czwartek, 11 sierpnia 2011

Ryzowe, kruche ciasteczka z herbatą jaśminową i czekoladą



Jadłam kiedyś podobne ciasteczka na Tajwanie. Urzekły mnie swoim herbacianym, słodko-wytrawnym smakiem, zupełnie niepodobnym do czegokolwiek co wczesniej jadłam, i pieknym, bladozielonym kolorem.
Jednak, jak to często bywa, po powrocie zapomniałam o nich. Aż do dzisiaj, kiedy to zaczęłam szukać w internecie zielonej herbaty matcha. 
Niestety nie udało mi się jej znaleźć, więc postanowiłam poeksperymentować i stworzyć podobny przepis na herbaciane ciasteczka, bazujący na dostępnych w Polsce składnikach.

Okazało się, że w szafce mam wprawdzie kilka rodzajów zielonej herbaty, jednak postanowiłam użyć chińskiej, jasminowej (ah... uwielbiam jej zapach!) Byłam pewna, że jaśminowa do moich ciasteczek bedzie idealna, ale na wszelki wypadek, gdyby okazała się zbyt delikatna, dodałam łyżeczkę zielonej.
Ponieważ chciałam, żeby moje ciasteczka smakowały też dzieciom, zdecydowałam się dodać trochę dobrej, gorzkiej czekolady.

Wyszły bardzo podobne w smaku do tych oryginalnych, co mnie niesamowicie ucieszyło - jednak koloru nie udało mi sie odtworzyć (herbata matcha ma niepowtarzalny kolor).
A ponieważ uwielbiam sie dzielić, zapakowalam kilka ciasteczek w piękne, chińskie pudeleczko po herbacie i zawiozlam komuś, kogo ten prezent bardzo ucieszył :)


Przepis dodaje do akcji Grumkow, Z widelcem po Azji

Skladniki:

1 łyżka herbaty jaśminowej
1 łyżeczka zielonej herbaty
170-200g mąki ryżowej (dodałam ryżową pełnoziarnistą)
2 jajka
110g miękkiego masła
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
100g cukru
50g pokrojonej na malutkie kawałki, gorzkiej czekolady bg (lub małe, czekoladowe chipsy)

Sposób przygotowania:
Zacznij od zmielenia (lub dokładnego roztarcia w moździerzu) obu rodzajów herbat.
Cukier połącz z masłem i lekko utrzyj łopatką. Dodaj jajka (stopniowo) i ucieraj, aż wszystko dobrze sie połączy. Zmieszaj mąkę, proszek do pieczenia, czekoladę i herbaciany proszek.
Sypkie składniki dodaj do płynnej masy i wymieszaj łopatką. Krótko zagnieć, podsypujac niewielką ilością mąki.
Uformuj w miarę płaski placek, oprósz maką i zawiń w folię spożywczą. Włóż na pol godziny do zamrażarki.


Po wyjęciu, ciasto powinno być twardawe, ale elastyczne. Pokrój je na małe kwadraty, co ułatwi ci formowanie jednakowej wielkości ciastek.

Z ciasta formuj małe kuleczki (dłonie posmaruj olejem, nie będą się kleić) i układaj je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odleglosci ok. 3 cm od siebie (ciasteczka trochę urosną).
Staraj się to zrobić jak najszybciej, bo im dłużej bedziesz dotykać ciasta, tym bardziej będzie kleiste.


Piecz ok. 15 - 20 min w temp. 180-200oC (czas podany bez termoobiegu), aż lekko zbrązowieją od spodu.

Smacznego bardzo :)

środa, 10 sierpnia 2011

Serowe racuszki z borówkami i jablkami


Skladniki:

opakowanie twarozku (u mnie "klinek" Piatnica, poltlusty)
2 jajka
mleko
maka pszenna
2 lyzki oleju
lyzeczka proszku do pieczenia
duza szczypta kurkumy
szczypta soli
esencja waniliowa (ok.1 lyzki)
ok. 15 dag borowek amerykanskich (lub jagod)
1 duze, kwaskowate jablko


Sposob przygotowania:

Twarozek rozgniesc widelcem lub przepuscic przez praske. Jablko obrac i pokroic w kostke wielkosci borówek. Borowki umyc i osuszyc na sitku. Jajka roztrzepac z mlekiem (ilosc mleka zalezy od tego, ile chcemy miec plackow; ja dodalam ok. szklanki), olejem, kurkuma, sola i esencja waniliowa.
Dodac make - tyle, zeby uzyskac konsystencje gestej smietany (ciasto, po nalozeniu na patelnie, powinno sie troche rozplynac, ale nie rozlewac, jak ciasto na nalesniki) i dobrze wymieszac.
Do ciasta dodac owoce i jeszcze raz, delikatnie, wymieszac.
Smazyc nieduze placuszki, na mocno rozgrzanej, płaskiej płycie lub patelni (bez tluszczu), odwracajac w momencie, kiedy brzegi plackow sie zetna i zaczna sie w nich robic male dziurki.

Podawac z cukrem - najlepiej z brazowym muscovado, ktory ma lekko karmelowy smak - i listkami miety.

