Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przystawki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Halloumi z jabłkami


Lubicie ser halloumi? Ja bardzo! 
A najbardziej lubię, kiedy "piszczy" w zębach, zupełnie jak oscypek :) 

Dla tych, co nie znają: halloumi (halumi), to biały, półtwardy, elastyczny ser pochodzący z cypru. Oryginalnie do produkcji wykorzystuje się ser owczy. Jednak często robi się go z mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, często z dodatkiem mięty.
Można go jeść tak samo, jak nasz oscypek (bardzo dobry z borówkami lub żurawiną).
Ma też pewną wspaniałą właściwość, a mianowicie wysoką temperaturę topnienia, dzięki temu można go smażyć i grillować.
I w takiej postaci jest chyba najbardziej znany i lubiany.



Moja dzisiejsza propozycja, to odkrycie ostatnich dni: smażony ser halloumi z dodatkiem lekko podsmażonych, kwaśnych jabłek i... kilku niezbyt oczywistych przypraw.

To naprawdę pyszne, małe danie na przystawkę, "przegryzkę", albo jako dodatek do obiadu. Jeśli macie smażone borówki, żurawinę, albo słodko-kwaśno-pikantny chutnej (czatni) - ze smażonym halloumi będą doskonałe.




Jak podawać ser halloumi?

Składniki:
dla 2 osób
250 g (1 opakowanie) sera halloumi
2 małe, winne jabłka 
sól, pieprz, cynamon, kumin
ok. 1 łyżki posiekanej kolendry, mięty lub natki pietruszki

Ser pokroić na plasterki ok. 0.5 cm grubości. 
Jabłka (w zależności od gatunku można zostawić skórkę lub obrać) pokroić w łódeczki. 
Ser i jabłka położyć na rozgrzanej, suchej patelni o nieprzywierającej powłoce.
Posypać przyprawami i smażyć potrząsając patelnią, aż tłuszcz z sera pokryje dno patelni (jeśli jest go zbyt mało - a zależy to od gatunku sera - można wszystko lekko skropić oliwą).
Smażyć ok 1-2 min z każdej strony, wyłożyć na talerze i posypać kolendrą.
Obok można położyć po łyżce chutney.
Zjadać póki ciepłe :)

Smacznego bardzo!


sobota, 10 czerwca 2017

Jaglane sushi


Ostatnio ciągle powtarzam, że zjadam tyle sushi, że chyba mam już skośne oczy ;)
Z tymi oczyma, to tak... ;) Ale opowiadając o ilości, nie przesadzam. Rolki robię co najmniej raz w tygodniu. A kiedy nie robię, to kupuję, no bo dzień bez sushi dniem straconym :)

Na szczęście rodzina moją miłość podziela, wsuwają to co zrobię i chyba krzywdy nie mają.
Mąż przywiózł mi z ostatniej podróży spory zapas nori, więc przez najbliższe miesiące mogę zwijać bez obaw ;) Oczywiście u nas też można kupić sprasowane wodorosty, ale jakoś mnie irytuje, kiedy otwieram paczuszkę, a tam zaledwie kilka płatków nori, przeważnie za mało na jednorazowe zwijanie... Lubię sobie otworzyć taką mega-pakę i mieć pewność, że mi nie zabraknie.
Dziwna jestem? No, może troszkę... :D


Wracając do sushi. Ciągle szukam nowych smaków i połączeń, bo skoro jem je często, nie chciałabym się znudzić. Powtarzalność w kuchni, to mój wróg.
Znam ludzi, którzy mogą jeść to samo cały czas i w ogóle im to nie przeszkadza. Ja niestety się do nich nie zaliczam. Lubię zmieniać.
Pewnie dlatego w czasie podróży nie szukam jedzenia jak najbardziej zbliżonego do polskiej kuchni, ale przeciwnie, jak najbardziej egzotycznego.

