piątek, 27 września 2013

Pizza żytnio-pszenna, z tuńczykiem i trzema serami


Pisać mi sie nie chce. W ogóle. Nic.
Ale jak nie napiszę, to nie będziecie wiedzieli co, jak, z czym, czy chociażby - dlaczego?

A przecież czeba wiedzieć... ;)

Więc.

PIZZA.
Żytnia, z pszenną semoliną, cieniutka, brzeżki chrupiące, a na wierzchu tuńczyk, trzy różne sery i mięta. Jeśli taką właśnie lubicie, to pora zakasać rękawki i pobrudzić się mąką.

Fajna ta pizza.
Parafrazując Magdalenę Gessler, rzekłabym: "Stoi. Nie opada" ;)




Składniki pizzy żytnio-pszennej:

250 g mąki żytniej chlebowej
250g semoliny (lub zwykłej, pszennej mąki)
1 paczuszka suszonych drożdży (7g)
ok. 250-300 ml cieplej wody z mlekiem 1:1
1 łyżeczka cukru
pół lyżeczki soli

A na wierzch:
2 puszki tuńczyka w kawałkach (w sosie własnym)
1 duża cebula pokrojona w cieniutkie półplasterki
ok. 100g żółtego sera (np. Bursztyn lub Jagna)
1 serek typu Brie
pół paczuszki (ok. 100g) greckiej, twardej fety
kilka gałązek mięty i/lub czerwonej bazylii
suszone oregano

Jak zrobić sos do pizzy?

Puszkę pomidorów bez skórki zmiksować, dodając sól, pieprz i cukier do smaku, a także 3 łyżki ketchupu (dobrego, z dużą iloscią pomidorów w składzie), oregano, zioła prowansalskie i (opcjonalnie) ząbek czosnku.

Jak zrobić pizzę?

Z podanych składników zagnieść gładkie ciasto, włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić, aż ciasto potroi objetość. Po tym czasie wyjąć i podzielić na tyle części, ile chcemy mieć pizzowych placków (ja podzieliłam na 3). Każdą część zagnieść i uformować z nich kulki. Przykryć sciereczką i odstawić na 15-30 min. Po tym czasie na stolnicy rozłożyć arkusz papieru do pieczenia, posypać go mąką, położyć na nim kulkę ciasta i rozwałkować na grubość ok. pół centymetra.

Ciasto posmarować oliwą (cały placek), a następnie sosem (zostawiając wolne brzegi). Tuńczyka odsączyć z zalewy i ok. 1/3 rozłożyć na cieście. Posypać 1/3 cebuli. Zetrzeć żółty ser i 1/3 posypać placek. Pozostałe sery również podzielić na 3 części i 1/3 każdego posypać pizzę.
Na koniec oprószyć wszystko suszonym oregano (może być świeże) i posypać listkami mięty.
Tak samo przygotować pozostałe placki.

Piekarnik, razem z blacha na której bedziemy piec pizzę, rozgrzać do maksymalnej temperatury.

Gotową pizzę razem z papierem zsunąć ze stolnicy na łopatkę do pizzy (jeśli jej nie mamy, na blachę do ciastek lub dużą deskę) i przy jej pomocy wsunąć pizzę do piekarnika (razem z papierem).

Piec, w zależności od mocy piekarnika, ok. 8-10 min (aż ser się rozpuści, a brzegi lekko zrumienią).


Smacznego :)

poniedziałek, 23 września 2013

Wspaniała zupa dyniowa z imbirem, marchewką i mlekiem kokosowym

blogger dziś nie chce przesłać zdjęć, więc na razie tylko jedno...

Nie mam ochoty nic pisać... Nic, ponad to, że ta zupa, to... coś wspaniałego!
Powiem tylko, że użyłam dyni hokkaido, która jest wg. mnie wyjątkową odmianą dyni.
Ma przepiękny kolor, zwarty miąższ, w zasadzie nie trzeba jej obierać, i rozgotowuje się na najbardziej aksamitny krem, jaki można sobie wyobrazić. Hokkaido, to takie połączenie smaku dyni i jadalnych kasztanów, co sprawia, że wyróżnia się wśród swoich dyniowych koleżanek.
Po upieczeniu zachowuje kształt i nabiera wyjatkowej słodyczy - do tego stopnia, że można ją upiec z cynamonem i cukrem, ot tak, na deser :)

 A dzisiejsza zupa, to taki substytut słońca, prawdziwa radość dla oczu, w tę pochmurną, deszczową jesień...

 

Składniki zupy dyniowej:

1.7 kg obranej dyni
ok. 1.5l wody (w wersji dla jedzących mięso, dowolny rosół)
1 mała puszka mleka kokosowego
1 duża marchewka
1 pietruszka
mały kawałek, ok. 10 dag, selera
2 ziemniaki (lub kilka ugotowanych, z poprzedniego dnia)
1 łyżeczka startego imbiru
1 cytryna - otarta skórka i sok
1 duży ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z chilli
1 łyżeczka cukru
1 posiekana cieniutko w ukośne plasterki dymka
sól, czarny i biały pieprz, 5 kulek ziela angielskiego, 1 łyżeczka kuminu, 1 łyżka słodkiej papryki, ćwierć łyżeczki cynamonu

Sposób przygotowania zupy dyniowej:

Warzywa obrać i pokroić w dowolny sposób (jeśli mamy ziemniaki z poprzedniego dnia, dodajemy je na końcu), zalać wodą, dodać trochę soli, oliwę z chilli, i gotować do miękkości. Pod koniec gotowania dodać imbir i posiekany czosnek, cukier, skórkę cytrynową i przyprawy. Na koniec wlać mleko kokosowe, dodać sok z cytryny i wszystko dokładnie zmiksować.
Zupę najlepiej podawać lekko przestudzoną, posypaną dymką i (jeśli lubisz ostre potrawy) chilli.