Smacznego :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

Szpinakowe tagliatelle z pomidorowo-fasolowym sosem



Moja ulubiona pora roku, z calym mnostwem swiezych warzyw i owocow, sprawia, ze jakos latwiej i szybciej jestem w stanie ugotowac obiad, czy zrobic jakies slodkie co nieco.
Uwielbiam wszelkie targi, rynki i ryneczki, bazary i bazarki. Moglabym godzinami chodzic wsrod straganow i wybierac :) Szkoda, ze nie da sie tym wszystkim nasycic tak na zapas...
A lato tak szybko mija...


A w tle moje "wychuchane", jeszcze zielone, pomidorki koktajlowe.

Składniki sosu:

po 25 dag zielonej i zoltej fasolki szparagowej
puszka pomidorow pelati bez skorki
ok. 10 szt. pomidorkow koktajlowych
1 czerwona papryka
1 duza cebula
4 zabki czosnku
1 czerwona chilli (niezbyt ostra)
czubata łyżka brazowego cukru
1 lyzka octu balsamicznego
opcjonalnie: kilka straczkow mlodego groszku cukrowego
szczypta kuminu i tymianku
pol lyzeczki kurkumy
1 lyzeczka papryki
sol, pieprz
swieza bazylia

Dodatkowo:
pol paczki szpinakowych tagliatelle

Sposob przygotowania:

Fasole obrac i kazdy straczek przekroic na pol. Cebule i czosnek obrac i posiekac. Papryke pokroic w paski. Ze straczkow groszku obciac koncowki. Ostra papryke przekroic, wyjac nasionka (lub nie, jesli danie ma byc naprawde ostre) i posiekac. Pomidorki koktajlowe przekroic na pol.
Na patelni rozgrzac 2 lyzki oliwy (nie extra vergine, ale tej do smazenia) i od razu dodac czosnek (odlozyc jeden zabek). Jak tylko zacznie sie smazyc, dodac cebule. Nastepnie przyprawy (oprocz tymianku) i cukier, smazyc przez chwile, dodac fasolke, papryke, chilli i pomidory z puszki (jesli sa w calosci, nalezy je pokroic w dowolny sposob).
Przykryc i dusic do miekkosci, na malym ogniu, w miare potrzeby podlewajac woda. Zajmie to ok. 40 min. Sos powinien zgestniec, a fasolka powinna byc miekka.
W miedzyczasie ugotowac makaron. Odcedzic, zachowujac troche wody.
 Pod koniec dodac do sosu pomidorki koktajlowe, ocet balsamiczny, odlozony czosnek Dusic jeszcze ok. 5 min caly czas mieszajac, poniewaz sos jest juz gesty i moze sie przypalic. Posypac mozarella (odlozyc troche do dekoracji) i tymiankiem (najlepiej swiezym), dodac straczki groszku, jesli go dodajemy i jesli trzeba - ponownie doprawic, przykryc pokrywka i wylaczyc gaz.
Polaczyc makaron z sosem, wymieszac i gotowe.
Juz talerzu posypac swieza bazylia i "kłaczkami" mozarelli.

Smacznego :)

sobota, 23 lipca 2011

Pietruszkowo - migdałowe pesto z suszonymi pomidorami



Nie mam bladego pojecia, co sie dzieje z tym przepisem, ale znowu zniknal - zezarla go amba, zassala czarna dziura? Nie wiem... Evil or Very Mad  Przyznam, ze dziwne to jest bardzo i OSTATNI RAZ umieszczam, a raczej próbuje umiescic go na blogu. Na szczescie przed ostatnim zniknieciem zrobilam kopie w Wordzie i dzieki temu moge go jeszcze raz opublikowac, ale nie mam juz do niego serca :( Koniec. Kropka. Jesli znow zniknie, to... bye, bye...

Z ostatniej chwili...
Opublikowal sie znowu w lipcu i z komentarzami, ktore wtedy zniknely. Bloger jest jak Kosmos :D


Zmagam sie ostatnio okrutnie z uzupelnianiem brakow magnezu. Zanim sie zorientowalam, ze "mi brakuje", minelo sporo czasu i robilo sie coraz gorzej...
Miesnie zaczely mi podrygiwac, a to w udzie, a to w ramieniu, zwlaszcza po intensywnym wysilku na silowni.
Drgaly mi powieki - nie mialam na to zadnego wplywu. Robilam sie ospala, zmeczona, czesto bez powodu. Stalam sie nerwowa, placzliwa i marudna. Znak, ze z tym magnezem nie bylo najlepiej. Oczywiscie zrobilam badania, no i sie okazalo, ze kiepsko.
Od kilku miesiecy lykam suplementy, ale nikt nie jest w stanie stwierdzic, jak sie wchlania magnez z fabryki. Dlatego ciagle szukam nowych, naturalnych, zrodel.
Wyczytalam, ze bardzo duzo magnezu jest we wszystkich orzechach, w pestkach dyni, jak rowniez - co bylo sporym zaskoczeniem - w natce pietruszki i koperku. Stad pomysl na to pietruszkowe pesto.




Wykorzystalam je do zupy brokulowo-dyniowej, ale rownie dobre bedzie, np. z odrobina parmezanu, do makaronu.
A moj ostatni hicior, to gruba warstwa pesto na tostowanym, pelnoziarnistym chlebie.




