do tej "paćki" dolej wody -prawie do pełna i dodaj czosnek. Zakręć słoik i porządnie potrząśnij. Jeśli robisz zakwas w garnuszku - wszystko dokładnie wymieszaj.
Odstaw naczynie w ciepłe miejsce (słoik lekko nakryty pokrywką, nie zakręcony; garnek przykryty pokrywką, kawałkiem gazy lub talerzykiem). Co jakiś czas wymieszaj.
Po 3-5 dniach (to zleży od temperatury) zakwas powinien być gotowy.
Możesz regulować jego "kwaśność" pozwalając mu się kisić krócej lub dłużej, próbując go w międzyczasie.
Po zakwaszeniu przelej prawie całą zawartość naczynia (zostawiając kilka łyżek) do mniejszych słoików lub butelek i trzymaj w lodówce. Do tego, co zostawiłaś ponownie dosyp mąki, dodaj czosnku, zalej wodą i odstaw w ciepłe miejsce.

Smacznego :)

Buraczany zakwas na barszcz


Buraki na wigilijny barszcz (i "kwaszonkę" do picia) kwaszę od... kilkunastu lat.
Nie nauczyła mnie tego babcia, ani mama. Po prostu któregoś dnia natknęłam się na przepis, zaintrygował mnie i postanowiłam spróbować. I tak mi już zostało. Nie ma zakwasu, nie ma barszczu, nie ma wigilijnej Wieczerzy :-)

Robi się go niesamowicie prosto, szybko i w zasadzie nie ma w tym żadnej filozofii.  Wystarczy 15-20 minut, duży słój lub kamienny garnek, kilka składników, a reszta robi się sama.
Trzeba tylko pamiętać, że proces kiszenia trwa kilka dni, więc jeśli chcecie mieć barszczyk na Wigilię, musicie nastawić zakwas co najmniej tydzień wcześniej.

Robiąc go częściej, do czego namawiam, warto zostawić sobie pół szklanki, żeby posłużył jako starter przy produkcji następnej partii. Skraca to proces kiszenia o ok. 2 dni.

Gotowy zakwas powinien mieć głęboki, ciemnoczerwony, a nawet lekko fioletowy kolor (spójrzcie na zdjęcie, wygląda pięknie :).
Powinien być gęsty, jak syrop i esencjonalny. Po przecedzeniu i przelaniu do butelek może stać w lodówce tygodniami. Jednak u nas nigdy tak długo nie wytrzymuje, bo używamy go nie tylko do barszczu, ale również do picia (ja najbardziej lubię ten kiszony z jabłkami).

Ten wspaniały, rubinowy napój ma właściwości krwiotwórcze (zaleca się go przy niskim poziomie hemoglobiny, któremu często towarzyszy uczucie ciągłego zmęczenia, a także po dużej utracie krwi, np. w czasie porodu, czy obfitej miesiączki). Jest więc nieoceniony w leczeniu anemii, odtruwa (usuwa z organizmu kwas moczowy), ale także, jak każda kiszonka, zawiera bakterie probiotyczne, wzmacniające odporność. Kwas buraczany jest doskonałym lekarstwem na przeziębienie, anginę, katar itp.). Leczy zgagę i refluks, ponieważ ma właściwości alkalizujące.

Można go pić po lekkim rozcieńczeniu wodą (przynajmniej na początku, zanim przyzwyczaimy się do jego smaku) lub zmieszany ze świeżo wyciśniętym sokiem z jabłek.

Po dodaniu zakwasu do barszczu, nie należy go już gotować, żeby nie stracił koloru i swoich cennych właściwości.

Jak zakisić czerwone buraki?

ok. 2 kg niedużych buraków (ja lubię te podłużne)
kilka ząbków czosnku (4 lub 5, ale to kwestia gustu)
1.5 l przegotowanej, letniej wody
1 łyżka lub 1 łyżeczka soli (używam tej grubej, kamiennej, z Wieliczki) - ilość soli zależy od tego, czy zakwas zostanie wykorzystany do barszczu czy do picia (jeśli do picia, to oczywiście dużo mniej soli)

Opcjonalnie: kilka plasterków chrzanu, 2 liście laurowe, kilka kulek ziela angielskiego, winne jabłko, ze skórką i gniazdem nasiennym, pokrojone w ćwiartki, nasiona kopru itp.

Buraczki bardzo dobrze wyszorować i pokroić w dowolny sposób (jeśli są z własnej uprawy, nie trzeba ich nawet obierać). Im drobniej zostaną pokrojone, tym więcej soku i aromatu oddadzą. Kilka ząbków czosnku obrać i pokroić drobno. 
Czosnek buraki i woda, to podstawa. Często kisze buraki tylko z czosnkiem, ale zachęcam do eksperymentowania ze smakiem (patrz: składniki opcjonalne).