Smacznego :)

sobota, 21 września 2013

Najlepsze naleśniki, z kozim twarożkiem i sosem malinowym



Moi domowi eksperci stwierdzili, że to najlepsze naleśniki, jakie kiedykolwiek jedli. Ich zachwyty i wniebowzięte cmokanie słyszeli chyba nawet sąsiedzi ;) Młodszy krytyk kulinarny docenił zwłaszcza połączenie słodkich malin z pieprzem i bazylią. Powiedział że, cyt. "Te naleśniki są chyba najlepsze jakie zrobiłaś, a na pewno od... dłuższego czasu".
Yyyyy... ekhem... ;)

Ciasto naleśnikowe...
Chyba każdy ma swój ulubiony, i zapewne najlepszy przepis na naleśniki :)
Mój pewnie nie jest wyjatkowy: półlitrowy garnuszek mleka, jajko, szczypta soli, i tyle mąki, żeby ciasto było gładkie, lekko napowietrzone. Powinno być półpłynne i odpowiednio rozlewać się na patelni (proporcje zwiększam odpowiednio, w zależności od tego, ile naleśników potrzebuję).
Po zmiksowaniu dobrze jest zostawić ciasto w spokoju na parę minut, żeby konsystencja się ustabilizowała (ciasto lekko zgęstnieje). Przed smażeniem można zrobić próbę pierwszego naleśnika. Jeśli nie jest taki, jak oczekiwaliśmy, zawsze mozna dopracować ciasto: dodać trochę mąki lub mleka.
Usmażyć cieniutkie naleśniki (średnica mojej patelni to 23 cm) i zawijać w nie nadzienie, póki są ciepłe i elastyczne.
Proste, jak konstrukcja młotka :)



Ps. Nie wiem, czy wierzycie w to, że pierwszy naleśnik zawsze jest nieudany? Ja nie wierzę :) Tajemnica tkwi w odpowiednim, naprawdę silnym rozgrzaniu patelni. Pierwszy zwykle się nie udaje, bo jesteśmy zbyt niecierpliwi. Więc... tym razem pozwól patelni sie rozgrzać :)




Składniki naleśników:

10 naleśników, wg. przepisu podanego wyżej
ok. pół kilo malin
25 dag koziego twarożku
1 jogurt gruszkowy
kilka łyżek cukru
kilka listków bazylii
szczypta soli i pieprzu

Jak zrobić najlepsze naleśniki?

Połowę malin (ja wykorzystałam do sosu mrożone maliny, ale mogą być świeże) wsypać do rondelka, wlać 1-2 łyzki wody, dodać ok. 2 łyżki cukru (w zależności od słodkości owoców) i gotować kilka minut, cały czas mieszając. Część owoców powinna pozostać w całości.
Pod koniec dodać drobniutko posiekane listki bazylii, szczyptę soli i odrobinę świeżo zmielonego pieprzu.
Twarożek rozgnieść widelcem, dodać jogurt, szczyptę soli i dobrze wymieszać.
Każdy naleśnik posmarować cienko twarożkiem. Z jednej strony ułożyć maliny, posypać je lekko cukrem i zwinąć w rulonik.
Tak przygotowane mozna juz podawać, ja jednak lubię kiedy są chrupiące, więc podsmazam jeszcze gotowe ruloniki na klarowanym maśle.
Podaję polane gorącym sosem malinowo-bazyliowym.


Smacznego :)

sobota, 14 września 2013

Chleb razowy z figami, pieczony w garnku


Chleb, który chcę wam dzisiaj pokazać należy do moich ukochanych chlebów. Bardzo lubię go piec i odkąd upiekłam go po raz pierwszy (pisałam o tym tutaj) piekłam go już wiele razy, z różnych rodzajów mąki i z różnymi dodatkami. Zawsze staram się coś zmienić, bo mimo, ze chleb jest wspaniały, to wciąż mam nadzieję, że może być jeszcze lepszy.
Tym razem chleb jest prawie całkowicie żytni, a poza tym zamieniłam jogurt na maślankę i zwiększyłam jej ilość, a orzechy zastąpiłam figami.


 

Składniki zaczynu na chleb:



100 g mąki żytniej
100 g wody
150 g aktywnego zakwasu żytniego (dokarmić kilka godzin wcześniej i zaczekać aż zacznie bąbelkować)



Składniki ciasta na chleb:

zaczyn (patrz wyżej)
350 g mąki żytniej, typ 2000
200 g mąki chlebowej, pszenno-żytniej (z gotowej mieszanki)
150 g mąki żytniej chlebowej, typ 720
16-18 g soli
1 czubata łyżka miodu lub melasy
200g maślanki
ok. 400 ml ciepłej wody
10 fig

jeśli dopiero zaczynasz piec chleby na zakwasie, możesz dodatkowo dodać 1 łyżeczkę suszonych drożdży



Jak upiec chleb?


Składniki zaczynu (czyli zakwas, mąkę i wodę) wymieszać, przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na kilka godzin, a najlepiej na noc (powinien zacząć bąbelkować i podwoić swoją objętość).

Zaczyn wymieszać z resztą składników (oprócz fig, które dodajemy po wstępnym wyrastaniu ciasta)
i odstawić na godzinę.

W międzyczasie przygotować miskę lub koszyk o średnicy garnka, w którym będzie pieczony chleb (ja piekę z tej porcji ciasta dwa mniejsze bochenki, w garnkach o średnicy ok. 18 cm) i wyłożyć ją papierem do pieczenia. Figi namoczyć w ciepłej wodzie przez ok. pół godziny, odsączyć i pokroić.

Po godzinie ciasto wyjąć na obficie posypany mąką blat, dodać figi  i szybko zagnieść. Będzie dość luźne i klejące, więc trzeba pracować szybko, posypując ciasto i ręce mąką (jeśli pieczesz dwa chleby, podziel ciasto na dwie części).
Po zagnieceniu, ciasto należy rozpłaszczyć, a następnie złożyć wszystkie boki do środka i docisnąć. Szybko odwrócić i lekko unosząc zawijać ciasto pod spód, formując bochenek. Trzeba to zrobić sprawnie, ponieważ ciasto "ucieka" z rąk. Na szczęście nie trzeba tego robić bardzo dokładnie, wystarczy podwinąć brzegi ciasta i szybko przerzucić do przygotowanej miski (lub misek) wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć folią i ustawić w ciepłym miejscu, żeby ciasto wyrosło (ja zawiązuję miski w dużych reklamówkach, tak, żeby wyrastające ciasto nie dotykało folii.
Wyrastanie ciasta chlebowego na zakwasie trwa kilka godzin, w zależności od temperatury (u mnie przeważnie 3-4 godziny)

Pół godziny przed pieczeniem, nagrzać garnek/garnki (może być żeliwny lub ceramiczny) w piekarniku (230oC)
Następnie garnek wyjąć i przełożyć do niego chleb, który wyrastał w misce, razem z papierem, delikatnie chwytając za brzegi papieru. Ostrożnie naciąć w kratkę wierzch chleba, za pomocą bardzo ostrego noża lub brzytwy.
Piec ok. godziny, jeśli jest to jeden duży bochenek, lub ok. 50 min, jeśli pieczemy dwa mniejsze.
Po upieczeniu od razu wyjąć z garnka i studzić na kratce.
Kroić dopiero po całkowitym ostudzeniu (jeśli dacie rade tak długo wytrzymać ;)

Smacznego :)

niedziela, 1 września 2013

Ciasto z owocami



Kolejna odsłona mojego ulubionego ciasta twarogowego. 
Wcześniej polecałam wam wspaniałą babkę twarogową i szarlotkę na twarogowym cieście. Tym razem upiekłam ciasto owocowe.