Te poszukiwania doprowadziły mnie do sushi z jaglanką. Byłam bardzo dumna że wymyśliłam cos tak fajnego, niestety, tylko do momentu, kiedy okazało się, że ktoś już wcześniej na to wpadł.
I to by było na tyle w temacie wynalazczości :D

Tak czy siak, produkując jaglane rolki nie miałam pojęcia jak się je robi i na nikim się nie wzorowałam. Wyszły takie, jak wyszły, i takie właśnie wam pokazuję.


Jak zrobić sushi z kaszą jaglaną?

Składniki:
pół miarki (125 ml) suchej kaszy jaglanej (lub po prostu kasza, która została z poprzedniego dnia)
2 miarki wody
zaprawa do kaszy:
3-4 łyżki octu ryżowego
płaska łyżeczka cukru
trochę soli

dojrzałe avokado
kilka listków mini sałaty rzymskiej (lub dowolnej)
garść rukoli
czerwona papryka
dowolne kiełki (u mnie kiełki czerwonej kapusty)
zielony ogórek
vege majonez (lub zwykły), ewentualnie serek typu Almette
pasta wasabi

sos sojowy wymieszany z wasabi do podania.

Kaszę wsypać do garnka i kilkakrotnie wypłukać w zimnej wodzie, odcedzić, przełożyć do garnka, zalać wrzątkiem, zamieszać i przelać na sitko. Ponownie przełożyć do garnka, zalać odmierzoną ilością wrzącej wody (2 miarki, czyli 250 ml) i zagotować, mieszając od czasu do czasu. 
Po zagotowaniu ustawić minimalny płomień, przykryć kaszę pokrywką i gotować, aż kasza wchłonie wodę. Od tego momentu nie mieszamy kaszy i - jeśli to możliwe - nie zdejmujemy pokrywki. 
Po wchłonięciu wody przez kaszę wyłączamy gaz i zostawiamy przykrytą kaszę na ok. 10 min.
Ja zwykle wtedy próbuje kaszę i jeśli jest już miękka, przekładam do miski. Jeśli nie - zostawiam jeszcze na kilka minut.
Jeśli w trakcie gotowania woda zbyt szybko odparuje, a kasza jest jeszcze bardzo twarda, można dodać odrobinę wrzątku, ale nie należy mieszać). Zazwyczaj jednak nie jest to potrzebne.

W czasie kiedy kasza się gotuje, robię zaprawę. W malutkim garnuszku rozpuszczamy cukier i sól w occie, lekko podgrzewając (ja zwykle robię 2-3 razy więcej zalewy, bo kaszę doprawiam na oko. Jeśli zostanie, można nią skropić gotowe sushi).

Kaszę przekładam do dużej, szklanej miski (można też wyłożyć ją na deskę) i skrapiam zaprawą. Mieszam ostrożnie dwoma widelcami, żeby się nie "rozpaćkała". Próbuję i jeśli uznam, że jest mało wyrazista, dodaję jeszcze trochę zaprawy i pozostawiam ją do całkowitego ostygnięcia.

Warzywa kroję w cienkie paseczki, awokado przekrawam na pół, usuwam pestkę i wydrążam miąższ łyżką, ale tak żeby cała połówka wyszła na raz. Awokado również - delikatnie - kroję w paski.

Sushi z kaszą zwijam jak zwykłe sushi. Technikę zwijania opisałam dokładnie TUTAJ, nie będę więc tego dublować (przy okazji znajdziecie tam również przepis na tradycyjne sushi maki).

Rolki, które widzicie wyżej zwijałam bez maty, bo już jej praktycznie nie używam - no chyba, że do robienia odwróconych maków, tych z ryżem na wierzchu.

Po rozłożeniu kaszy i lekkim dociśnięciu jej do nori, układałam na niej po dwa listki sałaty, na niej trochę vege majonezu (może być zwykły) wymieszanego z wasabi, paski papryki, awokado i ogórka. Na to kładłam po kilka listków rukoli i kiełki. Zwijałam bardzo ściśle, dociskając równomiernie na całej długości rolki.

Kroić należy bardzo ostrym nożem, który po każdym cięciu wyciera się w wilgotną ściereczkę.