Skladniki:
dwie garsci siekanej natki pietruszki
ok. 20 migdalow (nie obranych)
6 polowek suszonych pomidorow
sok z polowy cytryny
oliwa
sol, pieprz

Sposob przygotowania:

Wszystko zmiksowac w blenderze, dolewajac powoli oliwe - tyle, zeby skladniki sie polaczyly (sos powinien miec konsystencje takiej dosc rzadkiej pasty).

Smacznego :)

Przepis dodaje do akcji Zielnik Kuchenny

środa, 20 lipca 2011

Paszteciki drożdżowe z mięsem drobiowym



Pewnie juz ze sto razy pisalam, ze uwielbiam robic ciasto drozdzowe...? Nawet jesli pisalam, to napisze raz jeszcze: kocham to robic ;)
Kiedys wydawalo mi sie, ze jest strasznie trudne i kaprysne, a teraz moge je robic z zamknietymi oczyma.
W ostatnich tygodniach ciagle cos drozdzowego pieklam, bo odkrylam, ze to mnie niesamowicie odstresowuje. Takie drozdzowe ciasto, jest jak... zywy organizm (a raczej organizmik ;)).
Tak wiec ostatnio pieklam dwa razy placek z rabarbarem i kruszonka, raz bialy, tradycyjny chleb obsypany mąka, raz drozdzowe racuszki...
A w poniedzialek paszteciki.
Robilam je (wg. tego wlasnie przepisu) juz drugi raz i musze przyznac - sa rewelacyjne! Ciasto jest niesamowicie plastyczne i bardzo latwe w obsludze. Nie klei sie ani do rak, ani do miski, ladnie rosnie, latwo sie walkuje - innymi slowy, ciasto marzenie (cos w tym jest, bo przepis mam od kolezanki, Marzeny właśnie :)) 
Pomysl na nadzienie jest moj, ale mysle, ze czego by nie napchać do środka, wyjda pyszne :)

Te paszteciki pieklam tak troche "na raty", bo miedzy jednym "wsadem", a drugim odwozilam meza na lotnisko. A zanim wrocilam do domu, moj mlodszy syn zjadl cala blache pasztecikow! Nie mam pojecia, jak on to zrobil, ale pozarl ok. 20 sztuk na raz :))
Oczywiscie zdjecia nie zdazylam zrobic, wiec przy nastepnej okazji postaram sie najpierw zrobic fotki, a dopiero pozniej krzyknac: paszteciki upiekłam!


Jeszcze jedno. Paszteciki świetnie się mrożą. Można upiec i po wystudzeniu od razu zamrozić (ja układam je w woreczku płasko, w rzędach, tak aby łatwo było wyjąć potrzebną ilość). Rozmrażać można albo w piekarniku, w niezbyt wysokiej temperaturze, albo na patelni, na minimalnym gazie, pod przykryciem.
Smakują jak świeże :)




Skladniki:
na ok. 60 szt.

4 czubate szklanki mąki (ok. kilograma)
kostka masła (ja dodaję masło i smalec 1:1)
250 ml kwaśnej smietany 12%
5 dag drożdży
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
dodatkowo: jajko do smarowania i sezam do posypania

Nadzienie:
pół dużego kurczaka wiejskiego
2 marchewki
pietruszka
kawalek selera z nacią
pół pora
cebula
2 ząbki czosnku
jajko
sól, pieprz, 3 listki laurowe, kilka kulek ziela angielskiego
duża garść dowolnych, posiekanych ziół (natka, koper, oregano, lubczyk, itp.)
cząber, majeranek

Sposob przygotowania:

Mięso ugotować z warzywami, przyprawami i cebulą opieczoną nad ogniem. Wystudzić i zmielić razem z warzywami. Doprawić majerankiem i cząbrem. Dodać jajko i dużo posiekanej "zieleniny" (u mnie: koper, pietruszka, lubczyk, nać selera, oregano).

Drożdże wymieszać w dużej misce ze śmietaną (powinna być wyjęta z lodówki co najmniej godzinę wcześniej lub ogrzana w naczyniu z ciepłą wodą) i cukrem. Odstawić na kwadrans do wyrośnięcia. Tłuszcz roztopić i ostudzić.
Do miski dodać resztę składników i dobrze wyrobić ciasto.
Zostawić do wyrośnięcia na ok. godzinę (powinno podwoić objętość).


Po tym czasie ciasto ponownie wyrobić, podzielić na pół i rozwałkować w prostokat o grubości ok. pół centymetra, podsypując mąką tylko od spodu.
Żeby sie nie lepilo, wałek oprószyć mąką.
Pokroić w paski szerokosci ok. 15 cm.
Wzdłuż dłuższego boku nałożyć farsz, formując z niego rulonik o średnicy ok. 3 cm.


Zawinąć ciasto i odwrócić tak, żeby łączenie znalazło sie od spodu.


Kroić ukośnie na kawalki szerokosci ok. 3 cm.


Układać na blasze, na podkładce lub papierze do pieczenia, w odległości ok. 1 cm od siebie. Każdy pasztecik posmarować dokładnie roztrzepanym jajkiem i posypać sezamem.