Baza, to wspomniane wyżej, bardzo proste w wykonaniu, ciasto maślane z dodatkiem twarogu. Nie wymaga długiego ucierania, ugniatania czy miksowania. Wszystkie składniki wystarczy wrzucić do malaksera i zmiksować, co nie zajmuje więcej niż 3 - 5 minut. Dlatego, między innymi, tak bardzo lubię to ciasto :)

Nadzienie to "przegląd targu" ;) czyli jabłka, brzoskwinie, maliny i borówki.
Przygotowanie nadzienia wymaga trochę więcej czasu niż zrobienie ciasta, ale skoro przy cieście się nie napracowałam... ;)


Ciasto bardzo polecam, bo od momentu, kiedy wpadniemy na pomysł pt. "A może by coś słodkiego do kawki", do momentu, kiedy to coś faktycznie wjedzie na stół, upływa zaledwie godzina.
Czyz to nie jest spełnienie marzeń łasucha?


To ciasto ma jeszcze jedną, dużą zaletę: nie trzeba czekać aż ostygnie, bo wspaniale smakuje również na ciepło.
A już z gałką ulubionych lodów, to deser - marzenie.

To co, pieczemy?

Składniki ciasta z owocami:

300g mąki
200g cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
200g zimnego masła pokrojonego w kostkę
250g twarogu (tłusty lub półtłusty)
2 jajka

2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

kilka jabłek (najlepiej antonówek)
kilka brzoskwiń
ok. 150g borówek
ok. 150g malin
cukier do owoców
cynamon

Sposób przygotowania ciasta z owocami:

Do malaksera wsypujemy oba rodzaje mąki, proszek do pieczenia i cukier. Robimy klika pulsów malakserem, żeby składniki się wymieszały. Następnie dodajemy masło pokrojone w kostkę i ponownie kilka razy miksujemy, aż ciasto zacznie się łączyć i stanie się podobne do kruszonki.

Dodajemy pokruszony twaróg i całe jajka. Krótko miksujemy, aż do połączenia składników. Otrzymamy bardzo miękkie ciasto, podobne do ciasta ucieranego.
Nie da się go wałkować, trzeba je będzie nakładać dłońmi lub łyżką.
Na czas przygotowania nadzienia, proponuję wstawić ciasto do lodówki.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Brzoskwinie zalewamy wrzątkiem, pozostawiamy na kilka minut i usuwamy skórkę i pestki. Kroimy w drobną kostkę. 

Jabłka i brzoskwinie przekładamy do rondla, dodajemy odrobinę wody i dusimy, aż jabłka się rozpadną. Pod koniec dodajemy cukier (ilość zależy od tego, jak kwaśne są owoce, ja dodałam niecałą szklankę).

Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Ciasto dzielimy na 2 części (2/3 i 1/3)  Pierwszą, większą część ciasta, wykładamy na dno wyłożonej papierem do pieczenia lub matą blachę (moja foremka ma 43x25cm). Wykładamy, łyżką lub mokrymi dłońmi, małe kopczyki ciasta i ugniatamy, aż ciasto pokryje dno blaszki równa warstwą.


Na ciasato wykładamy jabłka z brzoskwiniami (dobrze, żeby nadzienia było dużo). Następnie po całej powierzchni rozsypujemy maliny i borówki i oprószamy całość cynamonem (ok. łyżeczki) i dodatkowo cukrem. 

Następnie bierzemy drugą część ciasta (jeśli bardzo się lepi, oprószamy dłonie i ciasto mąką), odrywamy małe kawałki, rozpłaszczamy je i rozkładamy na owocach (ciasto nie zakryje całej powierzchni, powstaną małe "wysepki" pomiędzy którymi będzie widoczny sok z owoców).

Ciasto pieczemy przez ok. 55 min, aż wierzch ładnie się zezłoci.

Przed podaniem można udekorować świeżymi malinami/borówkami i posypać cukrem pudrem.


Smacznego :)

 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Cukiniowe placuszki inaczej


Wróciliśmy z krótkiego urlopu, a tu w ogródku piękne, żółte i zielone cukinie, zielone cebulki, małe, pękate kabaczki i dynie. Kolorowe, świeże, soczyste...
Trzeba było jakoś zagospodarować całe to bogactwo :)


Powstały placki, mix cukinii, kabaczka, cebuli i ziemniaków, z delikatną ricottą


Mój młodszy zjadł pierwszą partię i stwierdził: "Nooo... dobre, dobre... ale czegos im brakuje"
Poszperał w lodówce i dodał coś od siebie, wędzony bekon.

"Mamuś, możesz mi go usmażyć na chrupko?"


Mogłam ;)


Wersja bez mięsa, dla mnie idealna, ale - jak widać - nie dla każdego.
Wybierzcie własną, według tego, co tam wam w duszach, albo raczej żołądkach, gra. 

A gdybyście mieli ochotę na kotleciki z cukinii, soczewicy i ziemniaków, to zapraszam.

Aaaa... Wczoraj dostałam od Brata dwie piękne dynie, więc pewnie wkrótce będzie u mnie dyniowo.

Jak zrobic placki z cukinii lub dyni?

1 młoda cukinia (ok. 25 cm długości) lub kawałek dyni
1 młody kabaczek, podobnej wielkości (można pominąć i dodać więcej dyni i/lub cukinii)
4 średnie ziemniaki
1 średnia cebula
1 ząbek czosnku
2 jajka
opakowanie serka ricotta (250g)
mąka bezglutenowa (mieszanka uniwersalna) a dla jedzących gluten mąka orkiszowa (może być też zwykła pszenna)
sól, pieprz, szczypta chilli
olej lub klarowane masło do smażenia

Do podania: koperek, śmietana lub jogurt, opcjonalnie kilka plasterków bekonu (jeśli ktoś nie wyobraża sobie posiłku bez mięsa)

Sposób przygotowania placuszków z cukinii:

Ziemniaki, cebulę i czosnek obrać. Wszystkie warzywa umyć i zetrzeć w malakserze (tarcza z małymi oczkami). Oczywiście można użyć tarki.
Dodac jajka i przyprawy oraz tyle mąki, żeby uzyskać ciasto o podobnej konsystencji, jak wszystkie inne placki (obrazowo: jesli nabierzesz ciasto na łyżkę, przechylisz ja i ciasto spadnie po 3 sekundach, to wiedz, że o taką konsystencję mi chodzi ;))
Na patelni rozgrzać tłuszcz i smażyć na rumiano niewielkie placuszki, grubości ok. pół centymetra.
Wersja z bekonem: na drugiej patelni rozgrzać odrobinę oleju i usmażyć na chrupiaco kilka plasterków bekonu (lub szynki). Odsączyć je na papierowym ręczniku.

