środa, 29 czerwca 2011
Curry z krewetek z domową pastą curry
Etykiety:
Krewetki,
Mleko kokosowe,
Moje przepisy,
Orientalne
Uwielbiam owoce morze, a zwlaszcza krewetki. A jesli krewetki, to najchetniej w postaci curry. Ich smak w polaczeniu z mlekiem kokosowym, ostrymi przyprawami i limonka to dla mnie kulinarne niebo. No, powiedzmy, ze nie jedyne, ale na pewno jedno z najulubienszych ;)
Co zrobic, kiedy nie mamy pod reka pasty curry? Coz, na pewno nie nalezy usiasc i plakac ;)
Trzeba pokombinowac i sprobowac zrobic ja samodzielnie.
Wydaje mi sie to proste, poniewaz nigdy nie kieruje sie zadnym konkretnym przepisem - lacze po prostu to, co mi najbardziej odpowiada, starajac sie mniej wiecej zachowac "klimat".
Ostatnia pasta curry, ktora kupilam (czerwona, tajska) byla zabojczo ostra.
Lubie ostre potrawy, ale chyba nie az tak ;) Poza tym zepsula sie, zanim wykorzystalam chocby polowe.
Dlatego naprawde wole sama ja zrobic i wykorzystac na raz lub w przeciagu kilku dni (bo taka domowa pasta moze sobie postac w lodowce nawet tydzien).
Cos mi teraz przyszlo do glowy... Moglabym stworzyc taka prywatna liste rzeczy, ktorych kiedys nie cierpialam, a teraz uwielbiam. Moglabym, bo uzbieralo sie juz kilka pozycji. Na przyklad szpinak, seler naciowy, rukola czy kolendra. Jak to jest, ze mozna sie az tak zmienic?
Zastanawiam sie, czy w druga strone tez to dziala? Czy przypomne sobie cos, co kiedys uwielbialam, a teraz tego nie lubie...?
Nic mi nie przychodzi do glowy.
Widocznie moge sie kulinarnie rozwijac, a "cofka" nie jest przewidziana ;)
A wracajac do tematu. Takie curry mozna tez zrobic z ryby, kurczaka czy indyka. Bedzie rownie dobre.
Skladniki:
dla ok. 4 osob
30 dag duzych krewetek
litr wywaru rybnego lub rosolu z kurczaka
garsc ryzu (najlepiej wloskiego, do zup)
2 lodygi selera, drobniutko posiekane (najlepiej ze środka, z listkami)
ok. 200g mleczka kokosowego
lyzka oleju
dymka pokrojona w ukosne plasterki
posiekana kolendra
Wywar rybny:
1.5 litra wody
resztki ryb (osci, glowy, pletwy - to co zostaje po wycieciu filetow)
1 duza marchew
1 mala pietruszka
plaster selera grubosci malego palca
sol, pieprz, kurkuma
Domowa pasta curry:
1 czubata lyzeczka przecieru pomidorowego
2 duze, posiekane zabki czosnku
2 posiekane szalotki (lub 1 cebula)
1/2 lyzeczki kurkumy
po 1/4 lyzeczki mielonego kuminu i mielonej kolendry
skorka z limonki (lub cytryny)
czerwona papryczka chilli (ilosc wg. uznania)
kawalek posiekanego imbiru (wielkosci malego palca)
1/2 lyzeczki grubej soli
Sposob przygotowania:
Ugotowac wywar rybny, przecedzic, wyjac warzywa i drobno je pokroic.
Skladniki pasty utrzec w mozdzierzu lub malakserze, wylozyc na rozgrzany olej i przesmazyc. Dodac krewetki i seler. Smazyc 2-3 minuty, wyjac krewetki, po czym dodac wywar.
Zawartosc patelni przelac do garnka, dodac ryz i gotowac go w wywarze, az zrobi sie miekki. W czasie gotowania uzupelniac plyn.
Dodac mleczko kokosowe, odlozone wczesniej krewetki, pokrojone warzywa z wywaru i dymkę.
Wymieszac, doprawic sokiem z limonki i gotowac jeszcze kilka minut.
Przed podaniem posypac kolendrą.
Smacznego :)
Takie tam... ;)
Kiedy filetujesz ryby, wszystkie resztki zamknij w foliowym woreczku i wloz do zamrazarki. Kiedy kolejny raz bedziesz wycinac filety, resztki doloz do woreczka - i tak za kazdym razem. A kiedy uzbierasz ich odpowiednia ilosc, bedziesz miala/mial z czego ugotowac wywar rybny.
Gotowy, przecedzony wywar mozesz zamrozic. Przyda sie, kiedy bedziesz sie spieszyc :)
sobota, 18 czerwca 2011
Sushi maki - historia prawdziwa ;)
Etykiety:
Przystawki,
Rolady i roladki,
Ryż,
Sushi
A kiedy okazalo sie, ze chodzi o produkty potrzebne do zrobienia sushi, bylam w siodmym niebie.
Bo sushi kocham miłością ogromną, chociaż przyznam, ze nie od pierwszego wejrzenia ;)
Po raz pierwszy zobaczylam te rolki wiele lat temu, w jednym z londynskich sushi-barow. Byly to czasy, kiedy w moim, bynajmniej nie malym, miescie nie bylo ani jednej japonskiej restauracji. Sushi bylo czyms, o czym sie slyszalo, co sie widzialo w tv i czego bardzo sie chcialo sprobowac, jednak - proza zycia - nie bylo takiej mozliwosci.
Wiem, brzmi, jak prehistoria, ale tak wlasnie bylo :)
Wtedy, w tej londynskiej restauracji, rolki (i nie tylko) plywaly sobie na malych lodeczkach wokol baru, za ktorym skośnoocy mistrzowie japonskiej kuchni kroili, zwijali i formowali, po czym puszczali swoje dziela z nurtem malej rzeczki.
Przyznam, ze bylam pod wrazeniem, bo byly to male arcydziela, wiec zanim sie zdecydowalam, co wybrac, zdazyly zrobic pare kolek wokol baru.