Na dno kamiennego garnka włożyć połowę czosnku, wybrane przyprawy (jeśli dodajemy jabłko, powinno się znaleźć pod burakami) i pokrojone buraki.
Na wierzchu układamy resztę czosnku i zalewamy wszystko przegotowaną wodą z solą, tak żeby woda dokładnie pokryła buraki. Nie powinny wystawać ponad zalewę, ponieważ na pewno zaczną pleśnieć i zepsują zakwas. Żeby buraki nie wystawały, na wierzchu kładziemy odwrócony talerzyk i obciążamy np. słoikiem z wodą.

Żeby przyśpieszyć kiszenie można włożyć pod spód, pod buraki, skórkę razowego chleba. Jednak powinien to być prawdziwy, żytni razowiecJeśli takiego nie mamy, lepiej nie ryzykować, ponieważ zakwas może spleśnieć i cały wysiłek pójdzie na marne. Ja zazwyczaj nie dodaję, chyba, że akurat piekłam chleb i mam własny, żytni.
Tak czy siak, razowiec, to dodatek opcjonalny, więc bez niego zakwas też się uda.

Trzeba pamiętać, że buraki podczas kiszenia puszczą sok i płynu przybędzie, dlatego nie należy zalewać buraków aż pod sam brzeg naczynia (na wszelki wypadek można ustawić naczynie z kiszonką w głębokim talerzu).

Teraz już wystarczy postawić garnek w ciepłym miejscu (np. w pobliżu kaloryfera - co jest szczególnie ważne zimą) i cierpliwie czekać. Trzeba do niego zaglądać i sprawdzać, jak przebiega kiszenie.
Po 2 - 3 dniach (w zależności od temperatury - zimą zajmuje to więcej czasu) zacznie się fermentacja. Płyn zacznie się lekko burzyć i tak właśnie ma być :)

Po 5 - 7 dniach zakwas stanie się rubinowy i lekko zgęstnieje (nie zawsze tak sie dzieje, ale jeśli tak się stanie, nie jest to nic złego). Wtedy można go już przecedzić, rozlać do butelek lub słoiczków i wstawić do lodówki lub zimnej spiżarni.

A na buraczkach można ugotować barszcz lub zrobić z nich surówkę.

Smacznego :)

wtorek, 21 grudnia 2010

..."biało, biało, biało, biało, jak by tego było mało (...)"

Zima chyba zaczęła kapitulować... Szkoda, że akurat na świeta, kiedy świat z zasady powinien być zmrożony i okryty białym kocykiem :)
Szkoda podwójnie, bo w zamrażarce mam pełno warzyw, grzybów i owoców, a potrzebne mi miejsce na uszka i pierogi. A ja sobie wykoncypowałam, że skoro mróz siarczysty, to przeniosę część lodowych brył z zamrażary na balkon, włożę do jakiegoś pojemnika, opatulę czymś-tam i problem z głowy.
Teraz mam zagwozdkę. Nocą mróz siarczysty, a w dzień temperatura szybuje do plus 2-3 stopni - a na dodatek słońce przygrzewa... No i dupa :(
Czas wdrożyć plan "B", tyle że go nie mam... ;)
Choinka już ubrana, dom udekorowany - słowem wszystko prawie gotowe. Moje dzieci porozwieszały kolorowe światełka dosłownie wszędzie i mieszkanie wygląda, jak stacja benzynowa nocą... Licznik kręci sie, jak oszalały, ale przecież mamy święta, nie? :))))

Wymyśliłam, żebyśmy się wszyscy, na przedświąteczne zajęcia jogi, ubrali na czerwono. Kto ma, ten założy mikołajową czapkę. Zamierzam im popstrykac fotki.
Upiekłam pierniki, więc każdy dostanie od nas po domowym, pachnącym ciasteczku. Fajnie będzie :)

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Piernik kwiatek


Ten przepis mam już baaaardzo długo. Przed laty wycięłam go z gazety (niestety nie pomnę z jakiej). Ciasto na zdjęciu wyglądało tak apetycznie, że dostałam ślinotoku i postanowiłam, że muszę je upiec (oryginalny przepis i zdjęcie mam do dziś, chociaż minęło wiele lat).
Pamiętam, że kiedyś upieczenie go wydawało mi się mistrzostwem świata, zwłaszcza, że pieczenie ciast, to nie była moja specjalność. W moim rodzinnym domu pieczeniem zajmował się mój starszy brat, który potrafił piec takie biszkopty, że... gdzie mi tam do niego? :) Jednak kiedy już się odważyłam, to okazało się to dużo prostsze, niż mogłoby się wydawać. Nie na darmo mawiają, że strach ma wielkie oczy ;)
Nie wiem tylko, skąd ta fantazyjna nazwa? Nie raz się nad tym zastanawiałam. Ale w sumie... Niech będzie ten "kwiatek", i niech będzie ozdobiony migdałowymi kwiatuszkami.

