Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ale jak to zrobic krok po kroku - kurs obrazkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ale jak to zrobic krok po kroku - kurs obrazkowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2016

Małe pieczarki w balsamiczno-tymiankowym sosie



Lubicie pieczarki? Ja bardzo! A te, które wam dzisiaj przedstawiam są wyjątkowe.
Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że są po prostu przepyszne :)
Ale jeśli nie lubicie pieczarek, to... nie ma sensu czytać dalej ;)

Jakiś czas temu (pewnie ze dwa lata...?) wymyśliłam sobie taki niezbyt tradycyjny sposób ich podania. Przez ten długi czas robiłam je niezliczoną ilość razy i wszyscy, którzy ich próbowali i początkowo podchodzili trochę nieufnie, byli zaskoczeni jakie to dobre!
A jakie to proste! Praktycznie samo się robi, nie wymaga skomplikowanych przygotowań, a na gotowe danie czekamy zaledwie kilka minut. Żyć nie umierać! ;-)

Oczywiście możecie doprawić to po swojemu, dodać śmietany, albo zagęścić mąką. Możecie zrobić tak, jak wam fantazja dyktuje. Ale...
Zachęcam do spróbowania w tej prostej postaci.
A później, ewentualnie, możecie sobie poeksperymentować :)

Jak zrobić pyszne pieczarki? 

Składniki:
2 porcje

50-60 dag małych (jak najmniejszych) pieczarek
1 duża cebula
1-2 ząbki czosnku
czubata łyżeczka masła klarowanego (lub oleju/oliwy)
3 łyżki octu balsamicznego
pół łyżeczki cukru
1 łyżka masła 
sól, świeżo zmielony pieprz, szczypta suszonego oregano
2 łyżki drobno posiekanego tymianku

Pieczarki szybko przepłukać na sicie i dobrze osuszyć na papierowym ręczniku. 
Cebulę i czosnek posiekać i podsmażyć na maśle klarowanym. 
Dodać pieczarki i smażyć mieszając od czasu do czasu, aż odparuje prawie cały płyn, który się wytworzy. 
Dodać przyprawy, cukier i ocet, i smażyć dalej ok. minuty. 
Dolać pół szklanki wody, przykryć i dusić kilka minut.
Na koniec dodać masło, suszone zioła i tymianek. Spróbować (smak powinien być delikatny, ale wyraźnie słodko-kwaśny) i jeśli trzeba, ponownie doprawić.
Zjadać z dowolnymi dodatkami (chleb z masłem, ryż, kasza, makaron itp.)

Smacznego :)

sobota, 7 maja 2016

Krewetki z pomidorkami daktylowymi i kolendrą


Dzisiaj to, co tygryski lubią najbardziej, albo... to na co aktualnie maja fazę ;)
Moje topowe smaki - pomidory, kolendra, chilli, krewetki - plus absolutna prostota i szybkość wykonania.
Zajadam się nimi kilka razy w tygodniu, modyfikując odrobinę, w zależności od okoliczności.
Trwa to już ze 2-3 tygodnie i jeszcze mi się nie znudziło.
Najlepsze są świeże (szare) krewetki w pancerzykach. Ale jeśli takich nie macie, bo nie zawsze są przecież dostępne "od ręki", mrożone też będą dobre.
A w wersji błyskawicznej, użyjcie krewetek mrożonych, obgotowanych - jak ja dzisiaj.
Jeśli nie planujecie innych dodatków (wspaniale smakują z chrupiącą bagietką, albo ryżem), trzeba przeznaczyć 12-14 sztuk na osobę.
Chociaż... Pewnie nie jestem obiektywna, bo potrafię ich zjeść jakąś nieprawdopodobną ilość ;-)


Jak przygotować najlepsze krewetki?


Składniki:
14 dużych krewetek
pół (lub więcej) posiekanego, czerwonego chilli
12 pomidorków daktylowych (u mnie żółte i czerwone)
2 posiekane ząbki czosnku
1 mała, posiekana dymka
łyżka masła klarowanego
sok z cytryny do smaku
sól, świeżo zmielony pieprz, szczypta cukru lub ksylitolu
1 czubata łyżka posiekanej kolendry

Mrożone krewetki przelać na sicie letnią wodą i dobrze odsączyć (rozmrażają się błyskawicznie). Jeśli są świeże, umyć je na sicie pod bieżącą wodą.
Na patelni rozgrzać masło, dodać czosnek, chilli, dymkę i dobrze odsączone krewetki. Doprawić solą i pieprzem. Smażyć ok minuty, potrząsając patelnią. Dodać pomidorki przekrojone na pół oraz cukier, i dalej smażyć. Trwa to zaledwie kilka minut. Świeże krewetki smażymy, aż z szarych zrobią się równomiernie różowe. Mrożone, aż mięso zmieni kolor na równomiernie biało-różowy i zniknie ich charakterystyczna "półprzezroczystość".
W czasie smażenia nie odchodzimy od patelni. Smażymy na dość dużym płomieniu, ale czujnie i z wyczuciem, cały czas potrząsając patelnią i podrzucając zawartość.
Uwaga na czosnek i chilli - łatwo je spalić, a wtedy danie będzie gorzkie i niesmaczne.
Na koniec obficie posypać kolendrą i od razu podawać, bo takie prosto z patelni są najlepsze :)