W koncu wybralam, moim zdaniem najladniejsza, rolke z duza, rozowa krewetka. Prezentowala sie cudnie - z jednej strony wystawal ogonek i, na szczescie, nic na mnie nie patrzylo oczkami czarnymi, jak wegielki :)
Przyznam, ze bylam PEWNA, ze to bedzie smakowalo co najmniej tak dobrze, jak wyglada. Wlozylam do ust, przytrzymalam za ogonek i... ZONK. To co mialam w ustach kompletnie mnie zaskoczylo - i to nie tylko smakiem, ale i konsystencja... I to nie byly bynajmniej pozytywne wrazenia... Goraczkowo myslalam: CO ROBIĆ? CO ROOOBIĆ???!
Ani przełknąć, ani wypluć...
Z dwojga zlego wybralam to drugie i bylam pewna, ze jadlam sushi dwa razy: pierwszy i ostatni :)
Na szczęscie dałam im jeszcze niejedną szansę, ale tak naprawdę, to pokochałam je dopiero wtedy, kiedy sama zaczęłam je robić.
Zapraszam na moje sushi - nie pierwsze i zapewne nie ostatnie :)
Jak samodzielnie zrobić sushi?
Skladniki:1.5 szklanki ryżu
6 arkusików nori
wasabi
sos sojowy
ocet ryżowy
marynowany imbir
W środku:
1. Pasta krabowa: mięso krabów w sosie własnym (z puszki) + odrobina majonezu i ketchupu; do tego żółta papryka pokrojona w paski, listki kolendry.
2. "Pasta" krabowa i żółta papryka j/w, paseczki awokado.
3. Paluszki krabowe, papryka pokrojona w paski, ogórek wezowy (dlugie słupki) ze skorka
4. Łosoś wedzony na zimno, ogorek j.w, szczypiorek, pokrojone w paseczki, smazone boczniaki.
5. Łosoś, ogórek małosolny, kolendra.
Ryz wyplukac kilkakrotnie (do momentu, az woda bedzie przezroczysta), zalac woda i odstawic na ok. 20 min, az zrobi sie bialy. Odcedzic, wsypac do garnka o grubym dnie, zalac 1.5 szklanki zimnej wody, przykryc i zagotowac.
Po zagotowaniu przemieszac, ponownie przykryc i gotowac dalej przez ok. 15 min, na malutkim ogniu (nie podnosic pokrywki i nie mieszac).
Po tym czasie zdjac garnek z ognia i zostawic w spokoju, nie odkrywajac, na kolejnych kilka minut.
W miedzyczasie trzeba zrobic zaprawe do ryzu:
9 łyżek octu ryżowego wymieszac z 2 łyżkami cukru i 2 łyżeczkami soli.
Ugotowany ryz wymieszac z zaprawa i wylozyc do duzej miski, zeby sie wystudzil. Japonki przyspieszaja ten proces, studzac ryz wachlarzem :)

Na bambusowej macie ulozyc nori (sprasowane algi) - blyszczaca srona do dolu (ja zawsze najpierw rozkladam kawalek folii spozywczej, zeby nie brudzic maty). Zmoczyc dlonie i rozlozyc rowna warstwa ryz, na ok. 3/4 powierzchni, dobrze dociskajac. Na srodku cieniutko rozsmarowac wasabi, ulozyc wybrane skladniki i ciasno zwinac, dociskajac bambusowa mata.
Kazda rolke pokroic na ok. 2.5 cm kawalki. Noz powinien byc bardzo ostry.
Smacznego :)
Dodam tylko, ze...
Japonczycy jedza sushi palcami, zanurzajac je w sosie sojowym zmieszanym z wasabi.
Cala rolke wklada sie do ust na raz. Nie do pomyslenia jest, zeby odgryzac po kawalku ;)
Marynowane plasterki mbiru przegryza sie 'pomiedzy', zeby oczyscic kubki smakowe.
środa, 8 czerwca 2011
Sos jogurtowo-miętowy, na słono i słodko
Etykiety:
Metoda Montignac,
Moje przepisy,
Sosy i marynaty
Kiedys, kiedy bylam mala dziewczynka, nie chcialam pic herbaty, tylko miete. Pilam sobie te miete cale dziecinstwo i mlodosc, zwlaszcza, ze latem rosla kolo studni, a na zime Babcia suszyla hurtowe ilosci ;)
Milosc do miety zawdzieczam wiec swoim Dziadkom, ktorzy tez owa mietke popijali z przyjemnoscia.
Moj Dziadzio nauczyl mnie rowniez popijac kawe zbozowa i napar z siemienia lnianego, oraz rozpoznawac ziola.
Do jednego tylko nie dalam sie przekonac, a mianowicie do piołunu. To cholerstwo bylo tak gorzkie, ze nie mam pojecia, jak Dziadek byl w stanie to przelknac...? Chociaz, prawde mowiac, Dziadzio robil tez wspaniala piołunówke i orzechówkę i zdecydwanie wolal ziola (i inna zielenine) w takiej wlasnie postaci ;)
Ostatnio znow oszalalam na punkcie miety :) W moim mini-zielniku rosnie wprawdzie maly krzaczek, ale ile mozna wyhodowac na balkonie? I tak mam tam wszystkie dostepne ziola, rukole, groszek i pomidorki koktajlowe :)
Ale. Pare dni temu, kiedy scinalam kwiaty do wazonu (w ogrodzie u tesciowej) znalazlam cala PLANTACJE miety :))) Ucieszylam sie ogromnie, chociaz poczatkowo nie wiedzialam, co to za roslina. No bo nie jest to ta najbardziej znana mieta pieprzowa, ale jakas inna odmiana o "włochatych" listkach. Okazalo sie jednak, ze smak i zapach ma wspanialy, a napar ma przecudny, jasnozielony kolor.
Odkad odkrylam te mietowe krzaczki, dodaje miete do wielu potraw, probuje roznych polaczen i, jak dotad, wszystkie moje pomysly byly dobre (ach ta skromnosc... ;)). Dlatego doszlam do wniosku, ze mieta pasuje do wszystkiego :)
Dzisiaj sos mietowy, banalnie prosty, ale pyszny. Na slodko do plackow, racuchow, klusek, nalesnikow.
A na slono lub/i pikantnie do miesa, grillowanych warzyw,czy makaronu.