Podawać polane jogurtem/śmietaną, oprószone świeżo zmielonym pieprzem, posypane posiekanym koperkiem (opcjonalnie na wierzchu można położyć chrupiacy bekon).

Smacznego :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Lody bananowe z czekoladą i wanilią

jutro zdjęcie lodów w pucharku, bo póki co, micha w zamrażalniku ;)
U nas w domu nie wyrzuca sie bananów, które robią się piegowate i brązowe. Takie piegusy są najlepsze do koktajli i lodów. Banany są idealną, lodową bazą - gęstą i kremową. Zmieniając dodatki, można wymyślać przeróżne warianty.
Bywa, że mamy ich naprawdę dużo, bo każdego staruszka-banana obieramy, pokroimy w plasterki i wrzucamy do zamrażalnika, do specjalnej torebki, gdzie już czekają na niego kumple ;) No i tak sobie leżą, aż nagle okazuje się, że szuflada się nie domyka. Co wtedy? Ano, najczęściej lody :)


Składniki lodów:

12 mrożonych bananów w plasterkach (prawie pełny pojemnik malaksera)
pół litra smietanki 30%
szczypta soli
ok. łyżki esencji waniliowej
ok. 1/3 tabliczki dobrze schłodzonej, gorzkiej czekolady (dla nie jedzących glutenu, czekolada bg)

Jak zrobić domowe lody?

Śmietankę ubić ze szczyptą soli. Czekoladę ustawic pionowo na desce i ostrym nożem skrawać wiórki. Co jakiś czas odwracać tabliczkę o 180 stopni, zeby ułatwić sobie zadanie.
Banany utrzeć w malakserze na jednolitą masę. Dodać wanilię i śmietane i ponownie, krótko zmiksować. Dodać czekoladowe wiórki i delikatnie wymieszać masę łopatką.
Przełożyć do plastikowego pojemnika, wyrównać powierzchnie i wstawic do zamrażarki na ok.3 godziny. Po tym czasie lody ponownie zmiksować, przełożyć do pojemnika i zamrażać przez kilka godzin, a najlepiej przez całą noc. Przed podaniem zostawić przez kilkanaście minut w temperaturze pokojowej. Po nałożeniu do pucharków można posypać wiórkami czekolady.

Smacznego :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Dżem dyniowo - pomarańczowy




Robiłam ten dżem w ubiegłym roku i zrobił w rodzinie i wśród znajomych prawdziwą furorę :)
Już za chwilę dyni będzie pod dostatkiem, dlatego dzielę się tym sprawdzonym, wypróbowanym przeze mnie przepisem. W tym roku zamierzam ponownie zrobić dżem dyniowo - pomarańczowy, dlatego już teraz wrzucam przepis, żeby sezon na dynię nikogo nie zaskoczył ;)

Dżem jest naprawdę bardzo smaczny i aromatyczny. Jesli ktoś obawia się tego, że będzie smakował, jak puree z dyni, muszę powiedzieć, że nic bardziej mylnego :) Ten dżem ma mocno pomarańczowy smak i piękny, pomarańczowy kolor, który przełamują waniliowe "piegi".
Jeśli czegoś żałowałam robiąc ten dżem, to tylko tego, że zrobiłam go za mało... 7 różnowymiarowych słoiczków rozeszło się nie wiadomo kiedy. W tym roku obiecałam sobie zrobić podwójną porcję, zwłaszcza, że ten dżemik jest idealnym wypełnieniem wspaniałej, kruchej tarty dyniowej. Przepis na tartę już wkrótce ;)


Składniki dżemu dyniowo - pomarańczowego:

1,5 kg dyni
2 duże, soczyste pomarańcze
sok z cytryny
0,5 kg cukru
kawałek imbiru

cukier żelujący 1:2
opcjonalnie: laska wanilii

Jak zrobić dżem dyniowo - pomarańczowy?


Dynię obrać ze skórki, rozgotować. Potem miąższ ugnieść tłuczkiem do ziemniaków albo rozdrobnić blenderem.
Pomarańcze dobrze umyć, sparzyc wrzątkiem i otrzeć z nich skórkę. To, co zostanie, czyli białą skórę (tzw. albedo),  zdjąć z pomarańczy i odłożyć. Obrane pomarańcze "wyfiletować"(wykroić miąższ, spomiędzy błonek, wyjąć pestki i drobno pokroić.
Zagotować w rondlu syrop z 1 szklanki wody i 2 łyżek cukru i gotować w nim tę otartą, pomarańczową skórkę, utarty imbir i - jeśli chcemy - rozciętą na pół laskę wanilii, z której wcześniej należy zeskrobać nasionka i również dodać je do syropu. Gotujemy ok.10 minut.
Następnie połączyć rozgotowaną dynię, pokrojone pomarańcze, cały cukier, syrop z otartą skórką i imbirem, sok z cytryny, oraz związane w gazę białe skórki (znajdują się w nich pektyny, które dodatkowo żelują dżem i nadają ten charakterystyczny dla dżemów pomarańczowych, gorzkawy smak.
Gotować na wolnym ogniu około 20-30 min, po czym spróbować. Jeśli dżem jest za mało kwaśny, dodać jeszcze troche soku z cytryny.
Białe skórki w gazie wyjąć, dobrze odciskając. Do dżemu dodać torebkę cukru żelującego i gotować kilka minut. Gorący dżem przełożyć do słoików, odwrócić je do góry dnem, nakryć kocykiem i zostawić aż ostygną. Po wystygnieciu są gotowe do wyniesienia do spiżarni.

Smacznego :)

środa, 7 sierpnia 2013

Waniliowy krem z kaszy jaglanej z nektarynkami



Kolejna próba ograniczenia glutenu w diecie, a jednocześnie zrobienia czegoś dobrego/innego z kaszy jaglanej. Próba całkiem udana, więc na pewno powtórzę.

Ten deser bardzo smakował moim chłopakom - dla mnie był trochę zbyt mdły... Nie wiem, czy nie lepiej byłoby zmiksować część owoców z kaszą... Pewnie tak zrobię następnym razem...
W każdym razie to fajny, zdrowy substytut budyniu, czy znanego kremu waniliowego z mąką pszenną.


Proporcje kaszy do mleka nie są zbyt istotne, ponieważ celem jest uzyskanie konsystencji półpłynnego kremu. Zawsze można dolać mleka lub dosypać kaszy. Można użyć jakiegokolwiek mleka (krowiego, koziego, roślinnego). Jaglany krem waniliowy najlepiej smakuje lekko ciepły, więc są dwa wyjścia. Albo zmiksujecie gorącą kaszę z zimnym mlekiem, albo - jesli tak jak ja, macie zwykle mały zapas ugotowanej jaglanki w lodówce - do zimnej kaszy dodacie gorące mleko.