Piec w temp. ok. 180-200oC przez ok. 20 min, do zrumienienia.

Smacznego :)

Uwagi: ciasto powinno byc miekkie i elastyczne, nie powinno sie lepić ani do rąk ani do miski. Jeżeli podczas wyrabiania stwierdzimy, że ciasto jest zbyt twarde, można dodać więcej śmietany, lub trochę mleka. Jeśli wyjdzie jest zbyt rzadkie - trzeba dosypać mąki. 

wtorek, 12 lipca 2011

Potrawka z pędami groszku, czyli... chyba jestem królikiem :)


Doszlam do wniosku, ze jestem krolikiem :) Nie tylko dlatego, ze lubie zielenine. Przede wszystkim jestem - sama dla siebie - krolikiem doswiadczalnym. Wczoraj wpadlam na pomysl, zeby do gotowania wykorzystac pedy groszku cukrowego. Nie mam pojecia, czy ktokolwiek wczesniej to robil, jak mialoby to smakowac i czy wogole da sie to zjesc, ale do odwaznych swiat nalezy :)
A wszystko przez to, ze moja "plantacja" groszku przerodzila sie w busz. Strąkow jeszcze nie ma, ale za to jest cale mnostwo mlodziutkich pedow. Zeby mial szanse zaowocowac, bylam zmuszona troche go przerzedzic. Wyrwalam kilka, sprobowalam listkow i okazalo sie, ze smakiem bardzo przypominaja strączki. Dalej juz samo poszlo - zdecydowalam, ze wykorzystam je w kuchni.
Tak oto szlaki zostaly przetarte ;) Smialo moge powiedziec, ze to sie do jedzenia nadaje. Listki sa kruche i smaczne, dodaja potrawie koloru i delikatnego posmaku groszku.
Zeby wzmocnic ten groszkowy smak, dodalam soczewice, a zeby poprawic trawienie - duzo suszonego cząbru.

Skladniki:

kalarepka
duza marchew
pomidor
nieduzy kawalek selera
cebula
2 zabki czosnku
1 ogorek malosolny
puszka ciecierzycy
6 polowek suszonych pomidorow (w oliwie)
ok. dwoch duzych garsci pędów groszku cukrowego (ewentualnie rukoli)
lyzka koncentratu pomidorowego
plaska lyzeczka ksylitolu (moze byc cukier)
1 lyzeczka suszonego cząbru
sol, pieprz 

Uwaga: danie jest wege, ale mozna dodac mieso; u mnie byly dwie wersje, do "miesnej" dodalam ugotowane i obrane mieso z indyczego skrzydelka.

Sposob przygotowania:

Warzywa (marchew, seler, kalarepka, cebula, czosnek) obrac, umyc i pokroic w kostke. Pomidory (swiezego i suszone) oraz ogorka posiekac (ze skorka). Mieso - jesli go uzywasz - podzielic na spore kawalki (dzieki temu podczas mieszania z warzywami nie zrobi sie paćka), usuwajac skore i kosci. Z pedow groszku oddzielic same listki.
Na glebokiej patelni rozgrzac lyzke oleju lub ghee), wrzucic cebule i czosnek. Po chwili dodac seler i marchew i kalarepke. Smazyc kilka minut (warzywa powinny byc twardawe). Na koniec dodac pomidory i ogorek, ciecierzyce razem z zalewa, koncentrat, cukier i przyprawy.
Wszystko razem dusic bez przykrycia, az troche plynu odparuje i sos sie zagesci (ewentualnie mozna posypac lyzeczka maki i szybko wymieszac).
Po zdjeciu z ognia dodac (opcjonalnie) mieso, chwile dusic, zeby sie podgrzalo, dodac pędy groszku, lekko zamieszac i gotowe.

Smacznego :)

piątek, 8 lipca 2011

Warzywa ze szpinakiem i ciecierzyca z soczewicą


Ciezkie czasy nastaly... Malo mnie ostatnio, bo biegam miedzy domem, a szpitalem, a zle wiadomosci nie przestaja naplywac :( Czekam na koniec "czarnej serii", zeby mozna bylo zaczac wreszcie normalnie funkcjonowac...
Poniewaz ostatnio nie mam czasu na gotowanie, a cos jesc trzeba, ratuje sie blyskawicznymi daniami.
To, ktore wam dzisiaj proponuje nadaje sie na obiad lub kolacje. Jest nie tylko pyszne, ale i zdrowe. Podejrzewam, ze miesozercy sie nim nie zachwyca, ale wszyscy, ktorzy kochaja warzywa, a zwlaszcza milosnicy orientalnych smakow, zjedza z przyjemnoscia.


Smazone warzywa:

opakowanie szpinaku (pol kilo)
czerwona i zielona papryka
ok. 12 malych pieczarek
1 marchewka
cebula
1-2 zabki czosnku
sol, pieprz, papryka w platkach, odrobina oregano
olej (dla MM warzywa dusimy w malej ilosci bulionu)

Warzywa i grzyby pokroic w paski. Szpinak oplukac i dobrze osuszyc.
Podsmażyc warzywa na odrobinie oleju, najpierw marchewke, pozniej  dorzucic papryki, cebule i czosnek. Smazyc az beda lekko chrupiace. Dodac szpinak i smazyc krotko, zeby lekko zmiekl.