Piekę ten piernik przeważnie raz, dwa razy w roku, na święta, bo jest z nim trochę zabawy. Pamiętam, że kiedyś mój synuś zażyczył sobie, żeby to był jego tort urodzinowy. Spełniłam jego prośbę, bo czemu by nie? Kto powiedział, że tort musi być biszkoptowy, z tradycyjnym kremem?
W tej roli też się sprawdził, ponieważ jest słodki, maślany, delikatnie miodowy, i leciutko tylko "piernikowy", a krem z kaszy manny jest przepyszny.

Należy go upiec 1-2 dni wcześniej, ponieważ ciasto musi zmięknąć, a smak kremu powinien się połączyć ze smakiem ciasta.
Zaraz po upieczeniu placki twardnieją i robią się bardzo kruche. Jednak po przełożeniu kremem miękną, jak polukrowane pierniki :)




Składniki:
3 szklanki mąki
1 szkl cukru 
1/2 szkl ciemnego cukru muscovado (może być tylko biały cukier)
1/2 kostki masła (nie margaryny)
3 duże jajka
3 duże łyżki miodu (np. gryczanego)
3 łyżeczki sody
opcjonalnie: torebka przyprawy do piernika

Składniki kremu:
litr mleka
pół szkl kaszy manny
kostka masła (prawdziwego)
1 1/2 szkl cukru pudru
zapach waniliowy (lub 1 łyżka spirytusowej esencji waniliowej)


Sposób przygotowania:
Cukier utrzeć z masłem na puszystą masę i, dalej ucierając, stopniowo dodawać jajka. Następnie dodać miód, sodę i mąkę, i zacząć zagniatać ciasto ręcznie. Następnie podzielić je na trzy równe części, spłaszczyć i rozwałkować (lub uformować ręcznie) na trzy jednakowe placki. Każdy z nich upiec na w tortownicy (średnica 25 - 27 cm). Przed pieczeniem piekarnik nie może być rozgrzany. Ciasto trzeba obserwować i wyjąć, jak tylko lekko zbrązowieje, ponieważ bardzo szybko się piecze i łatwo je przypalić. Nie powinno się zrumienić.
Placki wystudzić i każdy z nich przeciąć na pół.

Krem:
Kaszę mannę ugotować na mleku i ostudzić. Masło utrzeć z cukrem do białości i, cały czas ucierając, dodawać stopniowo zimną kaszę. Na koniec dodać ok. łyżeczki esencji waniliowej, lub olejek waniliowy.

Placki przełożyć kremem, po czym owinąć całe ciasto folią spożywczą i włożyć na dzień lub dwa do lodówki.

100g zawiera 280 kcal :-)

Smacznego :)


Mięciutkie pierniczki




Przepis pochodzi z internetu, jednak nie wiem, kto jest jego autorem, ponieważ do autorstwa przyznaje się kilka osób ;-)
Te pierniki piekłam w tym roku po raz pierwszy. Mnie się udały, jednak podzieliłam się przepisem z koleżankami i wiem, że jednej z nich kompletnie nie wyszły...

Moje uwagi: ciasto wychodzi bardzo rzadkie, kleiste - słowem - takie, że naprawdę trudno uwierzyć, że coś można z niego upiec. Jednak po dwóch (w moim przypadku) dobach w lodówce (w misce, ponieważ w folię nie dało by się zawinąć) stężało i zrobiło się całkiem normalne.

Pierniczki faktycznie wychodzą bardzo puszyste i mięciutkie. Są smaczne zaraz po upieczeniu, ale jeszcze lepsze po kilku dniach spędzonych w folii i puszce. Robią się wtedy wilgotniejsze.
Smakiem przypominają toruńskie pierniki, więc polecam je amatorom tychże ;-)

Gdybym miała je piec ponownie, dodałabym dwa lub trzy razy tyle przyprawy do pierników. Jak dla mnie te pierniczki są za mało "piernikowe", ale poza tym nie mam im nic do zarzucenia.

Jak zrobić mięciutkie pierniczki?