Smacznego Bardzo :)

piątek, 27 czerwca 2014

Gotowana rolada z piersi indyka ze szpinakiem


Nie zawsze trzeba smażyć mięso i nie każda pieczeń musi ociekać tłuszczem. Czasem, dla urozmaicenia, warto mięso ugotować. Taka gotowana rolada jest nie tylko smaczna, ale i dietetyczna. Dwa w jednym :) Zachowuje smak i soczystość (o ile jej nie przegotujemy ;)) i jest doskonała na ciepło, z lekkim sosem, np. maślanym, chrzanowym, z młodą cebulką, albo serowym, pomidorowym, czy grzybowym - każdy będzie dobry.


Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby podawać ją na zimno, jako przystawkę (może zalać galaretą...? Czemu nie...), albo jako domową wędlinę, na kanapki.
Możliwości jest wiele, tak samo jak rodzajów farszu, bo do środka można włożyć co nam się podoba. Dzisiaj proponuję szpinak, ale pyszna jest z grzybami leśnymi, i z pieczarkami, z warzywami, z serem, z papryką, suszonymi pomidorami, suszonymi owocami... Wystarczy uruchomić wyobraźnię :)

Tutaj z maślanym sosem z młodą cebulka i nutą chrzanu, a do tego młode ziemniaki w skórkach z dużą ilością koperku. 
Prze-pycha!



Jak zrobić roladę z indyka?

Będziesz potrzebować:
ok. pół kilograma mięsa z piersi (udźca) indyka bez skóry
2 plasterki chudego, wędzonego boczku lub kilka plasterków szynki długo dojrzewającej (opcjonalnie)
1 duże jajko
1-2 łyżki oliwy (opcjonalnie)
ok. 1/4 szklanki rosołu (lub wody)
30 dag (2 małe paczki) młodego szpinaku
2 spore dymki (wielkości dużych śliwek) ze szczypiorkiem
2 posiekane ząbki czosnku
pęczek koperku, drobno posiekany
po łyżce oleju i masła
1-2 łyżki soku z cytryny
sól, pieprz

Mięso pokroić w kostkę i zblendować dodając sól, pieprz, oliwę, 1 ząbek czosnku, jajko, koperek i rosół. Odstawić w chłodne miejsce na czas potrzebny do przygotowania szpinaku.
Szpinak umyć i osuszyć. W głębokiej patelni rozgrzać olej z masłem, dodać drobniutko pokrojony boczek (szynkę), podsmażyć i dodać posiekane dymki i drugi ząbek czosnku. Lekko zrumienić i dodać szpinak (boczek śmiało można pominąć, ale piszę o nim, ponieważ dodałam go kiedy robiłam tę roladę po raz drugi i smak był ciekawszy).
Smażyć mieszając aż szpinak zmięknie i odparuje cały płyn. Pod koniec dodać przyprawy i sok z cytryny.

Przygotować dwa arkusze folii spożywczej (każdy o długości ok. 40-45 cm) i ułożyć je tak, żeby zachodziły na siebie na 7-8 centymetrów. Można (ale nie trzeba) posmarować je lekko masłem lub skropić oliwą.
Na folii rozsmarować masę mięsną, formując prostokąt, mniej więcej 20x25 cm, o grubości ok. 0.5 cm. Na masie równomiernie rozsmarować szpinak, zostawiając ok. 3 cm wzdłuż każdego dłuższego boku, żeby mięso ładnie się zlepiło.

Pomagając sobie folią, zwinąć mięso w rulon, a następnie mocno skręcić końce folii (spowoduje to zmianę rozmiaru rolady - stanie się krótsza i grubsza). Skręcone końce folii należy dodatkowo, mocno związać. 

Podłużną brytfannę (lub szeroki rondel) wyłożyć papierem do pieczenia, włożyć roladę i zalać wrzątkiem do 3/4 wysokości. Przykryć i gotować ok. 20-25 min na średnim ogniu. Wyjąć i zostawić do ostygnięcia, a następnie przenieść do lodówki.