Składniki:
duzy kubek jogurtu naturalnego (polecam grecki)
kilka listkow miety
Dodatki do sosu słonego:
sol, pieprz
do wyboru:
słodka lub ostra papryka,
ulubione ziola
kumin
curry
Dodatki do sosu słodkiego:
cukier puder lub fruktoza dla MM
opcjonalnie:
esencja waniliowa,
woda różana
cynamon
Sposob wykonania:
Miete drobniutko posiekac i wymieszac z dodatkami, tak zeby puscila sok (ja ucieram w mozdzierzu). Wymieszac wszystko z jogurtem i gotowe.
Nie radze miksowac, poniewaz jogurt przestanie byc gesty.
Smacznego :)
wtorek, 7 czerwca 2011
Twarogowo-rabarbarowe placuszki z amarantusem
Etykiety:
Desery,
Moje przepisy,
Placki na slodko,
Wegetarianskie
W koncu i mnie dopadlo rabarbarowe szalenstwo :)
Nie do konca z wlasnej i nieprzymuszonej woli, bo "snopek" rozowego rabarbaru dostalam od przyjaciolki. Lezal sobie pozniej przez ladnych kilka dni w lodowce, az w koncu przyszla na niego pora.
Zrobilam placki - inne niz zwykle, bo z twarozkiem, zurawina i maka z amarantusa - i kompot z dodatkiem truskawek.
Zainspirowala mnie maka amarantusowa, ktora zostala mi po pieczeniu chleba. Wymyslilam wiec sobie takie niecodzienne placuszki, a poniewaz mi sie udaly, podziele sie przepisem :)
Przepis dodaje do rabarbarowej akcji zorganizowanej przez olciaky.
Skadniki:
250g twarogu
1½ szklanki mleka
2 jaja
3 czubate lyzki maki z amarantusa
4-5 czubatych lyzek maki pszennej
1 lyzka esencji waniliowej (ewentualnie kilka kropli olejku waniliowego)
2 lyzki cukru trzcinowego (ciemnego)
1 lyzeczka proszku do pieczenia
30-40 dag rabarbaru
2 lyzki suszonej zurawiny
szczypta kurkumy, szczypta soli
kilka listkow mięty
Sposob przygotowania:
Rabarbar umyc, obrac z wlokien i pokroic w plasterki (ok. 0.5 cm grubosci).
Jajka rozmieszac, dodac mleko i powoli dosypywac - caly czas mieszajac - obie maki i proszek do pieczenia. Dodac cukier i przyprawy. Na koniec dodac pokrojony rabarbar i zurawine.
Smazyc nieduze placuszki, uwazajac przy odwracaniu, poniewaz sa bardzo delikatne.
Mozna podac z brazowym cukrem i mieta, albo z mietowym jogurtem.
Smacznego :)
sobota, 4 czerwca 2011
Warkoczyki z polędwicy z sosem pieczarkowym
Etykiety:
Grzyby,
Sosy i marynaty,
Wieprzowina
Bez zbędnego gadania - pyszne i bardzo dekoracyjne :)
1-2 poledwiczki wieprzowe
duzy zabek czosnku
sol, pieprz, slodka, mielona papryka
olej do smazenia
Sos grzybowy:
ok. 30 dag malych pieczarek
pol cebuli
1 zabek czosnku
1 lyzka maki
maly jogurt naturalny
1 lyzka serka homogenizowanego lub mascarpone
sok z cytryny
siekana natka
sol, pieprz
opcjonalnie: lyzeczka mielonych grzybow
Sposob przygotowania:
Mieso umyc, osuszyc i wykroic wszystkie blonki. Pokroic wzdluz na plastry (ok. 1 cm grubosci), a nastepnie w paski.
Zamarynowac (olej, papryka, sol, pieprz, czosnek) i wstawic do lodowki, co najmniej na godzine.
Po tym czasie mieso wyjac i z przygotowanych paseczkow zaplesc warkocze. Z obu stron zwiazac sznurkiem.
Obsmazyc na goracym tluszczu, podlac woda, przykryc pokrywka i dusic na malym ogniu do miekkosci.
Sos:
Pieczarki umyc i pokroic w plasterki. Obsypac je maka i podsmazyc na oleju. Dodac posiekana cebule i czosnek, oraz przyprawy i wlac ok. pol szklanki wody. Przykryc i dusic na malym ogniu.
Kiedy pieczarki zmiekna, dodac jogurt i serek (ja dodalam wielunski "Moj ulubiony").
Jesli sos jest zbyt rzadki, mozna zagescic go jeszcze odrobina maki.
Na koniec zakwasic sokiem z cytryny i posypac natka.
Moje rady:
Do warkoczy dobrze pasuje kasza lub ryz.
Sos pieczarkowy dobrze jest podac osobno. Warkoczyki wygladaja tak ladnie, ze zal by bylo przykrywac je sosem.
środa, 1 czerwca 2011
Placki z kurczakiem i warzywami
Etykiety:
Drób,
Placki na słono,
Zdrowy fast food
Po urlopie mam głowę przeładowaną inspiracjami. Zawsze, kiedy wyjeżdżam w jakies ciekawe miejsce, staram sie poznac lokalną kuchnię.
Jednak inspiracje musza poczekac, gdyz w pierwszej kolejnosci musze "posprzatac" na bogu.
Kilka ciekawych przepisow i zdjec czeka na publikacje, wiec obiecalam sobie dac im pierwszenstwo.
Najpierw chce sie z wami podzielic przepisem na bardzo proste i szybkie w wykonaniu placuszki.
Przepis idealny do "sprzatania lodowki" i ratujacy skore, w sytuacjach awaryjnych, kiedy trzeba szybko zrobic cos dobrego do jedzenia.
Do ich przygotowania mozna uzyc dowolnych warzyw, miesa, czy sera.
Ponizej podaje przepis na te, które robilam ostatnio.
Dodaje go do akcji Ekspresowo w kuchni i Czas na piknik
Składniki placków z kurczaka i warzyw:
1 mala piers z kurczaka
po ok. 1/4 zielonej, czerwonej i zoltej papryki
2 dymki ze szczypiorkiem
1 sredni pomidor
4 lyzki mrozonego groszku (lub z puszki)
mąka pszenna
1-2 jaja
mleko z wodą gazowaną w proporcjach 1:1
sol, pieprz, granulowany czosnek, curry i kumin
Jak zrobić placki z kurczaka i warzyw?