Smacznego :)

sobota, 28 listopada 2015

Najlepsze, najprostsze krewetki - z masłem i czosnkiem

Niestety zdjęcia robione wieczorem... Jakie są, każdy widzi ;)

Moje ulubione - najulubieńsze, najpyszniejsze i najprostsze.
Takie prawdziwe kuchenne koło ratunkowe, gotowe dosłownie w pięć minut!
Pod warunkiem, że macie krewetki w zamrażalniku.
Lub dobrze zaopatrzony sklep rybny w pobliżu.
I natkę pietruszki na grządce lub w lodówce. 
I... czosnek.
 Tam, gdzie trzymacie czosnek ;)
No i musicie lubić krewetki - bez tego ani rusz.

Jak bardzo chcecie, to możecie się z kimś podzielić, ale ja wciągam wszystko sama :)))

Krewetko-maniaczka  zawsze ma krewetki w zamrażalniku ;)


Najlepszy i najprostszy przepis na krewetki


Składniki:
250-300 g świeżych lub mrożonych, obranych krewetek tygrysich (surowych, lub obgotowanych)
2 duże ząbki czosnku
1 łyżka masła klarowanego
pół drobno posiekanej papryczki chilli (lub ostra papryka w proszku)
ok. 1 łyżki posiekanej natki pietruszki lub kolendry
sól, pieprz
sok z cytryny do smaku

Krewetki rozmrozić. 
Można zostawić je na noc w lodówce lub w inny sposób rozmrażać powoli, ale... jeśli jesteście bardzo głodni, można przelać je na sicie ciepłą (nie gorącą!) wodą. Rozmrożą się dość szybko. Niektórzy mówią (uprzedzam komentarze ;)) że przy takim rozmrażaniu krewetki tracą na smaku, ale ja, prawdę mówiąc, niczego takiego nie zaobserwowałam, a jadłam je wiele razy.
Z resztą... Kto by się tym przejmował, kiedy jest głodny, jak wilk ;)

Na patelni rozpuścić masło, dodać posiekany czosnek i chilli. Smażyć ok. 30 sekund, cały czas mieszając.
Dodać dobrze odsączone krewetki, sól i pieprz. Smażyć, aż staną się różowe (ok. 2-4 minuty, w zależności od wielkości). W połowie czasu smażenia trzeba je odwrócić na drugą stronę. 
Jeśli krewetki były wstępnie podgotowane, wystarczy jeśli się podgrzeją i lekko zrumienią (ok. 2 minuty). 
Pod koniec dodać sok z cytryny do smaku oraz posiekaną natkę.
Wymieszać i zajadać.

Smacznego :)


wtorek, 10 listopada 2015

Linguine z mulami w sosie śmietanowo-pomidorowym


Wiem, że często tak piszę, ale muszę napisać znowu: to danie to absolutna pycha! Mogłabym jeść i jeść bez końca!

Żeby je przygotować potrzeba dosłownie kilka składników i 15 min (no, może pół godziny, jeśli nie macie wprawy ;) w tym większość czasu, zabierze wam gotowanie makaronu.
Pewnie nie wszystko macie w domu (zwłaszcza z mulami może być problem), ale naprawdę warto się postarać, jeśli nie na co dzień, to od święta :)

Mnie dzisiaj poszło wyjątkowo łatwo, ponieważ zostało mi pół kilograma, może trochę więcej, muli w białym winie z kolacji z poprzedniego dnia i na ich bazie zrobiłam dzisiejszy obiad.
Opcja posiadania resztek z poprzedniego dnia to jednak fantastyczna sprawa. Dzięki temu sos wyszedł wspaniały, bardzo aromatyczny, ponieważ zdążył się "przegryźć" przez noc w lodowce (właściwie, to na balkonie, bo pogoda ostatnio mocno "lodówkowa", można śmiało chłodzić gary na zewnątrz ;)
Dzisiaj tylko podgrzałam sos, dodałam 2 pomidory pokrojone w kostkę, trochę domowego ketchupu, czerwonego pesto (sklepowe, ale dobre) i kilka łyżek słodkiej śmietanki. Pogotowałam dosłownie 2 minuty, posypałam świeżą kolendrą i połączyłam sos ze świeżo ugotowanym makaronem. I tyle :)

Dla was mam przepis krok po kroku, ale gdybyście przez przypadek mieli ugotowane mule z poprzedniego dnia, zrobienie sosu zajmie wam 5 minut.

Przepisy na mule:



Jak zrobić linguine z mulami?