Jeśli zamierzamy podać je na ciepło, np. z sosem chrzanowym, jak ja dzisiaj, zostawiamy je na desce na ok. 10 min i dopiero wtedy zdejmujemy folie i kroimy.

Smacznego :)




niedziela, 29 grudnia 2013

Ziemniaki faszerowane jajkami i pieczarkami


Przepyszne ziemniaczki, które w naszym domu są podawane podczas wigilijnej wieczerzy. Maja wtedy wyjątkowy smak, bo czeka się na nie, z takim samym utęsknieniem, jak na barszczyk z uszkami :)

Oczywiście można je zrobić w każdym innym terminie, chociażby na Sylwestra :) Być może wykorzystacie też inne moje przepisy na

imprezowe przystawki:

faszerowane pieczarki 
bułki faszerowane kruszonką z kurczaka, sera i boczku (bardzo polecam!)
dietetyczne naleśnikowe krokiety z mięsem i warzywami
pyszne jajka faszerowane wg. przepisu mojej mamy
jajka faszerowane tuńczykiem
sałatka z kurczakiem i ananasem (ostatnio ulubiona sałatka na moim blogu)



Co do ziemniaków, to trzeba tylko zadbać, żeby były odpowiednie, tzn. takie, które nie "rozsypują" się podczas gotowania, są zwarte i utrzymują kształt (Vineta, Irga, Irys, Flaming, Orlik, Sante). Powinny też być ładne i gładkie, jeśli nie zamierzacie ich obierać ze skórki. Powinny też być mniej więcej tej samej wielkości, żeby się równo ugotowały.


Ps. Moje ziemniaki są odmiany nieznanej, kupiłam je, bo miały ładny, ciemnoróżowy kolor i sprzedawca zapewnił mnie, że nię rozpadają się w gotowaniu. No i się nie rozpadły ;)

Gotowe, napełnione farszem, można też zamrozić. Tym sposobem da sie je przygotować nawet kilka tygodni przed świętami.
Przed zapiekaniem rozmrozić (najlepiej zostawić je przez noc w lodówce), posypać serem (lub nie) i można zapiekać.



Jak zrobić faszerowane ziemniaki?

10 - 12 dużych ziemniaków, równej wielkości, o gładkiej skórce
5 jajek ugotowanych na twardo
ok. 25 dag drobno posiekanych lub utartych pieczarek
pół cebuli
2 łyżki miękkiego masła + trochę do wysmarowania ziemniaków
2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
pęczek natki lub koperku
sól, pieprz, olej do smażenia

Ziemniaki wyszorować, przekroić wzdłuż na pół, włożyć do wrzątku i gotować ok. 15 min (czas gotowania może być trochę dłuższy lub krótszy, w zależności od odmiany i wielkości ziemniaków). W odpowiednio obgotowane ziemniaki da się, z pewnym oporem, wbić widelec. Trzeba jednak pamiętać, że nie mogą być zbyt miękkie, bo rozpadną podczas wydrążania, ani zbyt twarde, bo będziemy wykorzystywać ich miąższ do farszu.

Po obgotowaniu ziemniaki wyjąć ostrożnie łyżką cedzakową, rozłożyć na desce lub blacie i zostawić do przestudzenia. Po ostudzeniu obrać lub zostawić skórkę Każdą połówkę wydrążyć, zachowując ok.centymetrowej grubości "ścianki".

Wydrążony miąższ przepuścić przez praskę lub dokładnie rozgnieść widelcem.

W międzyczasie podsmażyć pieczarki razem z bardzo drobno posiekaną cebulą (płyn który się wytworzy trzeba odparować). 
Jajka obrać i drobno posiekać.

Przestudzone pieczarki wymieszać z jajkami, miąższem z ziemniaków, masłem, śmietaną i natką (gęstość farszu można regulować dodając więcej lub mniej śmietany). Doprawić solą i pieprzem.