Składniki:
7 szklanek mąki pszennej

1 szklanka cukru
1 szklanka płynnego miodu (może być sztuczny)
4 jaja (roztrzepać z cukrem)
1 opakowanie przyprawy do piernika
5 dag margaryny (rozpuszczonej i ostudzonej)
1 szklanka mleka
1 łyżka sody oczyszczonej (rozpuścić w mleku)
3 łyżki kakao

Jajka zmiksuj z cukrem. Sodę rozpuść w mleku. Margarynę roztop i ostudź. Wszystko wrzucić do miski i dokładnie wymieszaj rękoma. Ciasto wychodzi rzadkie i bardzo kleiste, więc przykryj je ściereczką i włóż na 3-4 godziny (a najlepiej na noc) do lodówki. Następnie odrywaj po kawałku ciasta, podsypuj mąką i zagniataj na stolnicy. Rozwałkuj na grubość 4-5 mm (tak mówi przepis, jednak pierniki bardzo rosną, wiec ja wałkowałam cieniej) i wykrawaj foremkami dowolne kształty. 

Upiecz w dobrze nagrzanym piekarniku (200oC) ok. 7-10 minut (spód pierniczków powinien być złoto-brązowy). Gorące pierniczki polukruj.

Lukier: 1 białko, 1 łyżka mąki ziemniaczanej, 1/2 kg cukru pudru, sok z 1 cytryny.
Wszystkie składniki dobrze wymieszaj.

Pierniczki mojej babci i lukier podstawowy

 
Ten przepis mam już tak długo, że nie jestem w stanie określić skąd i od kiedy go mam. Po prostu w moim domu zawsze piekło się pierniczki wg. tej receptury.
Oczywiście wielokrotnie ulegałam pokusie pieczenia pierników według innych przepisów, bo a to koleżanka dała "niezawodny" przepis, a to w internecie wyszperałam coś, co wyjątkowo do mnie przemówiło, albo jakieś zdjęcie wyglądało wyjątkowo apetycznie... Różnie to bywało.
Jednak musiałam przejść tę drogę, żeby się przekonać, że jednak te "nasze" są najlepsze :)))

Te pierniczki najlepiej piec kilka tygodni przed świętami, ponieważ potrzebują dużo czasu, żeby skruszeć. Ale kiedy już skruszeją, to nie mają sobie równych.
Są też nie zastąpione na choinkę, ponieważ pięknie pachną i się nie rozpadają.
Jeżeli zamierzasz powiesić je na choince, przed pieczeniem zrób w nich dziurki używając słomki do napojów. Po upieczeniu, kiedy są jeszcze ciepłe, powtórz te czynność. Dzięki temu otwory na sznureczek będą duże, równe i okrągłe.

W tym roku upiekłam swoje pierniki dość późno, więc nie miały czasu "naturalnie" zmięknąć. Mam jednak swój sposób na przyśpieszenie tego procesu. Pierniki przechowuję w dużej puszce, dodatkowo zawinięte w worek foliowy. Do środka wkładam przekrojone na pół jabłko (tak, żeby dotykało pierników tylko stroną ze skórką). Trzeba do nich zaglądać, ewentualnie zmieniać jabłka, ale na pewno przez tydzień skruszeją. Jeśli polukrujesz je przed włożeniem do puszek, wtedy tez miękną szybciej.

Dwa lub trzy lata temu wpadłam na pomysł, żeby zrobić te pierniczki trochę inaczej. Ciasto rozwałkowałam cieniej i wycięłam z niego duże koła. Po upieczeniu posmarowałam je powidłami śliwkowymi (żaden dżem się nie nadaje) i sklejałam po dwa. Włożyłam do puszki i były mięciutkie już drugiego dnia. Jeśli więc bardzo chcesz zdążyć z piernikami na święta i zależy ci na tym, żeby szybko zmiękły, spróbuj mojego sposobu :)


Pierniczki w choinkowej wersji



Jak zrobić pierniczki mojej Babci?


2 szklanki mąki tortowej
1/2 szklanki cukru pudru
ok. 1/3 szklanki prawdziwego miodu
1/4 kostki roztopionego masła
1 jajo
1/2 łyżeczki sody
torebka dobrej przyprawy do pierników

Moja modyfikacja: dodatkowo dodać rozgniecione w moździerzu 3 goździki, po 3 kulki ziela angielskiego i pieprzu, plasterek imbiru, pół łyżeczki cynamonu

Wszystkie składniki dobrze wyrobić, a następnie zawinąć ciasto w folię spożywczą i włożyć do lodówki na co najmniej godzinę (najlepiej na noc). Po tym czasie należy je rozwałkować na grubość 3-4 mm i wykrawać dowolne kształty.
Piec w nagrzanym, do mniej więcej 180oC, piekarniku, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przez kilka minut, aż staną się leciutko rumiane od spodu (nie dopuść do tego, żeby zrumieniły się z wierzchu, bo zrobią się bardzo twarde). Przy pieczeniu lepiej nie spuszczać ich z oczu, bo bardzo szybko się pieką. Upieczone od razu zdjąć z blachy i studzić na kratce.
Dekorować można od razu po wystudzeniu, lub przed samymi świętami.

