środa, 28 grudnia 2011

Pomidor i ogórek, to nie jest dobra para...

Nie jest tak, że wystarczy tylko jeść owoce i warzywa i nie myśleć o niczym.
Niestety, duże znaczenie ma, co z czym połączymy. Jeśli zrobimy to nieumiejętnie, zafundujemy swojemu organizmowi niezłe zamieszanie ;)

Jeśli przygotowujemy surówkę lub salatkę z warzyw bogatych w witaminę C (takich jak np. papryka, pomidory, kapusta, szpinak) i dodamy surowy ogórek, kabaczek, cukinię, arbuz, lub dynię, to skutek będzie taki, że nasz organizm wogóle tej witaminy nie dostanie... 
A to dlatego, ze ogórek (jak i cała reszta ww. warzyw) zawiera enzym, który niszczy witaminę C.
Ale jeśli do sałatki dodasz kiszone lub konserwowe ogórki, wszystko będzie w porządku.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której trzeba pamiętać komponując sałatki. Warzywa, owoce, natkę pietruszki i koperek - bogate w witaminę C - powinno się łączyć z produktami zawierającymi żelazo.
Produkty bogate w żelazo, to mięso (zwłaszcza cielęcina), wątróbki drobiowe i cielęce, ryby, drożdże, mak, kasze, orzechy, pieczarki, fasola.

Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że witamina C sprawia, że żelazo jest łatwiej przyswajalne przez nasz organizm (stąd pewnie zwyczaj skrapiania ryb i mięsa sokiem z cytryny).

I jeszcze jedno. Salatki i surówki powinno sie robić tuż przed podaniem, żeby zachowały jak najwięcej witamin. Z tego samego powodu, utartą marchewkę należy od razu wymieszać z niewielką ilością oleju.

czwartek, 22 grudnia 2011

Rolada z wołowiny z suszonymi pomidorami, czosnkiem i bazylią.


Prege wolowa (inaczej golen) wykorzystuje w kuchni dosc czesto. Zazwyczaj dodaje ja do rosolu, lub dusze. Swietnie nadaje sie do roznych miesnych farszow i na gulasz. Co wazne dla dbajacych o linie, prega jest miesem bardzo chudym.
To bardzo smaczne mieso, ktore po ugotowaniu jest kruche i delikatne. Jest jednak poprzerastane tkanka laczna. Mnie to nie przeszkadza, poniewaz dzieki temu, ze mieso jest kleiste i ma w sobie duzo naturalnej zelatyny, lepiej sie trzyma, kiedy zwinie sie je w rolade. Jesli jednak ktos nie lubi tego rodzaju mies, lepiej niech wybierze kawalek udzca :)
Kupujac prege, trzeba zwrocic uwage, zeby mieso bylo jak najmniej poprzerastane.


Składniki:
ok. 1 kg pregi wolowej

kilka pokrojonych pomidorów suszonych w zalewie z oliwy
2 duze zabki czosnku
garsc listkow bazylii

sol, pieprz, ziola prowansalskie, oliwa


Sposob przygotowania:
Mieso rozciac tak, zeby uzyskac jak najdluzszy plat. Mozna to zrobic na dwa sposoby. Pierwszy, to polozyc mieso na desce przed soba, naciac od gory, wzdluz calego kawalka, ale nie do konca (zatrzymac sie ok. 1.5 cm od strony deski). Rozlozyc mieso na boki (jak ksiazke) i kazda strone znow naciac, nie do konca. Uzyskamy dosc gruby plat, ktory po nafaszerowaniu skladamy spowrotem i obwiazujemy sznurkiem.
Drugi sposob, ktory wykorzystalam tutaj: kawalek miesa nacinamy wzdluz, ok. 2 cm od jednego brzegu (ja nacinam z prawej strony). Lewa reka rozdzielam mieso, tak, jakbym je rozwijala z rolki, a druga nacinam, starajac sie zachowac jednakowa grubosc odcinanego płata.
Tak przygotowany plat miesa mozna jeszcze delikatnie rozbic tluczkiem, przykrywajac najpierw folia spozywcza, zeby go nie poprzerywac.
Mieso przyprawic, posypac pomidorami, czosnkiem, suszonymi ziolami i bazylia. Zwinac ciasno, jak rolade (mozna obwiazac sznurkiem). Natrzec przyprawami z wierzchu.
Mozna wstawic do lodowki (nawet 2 dni przed pieczeniem) lub zamrozic (wtedy bedzie jeszcze lepsze). Przed pieczeniem rozmrozic delikatnie i powoli. Ja rozmrazam w lodowce, trwa to ok. 12 godzin (oczywiscie czas zalezy od tego, jaki duzy jest kawalek miesa).
Polecam upiec w woreczku do pieczenia miesa. Czas zalezy, jak napisalam wyzej, od wielkosci i od tego, jakim piekarnikiem dysponujemy.
Przed koncem pieczenia (po mniej wiecej godzinie) rozcinamy woreczek, zeby mieso sie zrumienilo. Wtedy mozna sprawdzic, czy jest juz miekkie.
Smacznego :)