Wydrążone ziemniaki posmarować dość grubo miękkim masłem. Napełnić farszem i zapiekać do momentu, kiedy zaczną się rumienić (nie za długo, żeby nie wyschły). Można też wierzch ziemniaków posypać tartym parmezanem - doda smaku i sprawi, że pięknie się zezłocą.

Smacznego :)

czwartek, 26 grudnia 2013

Karp w galarecie i sposób na ości



Karpia w galarecie poznałam dopiero, kiedy wyszłam za mąż. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ponieważ byłam wychowana na karpiu smażonym i nie wyobrażałam sobie, że może go zabraknąć na wigilijnym stole.

Jednak byłam zmuszona dopasować się do zwyczajów panujących w domu moich teściów, ponieważ zawsze u nich spędzaliśmy Wigilię.
I muszę przyznać, że z czasem lubiłam tego "dziwnego" karpia coraz bardziej i bardziej, aż doszłam do etapu absolutnego uwielbienia, kiedy to nie wyobrażałam sobie bez niego Wieczerzy.

Przez kilka ostatnich lat, moja teściowa, specjalnie dla mnie, robiła mały półmisek ekstra, żebym mogła zabrać go sobie do domu :)

Teraz, kiedy teściowej już z nami nie ma, próbuję odtwarzać jej potrawy na podstawie zapamiętanego smaku. Odeszła, nie zostawiając swoich przepisów...
W tym roku jestem już prawie zadowolona z efektu. Ryba jest pyszna, taka, jaka zapamiętałam, chociaż innowacją był dodatek wina. Galaretka nie jest idealnie przezroczysta i bynajmniej nie jest to "wypadek przy pracy". Taka właśnie ma być, to przez dodatek masła. Masło bardzo poprawia smak, jednak trochę pogarsza wygląd. Zestalone osiada na wierzchu galaretki i wygląda, jak wygląda. Coś za coś ;)


A tak na marginesie, łatwo z tym karpiem nie było ;) Do ryby potrzeba tylko pół kieliszka wina i trzeba było jakoś zagospodarować resztę. Podczas "zagospodarowywania", pomimo pomocy męża, osiągnęłam taki błogostan, że istniała poważna obawa, czy w ogóle będziemy mieli jakąkolwiek rybę na wigilię ;)
I jeszcze praktyczna porada...

Jak usunąć ości z karpia?


Jest to bardzo trudne i w zasadzie niewykonalne. Jednak można znacznie złagodzić dokuczliwość tych małych "szpilek". Sposób na nie znalazłam tutaj. Trzeba płaty karpia gęsto ponacinać bardzo ostrym nożem (od strony mięsa, co 3 - 4 mm, jednak nie do samej skóry), natrzeć obficie sokiem z cytryny i odstawić do lodówki na noc, albo na cała dobę. Sok z cytryny zmiękcza ości, a nóż je przecina, więc przestają być tak dokuczliwe.



Jak zrobić karpia w galarecie?

2 płaty (filety) z karpia ze skórą (mogą tez być dzwonka, 6-8 sztuk)
2 marchewki
2 pietruszki
1/4 selera
1 mała cebula przekrojona na pół i podpieczona nad ogniem
1 łyżka masła
pół kieliszka białego wina (półsłodkie)
garść rodzynek (najlepiej dużych, sułtanek lub koryntek)
2 listki laurowe
sól, pieprz
kilka kulek ziela angielskiego
opcjonalnie: po kilka gałązek pietruszki, koperku, naci selera (mogą być mrożone)