Mieso i warzywa pokroic w drobna kostke. Mleko wymieszac z woda i jajkami, dodac przyprawy i make, tak aby otrzymac dosc geste ciasto. Dodac posiekane warzywa, groszek i mieso.
Ponownie dobrze wymieszac.
Na mocno rozgrzanej patelni smazyc nieduze placuszki (takie, jak racuchy, czy placki ziemniaczane), rumieniac ladnie z kazdej strony.
Smacznego :)
wtorek, 31 maja 2011
Łazanki z kapustą i pomidorami
Etykiety:
Kapusta,
Makarony,
Moje przepisy,
Wegetarianskie
Dzisiaj klasyk. Ktoz ich nie zna, kto nie lubi...? W moim otoczeniu nie ma ani jednej osoby, ktora nie przepadalaby za lazankami z kapusta :)
Przepisow na to danie jest cale mnostwo - sama znam ich kilka.
Najbardziej jednak lubie ten, ktory chce wam dzisiaj przedstawic, chociaz wiem, ze nie jest to klasyczny przepis, taki z kapusta na boczku lub sloninie, z duza iloscia cebuli.
Lubie tez lazanki z kiszona kapusta i suszonymi grzybami, ale to danie rezerwuje sobie na zime. Wiosna i latem lubie gotowac lekkie i nieskomplikowane dania (i pewnie nie jestem w tym odosobniona ;)).
Moj przepis, oprocz kapusty i oczywiscie łazanek, zawiera tez pomidory i masło.
Nie zastapi go ani olej, ani najlepsza nawet oliwa, bo to maslo wlasnie nadaje moim lazankom ten niepowtarzalny smak.
Maslo jest w tym przepisie asolutnie o b o w i a z k o w e :)
Sam przepis powstal na bazie kapusty z pomidorami(klik), którą często robi moja mama.
Jedyna roznica, to to, ze mama dodaje swieze maslo, a ja uzywam klarowanego.
No i jeszcze to, że ja najczęściej uzywam kapusty wloskiej, ktora jest duzo delikatniejsza i ma - wedlug mnie - o wiele wiecej smaku.
Jednak teraz, az sie prosi, zeby siegnac po jedna z tych swiezutkich, mlodych glowek tradycyjnej, bialej kapusty.
I po te mlode, soczyste marchewki...
Skladniki:
glowka mlodej, bialej kapusty
4-5 mlodych, jak najcienszych marchewek
1 biala cebula
2 zabki czosnku
mla puszka krojonych pomidorow
2 lyzki masla najlepiej klarowanego
pęczek koperku
2 lyzeczki cukru
sol, pieprz, 1 lisc laurowy, 4 kulki ziela angielskiego
Sposob przygotowania:
Kapuste umyc, przekroic na cwiartki, wyciac glab i pokroic na kwadraty, wielkosca przypominajace lazanki.
Marchewki dobrze wyszorowac (najlepiej szorstkim zmywakiem), nie obierać. Pokroic w plasterki.
Cebule i czosnek obrac i pokroic w drobna kostke.
Koperek posiekac.
Kapuste z marchewka podsmazyc (najlepiej w glebokiej patelni/rondlu) na lyzce klarowanego masla. Doprawic sola i pieprzem, wlozyc lisc laurowy i ziele angielskie. Smazyc, czesto mieszajac. Po kilkunastu minutach wlac ok. szklanki wody, przykryc i dusic na malym ogniu.
Na drugiej patelni podsmazyc, na lyzce masla, cebule i czosnek. Leciutko zrumienic. Dodac pomidory, sol, pieprz i cukier. Przelozyc wszystko do kapusty, wymieszac, jesli to konieczne - jeszcze doprawic i dusic razem, az kapusta i marchewka zmiekna.
Nie nalezy jednak dopuscic do tego, zeby calkiem sie rozpadly.
Łazanki ugotowac al dente (nie moga byc zbyt miekkie, poniewaz po dodaniu do goracej kapusty jeszcze zmiekna) i polaczyc z kapusta i koperkiem.
Smacznego :)
niedziela, 29 maja 2011
Pierożki nie polskie, nie chinskie (musi - boskie ;))
Etykiety:
Moje przepisy,
Pierogi
No wlasnie, jakie? Jakie sa te pierozki...? Smak maja orientalny, powiedzialabym chinsko-tajski ;) Ciasto byloby tradycyjne, polskie - gdyby nie dodatek semoliny... Powstaly przez przypadek, a raczej po to, zeby zagospodarowac mieso z rosolu, z ktorym zawsze mam problem. Na krokiety nie ma juz u nas chetnych, paszteciki wymagaja towarzystwa barszczu (a barszcz burakow, ktorych akurat nie mialam), nalesnki tez odpadaja, bo nikt ich juz nie chce jesc... Wymyslilam wiec te pierozki. Do tej pory uwazalam, ze jesli juz pierogi z miesem, to nigdy z gotowanym. Ale od dzisiaj juz tak nie mysle :)
Składniki:
ciasto:
mąka pszenna typ 650 i semolina, w stosunku 3:1
gorąca woda
sól
farsz:
gotowane mieso (indyk, kurczak i cielecina)
i warzywa (marchew, seler, pietruszka, por), z rosołu
maly, rozgneciony zabek czosnku
kawalek drobno utartego imbiru
garsc swiezej, grubo posiekanej kolendry
2 cebulki dymki, ze szczypiorkiem - drobno posiekane
skorka otarta z 1 cytryny
papryczka chilli (swieza lub suszona), sos sojowy, sol, pieprz - do smaku
dodatkowe skladniki farszu:
1 posiekana cebula
1 mala, utarta marchewka
2 posiekane zabki czosku
kawalek imbiru (utarty)
1 czubata lyzeczka brazowego cukru
łyżka ghee (klarowanego masła)
"sos":
1 drobniutko posiekana cebula
1 posiekany zabek czosnku
1 łyzka ghee
1 lyzka oleju
kilka lyzek bulionu (ewentualnie wody)
sol, pieprz
posiekana kolendra
Sposob przygotowania:
Do maki dodac szczypte soli i, powoli dolewając gorącej wody, zagniesc dosc miekkie ciasto. Przykryc i odstawic na ok. pol godziny.