środa, 21 grudnia 2011

Bułeczki faszerowane "kruszonką" z pieczonego kurczaka, parmezanu i boczku.



Myslalam ostatnio, co mozna by podac podczas swiat do czerwonego barszczu.
Jadalam juz pierozki, uszka, paszteciki, kulebiaki, ale moze by cos innego?
Myslalam, myslalam i wymyslilam :)
Oczywiscie to nie ja pierwsza wpadlam na pomysl faszerowania i zapiekania bulek.
Ale robie je od czasu do czasu, za kazdym razem wymyslajac nowy farsz. Takie buleczki, to fajna sprawa, bo mozna puscic wodze fantazji. Otrzymamy danie z gatunku "zawsze to samo (ale), zawsze cos innego".
Polecam zwlaszcza tym, ktorzy nie maja czasu na pracochlonne paszteci, albo boja sie drozdzowego ciasta, lub tym, ktorzy chca czyms pysznym zaskoczyc rodzine, nie wkladajac w przygotowania zbyt wiele czasu.
Przygotowujac je, mozna wykorzystac resztki miesa i sera, a takze bulki z poprzedniego dnia, albo zrobic wersje "de lux", smazac specjalnie piers kurczaka (jak ja).
Tym razem wykorzystała maslane buleczki, ktore pieklam 3 dni temu, ale moga byc jakiekolwiek.
Sa naprawde pyszne, polecam :)



Skladniki:

5 malych bulek
pieczony kurczak (u mnie piers)
ok. 10 dag bardzo chudego boczku
maly kawalek (ok. 5 dag) parmezanu (moze byc inny, ostry ser)
duzy zabek czosnku
galazka rozmarynu
1-2 lyzki oliwy
duze jajko (zoltko i bialko osobno)
2 lyzki mleka

Sposob przygotowania:

Bulki przekroic w poprzek i z kazdej polowki wydrazyc miazsz. Ulozyc je na blasze, na papierze do pieczenia.
Boczek, ser i czosnek pokroic, wlozyc do blendera i zblendowac z bialkiem jajka i oliwa. Dolozyc miazsz bulki i rozmaryn i jeszcze raz lekko zblendowac (farsz ma byc grudkowaty, powinien przypominac kruszonke).
Farsz nalozyc do bulek (z mala gorka). Brzegi buleczek posmarowac zoltkiem roztrzepanym z mlekiem.
Wstawic do nagrzanego piekarnika i piec do zrumienienia (ok. 15 min).

Smacznego :)

wtorek, 20 grudnia 2011

Kulebiak w kształcie slimaka, z farszem grzybowym.




Kulebiak powstal z reszty ciasta drozdzowego (KLIK - przepis na ciasto) i farszu, ktore zostaly mi po pieczeniu pasztecikow. Paszteciki zostaly zamrozone po upieczeniu i kulebiak mial podzielic ich los ;)
Ale nie podzielil. Bo, kiedy po domu rozszedl sie zapach grzybow i pieczonego ciasta, co chwile ktos wchodzil do kuchni i pytal, co pieke, bo tak pieknie pachnie...
Kiedy mowilam, ze to na swieta, slyszalam zawiedzione: "eeeee...".
Dlatego kulebiaczek zostal zjedzony od razu, jeszcze ciepły, z czerwonym barszczem "od wczoraj" :)
Podejrzewam, ze sprawil rodzinie wieksza radosc, niz gdyby pojawil sie na swiatecznym stole, ktory i tak zawsze ugina sie od smakolykow wszelkiej masci.
Dzieki temu zostal prawdziwie doceniony :)