A tak na marginesie, po dodaniu owoców, krem najlepiej zjeść od razu.
Można go przechować w lodówce do nastepnego dnia, ale tylko wtedy, kiedy nie jest wymieszany z owocami, bo fermentuje w zastraszającym tempie :-)




Składniki kremu z kaszy jaglanej:

szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
szklanka (lub więcej) mleka (u mnie ryżowe)
czubata łyżka mleka kokosowego
1/2 laski wanilii lub łyżeczka esencji waniliowej
2-3 łyżki cukru pudru (ilość zależy od ciebie)
dowolne owoce (borówki, jagody, maliny, truskawki, brzoskwinie, porzeczki itp.)

Sposób przygotowania kremu z kaszy jaglanej:

Mleko zagotować z wanilią (jeżeli używasz esencji waniliowej, dodaj ją do kaszy przed zmiksowaniem). Kaszę zmiksować, stopniowo dodając mleko, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Na koniec dodać cukier (proponuje dodawać stopniowo i sprawdzać smak).

Do pucharków, szklanek lub miseczek nakładać naprzemian krem i owoce. Można udekorować listkami mięty lub melisy.

Smacznego :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Cukinia, czyli cukiniowe love ;)



Macie cukinię i 5 minut? Zróbcie sobie :)

Ciężko byłoby znaleźć coś równie pysznego, łatwego i szybkiego. Po prostu... cukiniowe love ;)
Jest jeden warunek: musicie lubić cukinię.
Ja co roku sie tym zajadam :) Zaczynam jak tylko pojawi się młoda cukinia (najpierw w sklepach, później w ogródku). Ta ogródkowa oczywiście o niebo lepsza!
Poza  doskonałym smakiem, miła niespodzianka: taka cukinia jest też d i e t e t y c z n a

Dzisiaj w wersji z cebulą i szczypiorkiem, bo... taki miałam kaprys :)

Uwielbiam te rumiane, chrupiące krążki z chlebem (albo - ostatnie odkrycie - z macą). Są też świetne jako dodatek do dania głównego. Jednak najczęściej jem je prosto z patelni lub grilla :) Rzadko sie zdarza, żeby zdążyły trafić na talerz :)




Składniki:

1 młoda (nieduża) cukinia, ok. 20 cm długości
1 ząbek czosnku
1 łyżka oleju
sól, pieprz, dowolna zielenina

opcjonalnie (jak dzisiaj u mnie) młoda cebulka


Sposób przygotowania:

Cukinię umyć, osuszyc i pokroić (bez obierania) w plastry grubości ok. 1/2 cm (większe plastry można przekroic na pół).
Czosnek obrac i drobno posiekać. Cebulę umyć i pokroić w dość grube krążki.
Na patelni rozgrzać olej. Włożyć plasterki cukinii, cebulę i czosnek. Smażyć, cały czas mieszając, ok. 5 min. Posypać zieleniną i... natychmiast zjeść :)

Smacznego :)


wtorek, 30 lipca 2013

Zupa krem z cukinii i pietruszki z pietruszkowym pesto



Szaleństwo świeżych warzyw trwa :) Najbardziej cieszą mnie te, które sama wyhodowałam. Ponieważ w tym roku po raz pierwszy mam własne warzywa (do tej pory "podpinałam się" tylko do Mamy i Brata ;)) doglądam, podgladam i chodzę dumna, jak paw!

Mogę się pochwalić świeżymi ziołami (jest wśród nich kilka odmian bazylii, rozmaryn, dwa rodzaje oregano, tymianek, lubczyk, majeranek, dwie odmiany szałwi, koperek, natka i 4 odmiany mięty. Mam kilka różnych rodzajów sałaty, seler, groszek, buraczki, szpinak, jarmuż, pomidory i ogórki).
Nie wszystko się udało, bo np. groszek mocno podjadły slimaki, a szpinak nie ma dobrego miejsca, więc nie jest bardzo urodziwy, ale i tak jestem happy, że mam to wszystko w zasiegu ręki.

To, co nie wyszło, wynagradzają cukinie i ogórki. Nie ma chyba nic lepszego, niż taki dopiero co zerwany ogórek, który kłuje niczym kaktus. Ani w sklepie, ani nawet na targu takiego sie nie kupi :)

Ostatnio zdecydowanie najbardziej cieszą mnie cukinie. Mam żółtą, która jeszcze nie plonuje, i zieloną, która z kolei dosłownie szaleje :) I dobrze, bo wszyscy bardzo je lubimy. Na szczęście jest mnóstwo sposobów na ich przygotowanie więc, jak dotąd, jeszcze się nam nie znudziła.

moje maleństwa ;)

Dzisiaj własnie przerobiłam kilka świeżych cukinii i pietruszek na kremową zupę.
Pieczone szalotki i swieżo utarta gałka muszkatołowa nadały jej charakteru. A mascarpone dodał tego wyjatkowego, maślanego smaku, jaki tylko on potrafi dać ;)




Składniki kremu z cukinii:

1 litr wywaru z warzyw (dla jedzących mięso może być rosół drobiowy)
2 małe cukinie (ok. 20 cm każda)
3 młode pietruszki + nać
5 szalotek (lub jedna cebula)
1 łyżeczka oliwy z chilli (albo chilli swieże lub suszone)
pół szklanki mleka
1 czubata łyżka mascarpone (lub 1/3 szklanki słodkiej śmietanki 12 lub 18%)
szczypta kurkumy
sól, świeżo zmielony pieprz, odrobina utartej gałki muszkatołowej

Pesto z pietruszki (klik)

Sposób przygotowania zupy-kremu z cukinii:

Pietruszki i szalotki obrać. Pietruszki drobno pokroić, szalotki przekroić na pół. Warzywa lekko zrumienić na suchej patelni. Włożyć do garnka, dodać niewielką ilość wody i ugotować do miękkości. Cukinie (ze skórką) pokroić w kostkę i dorzucić do pozostałych warzyw pod koniec gotowania. Dodać wywar warzywny, mleko, posiekaną natkę pietruszki (drobniejsze łodyżki również można dodać) i przyprawy. Zagotować, dodać mascarpone i zmiksować, a nastepnie (opcjonalnie) przetrzeć przez sito.
Do każdej porcji włożyć łyżeczkę pietruszkowo-miętowego pesto.
Zupa najlepiej smakuje, kiedy jest letnia.