Składniki:
1 kg oczyszczonych muli 
2 duże szalotki bananowe (jeśli nie macie, możecie użyć jakichkolwiek, albo cebuli)
3 duże ząbki czosnku
1 mała papryczka chilli (lub tyle, ile lubicie)
300 ml białego, wytrawnego wina
2 pomidory (można obrać ze skóry, ale nie jest to konieczne)
3 łyżki domowego ketchupu (najlepiej własnej roboty, ale jeśli nie macie, to wybierzcie taki z jak największą ilością pomidorów w składzie)
1 czubata łyżka czerwonego pesto
4-5 łyżek słodkiej śmietanki 12%
1 łyżka oleju
1-2 czubate łyżki zimnego masła
kilka gałązek świeżego tymianku
pół pęczka posiekanej niezbyt drobno kolendry (łodyżki osobno)
sól, pieprz, 1 płaska łyżeczka cukru (lub stewii), sok z cytryny do smaku

1 paczka linguine (lub bezgutenowego spaghetti)

Mule zalać w misce zimną wodą, szybko przepłukać i odcedzić na sicie. Otwarte małże wyrzucić - są nieżywe, nie wolno ich jeść.
W rondlu, lub garnku z grubym dnem, rozgrzać olej, dodać drobniutko posiekane szalotki, chilli i czosnek. Trochę posolić (niewiele, bo mule oddadzą dużo soli do sosu, który na koniec jeszcze będziemy redukować) i popieprzyć. Smażyć na średnim ogniu, cały czas mieszając (uważać, żeby nie zrumienić). Dodać posiekane pomidory i ketchup, wlać wino, dodać gałązki tymianku i doprowadzić do wrzenia w odkrytym rondlu. 
Dodać mule, przykryć garnek i gotować 3-4 min, od czasu do czasu potrząsać garnkiem (w tym czasie wszystkie muszle powinny się otworzyć). Lepiej nie mieszać łyżką, bo mule powypadają z muszelek i nie będą się ładnie prezentować.
Po 3-4 minutach wyjąć mule do miski przy pomocy łyżki cedzakowej. Jeśli któraś muszla do tego czasu się nie otworzyła, trzeba ją wyrzucić. 
Do sosu dodać zimne masło i sok z cytryny do smaku i łodyżki kolendry. Zwiększyć płomień i cały czas mieszając, zredukować sos prawie o połowę. Dodać śmietankę, zagotować, spróbować i, jeśli trzeba, doprawić.
Dodać mule, wymieszać z sosem potrząsając garnkiem i od razu podawać, posypując obficie kolendrą i świeżo zmielonym pieprzem. 

Smacznego :)

wtorek, 12 listopada 2013

Knedle ze śliwkami - instrukcja zdjęciowa


Moja rodzina uwielbia knedle. Nadzienie jest w zasadzie obojętne, grunt, żeby w ogóle były.
Przygotowanie jest pracochłonne, dlatego te kluski nie goszczą zbyt często na naszym stole.
Jednak robię je zawsze w sezonie truskawkowym i kiedy pojawią się śliwki. Oczywiście w międzyczasie robię knedle z mięsem, albo z kapustą i z grzybami, jednak to na te owocowe, ze słodkim sosem, rodzina czeka najbardziej ;)

Te knedle dość długo czekały na publikację. To dlatego, że postanowiłam, na prośbę czytelników bloga,  dodać do przepisu instrukcję ze zdjęciami. Mam nadzieję, że ułatwi to pracę tym z was, którzy nigdy jeszcze nie robili knedli samodzielnie.

Zauważyłam, że kiedy zamierzam przygotować coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam, albo coś co mi sprawia trudność, to chciałabym, żeby obok przepisu było dużo szczegółowych zdjęć. Ponieważ wiem, że formowanie knedli sprawia niektórym z was trudność, zrobiłam tych zdjęć więcej niż zazwyczaj.

Oczywiście knedle należy formować w obu dłoniach. U mnie knedle leżą na stolnicy i widać jedną rękę, tylko dlatego, że w drugiej trzymałam aparat ;)

Smakowity efekt mojej pracy.
Z pozdrowieniami dla wiernych czytelników bloga <3



Składniki knedli ze śliwkami (około 20 sztuk):

1 kg ugotowanych ziemniaków (najlpepiej mączystych, takich jak Bryza, Ibis, Koral)
ok. 30 dag mąki pszennej
1 czubata łyzka maki ziemniaczanej
2 jajka
ok. pół łyżeczki soli
nieduże śliwki (20 sztuk)
20 kostek (lub łyżeczek) cukru
Do podania, do wyboru:
masło, bułka tarta, cynamon, cukier
kwaśna smietana, cukier


Jak zrobić knedle ze śliwkami, krok po kroku (zdjęcia):


 

 Jak zrobić knedle ze śliwkami?

Ugotowane ziemniaki należy dobrze odparować i jeszcze ciepłe przecisnąć przez praskę (lub zmielić w maszynce do mięsa). Rozłożyć cienką warstwą na stolnicy/blacie i pozostawić do całkowitego wystygnięcia.
Po tym czasie z ziemniaków uformować kopczyk, zrobić w nim wgłębienie, do którego wbić jajka, dodać mąkę ziemniaczaną, oraz sól.
Zagniatając, stopniowo dodawać mąkę pszenną (być może trzeba będzie dodać jej więcej lub mniej niż podano w przepisie - wszystko zależy od rodzaju ziemniaków i mąki, ich wilgotności, oraz od wielkości jajek).
Zagnieć jednolite, gładkie ciasto (nie powinno się za bardzo lepić do rąk, ani do stolnicy).

Śliwki umyć, dokładnie wysuszyć i wypestkować. Rozłożyć na ściereczce przecięciami w dół, aby dokładnie obeschły.

Z ziemniaczanego ciasta uformować długi wałek i pokroić go na 20 równych kawałków (ciasto należy przekroić na pół, następnie każdą połowę znów na pół, i każdą z części na 5).