Ciecierzyca z soczewica:

puszka brazowej soczewicy
puszka ciecierzycy
czosnek
1/4 lyzeczki kuminu
siekane ziola (pietruszka lub kolendra, cienki szczypiorek itp.)
sklarowane maslo (dla MM kilka lyzek bulionu)

Rozgrzac niewielka ilosc sklarowanego masla, dodac posiekany czosnek i smazyc ok. 10 sekund. Dodac odsaczona ciecierzuce i soczewice (jezeli nie mamy dostepu do puszkowanych "strączkow", mozna samodzielnie je ugotowac i dodac do potrawy w ilosci ok. szklanki).
Podgrzac i na koniec dodac dowolne, swieze ziola.

Sposob podania:

Proponuje nalozyc warzywa na srodek talerza, a na wierzch wylozyc "strączki".
Podawac koniecznie z kubkiem kefiru lub maslanki, poniewaz nabial neutralizuje szczawiany zawarte w szpinaku.

Smacznego :)

niedziela, 3 lipca 2011

Całuski pani Darling


Te "całuski", to naprawde pyszne, zaczarowane ciasteczka. Znikaja w jakis magiczny sposob, zaraz po wyjeciu z piekarnika... Wystarczy, ze sie czlowiek odwroci na chwile, zeby wyjac z lodowki kolejna porcje ciasta, a juz okazuje sie, ze na blasze "swieca" puste miejsca.
Wiec albo po kuchni grasuja krasnoludki, albo... magia ;-)

Pieklam je juz kilkakrotnie i moge smialo powiedziec, ze zawsze sie udaja. Zdjecia pochodza sprzed kilku lat, poniewaz teraz zabralam ciastka "w gosci" i nie zdazylam pstryknac fotek.

A przepis pochodzi z ksiazki M. Musierowicz pt. "Całuski pani Darling", ksiazki o ktorej wspominalam juz wczesniej, przy okazji ciasta kapitana Haka.


Składniki:

100g gorzkiej czekolady
pol szklanki cukru
pol kostki masla
1 jajko
2 szklanki maki
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

"Zeby je (ciasteczka) upiec, trzeba zaczac od kupienia stugramowej tabliczki gorzkiej czekolady. Niech dziecko zaraz przelamie tabliczke na cztery czesci i jedna z nich zje, a trzy (...) rozpusci w malym rondelku, ustawionym na garnku z gotujaca sie woda (tylko ostroznie!)".

Nie moglam sie powtrzymac od dokladnego cytatu, no bo przeciez dokladny sposob wykonania na pewno ma niebagatelne znaczenie ;-) Zastanawiam sie tylko, czy te 1/4 czekolady moze zjesc mama? No powiedzmy... z braku dziecka "pod reka"...? :-)

Sposob wykonania:
Rozpuszczona czekolade ostudzic. Ubic mikserem maslo z cukrem i jajkiem, dodac czekolade i reszte skladnikow i wyrobic (recznie) gladkie ciasto. Wlozyc je do foliowego woreczka i chlodzic w lodowce przez godzine. Rozwalkowac (partiami) na grubosc ok. pol centymetra i wycinac foremkami dowolne ksztalty. Piec w rozgrzanym piekarniku (ok. 180 - 200oC) przez ok. 20 min.
Po wystudzeniu ozdobic kolorowym lukrem lub czekolada.

Autorka zaleca "fantazjowac do woli"! :)

Smacznego :)

środa, 29 czerwca 2011

Curry z krewetek z domową pastą curry


Uwielbiam owoce morze, a zwlaszcza krewetki. A jesli krewetki, to najchetniej w postaci curry. Ich smak w polaczeniu z mlekiem kokosowym, ostrymi przyprawami i limonka to dla mnie kulinarne niebo. No, powiedzmy, ze nie jedyne, ale na pewno jedno z najulubienszych ;)
Co zrobic, kiedy nie mamy pod reka pasty curry? Coz, na pewno nie nalezy usiasc i plakac ;)
Trzeba pokombinowac i sprobowac zrobic ja samodzielnie.
Wydaje mi sie to proste, poniewaz nigdy nie kieruje sie zadnym konkretnym przepisem - lacze po prostu to, co mi najbardziej odpowiada, starajac sie mniej wiecej zachowac "klimat".
Ostatnia pasta curry, ktora kupilam (czerwona, tajska) byla zabojczo ostra.
Lubie ostre potrawy, ale chyba nie az tak ;) Poza tym zepsula sie, zanim wykorzystalam chocby polowe.
Dlatego naprawde wole sama ja zrobic i wykorzystac na raz lub w przeciagu kilku dni (bo taka domowa pasta moze sobie postac w lodowce nawet tydzien).