Farsz grzybowy:
mrozone grzyby (drobno krojone)
pieczarki
cebula
jajko
posiekana natka pietruszki
maslo
olej
sol, pieprz

Sposób przygotowania:
Na patelni rozgrzac odrobine oleju, dodac drobniutko posiekana cebule, lekko podsmazyc i dodac zamrozone grzyby (jesli masz grzyby mrozone w calosci, najpierw je rozmroz, nastepnie drobniutko posiekaj i dopiero wtedy podsmaz). Smazyc, az calkowicie sie rozmroza, wtedy dodac posiekane bardzo drobno pieczarki i smazyc razem, az beda miekkie, a plyn, ktory sie wytworzy, odparuje.
Farsz ostudzic, dodac jajko, natke i bardzo dobrze wymieszac.

Przygotowanie kulebiaka:
Ciasto polozyc na oproszonym maka blacie i rozwalkowac na jak najdluzszy prostokat (krotszy bok musi miec 15 - 20 cm). Im dluzszy bedzie pas rozwalkowanego ciasta, tym wiecej "zwojow" bedzie mial slimak.
Wzdluz dluzszego boku (ok. 3 cm od krawedzi) ulozyc farsz. Przeciwlegla krawedz posmarowac woda. Zwinac ciasto w rulon, tak aby miejsce polaczenia ciasta znalazlo sie pod spodem.
Zwinac rulon w slimaka. Koncowke rulonu zamknac i splaszczyc, posmarowac woda i dokleic do slimaka. Calosc zsunac na blaszke wylozona papierem do pieczenia, posypanym maka.
Posmarowac rozmaconym zoltkiem i posypac makiem.
Moj (nieduzy) kulebiak piekl sie 25 min w temp. 220oC.
Smacznego :)


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Uszka z grzybami

moje uszka wielkosci orzechow

Nie ma Wigilii w moim domu, bez uszek w czerwonym barszczu i przez dlugie lata bylam przekonana, ze wszedzie jest tak samo. Jednak, kiedy wyszlam za maz, okazalo sie, ze w rodzinie meza nie ma Wigilii bez zupy grzybowej z lazankami :)
Tym sposobem, w ten wyjatkowy wieczor, od lat gotujemy dwie zupy.
Moja specjalnoscia jest postny barszcz z kiszonych burakow i wyzej wspomniane uszka. Robie ich zawsze duzo wiecej, niz potrzeba, zeby zamrozic i moc cieszyc sie wigilijnym specjalem po swietach.
Uszka przeznaczone na Wieczerze sa malenkie, najmniejsze, jakie uda mi sie zrobic.
Pieknie sie prezentuja w czerwonym barszczu.

Nie potrafie podac dokladnych proporcji, poniewaz zawsze robie farsz "na oko". Jesli zostanie, dodaje go do pierogow z kapusta i grzybami, albo do kapusty. Albo... pajda swiezego chleba z maslem, a na to grzybowy farsz. Uwielbiam!
Jako dziecko czesto pomagalam mamie w przygotowaniach. Moim zadaniem bylo robienie i doprawianie farszu - zajecie skadinad, uwielbiane przeze mnie ;)
Pamietam, jak mama mowila: jak tak bedziesz ciagle probowac, to bedziemy mieli uszka faszerowane powietrzem :)))


Składniki:

Ciasto:
ok. pol kilograma maki pszennej
1 lyzka masla
1 zoltko
goraca woda
pol lyzeczki soli

Farsz:
suszone grzyby (mieszane) - duuużo, co najmniej 2-3 garści*
cebula
lyzka masla
sol, pieprz

Nie martwcie się, jeśli wam farszu zostanie. Pysznie smakuje na grzankach, lub jako smarowidło do chleba. Uwielbiam!