Każdy kawałek spłaszczyć w dłoniach na placek, położyć na środku pół śliwki, na niej kostkę cukru (lub wsypać płaską łyżeczkę cukru), przykryć drugą połówką śliwki i dokładnie zlepić ciasto. Najpierw zlepiamy "placek" ciasta tak, jak byśmy lepili pierogi, a nastepnie zbieramy brzegi ciasta i staramy się zrobić z niego kulkę (dłonie powinniśmy co jakiś czas zanurzać w mące, żeby ciasto sie do nich nie kleiło).
Gotujemy w dużej ilości osolonego wrzątku, jednak pilnujemy, zeby woda z kluskami tylko leciutko wrzała - nie może się silnie gotować, ponieważ knedle mogą popękać. Gotujemy przez ok.10 minut od wypłynięcia, po czym wyławiamy łyżką cedzakową i wykładamy na płaski półmisek, w jednej warstwie. Jeżeli nie zamierzamy podać ich natychmiast (choć tak byłoby najlepiej ;)), trzeba je polać roztopionym masłem i dokładnie je w nim obtoczyć, żeby się nie posklejały.

Smacznego :)

piątek, 20 kwietnia 2012

Dietetyczne nalesniki, faszerowane miesem i warzywami.


Dzisiaj odchudzona wersja faszerowanych nalesnikow/krokietow:  nalesniki z razowej maki z niskokalorycznym farszem z gotowanego kurczaka i warzyw. Bez panierki, ale bardzo "urodziwe", bo oproszone papryka i podsmazone na odrobinie klarowanego masla :)
Nie podje dokladnego przepisu na ciasto - zwykle robi sie je na oko. Kazda maka inaczej chlonie wode, a kazde jajko ma inna wielkosc, wiec ciezko okreslic ile czego trzeba dodac.
Ale gdyby ktos byl bardzo drobiazgowy, wystarczy znalezc jakikolwiek przepis na nalesniki, ustalic proporcje maki do mleka i dopasowac do skladnikow, ktore podalam.

Doskonale pasuja do czewonego barszczu, ale mozna tez zaryzykowac i poeksperymentowac. Ja podalam je z surowka i SOSEM ROZMARYNOWYM. Mozecie mi wierzyc lub nie, ale bylo pycha!


Skladniki:
Ciasto:
mleko wymieszane z woda gazowana 1:1
1 czesc maki chlebowej
1 czesc maki pszennej
1 czesc maki sojowej i pszennej razowej 1:1
1 duze jajko
szczypta soli
Farsz:
gotowane mieso i warzywa z rosolu (u mnie kurczak bez skory) 1:1
1 jajko
sol, pieprz, ziola prowansalskie

Dodatkowo olej lub klarowane maslo ghee, do podsmazenia gotowych krokietow, i slodka, suszona papryka.

Sposob wykonania:
Warzywa i mieso zmiksowac, dodac jajko, doprawic sola i pieprzem i dokladnie wymieszac. Odstawic do lodowki na czas smazenia nalesnikow. Mozna tez farsz przygotowac dzien wczesniej.
Skladniki ciasta dokladnie zmiksowac. Na patelni teflonowej (moja ma srednice ok. 20 cm) smazyc cienkie nalesniki.



Na kazdy nalesnik nalozyc czubata lyzke farszu i rozsmarowac (farszu nie powinno byc duzo, zeby nalesniki nie popekaly podczas skladania).


Zwinac, skladajac najpierw czesc od siebie (ok. 1/4), pozniej prawy i lewy bok, tak zeby lekko na siebie nachodzily (na ok. 2-3 cm), a nastepnie znow od siebie, na dwa razy. Staramy sie, zeby krokiecik przypominal raczej paczuszke, niz rulonik, poniewaz latwiej go podsmazyc.

Kiedy wszystkie nalesniki sa juz zwiniete, posypujemy je sproszkowana papryka.
Na patelni rozgrzewamy ghee i podsmazamy krokiety z obu stron, na niezbyt duzym ogniu (trzeba pamietac, ze musi to troche potrwac, poniewaz w farszu jest surowe jajko) i leko splaszczając łopatka.

Na talerzu polewamy SOSEM ROZMARYNOWYM i dekorujemy galazka rozmarynu.
Smacznego :)))


wtorek, 6 marca 2012

Domowy makaron



Dzisiaj będzie o kluchach ;) A to dlatego, ze przedwczoraj robiłam makaron.
Nie zdarza mi sie to czesto, pewnie dlatego, ze praktycznie od dziecka robiłam makaron w każdy niedzielny poranek ;) I dlatego mi przeszlo... na dluuuugie lata :)
Ale od czasu do czasu robie i musze przyznac, ze taki swiezy makaron jest pyszny.
Przepis, ktory podaje, jest najbardziej zblizony do tego, ktory wynioslam z rodzinnego domu. Jednak z biegiem czasu zaczal ewoluowac. Kiedys dodawalam tylko cale jajka. Teraz czesc jajek zastepuje zoltkami. I zdarza mi sie dodac semoline, zamiast czesci zwyklej maki.
Niektorzy twierdza, ze do ciasta makaronowego nie powinno sie dodawac wody, poniewaz ciasto stwardnieje. Nie zgadzam sie z tym. Zawsze kiedy robie makaron, dolewam ciepla wode i uwazam wrecz, ze to dzieki niej makaron nie jest twardy.
Warto "za jednym zamachem" zrobic wiecej makaronu, poniewaz mozna go zamrozic, albo wysuszyc i przechowywac kilka tygodni.
Jeżeli interesuje was, jak odróżnić krojony makaron ze względu na szerokość wstążek, jak zaplanować ile go potrzeba dla konkretnej liczby osób, jak zrobić ciasto, jak rozwałkować, pokroić, ugotować i przechowywać - to opisuję wszystko poniżej.
Chociaż... wszystko, to za dużo powiedziane, bo na świecie istnieje ponad tysiąc rodzajów makaronu ;)