Cos mi teraz przyszlo do glowy... Moglabym stworzyc taka prywatna liste rzeczy, ktorych kiedys nie cierpialam, a teraz uwielbiam. Moglabym, bo uzbieralo sie juz kilka pozycji. Na przyklad szpinak, seler naciowy, rukola czy kolendra. Jak to jest, ze mozna sie az tak zmienic?
Zastanawiam sie, czy w druga strone tez to dziala? Czy przypomne sobie cos, co kiedys uwielbialam, a teraz tego nie lubie...?
Nic mi nie przychodzi do glowy.
Widocznie moge sie kulinarnie rozwijac, a "cofka" nie jest przewidziana ;)

A wracajac do tematu. Takie curry mozna tez zrobic z ryby, kurczaka czy indyka. Bedzie rownie dobre.


Skladniki:
dla ok. 4 osob

30 dag duzych krewetek
litr wywaru rybnego lub rosolu z kurczaka
garsc ryzu (najlepiej wloskiego, do zup)
2 lodygi selera, drobniutko posiekane (najlepiej ze środka, z listkami)
ok. 200g mleczka kokosowego
lyzka oleju
dymka pokrojona w ukosne plasterki
posiekana kolendra

Wywar rybny:
1.5 litra wody
resztki ryb (osci, glowy, pletwy - to co zostaje po wycieciu filetow)
1 duza marchew
1 mala pietruszka
plaster selera grubosci malego palca
sol, pieprz, kurkuma

Domowa pasta curry:
1 czubata lyzeczka przecieru pomidorowego
2 duze, posiekane zabki czosnku
2 posiekane szalotki (lub 1 cebula)
1/2 lyzeczki kurkumy
po 1/4 lyzeczki mielonego kuminu i mielonej kolendry
skorka z limonki (lub cytryny)
czerwona papryczka chilli (ilosc wg. uznania)
kawalek posiekanego imbiru (wielkosci malego palca)
1/2 lyzeczki grubej soli

Sposob przygotowania:
Ugotowac wywar rybny, przecedzic, wyjac warzywa i drobno je pokroic.
Skladniki pasty utrzec w mozdzierzu lub malakserze, wylozyc na rozgrzany olej i przesmazyc. Dodac krewetki i seler. Smazyc 2-3 minuty, wyjac krewetki, po czym dodac wywar.  
Zawartosc patelni przelac do garnka, dodac ryz i gotowac go w wywarze, az zrobi sie miekki. W czasie gotowania uzupelniac plyn.
Dodac mleczko kokosowe, odlozone wczesniej krewetki, pokrojone warzywa z wywaru i dymkę.
Wymieszac, doprawic sokiem z limonki i gotowac jeszcze kilka minut.
Przed podaniem posypac kolendrą.
Smacznego :)

Takie tam... ;)

Kiedy filetujesz ryby, wszystkie resztki zamknij w foliowym woreczku i wloz do zamrazarki. Kiedy kolejny raz bedziesz wycinac filety, resztki doloz do woreczka - i tak za kazdym razem. A kiedy uzbierasz ich odpowiednia ilosc, bedziesz miala/mial z czego ugotowac wywar rybny.
Gotowy, przecedzony wywar mozesz zamrozic. Przyda sie, kiedy bedziesz sie spieszyc :)

sobota, 18 czerwca 2011

Sushi maki - historia prawdziwa ;)



Jakis czas temu dostalam maila z zapytaniem, czy nie chcialabym wyprobowac w swojej kuchni kilku nowych produktow. Chcialam :)
A kiedy okazalo sie, ze chodzi o produkty potrzebne do zrobienia sushi, bylam w siodmym niebie. 
Bo sushi kocham miłością ogromną, chociaż przyznam, ze nie od pierwszego wejrzenia ;)


Po raz pierwszy zobaczylam te rolki wiele lat temu, w jednym z londynskich sushi-barow. Byly to czasy, kiedy w moim, bynajmniej nie malym, miescie nie bylo ani jednej japonskiej restauracji. Sushi bylo czyms, o czym sie slyszalo, co sie widzialo w tv i czego bardzo sie chcialo sprobowac, jednak - proza zycia - nie bylo takiej mozliwosci.
Wiem, brzmi, jak prehistoria, ale tak wlasnie bylo :)
Wtedy, w tej londynskiej restauracji, rolki (i nie tylko) plywaly sobie na malych lodeczkach wokol baru, za ktorym skośnoocy mistrzowie japonskiej kuchni kroili, zwijali i formowali, po czym puszczali swoje dziela z nurtem malej rzeczki.
Przyznam, ze bylam pod wrazeniem, bo byly to male arcydziela, wiec zanim sie zdecydowalam, co wybrac, zdazyly zrobic pare kolek wokol baru.
W koncu wybralam, moim zdaniem najladniejsza, rolke z duza, rozowa krewetka. Prezentowala sie cudnie - z jednej strony wystawal ogonek i, na szczescie, nic na mnie nie patrzylo oczkami czarnymi, jak wegielki :)
Przyznam, ze bylam PEWNA, ze to bedzie smakowalo co najmniej tak dobrze, jak wyglada. Wlozylam do ust, przytrzymalam za ogonek i... ZONK. To co mialam w ustach kompletnie mnie zaskoczylo - i to nie tylko smakiem, ale i konsystencja... I to nie byly bynajmniej pozytywne wrazenia... Goraczkowo myslalam: CO ROBIĆ? CO ROOOBIĆ???! 
Ani przełknąć, ani wypluć... 
Z dwojga zlego wybralam to drugie i bylam pewna, ze jadlam sushi dwa razy: pierwszy i ostatni :)
Na szczęscie dałam im jeszcze niejedną szansę, ale tak naprawdę, to pokochałam je dopiero wtedy, kiedy sama zaczęłam je robić.