Filety dokładnie umyć i pokroić w poprzek na 4 - 5 kawałków. Marchew, pietruszkę i seler obrać, pokroić na mniejsze kawałki, włożyć do garnka (najlepiej szerokiego rondla, bo w nim łatwiej jest gotować rybę w jednej warstwie).
Dodać cebulę, natkę, przyprawy i zalać ok. litrem wody (do wywaru można dodać resztki ryb pozostałe z filetowania: głowy, płetwy, kręgosłupy).
Gotować na małym ogniu, aż warzywa zmiękną. Wyłowić część pietruszki i marchewki, które zostaną użyte do dekoracji (jeśli użyliście resztek ryb, wywar trzeba przecedzić).
Do wywaru dodać rodzynki i wino, ponownie doprowadzić go do lekkiego wrzenia, a następnie włożyć filety, pokrojone na odpowiadające nam porcje (lub dzwonka), i gotować, w zależności od grubości kawałków, ok. 12 - 15 (a dzwonka nawet 200 minut.
Gotować trzeba na bardzo małym ogniu, żeby porcje ryby się nie rozpadły - wywar powinien tylko "mrugać".
Ugotowana ryba powinna całkowicie zmienić kolor (można dla pewności nakłuć kawałek i sprawdzić, czy nie jest różowa w środku - nie powinna być).
Kiedy ryba jest gotowa, ostrożnie wyłowić kawałki i ułożyć do wystygnięcia na płaskiej powierzchni, żeby zachowały kształt.
Wyjąć resztę warzyw, a wywar przecedzić przez gęste sito/gazę, zachowując rodzynki do dekoracji.
Do wywaru dodać masło i zredukować go do ok. pół litra. Spróbować i jeśli to konieczne, doprawić solą i pieprzem, skórką/sokiem z cytryny.
Do gorącego wywaru dodać żelatynę (zgodnie z przepisem na opakowaniu, ale zwykle jest to 2 - 3 łyżeczki na pół litra płynu).
Kawałki karpia ułożyć na półmisku, ozdobić rodzynkami, oraz pokrojonymi w plasterki marchewką i pietruszką. Zalać wywarem z żelatyną i odstawić w chłodne miejsce do zastygnięcia.

Jeśli chcemy, aby nasze dekoracje były lepiej widoczne, zalewanie wywarem z żelatyną można zrobić dwuetapowo. Najpierw wlewamy część płynu, czekamy, aż się zetnie, układamy dekorację i dopiero wtedy zalewamy resztą.

Smacznego :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Twarogowe jajeczka.


Pyszne, smietankowe, delikatne jajeczka z twarozku. Bardzo fotogeniczne chociaz do sesji zdjeciowej dotrwaly tylko trzy -  i to nawet nie te najladniejsze ;)
Ale zamierzam za kilka dni znow je zrobic, wiec moze uda sie pstryknac wiecej fotek.
Kolejna propozycja na swiateczna przystawke, do ktorej zainspirowal mnie kwietniowy numer Mojego Gotowania. Poprzednia mozecie znalezc TUTAJ.

Kiedy robilam te jajeczka, ciagle przychodzily mi do glowy nowe pomysly. Co chwile mialam olsnienie, niczym pomysłowy Dobromir ;)
Na przyklad, zeby mase serowa dobrze doprawic i dodac do niej skladniki, w ktorych "jajka" beda obtaczane. No bo, czemu nie? Bedzie ciekawiej :)
Twarog powinien byc dobrze schlodzony - to bardzo ulatwia prace. Najlepiej zrobic je tuz przed podaniem. Ale jesli beda musialy troche poczekac, to niech czekaja w lodowce.
No i niech to beda raczej przepiorcze jajeczka (albo od zielononozki ;)), bo latwiej takie male zrobic, latwiej je jesc, no i lepiej zachowuja "jajkowy" kształt.
Z ok. 30 dag twarozku wyszlo mi 6 nieduzych jajeczek.



Składniki:
na ok. 4 sredniej wielkosci jajek

20 dag twarozku, koziego lub krowiego
2 lyzki gestej, kwasnej smietany
sol, pieprz

Do obtaczania:
drobno posiekany szczypiorek, koperek, natka, bazylia, rzerzucha (lub inne zioła czy kiełki), pokrojone w drobniutka kosteczke kolorowe papryki, rzodkiewki, ogorek (twarda czesc ze skorka), grubo zmielony pieprz - czarny lub kolorowy, słodka papryka w proszku, wedzony losos, gotowana marchewka pokrojone w kostke itp. *

Sposob przygotowania:
Twarog wymieszac ze smietana. Doprawic sola i pieprzem. Uformowac jajka i obtoczyc je w wybranych dodatkach. Przed podaniem dobrze schlodzic.
Podawac ze swiezym, chrupiacym pieczywem.