Na patelni rozgrzac ghee i przesmazyc, nie rumieniac, dodatkowe skladniki farszu. Wlac odrobine wody i dusic bez przykrycia, az woda odparuje, a warzywa zmiekna. Ostudzic.
Mieso i warzywa zmielic. Wszystkie skladniki farszu dobrze wymieszac.
Ciasto rozwalkowac (niezbyt cienko), wykrawac nieduze krazki, nakladac farsz i lepic pierozki, formujac na kazdym po 5 "zakładek". Pierozki ustawiac pionowo na posypanym maka blacie, zeby je uformowac.
Gotowac w osolonym wrzatku, az do wyplyniecia. Odcedzic, polac "sosem" i posypac kolendra.
Smacznego :)
poniedziałek, 16 maja 2011
Ciasto kapitana Haka
Etykiety:
Ciasta
Przepis na to ciasto pochodzi z ksiazki Małgorzaty Musierowicz "Całuski pani Darling".
Nie przeszkadza mi fakt, iz autorka skierowala swoja ksiazke do dzieci. Zalozenie bylo takie, ze to dzieci wlasnie maja namawiac zapracowane mamusie do wspolnego kucharzenia. We wstepie Musierowicz pisze:
"Najlepiej wybrac moment, kiedy mama jest spokojna, odprezona i oglada telewizje albo czyta gazete. Zgadzam sie, ze jest to moment rzadki i raczej trudny do uchwycenia, ale nie ma innego wyjscia.
Pytanie: - Mamusiu, czy moge cos ugotowac? - w sytuacji, gdy mamusia wlasnie gotuje (albo pierze, zmywa, prasuje, sprzata lub porusza w rozmowie z tata ważkie zagadnienia, kto tu jest oszczedny, a kto wydaje z duzo pieniedzy) - takie pytanie musi wywolac odpowiedz: - Zwariowałeś? (lub: zwariowałas?). Daj mi swiety spokoj! Lepiej idz odrabiac lekcje!".
Coz...
U mnie bylo troche inaczej. Kupilam te ksiazke pare lat temu, dla siebie - zeby gotowac z moimi dziecmi i dla nich. Czytalismy sobie (wybierane na chybil trafil) historyjki, bedace wprowadzeniami do przepisow - po czym gotowalismy.
Tym sposobem wyprobowalismy prawie wszystkie przepisy z tej ksiazki, a moje dzieci milo wspominaja to wspolne czytanie, przygotowania i wreszcie - gotowanie.
Nasze ulubione, to wyzej wymienione ciasto kapitana Haka, ciasteczka o wdziecznej nazwie: całuski pani Darling, niezastapiony chlebek julianski, ktory mozna piec na 100 sposobow, czy "orientalny" przysmak leniwej Parysady.
Postaram sie w najblizszym czasie zamiescic na blogu kilka przepisow z tej ksiazki, zwlaszcza, ze akcja Literatura na talerzu, do ktorej chcialabym dodac ten przepis, niedlugo sie konczy
Składniki:
4 jaja
2 szklanki cukru (moim zdaniem, jedna w zupelnosci wystarczy)
1 kostka masła
2 czubate szklanki maki krupczatki wymieszane z polowa proszku do pieczenia (2 czubate łyzeczki)
cukier wanilinowy (ja dodaje prawdziwy ekstrakt waniliowy, 1 lyzke)
filizanka kwasnej smietany (uzywam jogurtu greckiego)
Zielony lukier:
ok. szklanki cukru pudru, sok ze swiezych lisci szpinaku (lub zielony barwnik spozywczy), odrobina mleka (ja uzywam jogurtu naturalnego lub serka homogenizowanego)
Sposob przygotowania:
Jajka ubic z cukrem, dodac miekkie maslo, a nastepnie - stopniowo - reszte skladnikow. Wszystko wymieszac na gladka, pulchna mase. I to wszystko, jezeli chodzi o ciasto.
Tortownice o srednicy 25-27 cm (lub, jak u mnie, forme na babkę) wysmarowac maslem i wysypac bulka tarta, przelozyc do niej ciasto i piec ok. 30 - 40 min (trzeba sprawdzac patyczkiem, bo czas pieczenia zalezy od foremki i piekarnika).
Po wystudzeniu polac roztopiona czekolada lub zielonym lukrem, oraz udekorowac zielonymi i brazowymi groszkami (mozna uzyc M&M-sow)
A mnie tak sie podoba zielony lukier, ze moja babka, nawet bez groszkow, wydaje sie skonczoną pieknością :)
Smacznego :)
środa, 11 maja 2011
Lekki deser twarożkowo - owocowy
Etykiety:
Desery,
Dietetyczne,
Wegetarianskie
Robiłam ten deser pare tygodni temu. Post napisany, zdjęcia zrobione, ale... zapomniałam go tu dodac.
Dzisiaj nadrabiam i informuje, ze mam takich przepisow jeszcze kilka w zanadrzu ;)
Skladniki:
3-4 porcje
250g chudego serka homogenizowanego
maly jogurt naturalny
3 duze jablka (najlepiej szare renety)
2 marchewki
1 maly banan
slodzik lub fruktoza do smaku
cynamon, 3 gozdziki
lyzeczka ekstraktu z wanilii (ostatecznie zapach waniliowy)
lyzka soku z cytryny
lyzka dzemu bez cukru lub slodzonego fruktoza (u mnie malinowy)
kilka listkow miety
migdaly i orzechy do dekoracji
Sposob przygotowania:
Marchewke obrac, utrzec na duzych oczkach tarki i rozgotowac z mala iloscia wody. Ostudzic, lekko zmiksowac i wymieszac z dzemem. Jablka obrac, pokroic drobno i rozprozyc z mala iloscia wody, gozdzikami i cytryna. Osłodzic do smaku, wyjac gozdziki i ostudzic. Banana drobno pokroic. Serek zmiksowac z jogurtem i ekstraktem waniliowym.
W sklance lub pucharku ukladac warstwami: serek, banan, serek, marchewka, serek, jablko, serek. Na koniec oproszyc cynamonem i udekorowac orzechami i listkami miety lub melisy.