Zapraszam na moje sushi - nie pierwsze i zapewne nie ostatnie :)

Jak samodzielnie zrobić sushi?

Skladniki:
1.5 szklanki ryżu
6 arkusików nori
wasabi
sos sojowy
ocet ryżowy
marynowany imbir

W środku:
1. Pasta krabowa: mięso krabów w sosie własnym (z puszki) + odrobina majonezu i ketchupu; do tego żółta papryka pokrojona w paski, listki kolendry.
2. "Pasta" krabowa i żółta papryka j/w, paseczki awokado.
3. Paluszki krabowe, papryka pokrojona w paski, ogórek wezowy (dlugie słupki) ze skorka
4. Łosoś wedzony na zimno, ogorek j.w, szczypiorek, pokrojone w paseczki, smazone boczniaki.
5. Łosoś, ogórek małosolny, kolendra.


Przygotowanie ryzu:

Ryz wyplukac kilkakrotnie (do momentu, az woda bedzie przezroczysta), zalac woda i odstawic na ok. 20 min, az zrobi sie bialy. Odcedzic, wsypac do garnka o grubym dnie, zalac 1.5 szklanki zimnej wody, przykryc i zagotowac.
Po zagotowaniu przemieszac, ponownie przykryc i gotowac dalej przez ok. 15 min, na malutkim ogniu (nie podnosic pokrywki i nie mieszac).
Po tym czasie zdjac garnek z ognia i zostawic w spokoju, nie odkrywajac, na kolejnych kilka minut.

W miedzyczasie trzeba zrobic zaprawe do ryzu:
9 łyżek octu ryżowego wymieszac z 2 łyżkami cukru i 2 łyżeczkami soli.

Ugotowany ryz wymieszac z zaprawa i wylozyc do duzej miski, zeby sie wystudzil. Japonki przyspieszaja ten proces, studzac ryz wachlarzem :)


Rolowanie:
Na bambusowej macie ulozyc nori (sprasowane algi) - blyszczaca srona do dolu (ja zawsze najpierw rozkladam kawalek folii spozywczej, zeby nie brudzic maty). Zmoczyc dlonie i rozlozyc rowna warstwa ryz, na ok. 3/4 powierzchni, dobrze dociskajac. Na srodku cieniutko rozsmarowac wasabi, ulozyc wybrane skladniki i ciasno zwinac, dociskajac bambusowa mata. 

Kazda rolke pokroic na ok. 2.5 cm kawalki. Noz powinien byc bardzo ostry.

Smacznego :)

Dodam tylko, ze...
Japonczycy jedza sushi palcami, zanurzajac je w sosie sojowym zmieszanym z wasabi.
Cala rolke wklada sie do ust na raz. Nie do pomyslenia jest, zeby odgryzac po kawalku ;)
Marynowane plasterki mbiru przegryza sie 'pomiedzy', zeby oczyscic kubki smakowe.

środa, 8 czerwca 2011

Sos jogurtowo-miętowy, na słono i słodko



Kiedys, kiedy bylam mala dziewczynka, nie chcialam pic herbaty, tylko miete. Pilam sobie te miete cale dziecinstwo i mlodosc, zwlaszcza, ze latem rosla kolo studni, a na zime Babcia suszyla hurtowe ilosci ;)
Milosc do miety zawdzieczam wiec swoim Dziadkom, ktorzy tez owa mietke popijali z przyjemnoscia. 
Moj Dziadzio nauczyl mnie rowniez popijac kawe zbozowa i napar z siemienia lnianego, oraz rozpoznawac ziola.
Do jednego tylko nie dalam sie przekonac, a mianowicie do piołunu. To cholerstwo bylo tak gorzkie, ze nie mam pojecia, jak Dziadek byl w stanie to przelknac...? Chociaz, prawde mowiac, Dziadzio robil tez wspaniala piołunówke i orzechówkę i zdecydwanie wolal ziola (i inna zielenine) w takiej wlasnie postaci ;)

Ostatnio znow oszalalam na punkcie miety :) W moim mini-zielniku rosnie wprawdzie maly krzaczek, ale ile mozna wyhodowac na balkonie? I tak mam tam wszystkie dostepne ziola, rukole, groszek i pomidorki koktajlowe :) 
Ale.  Pare dni temu, kiedy scinalam kwiaty do wazonu (w ogrodzie u tesciowej) znalazlam cala PLANTACJE miety :))) Ucieszylam sie ogromnie, chociaz poczatkowo nie wiedzialam, co to za roslina. No bo nie jest to ta najbardziej znana mieta pieprzowa, ale jakas inna odmiana o "włochatych" listkach. Okazalo sie jednak, ze smak i zapach ma wspanialy, a napar ma przecudny, jasnozielony kolor.