Smacznego :)



niedziela, 28 lipca 2013

Odchudzony sernik na zimno




Wczoraj, będąc na zakupach, nieopatrznie oparłam się o witrynę z ciastami. Moje spojrzenie natychmiast wychwyciło ciasto z owocami. Pomyślałam: "Nie-e, odpada...  Ale... sernik na zimno, z malinami...? Mmmm... pycha! Ale ile to ma kalorii?".  Ile by nie miał, na pewno za dużo ;-)

Byłam głodna (a przecież trąbią na prawo i lewo, żeby nie robić zakupów na głodniaka...), więc mało brakowało, a kupiłabym to ciacho. Jednak kątem oka zauważyłam świeże borówki i postanowiłam powalczyć z pokusą, a efektem jest ten deser.

Mąż powiedział, że to coś pomiędzy sernikiem na zimno a panna cottą.
Coś w tym jest. Niezbyt słodki, delikatny... Galaretka cytrynowa i borówki dodają kwaskowatości i przyjemnie ożywiają tego mlecznego żelka :-)




Składniki odchudzonego sernika na zimno:

1 litr mleka 2%
1 duży, gęsty jogurt naturalny (400g) 2%
3/4 szklanki cukru pudru
6 łyżeczek żelatyny
laska wanilii (lub łyżeczka esencji waniliowej, albo kilka kropli olejku waniliowego)
2 żółtka
szczypta soli
ok. 12 sztuk ciastek maślanych (lub odpowiednia ilość herbatników; a dla nie jedzących glutenu herbatniki bezglutenowe)
pół kilograma (2 pojemniczki) borówek (lub jagód, malin, truskawek)
2 galaretki cytrynowe (lub agrestowe, czy brzoskwiniowe)

Sposób przygotowania odchudzonego sernika na zimno:
Przygotować wolną półkę w lodówce.
Mleko zagotować z wanilią (przeciąć laskę wzdłuż, zeskrobac ziarenka i dodać je, razem ze "strąkiem", do mleka).
W międzyczasie zagotować wodę, odmierzyć 3/4 litra, wlać do metalowego lub szklanego naczynia (zawartość szybciej się schłodzi) i cały czas mieszająć, wsypać stopniowo obie galaretki. Kiedy całkowicie sie rozpuszczą, naczynie wstawić do zimnej wody, żeby zawartość jak najszybciej ostygła. Po wystudzeniu, na czas przygotowania reszty składników, wstawić naczynie do lodówki.

Kiedy mleko się zagotuje, zdjąć garnek z ognia, wyjąć strąk wanilii, i ubijając trzepaczką, wsypywać powoli żelatynę. Gdy żelatyna całkowicie się rozpuści, dodać cukier waniliowy i szczyptę soli, a nastepnie 2 żółtka rozmieszane z pół szklanki mleka. Wstawić garnek do zlewu wypełnionego zimną wodą. Schłodzić i dodać jogurt. Dokładnie wymieszać i wstawić do lodówki.
Dużą tortownicę wyłożyć folią spożywczą (tak, żeby brzegi wywineły sie na zewnątrz). Ułatwi to wyjęcie sernika i uszczelni tortownicę.
Na dnie ułożyć ciastka i posypać je 1/3 borówek. Kiedy masa mleczno jogurtowa zacznie się lekko scinać, wlać niewielką ilość do tortownicy - tyle tylko, żeby pokryła dno i ciastka z borówkami, i utrzymała je na miejscu. Tortownice wstawić do lodówki na ok. pół godziny (mozna to przyspieszyć wstawiając do zamrażarki, ale trzeba pilnowac, żeby nie zamrozić ;-))

Kiedy pierwsza warstwa się zetnie, można wylać resztę masy i posypać pozostałymi borówkami. Całość ponownie schłodzić (w międzyczasie trzeba też pilnować galaretki i jeśli zacznie się zbyt szybko ścinać, lepiej wyjąć ją z lodówki).
Po zastygnieciu polać wszystko tężejącą galaretką i całość schłodzić.

Oczywiście ideałem byłoby, gdyby sernik postał w lodówce całą noc, ale wiem, że to może okazać sie zbyt trudne, więc w ostatecznosci mozna go jeść, jak tylko da się nałożyć na talerzyk :-)

Smacznego :)

Jagodowo Nam edycja 5!

sobota, 27 lipca 2013

Łosoś z pietruszkowo-miętowym pesto i ziemniakami z patelni


 
Czasami udaje się zrobić tak, że dzięki jednemu dodatkowi, kilka kolejnych obiadów robimy z automatu, zmieniając tylko niektóre składniki
U mnie tak właśnie było dzięki pietruszkowo - mietowemu pesto.
Zainspirowało mnie ono do kilku kolejnych dań, że nie wspomnę o tym, jak ułatwiło mi ich przygotowanie ;) Pesto można zrobić w większej ilości, ponieważ w lodówce, w szczelnie zamknietym pojemniku, można przechowywać kilka dni.

Obiecałam wam, że kolejne wpisy będą traktowały o potrawach z wykorzystaniem ww. więc nie pozostaje mi nic innego, jak wywiązać
się z obietnicy.

Na początek łosoś.
Rybę usmażyłam na patelni grillowej i podałam z ziemniakami z patelni i sałatą. Przygotowałam go bardzo szybko - wszystko trwało góra 25 minut. Dzięki dodatkowi pesto obiad z pewnościa był... niebanalny.

Poza tym pięknie się to wszystko komponuje na talerzu, więc jest tak, jak lubię: wszystkie zmysły zadowolone ;)



Łosoś z pesto, składniki:

3 kawałki łososia (filety lub dzwonka)
odrobina oleju
pesto pietruszkowo - miętowe (klik)

Ziemniaki z patelni, składniki:
kilka młodych ziemniaków
duzy ząbek czosnku
gałązka świeżego majeranku (lub inne ulubione zioła)
2 łyzki oleju, sól

Sposób przygotowania łososia z pesto i ziemniakami z patelni:

Zaczynamy od ziemniaków. Myjemy je, osuszamy i kroimy (nie obieramy). Jesli są małe, kroimy w plasterki, jesli większe, w ćwierćplasterki (grubość ok. 3-4 mm). Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy ziemniaki, dobrze mieszamy, żeby pokryły się olejem i smazymy, mieszając od czasu do czasu, aż sie zrumienią. Dolewamy troche wody, przykrywamy i dusimy do miękkości (polecam lekko twarde, żeby sie nie rozpadły). Odkrywamy pokrywkę, dodajemy sól, czosnek i odparowujemy resztę wody. Kiedy ziemniaki znów zaczną się smażyć, dodajemy drugą łyżkę oleju i zioła, mieszamy i wyłączamy gaz.

W miedzyczasie robimy pesto, jesli akurat nie mamy gotowego ;) Jesli mamy, robimy surówkę (polecam sałatę z dość kwaśnym winegretem).

