Bardzo lubie roznego rodzaju herbaty, zwlaszcza zielone i biale. Jakos tak wyszlo, ze od dlugiego czasu pijamy je regularnie. Najbardziej cieszy mnie fakt, ze dzieci tez je lubia. Najpierw wciagnal sie starszy, a ostatnio zauwazylam, ze mlodszy tez coraz czesciej prosi o filizanke :) Prawie codziennie (czasem kilka razy dziennie) zaparzam wiec duzy dzbanek "zielonki".
Natomiast owocowa herbata, z roznymi sezonowymi dodatkami, jest u nas zawsze, zamiast innych napojow (sokow i gazowanych) - wypijamy hurtowe ilosci :)
Ostatnio jednak zafascynowaly mnie herbaty kwitnace.
Wszystko zaczelo sie od kilku "kulek" niespodzianek, ktore przywiezlismy z Tajwanu. Nikt nie byl w stanie powiedziec nam, jak "zakwitna", a chinskie znaki sa dla nas nieczytelne. Czasami mozna znalezc na opakowaniach informacje w jezyku angielskim, tym razem nie bylo. Nie przejelam sie tym jakos szczegolnie mocno. Lubie niespodzianki :)
Okazalo sie, ze kulki rozwijaja sie w piekne kwiaty, zwienczone pomponikiem czegos, podobnego do koniczyny. Herbata okazala sie pyszna - lekka i delikatna. Zaraz po zaparzeniu miala kolor pistacji, a po kilku minutach stala sie bursztynowo-zolta.
Poniewaz zapasy juz nam sie koncza, od kilku dni buszuje w sklepach internetowych, w poszukiwaniu czegos szczegolnego. Nawet nie mialam pojecia, ze istnieje takie bogactwo kwitnacych herbat!
Zamowienie zlozone, teraz czekam na przesylke. Kiedy przyjdzie, podziele sie z wami kolejnym "kwiatkiem", bo nawet jesli ktos nie lubi zielonej herbaty, nie moze odmowic urody tym konkretnym herbatom :)
Obserwowanie, jak rozwijaja sie, pod wplywem goracej wody, ma w sobie cos... magicznego i terapeutycznego. Wrzucam szaro-zielona kulke, a po chwili, jak pod wplywem czarów, mam w czajniczku takie male cudo.
I ciesze sie, jak dziecko w sklepie z zabawkami :)))