Jak go odróżnić?
Wg. wloskiego nazewnictwa, najciensze wstazki, to tagliolini. Ich szerokosc zalezy od osoby, ktora je kroi - tak naprawde, im cieniej, tym lepiej. Nastepne sa fettuccine (3 - 4 mm). Dalej, tagliatelle (ok. 8 mm). Najszersze, sa pappardelle (szerokosc 2-3 cm).
Ciasto na szersze makarony nie powinno byc zbyt cienko rozwalkowane, zazwyczaj na ok. 2 mm.

Jak zaplanowac, ile potrzebujemy makaronu?
Ponoc powinno sie przeznaczyc 1 jajko na kazde 100 g maki. Jest to, mniej wiecej, porcja dla jednej osoby - jezeli makaron bedzie daniem glownym. Jesli bedzie dodatkiem do zupy, bierzemy polowe tej porcji.
Dla jednej osoby przeznaczamy 80 - 100 g makaronu (waga przed ugotowaniem), jesli bedzie on daniem glownym i ok. 40 g, jesli bedzie dodatkiem do zupy.

Jak postepowac z makaronem po pokrojeniu?
Po pokrojeniu makaron nalezy rozlozyc cienka warstwa, na blacie posypanym maka. Jezeli jest to dlugi makaron, nalezy chwycic za koniec kazdej "wstazki" i potrzasnac, az sie rozwinie. Nastepnie zlapac kilka wstazek razem i luzno zwinac w gniazdka. W tej postaci zostawic do podsuszenia.
Kiedy makaron podeschnie, mozna go ugotowac lub przechowywac przez kilka dni w lodowce, ulozony w jednej warstwie, przykryty sciereczka.
Swiezy makaron mozna tez zamrozic. Cienkie nitki rozsypujemy, a grubsze, zwiniete w "gniazdka", rozkladamy na deseczce i wkladamy do zamrazalnika. Po zamrozeniu przekladamy do pojemnikow lub przesypujemy do torebek.

Jak gotowac?
W duzym garnku, bez przykrycia, w duzej ilosci slonej wody.
Spotkalam sie z powiedzeniem, ze woda na makaron powinna byc tak slona, jak Morze Srodziemne :) Po zagotowaniu wody wrzucamy makaron. Robimy to stopniowo, "przesiewajac" przez palce, tak, zeby nie wrzucic do wody calego na raz. Po wrzuceniu od razu mieszamy i doprowadzamy do wrzenia (trzeba uwazac, poniewaz swiezy makaron bardzo łatwo kipi). Zmniejszamy gaz i gotujemy jeszcze ok. 2 minuty od wyplyniecia,  mieszajac od czasu do czasu.
Po tym czasie makaron odcedzamy.
Jezeli zrobilismy makaron, ktory chcemy wymieszac z sosem, od razu po odcedzeniu, gorący, dodajemy do sosu. Trzeba go natychmiast podac, poniewaz jezeli makaron zostanie w sosie, wyciagnie z niego cala wilgoc, sos zniknie i danie stanie sie suche.
Jezeli zaplanowalismy, ze uzycjemy makaron pozniej, wtedy zaraz po ugotowaniu nalezy go zahartowac, czyli odcedzic i natychmiast zalac zimna woda. Wymieszac, ponownie odcedzic i powtarzac te czynnosc, az makaron calkowicie ostygnie i przestanie sie kleic (skrobia zostanie wyplukana). Odcedzic i zostawic do odsaczenia, na durszlaku.
Taki makaron mozna przelozyc do pojemnika i przechowywac w lodowce 2 dni, bez obawy, ze sie sklei.
Przed podaniem wystarczy go przelozyc na durszlak i przelac wrzatkiem.