Patelnię grillowa i porcje łososia smarujemy olejem. Patelnie silnie rozgrzewamy, wkładamy łososia i smażymy po kilka minut z każdej strony (w połowie smażenia z każdej strony obracamy filety o 90 stopni, żeby zrobic na rybie ładną kratkę).

Na talerzu układamy rybę, ziemniaki i sałatę. Na rybie rozsmarowujemy łyżkę pesto.

Smacznego :)

czwartek, 25 lipca 2013

Pesto z pietruszki i mięty, czyli James Pesto ;)


Dzisiaj pesto pietruszkowe. Niby nic nadzwyczajnego i Ameryki nie odkryłam, jednak jest to jakiś malutki "niezbadany ląd", bo w ramach eksperymentu dodałam do niego trochę mięty, prażonych ziaren i zdrowych olejów. Spoiwem są tym razem orzechy laskowe.

Przemyciłam w nim odrobinę więcej niż "trochę zdrowych składników", m.in. olej z nasion słonecznika i olej lniany budwigowy, którego "moi" wybitnie nie lubią, a przypadkiem byłoby miło, gdyby jedli ;)
Ja "dla zdrowotności" jestem w stanie przełknąć różne rzeczy (ww. olej nawet polubiłam), natomiast moja rodzina ogólnopojęte zdrowie ma gdzieś, i jak nie lubią, to nie zjedzą ;)
W tym pesto rodzinni detektywi nie wytropili nawet śladu oleju lnianego. Jest sukces!

Łyżkę tego pesto można też połączyć z miękkim masłem i utrzeć. Otrzymamy wtedy pyszne, ziołowe smarowidło do pieczywa.
Świetnie smakuje na tostach, z grillowanymi rybami lub mięsem, albo jako dodatek do pieczonych ziemniaków.



W najbliższych dniach pokażę kilka potraw z wykorzystaniem tego pesto.
Ale najpierw przedstawię głównego bohatera...

nie, to nie ja napisałam ;)


Składniki pesto z pietruszki i mięty:
czubata szklanka posiekanej natki pietruszki
1/4 szklanki listków mięty
25 uprażonych orzechów laskowych
2-3 łyżki przegotowanej wody
1 ząbek czosnku
2 łyżki oleju lnianego
2 łyżki oleju z nasion słonecznika (tłoczonego na zimno)
oliwa z oliwek
sól, pieprz, sok z cytryny i szczypta cukru do smaku

opcjonalnie: 1 łyżka prażonej mieszanki ziaren - jeśli takich nie macie (a warto :)) po prostu pomińcie


Sposób przygotowania pesto z pietruszi i mięty:

Orzechy laskowe wrzucamy na sucha patelnię i prazymy, cały czas potrzasając, aż poczujemy ich zapach i zobaczymy, ze zaczynają się leciutko rumienić.
Pietruszkę (razem z łodyżkami) i miętę wstępnie siekamy, żeby ułatwić blendowanie. Przekładamy do blendera. Dodajemy orzechy (i prażone ziarenka, jeśli mamy), wodę, olej lniany i z nasion słonecznika, dużą szczypte soli i pieprz (kilka obrotów młynkiem). Blendujemy. Najpierw pulsacyjnie, później ciagle. Od czasu do czasu otwieramy, zeskrobujemy pesto ze ścianek i dolewamy "chlupek" oliwy z oliwek. Czynności powtarzamy, aż uzyskamy w miarę jednolitą, półpłynną masę. Na koniec dodajemy sok z cytryny, do smaku, krótko mieszamy i gotowe.

Smacznego :)

wtorek, 23 lipca 2013

Zupa krem pomidorowo - paprykowy z mascarpone, wędzoną papryką i kurkumą



Rewelacyjna zupa, z gatunku tych, które "tygryski lubią najbardziej" :) Po pierwsze krem, a taki rodzaj zupy jest w mojej rodzinie bardzo lubiany, po drugie, "coś z pomidorów", a sam fakt ich użycia sprawia, ze moja rodzina zje w ciemno :) O sobie chyba nie musze mówic, bo pomidor, to moje drugie imię ;)
Jednak pomijając wszystko, co napisałam wyżej, ta zupa jest po prostu pyszna. Zwykły krem pomidorowo-paprykowy, ale w nowym wydaniu. Kto używa w swojej kuchni wędzonej papryki, ten wie, ze nawet niewielka jej ilość totalnie zmienia smak. Drugiej dominujacej przyprawy, kurkumy, użyłam raczej "dla zdrowotności", ale przy okazji ładnie podkreśliła kolor zupy, która stała się bardziej pomarańczowa.

Co tu dużo gadać - polecam :)



Składniki kremu pomidorowo-paprykowego:

1 litr bulionu (u mnie warzywny, ale moze być jakikolwiek rosół)
3 duże, mięsiste pomidory
1 duża papryka (czerwona, pomarańczowa lub żółta)
1 ząbek czosnku
1 czubata łyżka mascarpone
pół szklanki mleka
1 łyzeczka przecieru pomidorowego
1 czubata łyżeczka wędzonej papryki
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka cukru
1 łyżeczka ziół prowansalskich
szczypta chilli w płatkach (może być również w proszku lub świeże)
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Sposób przygotowania kremu pomidorowo-paprykowego:

Pomidory spażyć, obrać ze skórki, wykroić szypułki i posiekać (sposób nie ma znaczenia). Paprykę umyć, pozbawić nasion i posiekać. Warzywa dodać do bulionu, doprowadzić do wrzenia. Dodać cukier, przecier pomidorowy, kurkumę, chilli i posiekany czosnek, i gotować jeszcze kilka minut.
Mascarpone zmiksować z mlekiem i ok. pół szklanki zupy. Przelać do garnka z wrzącą zupą, dodać zioła prowansalskie, ponownie zagotować i dokładnie zmiksować.

Można podawać z makaronem naleśnikowym, bruschettą, czy grzankami, posypane świezymi ziołami (bazylią, szczypiorkiem, natka czy koperkiem)

Smacznego :)

środa, 10 lipca 2013

Kruche, maślane ciasto z wiśniami i bezą



Ostatnio na FB obiecałam wam przepis na przepyszne ciasto z wiśniami i bezą.
Drylowanie wiśni nie należy do moich ulubionych czynności, ale raz na jakiś czas mogę to zrobić, jesli cel jest szczytny ;)
A ten był i to jak. To ciasto jest grzechu warte!