Odkad odkrylam te mietowe krzaczki, dodaje miete do wielu potraw, probuje roznych polaczen i, jak dotad, wszystkie moje pomysly byly dobre (ach ta skromnosc... ;)). Dlatego doszlam do wniosku, ze mieta pasuje do wszystkiego :)

Dzisiaj sos mietowy, banalnie prosty, ale pyszny. Na slodko do plackow, racuchow, klusek, nalesnikow.
A na slono lub/i pikantnie do miesa, grillowanych warzyw,czy makaronu.

Składniki:
duzy kubek jogurtu naturalnego (polecam grecki)
kilka listkow miety

Dodatki do sosu słonego:
sol, pieprz

do wyboru:
słodka lub ostra papryka,
ulubione ziola
kumin
curry

Dodatki do sosu słodkiego:
cukier puder lub fruktoza dla MM

opcjonalnie:
esencja waniliowa,
woda różana
cynamon

Sposob wykonania:
Miete drobniutko posiekac i wymieszac z dodatkami, tak zeby puscila sok (ja ucieram w mozdzierzu). Wymieszac wszystko z jogurtem i gotowe.
Nie radze miksowac, poniewaz jogurt przestanie byc gesty.

Smacznego :)

wtorek, 7 czerwca 2011

Twarogowo-rabarbarowe placuszki z amarantusem



W koncu i mnie dopadlo rabarbarowe szalenstwo :)
Nie do konca z wlasnej i nieprzymuszonej woli, bo "snopek" rozowego rabarbaru dostalam od przyjaciolki. Lezal sobie pozniej przez ladnych kilka dni w lodowce, az w koncu przyszla na niego pora.
Zrobilam placki - inne niz zwykle, bo z twarozkiem, zurawina i maka z amarantusa - i kompot z dodatkiem truskawek.
Zainspirowala mnie maka amarantusowa, ktora zostala mi po pieczeniu chleba. Wymyslilam wiec sobie takie niecodzienne placuszki, a poniewaz mi sie udaly, podziele sie przepisem :)



Skadniki:

250g twarogu
1½ szklanki mleka
2 jaja
3 czubate lyzki maki z amarantusa
4-5 czubatych lyzek maki pszennej
1 lyzka esencji waniliowej (ewentualnie kilka kropli olejku waniliowego)
2 lyzki cukru trzcinowego (ciemnego)
1 lyzeczka proszku do pieczenia
30-40 dag rabarbaru
2 lyzki suszonej zurawiny
szczypta kurkumy, szczypta soli
kilka listkow mięty

Sposob przygotowania:

Rabarbar umyc, obrac z wlokien i pokroic w plasterki (ok. 0.5 cm grubosci).
Jajka rozmieszac, dodac mleko i powoli dosypywac - caly czas mieszajac - obie maki i proszek do pieczenia. Dodac cukier i przyprawy. Na koniec dodac pokrojony rabarbar i zurawine.
Smazyc nieduze placuszki, uwazajac przy odwracaniu, poniewaz sa bardzo delikatne.
Mozna podac z brazowym cukrem i mieta, albo z mietowym jogurtem.
Smacznego :)


sobota, 4 czerwca 2011

Warkoczyki z polędwicy z sosem pieczarkowym



Bez zbędnego gadania - pyszne i bardzo dekoracyjne :)


Składniki:

1-2 poledwiczki wieprzowe
duzy zabek czosnku
sol, pieprz, slodka, mielona papryka
olej do smazenia

Sos grzybowy:

ok. 30 dag malych pieczarek
pol cebuli
1 zabek czosnku
1 lyzka maki
maly jogurt naturalny
1 lyzka serka homogenizowanego lub mascarpone
sok z cytryny 
siekana natka
sol, pieprz
opcjonalnie: lyzeczka mielonych grzybow

Sposob przygotowania:

Mieso umyc, osuszyc i wykroic wszystkie blonki. Pokroic wzdluz na plastry (ok. 1 cm grubosci), a nastepnie w paski.
Zamarynowac (olej, papryka, sol, pieprz, czosnek) i wstawic do lodowki, co najmniej na godzine.
Po tym czasie mieso wyjac i z przygotowanych paseczkow zaplesc warkocze. Z obu stron zwiazac sznurkiem.
Obsmazyc na goracym tluszczu, podlac woda, przykryc pokrywka i dusic na malym ogniu do miekkosci.

Sos:

Pieczarki umyc i pokroic w plasterki. Obsypac je maka i podsmazyc na oleju. Dodac posiekana cebule i czosnek, oraz przyprawy i wlac ok. pol szklanki wody. Przykryc i dusic na malym ogniu. 
Kiedy pieczarki zmiekna, dodac jogurt i serek (ja dodalam wielunski "Moj ulubiony").
Jesli sos jest zbyt rzadki, mozna zagescic go jeszcze odrobina maki.
Na koniec zakwasic sokiem z cytryny i posypac natka.

Moje rady:
Do warkoczy dobrze pasuje kasza lub ryz.
Sos pieczarkowy dobrze jest podac osobno. Warkoczyki wygladaja tak ladnie, ze zal by bylo przykrywac je sosem.