Składniki:
3 szkl (ok. pol kg) maki pszennej (tym razem tym 650)
3 zoltka
1 cale jajo
lyzeczka soli
ok. szklanki cieplej wody
lyzka oleju
opcjonalnie: szczypta kurkumy dla koloru

Sposob przygotowania:
Na stolnicy/blacie usypac kopczyk z maki, zrobic w nim wglebienie. Do zaglebienia dodac sol, olej, jajko i zoltka, zamieszac widelcem i stopniowo. caly czas mieszajac, dodawac ciepla wode. Woda powinna byc prawie goraca, ale jesli wlozy sie do niej palec, nie powinna parzyc.
Nie da sie dokladnie okreslic ilosci maki i wody. Najlepiej robic to metoda dosyp-dolej ;)
Kiedy prawie cala maka jest wymieszana z woda i jajkami, wtedy zaczynamy zagniatac ciasto reka.
Zbieramy przy pomocy ciasta reszte maki (jesli trzeba, dosypujemy wiecej) i wyrabiamy tak dlugo, az stanie sie dosc twarde, lsniace i elastyczne. Nie powinno sie kleic ani do rak, ani do stolnicy.
Ciasto dzielimy na porcje wielkosci pilki tenisowej, formujemy z nich kulki, oproszamy maka, splaszczamy, przykrywamy i zostawiamy na 20 - 30 min.
Po tym czasie stopniowo rozwalkowujemy kulki ciasta (ja rozwalkowuje w podluzny, owalny placek, szerokosci walka, chociaz moja mama i babcia walkowaly okragle placki). Walkujemy, jak najcieniej, obficie podsypujac maka.
Rozkladamy placki na czystych sciereczkach, zeby lekko przeschly (co jakis czas odwracamy). Dzieki temu makaron nie bedzie sie sklejal przy krojeniu. Po podsuszniu placki ponownie posypujemy z obu stron, maka i kroimy wzdluz, na paski dowolnej szerokosci. U mnie sa to paski szerokosci ok. 6 cm, najwygodniejsze wg. mnie, do jedzenia w zupie - nie ciagna sie i nie spadaja z lyzki.
Paski ukladamy jeden na drugim. Nie za duzo na raz - ja skladam po 4-6 - zeby makaron nie sklejal sie podczas krojenia; im lepiej podsuszony, tym latwiej go pozniej pokroic. Nastepnie kroimy w poprzek.
Szerokosc paseczkow jest dowolna. Jesli makaron ma byc uzyty do rosolu, proponuje kroic jak najcieniej. Jesli do innej zupy, mozna pokroic grubiej.

Jezeli chcemy uzyskac dlugi makaron, zwijamy rozwalkowany placek w rulonik.
Jesli zwiniemy wzdluz krotszego boku, uzyskamy dluzszy makaron, jesli wzdluz dluzszego - krotszy. Szerokosc "wstazek" ustalamy przy krojeniu.


Smacznego :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Piadina - włoska tortilla

Na tym zdjęciu widać dokładnie, jak grube są placki.
    Parę dni temu robiłam włoskie, płaskie chlebki (w zasadzie placki) zwane piadina. Przepis znalazłam na jednym z blogów, zapisałam, po czym nie mogłam już tego bloga odnaleźć. A obiecałam autorce, ze dam znać, czy mi się udały.

    Jak dla mnie, te placki bardzo przypominają tortille, są jednak nieco grubsze, przez co jest w nich więcej smaku. A smakowały nam bardzo! Dzieci stwierdziły, że są nawet lepsze niż "tortillasy", które wcześniej robiłam.

    Zazwyczaj kiedy gotuję coś nowego, staram się wyszukać w internecie, jak najwięcej informacji na temat danej potrawy. Tym razem rownież przewertowałam wiele przepisów i dokopałam się do różnych, ciekawych informacji. Dowiedziałam się między innymi, że piadiny można podawać z wędzoną i gotowaną szynką, serem, wszelkimi wędlinami i warzywami. Można też zjeść sobie ten placek z dżemem lub nutellą.

    Ja wykorzystałam warzywa (ogórek, pomidor, papryka, cukinia, salta) i swój sprawdzony farsz kurczakowy do tortilli

    Przy okazji, poszukując informacji o piadinach, natknęłam się na filmik na youtube. Dziewczyna pokazuje w nim, jak zrobić prawdziwa piadinę.
Tak naprawdę, to nie wiadomo, co ona wlaściwie robi.
Zawija farsz w zwykłą, kupioną w sklepie, tortillę, nazywając ją piadiną.
Ale  mówi też, że koleżanka, która ją nauczyła robić to cudo, dodawała do farszu (sic!) ogórki korniszone (nie korniszony, ale korniszone ogórki :D).

    Włos mi się zjeżył, chociaż żaden ze mnie Miodek ;) bo od czasów kaszy mannej, nic mnie tak nie zmiażdżyło :D (edit po przeczytaniu komentarzy: używamy kaszy manny, a nie mannej - jakby ktoś miał wątpliwości). Aż mam ochotę powiedzieć: ludzie, litości...

Podsumowując, żeby była jasność: ogórki kwaszone, konserwowe, małosolne - tak, tak, tak.
Ale nie korniszone. 
Nie ma czegoś takiego! Owszem, są korniszony, ale ogórków korniszonych (jak dotąd ;)) nie ma.
Ogórki się konserwuje, kisi (kwasi) ale nie korniszoni (i nie małosolni) :))))

Ps. Wybaczcie, po prostu musiałam to napisać, bo... "czasami człowiek musi, inaczej sie udusi" ;)



Ale wracając do rzeczy: piadina wjeżdża na stół :)

Spójrzcie na zdjęcie. U góry wyraźnie widać, że placek jest dość gruby i rozwarstwia się w miejscach, gdzie były bąble.