Sposob przygotowania:

Grzyby dobrze wypłukac, kilka razy zmieniajac wode. Zalac nieduza iloscia wrzatku i gotowac, az zmiekna i napecznieja. Ja staram sie gotowac tak, zeby zostalo tylko kilka lyzek plynu, wtedy caly aromat "wraca" do grzybow. Po ugotowaniu odcedzic, a plyn, ktory zostanie, zachowac (ja dodaje go do barszczu).
Cebule obrac i bardzo drobno posiekac i podsmazyc na odrobinie oleju. Dodac grzyby i smazyc wszystko razem, przez 2-3 minuty, pod koniec dodajac maslo. Ostudzic. Po ostudzeniu grzyby zmielic lub zblendowac. (mozna dodac jajko - ja czasami tez dodaje, ale wtedy nie da sie jesc farszu "na surowo" ;)

Wyrobic ciasto, dolewajac wode z rozpuszczonymi w niej maslem i sola. Wałkowac partiami, nadajac plackom ksztalt prostokata (grubosc ok. 2 mm). Kroic na kwadraty (dowolnej wielkosci), faszerowac grzybami, zlepiac, jak normalne pierogi, po czym dwa przeciwlegle rozki zlepiac "na zakladke".

Mozna je od razu ugotować (wrzucac na osolony wrzatek i gotowac jeszcze przez ok. minute od wypłynięcia).

Mozna tez zamrozić i ugotować dopiero w Wigilie - i ja tak wlaśnie robie.
Układam uszka na tacy oprószonej mąką, każde osobno, tak zeby sie nie stykaly. Wkladam do zamrazarki i kiedy sie zamroza (minimum 30 min), zdejmuję z tacy i przekladam do woreczka, po czym ponownie wkladam do zamrazarki. 
Gotuję je bezposrednio przed Wieczerza, wrzucajac takie zamrozone wprost do wrzatku (gotuj się troszkę dluzej niz swieze).
Po ugotowaniu wyławiam i ukladam na półmiskach, skrapiając stopionym masłem.
Wazne jest, zeby po ugotowaniu ukladac je w jednej warstwie. Jesli beda lezaly jedne na drugich, jest duża szansa, że sie posklejają.

Są przepyszne! 
Smacznego :)


piątek, 16 grudnia 2011

Herbatka wzmacniająca odporność i poprawiająca nastrój...

 
...w sam raz na mgliste poranki, pochmurne, zimne dni i dlugie, zimowe wieczory...
Imbir jest jedna z najstarszych roslin leczniczych i przyprawowych. Ma mnostwo cennych wlasciwosci. Poprawia krazenie, pamiec i koncentracje (poprzez zwiekszenie ukrwienia mozgu), zmniejsza poziom cholesterolu, ma wlasciwosci rozgrzewajace, poprawia trawienie, leczy przeziebienia (mozna plukac gardlo imbirowym naparem), lagodzi bole miesiaczkowe.
Herbata Roiboos, drugi skladnik mojej herbatki, jest skarbnica cennych mineralow, m.in. zelaza, ktore zapobiega anemii, fluoru, korzystnie wplywajacego na zeby, potasu, miedzi, wapnia, manganu, magnezu, cynku, dobrze wpływajacego na skore, kwercetyny, pomagajacej zwalczyc alergie, flawonoidow, ktore są naturalnym środkiem antydepresyjnym i antyutleniaczy.
Rooibos nie zawiera tych składników herbat, które uważane są za niezdrowe, np. kofeiny.
W naparze znajdują się tez przeciwutleniacze, wpływajace pozytywnie na układ odpornosciowy, obnizajace ciśnienie krwi, spowalniajace procesy starzenia i hamujace produkcje komorek nowotworowych. Poza tym kwasy fenolowe, ktore wspaniale działaja na przewod pokarmowy, oslaniajac blone sluzowa. To one rowniez sprawiaja, ze napar ma wlasciwosci rozkurczajace (ma to znaczenie przy zapaleniach jelit i dolegliwosciach zwiazanych z  menstruacja.
Ponizej moj przepis na herbate, ktora najbardziej smakuje zima :)


Składniki:

litr zimnej wody
2 torebki herbaty roiboos
kawalek imbiru (wielkosci malego palca)
szczypta pieprzu
sok z limonki i kawalek skorki (moze byc cytryna)
miod


Sposob przygotowania:

Imbir obrac i pokroic w cienkie plasterki - im ciensze, tym lepsze. Wrzucic go do zimnej wody i powoli podgrzewac do wrzenia. Wylaczyc gaz, dodac roiboos, szczypte pieprzu i skorke z limonki (cytryny). Zostawic do przestudzenia.
Po przestudzeniu dodac miod (ja dodaje 2 czubate łyzki) i sok z cytryny.