Jak zrobić najlepszy, trwały lukier?

1 szklanka cukru pudru
białko z jednego jajka
Utrzeć (ja ucieram ręcznie, jak moja mama i babcia, tzw. pałką, w makutrze) aż lukier zrobi się biały, jak śnieg - ale można mikserem. 
Podzielić na porcje i - jeśli chcemy mieć kolorowe lukry - każdą zabarwić na inny kolor. Można to zrobić przy pomocy barwników spożywczych lub naturalnych: sokiem z buraków lub malin na różowo, kurkumą lub szafranem na żółto, sokiem ze szpinaku (lub natki) na zielono. Jednak trzeba używać tych dodatków z wyczuciem, ponieważ rozrzedzają lukier.
Trzeba też pamiętać, że naturalne barwniki poza kolorem, zmieniają tez trochę smak i zapach.
Ja od lat używam sok z malin, buraka i kurkumę. Do barwienia na zielono używam barwnika sztucznego.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Chleb wieloziarnisty na drożdżach

Dość często piekę chleb. Często też korzystam z gotowych mieszanek, tzw. mieszanek do domowego wypieku chleba. To duże ułatwienie, ponieważ nie musze się zastanawiać jakie rodzaje mąk zmieszac i w jakich proporcjach.
Szukam takich, w których nie ma w nich żadnych chemicznych dodatków (ulepszaczy) ani konserwantów. Można je piec zarówno na dro zd zach, jak i na zakwasie. Chyba nie będe odosobniona w swojej opinii, jeśli powiem, że nie ma lepszego chleba, niż ten upieczony własnoręcznie, w domu.

Jednak nawet korzystając z gotowych mieszanek, zawsze dodaję coś od siebie, próbuję, modyfikuję, ulepszam :-)
Przede wszystkim zawsze dodaję sporo otrąb (mieszanych, pszenno-owsiano-żytnich). Często wodę (lub jej część) zastępuję kefirem, maślanką, jogurtem. Dodaję przeróżne ziarenka, orzechy, śliwki, rodzynki, oliwki, suszone pomidory, cebulę, czosnek, gotowane ziemniaki, ryż itd. itp.

Wczoraj upiekłam chleb na bazie mieszanki CHLEB POLSKI SĄDECKI, wieloziarnisty, z ziarnami trzech zbóż. 
Wyrósł mi pięknie, a później, w piekarniku, jeszcze się podniósł, lekko wystając z foremki.
Skórkę ma piękną, błyszczącą i chrupką - taką, jaką chleb mieć powinien. Jednak najbardziej zachwyca to, że jest mięciutki, zwarty i wilgotny - nawet dzisiaj - chociaż z dwóch bochenków został już tylko kawałeczek... No i ten ZAPACH!!!

Przygotowanie tego chleba jest bardzo proste, bo po prostu robisz go wg. przepisu zamieszczonego na opakowaniu. Wystarczy zmiksować wszystkie składniki. I nie musisz się babrać przygotowując zaczyn z drożdży - wsypujesz suszone drożdże wprost do ciasta. I tyle :-)

Chleb przed pieczeniem



...I po upieczeniu




Składniki:

kilogram gotowej mieszanki chlebowej
Moje dodatki:
  • 100 g suszonych śliwek pokrojonych (przy pomocy synusia :-)) w paseczki
  • 4 czubate łyżeczki kawy Inki
  • szklanka mieszanych otrąb
  • mały kubek jogurtu naturalnego (zamiast części wody)
  • łyżka cukru
  • garść pestek dyni
  • dwa gotowane ziemniaki (przeciśnięte przez praskę)
Wszystko, oprócz płynu, wrzuć do dużej miski. Odmierz sobie potrzebną ilość wody (część wody zastąp jogurtem). Wymieszaj sypkie składniki i stopniowo, cały czas miksując, dodawaj płyn.

Zostaw do wyrośnięcia na czas podany na opakowaniu i dalej też postępuj zgodnie z instrukcją.

Piekłam ten chleb tak, jak zalecał producent mieszanki, czyli najpierw ok. 10 minut w wysokiej temperaturze, pozniej ok. 40 min w tem. 200oC. I na koniec zostawiłam na kwadrans w stygnącym piekarniku.

Acha, jeszcze jedno, kilkanaście minut przed końcem piecznia, posmarowałam chleb masłem i posypałam otrębami (można też posypać ziarnami: makiem, czarnuszka, siemieniem, dynią slonecznikiem, albo płatkami: zytnimi, owsianymi itp.

piątek, 3 grudnia 2010

Dressing do sałaty

Mój ulubiony. Jest mega-prosty i bardzo smaczny. Robi się go dosłownie kilka minut.
Zawsze robię kilka porcji i przechowuję w zamkniętym słoiczku, w lodówce.
Może tam sobie stać nawet parę tygodni. Przed użyciem wystarczy dobrze wstrząsnąć.