Składniki:
na 4-6 placków
pól kilo maki (u mnie typ 450)
160 ml dobrze cieplej wody (zdecydowanie 300 ml)
75 g smalcu (może być oliwa, jednak ze smalcem są, wg. mnie, lepsze)
10 g soli
pół łyżeczki proszku do pieczenia

Do podania: dowolne warzywa, a u mnie także żółty ser i różowy sos


Sposób wykonania:
Wszystkie składniki wymieszać i wyrobić gładkie ciasto. W przepisie zaznaczono, żeby wyrabiać aż 10 min. Ja po ręcznym połączeniu składników, dalej wyrabiałam mikserem, ok. 5 min a następnie polałam ręce oliwą i jeszcze trochę zagniotłam ręcznie. Ciasto wyszło cudne, bardzo elastyczne i łatwe do formowania. Pamiętajcie, ze to nie ma być twarde ciasto, takie jak na makaron. Powinno być miękkie i elastyczne.
Następnie ciasto należy przykryć  ściereczką i odstawić na co najmniej pół godziny. Lepiej nie pomijać tego etapu, bo kiedy ciasto odpocznie, lepiej się rozwałkowuje, a co ważniejsze, lepiej się smaży (na patelni powstaje dużo bąbelków).

Po "odpoczynku" ciasto podzielić (na 4 części, jeśli chcemy mieć duże placki, lub na 6, wtedy placki będą mniejsze) i uformowac z nich kulki.
Każdą kulkę rozpłaszczyć i rozwałkować na w miarę okrągły placek, o srednicy ok. 25 cm i grubosci ok. 3 mm. Podczas wałkowania obficie podsypywać mąką Pamiętajcie żeby nie wałkować cieniej, ponieważ placki po upieczeniu będą się kruszyć podczas zwijania.
Aby uzyskać idealnie okrągłe placki, można wycinać okręgi z rozwałkowanego ciasta, przy pomocy odpowiednio dużej miski (jak na zdjęciu poniżej).
Po rozwałkowaniu placek kilkakrotnie przerzucić z ręki do ręki, aby pozbyć się nadmiaru mąki i układać na dobrze rozgrzanej, suchej patelni (bardzo dobrze sprawdza się płaska patelnia do naleśników).
Piec na średnim ogniu, aż pojawią się bąble - należy je dociskać łopatką do patelni. Następnie odwrócić i dopiekać z drugiej strony.
Ważne: placki nie powinny się zrumienić w całości, tylko w miejscach, gdzie bąble stykały się z patelnią, powinny mieć brązowe kropki (zdjęcie poniżej).
Trzeba wyczuć czas pieczenia, bo im dłużej bedziecie je piec, tym bardziej będą kruche i łamliwe. Dlatego zdejmujemy je z patelni od razu, kiedy nie są już surowe i nie trzymamy ich tam dłużej, niż to konieczne.
Samo pieczenie trwa bardzo krotko, wiec nie można ich spuszczac z oczu i robić w międzyczasie czegoś innego.
Druga bardzo ważna sprawa: nie dopuścić do tego, żeby placki po upieczeniu wystygły. Powiem wam, jaki jest mój sposób. Rozgrzewam mocno głęboką patelnię z pokrywą, najlepiej o grubym dnie, bo długo utrzymuje ciepło, z odrobiną wody. Później wodę odlewam, a para z pokrywki utrzymuje wewnątrz wilgoć. Dzięki temu placki pozostają elastyczne.

 Placki smarować sosem, układać dowolne składniki i zwijać, jak tortillę.

W wersji z żółtym serem, placek posypujemy tartym serem i rozpuszczamy go pod grillem w piekarniku, albo w mikrofalówce. Kiedy ser zacznie się rozpuszczać, przełożyć placek na talerz, dodać sos i resztę składników, zwinąć i gotowe :)

Uwagi:
Smażenie tych placków, to kwestia wprawy. Z każdym kolejnym będzie lepiej. Ale też każdy placek bedzie inny, każdy będzie się inaczej zachowywał na patelni. Czasami będzie jeden wielki bąbel, jak w chlebku pita, a czasami kilka, kilkanaście mniejszych, jak w chapati
Pieczenie piadiny (tak jak tortilli) po prostu trzeba wyczuć. Trzeba je zrobić kilka razy, żeby złapać rytm, wyczuć ciasto - poczuć sie pewnie.
Na poczatku może, a nawet powinno ;) być dziwnie, zwlaszcza, jesli wczesniej nie robiliście tortilli, pit, czy chapati.

Teraz z tego przepisu robię też tortille. Jedyna różnica polega na tym, że ciasto na tortille wałkuję najcieniej jak to możliwe.
Po wielu mniej i bardziej udanych próbach wiem jedno, żeby się nie kruszyły przy zawijaniu, nie wolno ich zbyt długo trzymać na patelni i trzeba je odkładać w ciepłe i wilgotne miejsce.
To tyle.
Trzymam kciuki!
Smacznego :)


środa, 19 października 2011

Roti Jala


Moze trudno w to uwierzyc, ale te koronkowe cuda, to malezyjskei chlebki, ktore podaje sie do curry lub ot tak, do herbatki. Bardzo przypominaja dobrze nam znane nalesniki.
Dla niektorych jedyna roznica bedzie to, ze do ciasta dodaje sie kurkume.
Poniewaz ja do ciasta nalesnikowego dodaje ja prawie zawsze, dla mnie ciasto na roti jala jest zwyklym ciastem nalesnikowym.