Smacznego :)

czwartek, 15 grudnia 2011

Kapusta pekińska z serkiem tofu, w sosie pomidorowym ze słodkim chilli


Ekspresowe, lekkie danko do przygotowania w pietnascie minut.
Dla milosnikow "pekinki" i tofu, w nieco innej odsłonie :)

Składniki:
dla 4 osob
1 srednia kapusta pekinska
2 długie, jak najciensze marchewki
2 zabki czosnku
2 lyzki jasnego sosu sojowego
peczek kolendry
lyzka oleju
ok. 200g naturalnego tofu
sloik sosu pomidorowego slodkie chilli (Blue Dragon)

Sposob przygotowania:

Marchewke obrac i pokroic w plasterki. Posiekac czosnek. Kapuste pokroic niezbyt drobno, np. w duza kostke, mniej wiecej 3x3cm. W glebokiej patelni/rondlu rozgrzac olej i dodac czosnek. Po chwili dorzucic marchewke, smazyc 2 min i dodac kapuste. Doprawic sola i odrobina pieprzu.
Smazyc dalej, mieszajac, az warzywa zmiekna (jednak powinny pozostac poltwarde). Dodac tofu pokrojony w kosteczke (1x1cm), nastepnie wlac sos ze sloiczka, dodac sos sojowy, wymieszac i gotowac, az sie wszystko podgrzeje. Wylaczyc gaz i dodac posiekana kolendre.

Zjedlismy z tostami z ciabatty na zakwasie :)

Smacznego :)

wtorek, 6 grudnia 2011

Chleb z kawą i jogurtem, co zapachnił cały dom :)




Dawno nie pieklam, a w ubieglym tygodniu okazalo sie, ze moj zakwas glowny niebezpiecznie zmienil zapach. Nic dziwnego - nie byl w uzyciu od paru tygodni... Wzielam wiec z niego 1 lyzke, dodalam lyzeczke suszonego (z jego najlepszych czasow) i nastawilam nowy. A ten starszy dokarmilam, z zamiarem wykorzystania nastepnego dnia. Jednak nastepnego dnia nie moglam piec. Pieklam, dopiero za kilka dni. Naprawde sie balam, czy da rade. Ponoc im starszy, tym lepszy (przynajmniej jesli o zakwas chodzi ;) ale nigdy nic nie wiadomo...

Nie obylo sie bez wypadkow, ale jakims cudem, udalo mi sie naprawde cudny chlebuś upiec :)
Kiedy odmierzalam zakwas, sloik wyslizgnal mi sie z rak i zostala z niego tylko kupa szkla i beżowa paćka... Popelnil samobojstwo ;) Dobrze, ze cos tam zdazylam wlac :/

Pozniej zaliczylam szkolny blad... dodalam 3 lyzki kawy, zamiast 3 lyzeczek. Zorientowalam sie dopiero, kiedy chleb byl w piecu ;)
I dodalam tylko polowe wody, tyle co do jednegoego bochenka, a przeciez pieklam dwa. Na szczescie to sie dalo naprawic ;)

To byl dzien z gatunku tych, kiedy "caly czas pod gore". Ale mimo tego, chleb wyszedl chyba najpiekniejszy, z wszystkich moich dotychczasowych chlebow :)
Przede wszystkim, jak on wyrosl! I nie opadl w trakcie pieczenia. Ciemnobrazowy, pachnacy, z cudowna, chrupiaca skorka... A co najwazniejsze, wieksza ilosc dodanej kawy okazala sie zaleta, a nie wada :)
Maz, kiedy wrocil do domu, od razu wszedl do kuchni ze slowami: co ty pieczesz???
Zapach go za nos przyciagnal, bo zapachnilam caly dom :)




Składniki:

1 kg maki (pszenna chlebowa i zytnia razowa 3:1)
2 garsci platkow owsianych
50 dag zakwasu zytniego
3 lyzki kawy zbozowej (Inka)
2 lyzki cukru melasowego
pol duzego kubka jogurtu greckiego (dopelnic mlekiem)
ok. 500 ml cieplej wody
lyzeczka soli
lyzeczka suszonych drozdzy

mieszana posypka (siemie lniane, sezam, czarnuszka, mak, slonecznik)

Sposob przygotowania:

Cukier, sol i kawe rozpuscic w wodzie. Mleko wymieszac z jogurtem. Skladniki polaczyc i dobrze wyrobic (mikserem ok. 8 min). Przykryc i odstawic na pol godziny. W miedzyczasie przygotowac dwie srednie keksowki (ja wykladam papierem do pieczenia, lekko smaruje tluszczem i wysypuje maka i posypka. Po wyznaczonym czasie wylozyc ciasto na posypana maka stolnice/blat i krotko wyrobic recznie. Uformowac dwa podluzne bochenki, wlozyc je do foremek, przykryc sciereczka i odstawic do wyrastania na ok. godzine.
Pod koniec wyrastania rozgrzac piekarnik na maksimum. Odkryc foremki, ostroznie posmarowac wierzch bochenkow woda, posypac posypka, delikatnie oproszyc maka i wstawic do piekarnika.
Piekarnik naparowac (kilkakrotnie psiknac spryskiwaczem z woda) i piec chleb przez ok. 50 min.
W trakcie pieczenia jeszcze dwukrotnie spryskac woda wierzchy chlebow.
Po 50 min sprawdzic patyczkiem, czy chlebki sa upieczone, wylaczyc piekarnik i zostawic je w srodku na ok. 15 min (ja wyjelam je najpierw z foremek i wstawilam na kratce do wylaczonego piekarnika). Wyjac i wystudzic. Kroic (jesli wytrzymacie) dopiero, kiedy ostygnie ;)

Smacznego :)


czwartek, 1 grudnia 2011

Zielona herbata


Bardzo lubie roznego rodzaju herbaty, zwlaszcza zielone i biale. Jakos tak wyszlo, ze od dlugiego czasu pijamy je regularnie. Najbardziej cieszy mnie fakt, ze dzieci tez je lubia. Najpierw wciagnal sie starszy, a ostatnio zauwazylam, ze mlodszy tez coraz czesciej prosi o filizanke :) Prawie codziennie (czasem kilka razy dziennie) zaparzam wiec duzy dzbanek "zielonki".
Natomiast owocowa herbata, z roznymi sezonowymi dodatkami, jest u nas zawsze, zamiast innych napojow (sokow i gazowanych) - wypijamy hurtowe ilosci :)
Ostatnio jednak zafascynowaly mnie herbaty kwitnace.
Wszystko zaczelo sie od kilku "kulek" niespodzianek, ktore przywiezlismy z Tajwanu. Nikt nie byl w stanie powiedziec nam, jak "zakwitna", a chinskie znaki sa dla nas nieczytelne.  Czasami mozna znalezc na opakowaniach informacje w jezyku angielskim, tym razem nie bylo. Nie przejelam sie tym jakos szczegolnie mocno. Lubie niespodzianki :)
Okazalo sie, ze kulki rozwijaja sie w piekne kwiaty, zwienczone pomponikiem czegos, podobnego do koniczyny. Herbata okazala sie pyszna - lekka i delikatna. Zaraz po zaparzeniu miala kolor pistacji, a po kilku minutach stala sie bursztynowo-zolta.
Poniewaz zapasy juz nam sie koncza, od kilku dni buszuje w sklepach internetowych, w poszukiwaniu czegos szczegolnego. Nawet nie mialam pojecia, ze istnieje takie bogactwo kwitnacych herbat!
Zamowienie zlozone, teraz czekam na przesylke. Kiedy przyjdzie, podziele sie z wami kolejnym "kwiatkiem", bo nawet jesli ktos nie lubi zielonej herbaty, nie moze odmowic urody tym konkretnym herbatom :)

Obserwowanie, jak rozwijaja sie, pod wplywem goracej wody, ma w sobie cos... magicznego i terapeutycznego. Wrzucam szaro-zielona kulke, a po chwili, jak pod wplywem czarów, mam w czajniczku takie male cudo.
I ciesze sie, jak dziecko w sklepie z zabawkami :)))