* jezeli robimy jaja tuz przed podaniem, mozna do masy serowej dodac posiekana drobno dymke, lub czerwona cebulke.

Smacznego :)

Przepis dodaje do akcji na Durszlaku Wielkanocne Smaki
i do rownoległej akcji na Mikserze

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Łososiowe niespodzianki na Wielkanoc.


Kolejna świąteczna propozycja i kolejne kulinarne cudeńko :) Ładny drobiażdżek, który na dodatek można nie tylko podziwiać, ale i zjeść :)
Inspiracją był, jak poprzednio, przepis z Mojego Gotowania.  Trochę jednak pozmieniałam, bo to ma być przecież MOJE gotowanie ;)
Naprawdę polecam wam kwietniowy numer. Mnóstwo w nim inspiracji i jak tylko go otworzyłam, wiedziałam, że muszę zrobić to i to, i jeszcze tamto - a najlepiej wszystko :)
Zdaje się, że zafundowałam im darmowa reklamę ;)





Składniki:
na 3 naczynka o pojemności 80 ml (mozna użyć małych filiżanek)

1 opakowanie twarożku wiejskiego
20 dag wędzonego łososia (w plastrach)
pół szklanki krewetek koktajlowych, lekko podsmażonych na maśle z czosnkiem
czubata łyżka posiekanego koperku lub cienkiego szczypiorku
sol, pieprz, sok z cytryny
oliwa do smarowania

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki farszu dobrze wymieszać (smażąc krewetki uważać, żeby ich nie zrumienić - mają się tylko lekko poddusić; przed dodaniem do farszu, trzeba je ostudzić).
Naczynka wysmarować oliwa i dokładnie wyłożyć plasterkami łososia, w ten sposób, żeby wystawały poza naczynie (aby dało się je zawinąć pod spód i "zamknąć" całą zawartość).
Następnie każde naczynko zawinąć w folię spożywczą i wstawić na kilka godzin (najlepiej na noc) do lodówki. Przed podaniem usunąć folię, podważyć zawartość przy pomocy noża, odwrócić i delikatnie zsunąć na talerzyk.

Smacznego :)

Przepis dodaje do akcji na Durszlaku Wielkanocne Smaki
i do równoległej akcji na Mikserze

sobota, 18 czerwca 2011

Sushi maki - historia prawdziwa ;)



Jakis czas temu dostalam maila z zapytaniem, czy nie chcialabym wyprobowac w swojej kuchni kilku nowych produktow. Chcialam :)
A kiedy okazalo sie, ze chodzi o produkty potrzebne do zrobienia sushi, bylam w siodmym niebie. 
Bo sushi kocham miłością ogromną, chociaż przyznam, ze nie od pierwszego wejrzenia ;)