Spotkalam sie z tymi chlebkami - plackami podczas jednej z podrozy na Daleki Wschod, chociaz wtedy nie mialam pojecia z czym mam do czynienia.
Niedawno przypomnialam sobie o nich i postanowilam dokonac niemozliwego, szukajac w internecie przepisu na cos, czego nazwy przeciez nie znałam :)
Na szczescie mi sie udalo i teraz juz wiem, co jadlam. Co wiecej - sama moglam sprobowac to zrobic.
Niestety, we wszystkich filmikach, jakie ogladalam, uzywa sie specjalnego przyrzadu, przypominajacego lejek z trzema koncowkami. Nie sadze, zeby mozna bylo dostac to w Polsce.
Pokombinowalam wiec troche i przerobilam plastikowa butelke po litrowej maslance.
Zrobilam w zakretce trzy dziurki w jednej linii i okazalo sie, ze moj wynalazek dobrze sie sprawdzil. Chyba powinnam go opatentowac ;)

Powinnam jeszcze napisac, ze w deserowej wersji roti jala, zwykle mleko mozna zastapic mleczkiem kokosowym.

Skladniki:
na ok. 14 roti

1 3/4 filizanki maki
1 1/2 filizanki mleka
1/2 filizanki wody
1 lekko roztrzepane jajko
1/2 lyzeczki soli
3/4 lyzeczki kurkumy
olej lub ghee do smarowania patelni

Sposob przygotowania:
Wszystkie skladniki dobrze wymieszac (w masie nie moze byc grudek), przelac do butelki i zakrecic.
Płaska patelnie dobrze rozgrzac i lekko posmarowac tluszczem.
Wylewac ciasto, lekko naciskajac butelke, formujac azurowa kratke. Smazyc kilkanascie sekund, po czym delikatnie odwrocic.

Zsunac na talerz i od razu zlozyc, zaginajac przeciwlegle brzegi do srodka.

Nastepnie zwinac w rulonik.
Mozna tez skladac roti jala w trojkaty.

Smacznego :)

sobota, 3 września 2011

Granola, czyli samo zdrowie


Granola, to - jesli ktos jeszcze tego nie wie - kuzynka muesli. Tyle, ze granola jest bardziej... hmmm... opalona :) A to dlatego, ze granola zawsze jest opiekana, najczesciej z miodem i odrobina oliwy lub masla, dla chrupkosci.
Granolowe sniadanie daje energie na kilka godzin. Mozna do niej dodawac (tuz przed zjedzeniem) rozne sezonowe owoce. Mozna tez dopasowac sklad mieszanki do wlasnych kubkow smakowych.
Nie musze chyba nikogo przekonywac, ze lepiej zrobic ja samodzielnie? Sklepowe mieszanki, moze i wygladaja smakowicie, ale sa prawdziwymi bombami kalorycznymi, pelnymi zakamuflowanego tluszczu i cukru.

Ja swoja zrobilam wczoraj, z pomoca synusia, i udalo mi sie wyprodukowac prawie dwa kilo :) Jestem pewna, ze szybko zniknie, bo prawie wszyscy (tylko mezus sie wylamuje ;)) lubimy sobie zjesc rano lub w ciagu dnia, miseczke tego chrupiacego dobra. Z mlekiem, z jogurtem, albo prosto z pojemnika :) Poza tym wykorzystuje ja do posypywania deserow, a takze jako dodatek do zbozowych ciasteczek.
Poniewaz mam jeszcze inne przepisy, w najblizszym czasie wyprobuje kolejny i mam szczera nadzieje, ze moja rodzina nie oprotestuje nadmiaru muesli w menu ;)
Ponizszy przepis pochodzi z programu "Ulubione potrawy Rachel". Sa tez tutaj (a jakze ;)) moje dodatki, wiec zaznacze je w przepisie kolorowa czcionka.

Składniki:

po 500g platkow owsianych i zytnich
150g granulowanych otrębów (smak dowolny, u mnie porzeczkowe)
po 100g pestek z dyni, słonecznika, platkow migdałowych (dodalam słupki), daktyli, wiorkow kokosowych
po 100g dowolnych orzechow (dodalam laskowe i arachidowe, nie solone) suszonych moreli, fig, daktyli, żurawiny, rodzynek
125g masla 150ml miodu (dodalam dodatkowo 50g)
1łyzeczka esencji waniliowej

Sposób wykonania:

Miod roztopic z maslem i esencja waniliowa.

Wszystkie skladniki wymieszać, najlepiej rekoma dziecka ;)

Rozlozyc w miare równomiernie na blasze wylozonej papierem do pieczenia.

Lyzka zrobic "gorki i dolinki", aby latwiej sie przyrumienilo

Wlozyc do piekarnika nagrzanego do 160-170oC i piec ok. 20 min, co jakiś czas mieszajac (trzeba odsuwac od bokow, bo tam najszybciej sie rumieni).

Po upieczeniu ostudzić, po czym dodac dowolne orzechy
(orzechy arachidowe dodalam przed pieczeniem), rodzynki, pokrojone, suszone morele, figi, daktyle (dodalam rodzynki i zurawine).

Smacznego:)