Przypomniało mi się, jak kiedyś w Wenecji wstąpiliśmy do małej restauracji, żeby chwilę odpocząć od upału i przy okazji zjeść jakieś małe co nieco. Wybór padł na sałatkę. Myśleliśmy, że dostaniemy po prostu po miseczce zieleniny z winegretem, a tymczasem kelner podjechał do naszego stolika z małym stolikiem-wózkiem i na naszych oczach zaczął ceremonię mieszania sosu :) Z wielkim skupieniem ucierał, dodawał tego i owego, dolewał oliwy cienką stróżką, z wysokości metra, zupełnie jak jakiś magik :) 
Dla nas to było zabawne, ale obawiałam się przez chwilę, że pozostali goście restauracji w pewnym momencie zaczną bić brawo, taką to całe "mieszanie" wzbudziło atencję ;)

 Składniki :
na jedna porcję

2 łyżki oliwy (często mieszam różne rodzaje)
1 łyżka octu (balsamiczny, albo biały, czy czerwony ocet winny)
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka musztardy (Dijon, francuska, ziarnista)
1 malutki ząbek czosnku
sól, pieprz do smaku

Sposób przygotowania:
Wszystko wrzucamy do małego słoiczka i potrząsamy nim tak długo, aż sos zgęstnieje.
Ewentualnie wszystko, oprócz oliwy, wkładamy do miski, w której będziemy podawać sałatę i mieszamy trzepaczką. Powoli dodajemy oliwę i ubijamy, aż zgęstnieje.

Smacznego :)

Pulpeciki z rozmarynem i koprem włoskim

Dzisiaj kompletnie nie miałam pomysłu na obiad. Za oknem nadal bezkresna biel. Nie mam najmniejszej ochoty wystawić na zewnątrz nawet czubka nosa...
Dlatego przy przygotowywaniu obiadu, postanowiłam wspomóc się zawartością swojej przepastnej zamrażarki...
Znalazłam tam wieprzowe mięso mielone.
Nie przepadam za wieprzowiną, ale przyznam, że od czasu do czasu wykorzystuję ją w mojej kuchni.
Dzisiaj pełen spontan. W lodówce zawsze mam dużo warzyw, więc postanowiłam zrobić jakieś niebanalne pulpety.
I zrobiłam :-)
Jak zwykle u mnie, trochę odchudzone, ale zapewniam, że są pyszne, mięciutkie i bardzo aromatyczne :)



Składniki (na 12 pulpetów średnicy 4-5 cm):
  • 0.5 kg dobrego, mielonego mięsa (ja miałam mielone z szynki)
  • ok. pięciocentymetrowy kawałek niedużego pora
  • mały kawałek fenkułu (kopru włoskiego)
  • pół małej marchewki
  • 1 jajo
  • 1 kajzerka namoczona w wodzie i dobrze odciśnięta
  • ok. pół szklanki mleka
  • ok. 2 łyżeczek mąki
  • 2 płaskie łyżeczki posiekanego drobno rozmarynu (może być suszony)
  • pół kostki bulionowej, drobiowej
  • sól, pieprz
Por, fenkuł i marchewkę bardzo drobno posiekaj. Mięso przełóż do miski i dobrze wymieszaj z warzywami, jajkiem, bułką, połową rozmarynu, solą i pieprzem. 
Uformuj  pulpety (żeby nie kleiły ci się do rąk, musisz od czasu do czasu moczyć ręce w ciepłej wodzie).
W rondlu (lub patelni) z szerokim, płaskim dnem zagotuj ok. pół litra wody. Dodaj pół kostki bulionowej i resztę rozmarynu. Włóż pulpety, tak żeby były rozłożone w jednej warstwie (nie muszą być zanurzone w całości). Gotuj ok. 5 min, po czym odwróć każdą kulkę na druga stronę.
Przykryj pokrywką i duś na małym ogniu ok. 15 min.
Po tym czasie wyjmij pulpety i dokończ sos.
Rozmieszaj mąkę z mlekiem i wlej do płynu, w którym gotowały się pulpety. Dodaj trochę pieprzu i - jeśli to konieczne - soli. Zagotuj i ponownie włóż pulpety.
I to wszystko. Smacznego :-)

czwartek, 2 grudnia 2010

Minestrone

Ponieważ minestrone gościła na naszym stole już kilka razy w ciągu ostatniego miesiąca, uznałam że zasługuje na miejsce na blogu, jak mało które danie.