Smacznego :)
środa, 4 maja 2011
Hummus
Etykiety:
Dodatki do dań,
Sosy i marynaty,
Wegetarianskie
Majowy weekend juz za nami. Spedzilismy go chodzac po gorach. Pogode mielismy dosc kaprysna. Jednak na szlaku - jak na specjalne zamowienie - zawsze swiecilo slonce :)
Az sie prosi, zeby powiedziec: musi zasluzylismy :)))
Wczoraj, w drodze powrotnej, "zalapalismy sie" na straszna sniezyce. Bylismy w szoku, ze pogoda potrafi zmienic sie w jednej chwili, i to tak diametralnie. Po drodze mijalismy drzewa, ktore polamaly sie pod ciezarem sniegu i zatarasowaly droge. Naprawde ciezko bylo w to uwierzyc, zwlaszcza ze dzisiaj znow za oknem wiosna, przyjemne ciepelko i slonce. Czlowiek zaczyna sie zastanawiac, czy nie ulegl zbiorowej halucynacji ;)
Kuchnia w hotelu, w ktorym sie zatrzymalismy, byla bardzo dobra i niczego nam nie brakowalo. Moze dlatego moi synkowie zaczeli snuc rozwazania, czy po powrocie mama moglaby "machnąć jakis hummusik".
No to mama "machnela", no bo czemu by nie?
Hummus robi sie raptem 5 minut i wszyscy za nim przepadamy. Smarujemy nim pieczywo - idealnie byloby podac hummus z chlebkami pita, ale wiadomo ze nie zawsze sa pod reka. Dlatego na codzien polecam razowy lub biały chleb, ewentualnie grzanki. Mozna tez wykorzystac go jako dip ("maczanke") do swiezych lub marynowanych warzyw. W krajach arabskich, podaje sie go rowniez do mies, za czym jednak nie przepadam, poniewaz dla mnie taka kombinacja jest zdecydowanie zbyt... tresciwa i tlusta.
Ale juz do falafela - kotlecikow z ciecierzycy - pycha!
Co do pochodzenia hummusu... nie bede sie rozpisywac - od czego w koncu sa wyszukiwarki internetowe ;)
Powiem tylko, ze przepisow jest mnostwo, poniewaz robi sie go w wielu krajach. Prym wiedzie Liban (generalnie kraje arabskie) i Izrael. Podstawowe skladniki sa zawsze takie same: ciecierzyca, tahini (pasta sezamowa), oliwa, sok z limonki/cytryny, czosnek. Czasami dodaje sie jeszcze cos dla zaostrzenia smaku (ostra papryke, harisse) i/lub natke pietruszki.
Z doswiadczenia wiem, ze warto opracowac sobie wlasny przepis, a ten powstaje zwykle po kilku lub kilkunastu probach.
Skladniki:
mala puszka ciecierzycy
1 lyzka tahini (pasty sezamowej)
1 lyzka soku z cytryny/limonki
duzy zabek(lub dwa) czosnku
szczypta soli
oliwa z oliwek
opcjonalnie (do dekoracji):
ostra, mielona papryka
posiekana natka pietruszki
oliwa z oliwek
Sposob przygotowania:
Ciecierzyce odcedzic, zachowujac plyn. Czosnek obrac i posiekac. Wszystkie skladniki zmiksowac. Jezeli pasta jest zbyt gesta, dolac troche plynu, w ktorym byla ciecierzyca.
Gotowe :)
Zwykle nie dodaje oliwy, poniewaz tahini jest wystarczajaco (jak dla mnie) tlusta. Po przygotowaniu wkladam do szczelnie zamykanego pojemniczka (moze byc sloik) i trzymam w lodowce (mozna przechowywac ok. tygodnia).
Jednak kiedy robie hummus na jakas impreze, nakladam go do miseczki, posypuje papryka i polewam oliwa (tak, jak na zdjeciach). Obok stawiam chlebki pita, posiekana natke pietruszki, swieze warzywa pokrojone w slupki (marchewke, seler naciowy, rzodkiew itp.) i/lub pikle.
Smacznego :)
Przepis dodaje do akcji Grummkow "Z widelcem po Azji".
środa, 27 kwietnia 2011
Schab faszerowany śliwkami
Etykiety:
Boże Narodzenie,
Dietetyczne,
Metoda Montignac,
Rolady i roladki,
Schab,
Wielkanoc,
Wieprzowina
Dzisiaj druga z obiecanych pieczeni, ktore pojawiaja sie u nas na swieta i przy okazji roznych imprez. Mysle, ze to taki polski klasyk, ale - jak to zwykle z klasykami bywa - kazdy przygotowuje je odrobine inaczej. Dzieki temu jest tyle odmian znanych potraw. Dla mnie wlasnie to jest w gotowaniu najciekawsze - trzeba sie nim bawic, nie bac sie i bez wahania dawac sie poniesc fantazji :)
Składniki:
kawalek schabu bez kosci (u mnie przewaznie ok. 1.5kg)
miekkie, suszone sliwki
glowka czosnku
galazka rozmarynu
sol, pieprz, suszony czosnek, slodka papryka w proszku, ulubione ziola (u mnie suszony rozmaryn)
Sposob przygotowania:
Mieso umyc, osuszyc i oczyscic z blon i nadmiaru tluszczu. Naciac wzdluz, mniej wecej do 2/3 "glebokosci". Natrzec od srodka przyprawami i w nacieciu poukladac suszone sliwki (ilosc zalezy od upodoban, ja wkladam duzo). Nastepnie "zamykamy" mieso i starannie sznurujemy.
Smarujemy lekko olejem, posypujemy przyprawami i wcieramy je w mieso. Szybko rumienimy ze wszystkich stron na suchej patelni. Wkladamy do rękawa do pieczenia, dorzucamy przekrojona na pol glowke czosnku (bez obierania) i galazke rozmarynu. Wkladamy do naczynia zaroodpornego. Zamykamy rekaw i pieczemy w rozgrzanym do 200oC piekarniku przez ok. godzine, poltorej (zalezy od wielkosci i grubosci miesa ). Pod koniec pieczenia rozcinamy rekaw i rumienimy pieczen, polewajac od czasu do czasu, wytworzonym w trakcie pieczenia, sosem.
Aby sprawdzic, czy mieso jest juz upieczone, wbijamy z nie patyczek. Jesli z otworu po nakluciu wyplywa krew lub rozowy plyn, to znaczy ze pieczen jeszcze nie jest gotowa.