Po raz pierwszy zobaczylam te rolki wiele lat temu, w jednym z londynskich sushi-barow. Byly to czasy, kiedy w moim, bynajmniej nie malym, miescie nie bylo ani jednej japonskiej restauracji. Sushi bylo czyms, o czym sie slyszalo, co sie widzialo w tv i czego bardzo sie chcialo sprobowac, jednak - proza zycia - nie bylo takiej mozliwosci.
Wiem, brzmi, jak prehistoria, ale tak wlasnie bylo :)
Wtedy, w tej londynskiej restauracji, rolki (i nie tylko) plywaly sobie na malych lodeczkach wokol baru, za ktorym skośnoocy mistrzowie japonskiej kuchni kroili, zwijali i formowali, po czym puszczali swoje dziela z nurtem malej rzeczki.
Przyznam, ze bylam pod wrazeniem, bo byly to male arcydziela, wiec zanim sie zdecydowalam, co wybrac, zdazyly zrobic pare kolek wokol baru.
W koncu wybralam, moim zdaniem najladniejsza, rolke z duza, rozowa krewetka. Prezentowala sie cudnie - z jednej strony wystawal ogonek i, na szczescie, nic na mnie nie patrzylo oczkami czarnymi, jak wegielki :)
Przyznam, ze bylam PEWNA, ze to bedzie smakowalo co najmniej tak dobrze, jak wyglada. Wlozylam do ust, przytrzymalam za ogonek i... ZONK. To co mialam w ustach kompletnie mnie zaskoczylo - i to nie tylko smakiem, ale i konsystencja... I to nie byly bynajmniej pozytywne wrazenia... Goraczkowo myslalam: CO ROBIĆ? CO ROOOBIĆ???! 
Ani przełknąć, ani wypluć... 
Z dwojga zlego wybralam to drugie i bylam pewna, ze jadlam sushi dwa razy: pierwszy i ostatni :)
Na szczęscie dałam im jeszcze niejedną szansę, ale tak naprawdę, to pokochałam je dopiero wtedy, kiedy sama zaczęłam je robić.



Zapraszam na moje sushi - nie pierwsze i zapewne nie ostatnie :)

Jak samodzielnie zrobić sushi?

Skladniki:
1.5 szklanki ryżu
6 arkusików nori
wasabi
sos sojowy
ocet ryżowy
marynowany imbir

W środku:
1. Pasta krabowa: mięso krabów w sosie własnym (z puszki) + odrobina majonezu i ketchupu; do tego żółta papryka pokrojona w paski, listki kolendry.
2. "Pasta" krabowa i żółta papryka j/w, paseczki awokado.
3. Paluszki krabowe, papryka pokrojona w paski, ogórek wezowy (dlugie słupki) ze skorka
4. Łosoś wedzony na zimno, ogorek j.w, szczypiorek, pokrojone w paseczki, smazone boczniaki.
5. Łosoś, ogórek małosolny, kolendra.


Przygotowanie ryzu:

Ryz wyplukac kilkakrotnie (do momentu, az woda bedzie przezroczysta), zalac woda i odstawic na ok. 20 min, az zrobi sie bialy. Odcedzic, wsypac do garnka o grubym dnie, zalac 1.5 szklanki zimnej wody, przykryc i zagotowac.
Po zagotowaniu przemieszac, ponownie przykryc i gotowac dalej przez ok. 15 min, na malutkim ogniu (nie podnosic pokrywki i nie mieszac).
Po tym czasie zdjac garnek z ognia i zostawic w spokoju, nie odkrywajac, na kolejnych kilka minut.

W miedzyczasie trzeba zrobic zaprawe do ryzu:
9 łyżek octu ryżowego wymieszac z 2 łyżkami cukru i 2 łyżeczkami soli.

Ugotowany ryz wymieszac z zaprawa i wylozyc do duzej miski, zeby sie wystudzil. Japonki przyspieszaja ten proces, studzac ryz wachlarzem :)


Rolowanie:
Na bambusowej macie ulozyc nori (sprasowane algi) - blyszczaca srona do dolu (ja zawsze najpierw rozkladam kawalek folii spozywczej, zeby nie brudzic maty). Zmoczyc dlonie i rozlozyc rowna warstwa ryz, na ok. 3/4 powierzchni, dobrze dociskajac. Na srodku cieniutko rozsmarowac wasabi, ulozyc wybrane skladniki i ciasno zwinac, dociskajac bambusowa mata. 

Kazda rolke pokroic na ok. 2.5 cm kawalki. Noz powinien byc bardzo ostry.

Smacznego :)

Dodam tylko, ze...
Japonczycy jedza sushi palcami, zanurzajac je w sosie sojowym zmieszanym z wasabi.
Cala rolke wklada sie do ust na raz. Nie do pomyslenia jest, zeby odgryzac po kawalku ;)
Marynowane plasterki mbiru przegryza sie 'pomiedzy', zeby oczyscic kubki smakowe.