Jest to zupa, która niewiele się różni od naszej polskiej zupy warzywnej. No, może "minestrone" brzmi lepiej niż "jarzynowa" ;-) 
Nawet dla kogoś, kto pierwszy raz zetknął się z tą nazwą, minestrone jest zapowiedzią czegoś... odrobinę egzotycznego. Brzmi egzotycznie i intrygująco.

Nazwa pochodzi od włoskiego słowa minestra, czyli po prostu zupa
Jest to najbardziej popularna, pospolita i najczęściej spożywana potrawa w wielu rejonach Włoch. Mnie urzeka w niej to, że nie ma na nią konkretnego przepisu. Skład zupy zmienia się w zależności od pory roku i tego, co jest dostępne na straganach z warzywami. Można ją też potraktować jako pretekst do pozbycia się z lodówki przywiędniętej marchewki i połowy selera, kawałka cukinii, samotnego ziemniaczka... Mozna do niej wrzucić każde warzywo, nawet nie pierwszej urody, a odwdzięczy się smakiem.

Teraz troche historii...
Ponoć wymyślili tę zupę mnisi, którzy w przyklasztornych ogrodach uprawiali mnóstwo warzyw.
Mnisi wymyślili, a pielgrzymi wynieśli przepis poza klasztorne mury, ale właśnie dzięki temu ta pyszna zupa ma teraz mnóstwo odpowiedników w całej Europie, a nawet świecie.
Minestrone, to gęsta, treściwa zupa na bazie warzyw - to cała jej istota. Dodaje się do niej również orkisz, jęczmień, makaron lub ryż, a także różne rodzaje fasolki, ciecierzycę, soczewicę, groszek. Dla mnie to wystarczy, ale mięsożercy z pewnością będą wdzięczni za porcję mięsa w zupie ;)

Ja najbardziej lubię ją z drobnym makaronem lub tostowanym chlebem
I nigdy nie męczę się z namaczaniem i oddzielnym gotowaniem fasoli, czy soczewicy. Gotuję wszystko w jednym garnku, stopniowo dorzucając produkty, lub - jeśli się bardzo śpieszę - wspieram się puszkami i jestem wdzięczna, że ktoś inny odwalił za mnie czarną robotę :)

Ten przepis, to jedynie inspiracja, bo jak pisałam wcześniej, do tej zupy można dodać chyba każde warzywo.
Moja lista składników jest długa, ponieważ to akurat miałam w lodówce. Wy jednak mozecie dodać zupełnie inne warzywa, niektóre pominąć, innych dodać więcej. Wybierajcie i kombinujcie jak wam wygodnie :-)

przed ugotowaniem

...i po


Jak zrobić minestrone?

na mniej wiecej czterolitrowy garnek

1 mała puszka krojonych pomidorów lub 4 świeże, obrane ze skórki
1 papryka dowolnego koloru (u mnie pół czerwonej i pół żółtej)
1 duża marchewka
1 nieduża pietruszka
kawałek selera (korzeń) lub/i 2 łodygi naciowego
kawałek pora
1 nieduża cukinia
1 mały bakłażan
3-4 nieduże ziemniaki
kawałek słodkiego ziemniaka lub dyni
ok. 10-15 dag fasolki szparagowej (może być z mrożonki)
1 cebula
kilka ząbków czosnku
1 łyżka przecieru pomidorowego 
ćwiartka małej kapusty włoskiej (lub kawałek brokuła)
1 puszka fasolki (ja miałam mieszaną) lub ciecierzycy, czy groszku
ok. 1 dag drobnego makaronu z pszenicy durum
3-4 listki laurowe,
6-8 kulek ziela angielskiego (rozgniecione w moździerzu)
ok. 2l bulionu warzywnego (dla nie-jaroszy może być mięsny + mięso z rosołu), 
sól, świeżo zmielony pieprz, zioła prowansalskie, przypawa Kamis suszone pomidory z czosnkiem i bazylią, 2-3 łyżki ketchupu, łyżeczka cukru, olej do smażenia.
dodatkowo do posypania już na talerzu: tarty parmezan i posiekana natka pietruszki.

Sposób wykonania:

Warzywa (cebula, marchewka, pietruszka, seler , papryka, cukinia, bakłażan, dynia, słodki ziemniak) pokrój w drobną kostkę (ja kroję w taką o boku ok. 0.5-1.0 cm). Pora przekrój wzdłuż na pół, jeszcze raz na pół i posiekaj w paseczki. Fasolkę na kawałki długości ok. 1 cm. Kapustę posiekaj w niezbyt drobne paski. Czosnek posiekaj lub zetrzyj na tarce. 
W garnku o grubym dnie (w którym będziesz gotować zupę) rozgrzej olej (ilość zależy od ciebie) i wrzuć posiekane warzywa (oprócz kapusty, cukinii, fasoli - jeśli jest mrożona - i bakłażana), liście laurowe, rozgniecione ziarenka ziela angielskiego, 3/4 czosnku i trochę roztartych w palcach ziół prowansalskich. Podsmaż a do lekkiego zrumienienia - dzięki temu zupa będzie bardziej aromatyczna. Pod koniec smażenia dodaj cukinię, bakłażan i kapustę, a także łyżkę przecieru pomidorowego. Dopraw solą (ostrożnie, jeśli zamierzasz dodać bulion) i pieprzem.
Wlej bulion lub wodę oraz pomidory z puszki. Zagotuj. Dodaj makaron (u mnie świetnie sprawdza się makaron spaghetti, pocięty kuchennymi nożycami na 1cm kawałki, prosto do garnka) i gotuj dalej, na małym ogniu, aż wszystko będzie miękkie. Dodaj fasolkę z puszki, razem z zalewą.
Na koniec dopraw zupę resztą ziół i czosnku, dodaj cukier i ketchup, ewentualnie więcej pieprzu.
Już na talerzu posyp tartym parmezanem i natka pietruszki.

"Moi" lubią też minestrone z tostowanym chlebem, natartym czosnkiem i skropionym oliwą.

Smacznego :-)

Roladki z suszonymi pomidorami, oliwkami i bazylią



To chyba ta mroźna zima sprawia, że mam ochotę na wyraziste smaki...
Wczoraj zainspirował mnie, otwarty już jakiś czas temu, słoik z suszonymi pomidorami w oliwie. Ponieważ rano samochód odmówił współpracy, musiałam się przespacerować do centrum. Nabyłam nawet bilet na tramwaj/autobus, ale w czasie swojej dwugodzinnej wędrówki nie spotkałam ani jednego, ani drugiego... A kiedy tak sobie brnęłam przez miasto po kolana w śniegu, myślałam o tych pomidorach i o tym, co zrobić na obiad. I... wymyśliłam te roladki.

Przepis mega-prosty, a efekt mnie samą zaskoczył. Wyszły śliczne, rumiane, bardzo aromatyczne; lekko chrupkie z wierzchu i zaskakująco soczyste w środku. Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że nie zdążyłam nawet zrobić zdjęcia - zniknęły błyskawicznie!
Na pewno będą częściej gościć na naszym stole.




Składniki (na 6 roladek):

jedna duża, podwójna pierś kurczaka (moja miała prawie 70 dag)
6 plasterków żółtego sera
6 połówek suszonych pomidorów
po 1-2 listki świeżej bazylii na każdą roladkę 
18-24 zielone oliwki faszerowane papryką
2 ząbki czosnku 
sól, pieprz, słodka, czerwona papryka w proszku
ok. 2 łyżek mąki ziemniaczanej

Każdą połowę piersi kurczaka podziel na 3 części. Najpierw odkrój tzw. polędwiczkę, poźniej przekrój każdy filet wzdłuż na pół. Mięso musisz cieniutko, ale delikatnie, rozbić. Dlatego najlepiej włóż je pomiędzy dwa kawałki folii spożywczej. Nie będzie się kleić do tłuczka i jest duża szansa, że się nie porozrywa.
Teraz dopraw mięso solą i pieprzem. Przy szerszym końcu połóż plasterek sera, na nim listek lub dwa bazylii (jeśli nie masz świeżej, lepiej ją pomiń, albo zastąp szpinakiem, ale nie używaj suszonej, bo ma całkowicie inny smak) i połówkę suszonego pomidora, rozcięciem do góry. Włóż do niego 4 oliwki, w jednym rzędzie, i ściśle zwiń mięso. Postaraj się zebrać brzegi do środka, żeby podczas smażenia ser nie wyciekał. Jeśli ci się nie udaje, zepnij końce wykałaczkami. Oprósz roladki mąką ziemniaczaną i dokładnie strząśnij nadmiar.
Na patelni rozgrzej trochę oliwy (tej ze słoiczka z pomidorami), wrzuć do niej czosnek grubo posiekany. Chwilkę podsmaż, tylko tyle, żeby olej nabrał zapachu czosnku, i wyjmij go, ale nie wyrzucaj.
Teraz pora na roladki. Podsmaż je dokładnie z każdej strony. Ja wyjęłam wykałaczki, jak tylko mięso "skleiło się" pod wpływem temperatury, ponieważ sterczące patyczki nie pozwalają dokładnie obsmażyć mięsa z każdej strony.
Pod koniec smażenia posyp papryką, zmniejsz płomień, dodaj odłożony czosnek i przykryj pokrywką. Duś do miękkości mięsa (zajmuje to kilka minut, w zależności od wielkości roladek).

Moje roladki wjechały na stół w towarzystwie surówki z buraczków i ogórków.

Smacznego :-)