Jest doskonala zarowno na zimno, jak i na cieplo (np. z sosem sliwkowym).
Smacznego :)
wtorek, 26 kwietnia 2011
Risotto z ziołami z lasu w towarzystwie grillowanego łososia:)
Etykiety:
Moje przepisy,
Ryż,
Zdrowie
Czy przyszlo wam kiedys do glowy, kiedy spacerowaliscie po lesie czy łące, ze wokol nas jest mnostwo wspnialych ziol, ktore moznaby wykorzystac w kuchni?
My wrocilismy z wczorajszego spaceru z duzym peczkiem zielonych skarbow, z zamiarem dodania ich do naszego dzisiejszego obiadu.
Moja inspiracja byly "opowiesci z River Cottage", ktore zawsze ogladalam z ogromnym zainteresowaniem.
W roku 1998 Hugh Fearnley-Whittingstall przeprowadzil pewien eksperment, ktory zostal udokumentowany dla TV. Zamieszkał na wsi, w River Cottage, w hrabstwie Dorset. Postanowil zajac sie uprawa własnych owoców i warzyw. Chciał byc samowystarczalny i przede wszystkim chciał mieć pewność co do jakości tego, co wklada do garnka. Poza tym jego celem byl maksymalnie bliski kontakt z natura, tak móc w pelni korzystać z jej dobrodziejstw.
Łowił ryby i raki w pobliskim strumieniu, zbieral ziola w lesie i na lakach, sam hodowal zwierzeta i uprawial warzywa (jest znany ze swojej kampanii na rzecz "prawdziwego jedzenia", oraz założycielem organizacji River Cottage, promującej życie blisko natury i zdrową żywność).
Tez bym tak chciala... Jednak poki co, moze zachece was do sprobowania innych ziol niz te, ktore mozna kupic w supermarkecie :)
Składniki:
dla 4-5 osob
400g ryzu arborio
1 marchewka
2 male cukinie
1 mala cebula
3 zabki czosnku
2 lodygi selera naciowego
kawalek (ok. 10 cm) pora - tej zielenszej czesci
1 duzy pomidor
4 lyzki mrozonego groszku
duzy peczek ziol: pokrzywa, mniszek (mlecz), szczaw
1 lyzka dowolnego oleju
4 kawalki (moga byc dzwonka) fileta z łososia.
ok. 2 litry bulionu z kurczaka
swiezo zmielony pieprz,
1 lyzka masla
2 lyzki tartego parmezanu
1 czubata lyzka kremowego, homogenizowanego twarogu (ja uzylam serka "Moj ulubiony") lub kwasnej, gestej smietany
Sposob przygotowania:
Bulion podgrzac. Marchewke, cebule, por, czosnek i seler pokroic w malutka kosteczke (wielkosci groszku). Cukinie obrac, pokroic w mala kostke, posolic i zostawic na 15 min, aby uscila sok. Wyplukac, odcisnać wode.
Ziola przebrac, usunac ogonki (z pokrzyw wykorzystujemy tylko czubki pędów, a z mniszka tylko najmlodsze listki - wazne, aby zerwac je przed kwitnieniem), dobrze wyplukac i przelac na sicie wrząca woda, a nastepnie jak najzimniejsza. Odcisnac i drobno pokroic.
Pomidora pokroic (ze skorka) w drobna kosteczke.
W glebokim rondlu/patelni rozgrzac olej. Wsypac ryz i, caly czas mieszajac, podgrzewac przez kilka minut. Dodac marchew, cebule, czosnek, por i seler. Smazyc dalej, az ryz stanie sie biały. Wtedy dolac chochelke bulionu i smazyc dalej, caly czas mieszajac. Kiedy ryz wchlonie caly plyn, nalezy dodac kolejna chochelke i powtarzac te czynnosc, az do zuzycia calego bulionu. Pod koniec dodajemy stopniowo: cukinie, potem groszek i posiekanego pomidora.
Cale to mieszanie trwa ok. 20 min i przez ten czas nie wolno odejsc od rondla, poniewaz risotto latwo sie przypala.
Na sam koniec dodajemy pieprz, posiekane zioła (troche zostawiamy do dekoracji), maslo, twarozek i parmezan.
Gotowe risotto powinno byc gladkie i kremowe, w zadnym razie nie papkowate i rozgotowane. Powinno sie wyczuwac lekko twarde ziarenka ryzu.
W miedzyczasie, na patelni grillowej (u mnie bez tluszczu), usmazyc filety z lososia, oprószone jedynie sola i pieprzem.
Podawac, ukladajac łososia na risotto - natychmiast po przygotowaniu, poniewaz jesli zostawimy goracy ryz w garnku, nadal bedzie sie gotowal i po pewnym czasie stanie sie - mimo naszych wczesniejszych staran - miekki i paćkowaty.
Wiem, ze sie powtarzam, ale to bylo taaaaakie dobre...
Smacznego :)
Przepis dodaje do Akcji RYBY!!! zorganizowanej przez Kinge
I do akcji Zielnik Kuchenny
czwartek, 21 kwietnia 2011
Rolowana pieczeń z karkówki, czyli cos na Wielkanoc
Etykiety:
Boże Narodzenie,
Rolady i roladki,
Wielkanoc,
Wieprzowina
Jakos tak sie utarlo, ze zawsze na Wielkanoc i Boze Narodzenie robie kilka rodzajow roznych takich "zawijancow" i pieczonych kawalow 'miesiwa'. Czasem wymyslam cos nowego, czasem kopiuje cos sprawdzonego. Tym razem mam w planach pieczen z karkowki i schab ze sliwkami, ktore robilam w tym roku, na Boze Narodzenie.
Na poczatek rolowana pieczen z karkowki. Robie ja raczej dla mojej rodziny, bo ja nie lubie tlustych mies. Chociaz, nie powiem, cos tam zawsze skubne, ale zawsze sie bawie w Kopciuszka i wydlubuje to, co dla mnie niejadalne ;)
Na zdjeciach "wlasnorobione" miesko, z "wlasnorobionymi" ogorami i takimż masłem, w towarzystwie mojego chleba :)))
O ile dobrze pamietam, to byl ten chlebek.
Składniki:
kawałek karkowki (ilosc dostosowana do "mozliwosci" rodziny, u mnie zwykle 1.5 kg)
ulubione zioła (u mnie majeranek, tymianek, oregano)
posiekany koperek (natka, lub inne ulubione swieze ziola)
kilka zabkow rozgniecionego czosnku
główka czosnku (w lupinie) przekrojona w poprzek
slodka papryka w proszku
sol, swiezo (grubo) zmielony pieprz
Sposob przygotowania:
Mieso umyc i dobrze osuszyc papierowymi recznikami. Polozyc na duzej desce lub blacie i rozkroic tak, zeby uzyskac jak najwiekszy i jak najcienszy płat mięsa. Przypomina to czynnosc odwrotna do rolowania. Nacinamy mieso wzdluz, na glebokosc ok. 1 cm, po czym - caly czas robimy cos w rodzaju "rozwijania" miesa, nacinajac ostrym nozem i starajac sie utrzymac jednakowa grubosc miesa, ktore odcinamy. I tak do konca, w kierunku srodka, az uzyskamy prostokatny płat. Wtedy przykrywamy go folia spozywcza i delikatnie "spłaszczamy", rozbijajac tluczkiem do miesa.
Zdejmujemy folie, a mieso obficie nacieramy suszonymi ziolami i czosnkiem, i posypujemy swiezymi siolami. Solimy, pieprzymy i jak najciaśniej zwijamy.
Tak przygotowana rolade sznurujemy, jak umiemy ;) nacieramy odrobiną oleju i posypujemy papryka, sola i pieprzem. Dobrze to wszystko wcieramy, wkladamy do jakiegos naczynia, przykrywamy fola spozywcza i odstawiamy do lodowki, na co najmniej godzine (a najlepiej na noc).
Po tym czasie mieso szybko rumienimy, z kazdej strony, na suchej patelni, aby zamknac pory, co zapobiegnie utracie wilgoci podczas pieczenia. Nastepnie wkladamy je do rekawa do pieczenia, dorzucamy glowke czosnku, zamykamy rękaw i ukladamy w naczyniu do zapiekania.
Pieczemy w temp. ok. 200oC, przez mniej wiecej godzine (czas zalezy od wagi miesa). Pod koniec pieczenia folie rozcinamy i pieczemy mieso jeszcze jakis czas, az sie ladnie zarumieni. Co kilka minut polewamy pieczen wytworzonym sosem i raczej nie spuszczamy z oczu ;)
Po upieczeniu studzimy i smarujemy z wierzchu wycisnietym z łupinek czosnkiem.
Swietna jest rowniez na cieplo, z buraczkami, ulubionymi dodatkami i sosem.
Mieso wyjmuję, a do pozostalego sosu dorzucam drobniutko posiekana cebule (najlepiej czerwona) i, jesli to konieczne, podlewam odrobina wody. Kiedy cebula zmieknie, dodaje "chlupek" octu balsamicznego i odrobinke prawdziwego masła. Wciskam czosnek, ktory upiekl sie razem z miesem i lekko wszystko odparowuje. W miare potrzeby - doprawiam sola i pieprzem, i miksuje.
Daje gwarancje, ze sos zachwyci najwybredniejszych :)
Smacznego :)
wtorek, 19 kwietnia 2011
Kociołek, czyli szybkie sprzątanie lodówki :)
Etykiety:
Jednogarnkowe,
Obiad w pół godziny,
Soczewica,
Zupy
Postanowilam dzisiaj sprawdzic, co tak naprawde kryje moja lodowka i spizarnia.
Gwoli wyjasnienia, moja spizarnia, to (z powodu malej kuchni) dwa duze kosze, ktore mieszkaja pod stolem w kuchni ;)
Wygarnelam kilka, z pozoru nie pasujacych do siebie, rzeczy, ktore trzeba bylo zagospodarowac. Trzeba, nie trzeba - ja nie lubie wyrzucac jedzenia, wiec takie "przeglady" robie na biezaco. Znalazlo sie troche roznych wedlin, pol puszki pomidorow, przywiedla marchewka, resztki czerwonej i zoltej soczewicy.
Pierwsze, co mi przyszlo na mysl, to jakas gesta zupa. I tak powstal dzisiejszy "kociołek" :)
A przy okazji zrobilam porzadki w przyprawach. Poprzesypywalam z torebeczek do sloiczkow, pouzupelnialam co i gdzie sie dalo i od razu poczulam sie lepiej zorganizowana :)
Przepis dodaje do akcji TYLNA SCIANKA zorganizowanej przez AgPe
Oraz EKSPRESOWO W KUCHNI, zorganizowanej przez Karto_flanaSkładniki:
na dwulitrowy kociołek
ok. pol litra wczorajszego sosu z wolowiny
pół duzej puszki krojonych pomidorow
1 duza marchewka
4 ziemniaki
1 cebula
3 zabki czosnku
ok. pol szklank zoltej i czerwonej soczewicy
kawalek chorizo (ok. 10 cm)
1 kabanos pepperoni
ok. 10 dag szynki drobiowej
maly kawalek pieczonej szynki
sol, pieprz, liscie laurowe, ziele angielskie, suszony tymianek, cząber i majeranek
Sposób przygotowania:
Marchewke i ziemniaki ugotowalam w sosie, do ktorego dolalam ok. 1 l wrzacej wody, dodalam pomidory z zalewa, 2 listki laurowe i 5 kulek ziela angielskiego. Soczewice wyplukalam i dodalam do gotujacych sie warzyw, kiedy juz byly prawie miekkie (zolta i czerwona soczewica gotuja sie bardzo szybko). Chorizo pokroilam w polplasterki i podsmazylam. Poniewaz jest to dosc tlusta kielbasa, nie uzywalam tluszczu, tylko kiedy sie lekko zrumienila, dodalam reszte pokrojonych wedlin, posiekana cebule i czosnek. Podsmazylam wszystko razem i dodalam do kociolka. Pogotowalam wszystko jeszcze kilka minut, dodalam ziola i przyprawy. I to wszystko.
Zajelo mi to moze 20 minut, a zupa jest... palce lizac!
Smacznego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