Wiśniowe nadzienie jest wstępnie podsmażone, ale zawiera tez całe owoce. Dodatek mąki ziemniaczanej sprawia, że jest czymś pomiędzy konfiturą, a kisielem. Oczywiście możnaby sprawę uproscić i zwyczajnie wysypać na ciasto warstwę wiśni, posypać je cukrem i upiec, ale... No właśnie :) Czasami lubię, kiedy nie jest prosto. Korci mnie, zeby sprawdzic, jak będzie smakowało, kiedy zrobie inaczej. Więc robię, nie ide na skróty, utrudniam sobie, w zasadzie nie wiedząc po co.
Jednak kiedy wyjmuję z piekarnika takie cudo, wątpliwosci znikają i wiem, że było warto :)


Składniki:

400g mąki pszennej
100g mąki ziemniaczanej
250g  zimnego masła (nie margaryny)
150g  cukru
3 żółtka
1 całe jajko
czubata łyżka kwaśnej śmietany
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta soli
 
Wiśniowe nadzienie:
ok. kilograma wydrylowanych wiśni*
kilka łyżek cukru
(opcjonalnie łyżka mąki ziemniaczanej wymieszana z odrobiną wody)

Beza:
3 białka
150 g cukru pudru (lub drobnego cukru)
1 kisiel (dodałam morelowy)


Sposób przygotowania:

Oba rodzaje maki, razem z proszkiem do pieczenia i solą, przesiej na stolnicę. Dodaj cukier. Masło pokrój w jak najmniejszą kostkę i dodaj do mąki z masłem - szybko posiekaj nożem. Dodaj żółtka i śmietanę, i wymieszaj. Szybko zagnieć ciasto, starając się, jak najmniej je ogrzać. Podziel na dwie części, ¾ i ¼.
Tą większą ilością ciasta wylep małą, kwadratową blaszkę lub tortownicę (25 cm) tak, żeby powstały trochę wyższe brzegi.  Wstaw do lodówki, na co najmniej 30 min. Pozostałą 1/3 ciasta "rozpłaszcz" na grubość ok. pół centymetra, włóż do foliowego woreczka i umieść w zamrażarce.
Wiśnie podziel dwie części. Jedną włóż do rondla z grubym dnem, dodaj cukier i smaż cały czas mieszając, jakbyś robiła konfitury. Kiedy owoce trochę odparują i zgęstnieją, dodaj resztę  wiśni i smaż razem jeszcze przez kilka minut. Jeżeli "dżem" wyjdzie za rzadki, lub nie masz czasu na dłuższe odparowywanie, dodaj mąkę ziemniaczaną rozmieszana z odrobina wody (mój ostatni patent ;)), zagotuj i kiedy zgestnieje, odstaw do ostudzenia.

Białka ubij z cukrem na sztywną pianę, pod koniec dodając kisiel.
Wyjmij spód ciasta z lodówki,  wyłóż masę wiśniową. Na wierzch wyłóż pianę z białek i lekko wyrównaj powierzchnię. Posyp utartym na tarce (duże oczka) ciastem z zamrażarki.
Wstaw do nagrzanego (190-200oC) piekarnika i piecz  ok. 45 – 50 min, a po upieczeniu postaraj sie powstrzymać, zeby go nie zjeść, zanim ostygnie ;)


* zazwyczaj nadzienia robię wiecej niż potrzeba do ciasta, ale u mnie jeszcze nigdy nie było tego za dużo - chłopaki dosłownie biją się o resztki :) Pyszny jest ten wisniowy farsz z jogurtem naturalnym lub twarożkiem.

Smacznego :)

czwartek, 20 czerwca 2013

Curry z kurczaka z cytryną i miętą

wyjatkowo słoneczne curry na słoneczne dni :)

Ostatnio przechodzę ostrą mięto-fazę ;) Napoje, desery, sałatki, mięso - wszystko z miętą.  Na szczęście mogę sobie na to pozwolić, bo mam jej w ogródku wyjatkowe zatrzęsienie.
Uprawiam kilka odmian (a w zasadzie same się uprawiają ;)) jednak najbardziej lubię tę o dużych, mięsistych listkach pokrytych meszkiem - jest bardzo "miętowa" i ma delikatny posmak cytryny. To właśnie jej użyłam do przygotowania ww. curry.

Co do tej potrawy, to wymysliłam ją lata temu, będąc na diecie.
To wyjatkowo pyszne, niskokaloryczne danie - moja wariacja na temat tłustego curry z mlekiem kokosowym. Jest to danie z gatunku: "Może nie wyglądam pieknie, ale smakuję wybornie" ;)
Tak bardzo to lubię, że mogłabym jeść kilka razy w tygodniu, moja rodzina również :)

Uwielbiam to danie również za to, że robi sie je dosłownie w pół godziny, albo nawet krócej.

Baza jest zawsze taka sama: drób (ryba, krewetki), kurkuma i jogurt. Do tego dodatki, w zależności od nastroju i możliwości.
Tym razem - pod wpływem impulsu - dodałam cytrynę i miętę. Zrobiło sie trochę inaczej niż zazwyczaj, ale smak jest naprawdę ciekawy, godny polecenia.

Dodałam też sporo wyjatkowo ostrej mieszanki curry, który przywiozłam z Indii, ale może być ta zwykła, ogólnodostepna, którą możecie podkręcić dodatkiem chilli.
Proponuje podawać z ryżem (np. basmati) lub pieczywem (np. chapati, czy pita)


kolor "kaczuszkowy", jak to określiło moje dziecko ;)

A tutaj przepis na podobne curry w wersji dietetycznej

Jak zrobić curry z kurczaka?

1 duża, podwójna pierś z kurczaka bez skóry
1 puszka mleka kokosowego
1 cebula
ok. szklanki listków mięty
skórka i sok z cytryny do smaku + kilka plasterków cytryny dodatkowo
1 łyżka ostrego, indyjskiego curry
1 łyżeczka kurkumy
klarowane masło
sól

Sposób przygotowania curry z kurczaka:

Mięso umyć, oczyścić z błonek i (ewentualnie) usunąć kości. Osuszyć papierowymi ręcznikami i pokroić w poprzek, na plastry, a następnie w paski.
Cebulę pokroić w kostkę. Cytrynę wyszorować i sparzyć wrzątkiem. Otrzeć skórkę, a następnie przekroić na pół i wycisnąć sok. Miętę umyć i posiekać.

Na patelni rozgrzać klarowane masło, podsmażyć kurczaka z cebulką, plasterkami cytryny, solą, kurkumą i curry. Podlać lekko wodą (tyle tylko, żeby od dna patelni odkleiło się to, co najlepsze ;) przykryć patelnię i kilka minut dusić mięso. Dodać skórkę i sok z cytryny (do smaku), miętę i mleko kokosowe. Doprowadzić na wolnym ogniu do wrzenia i od razu wyłączyć gaz. Podawać z ryżem lun chlebem chapati, czy naan, posypane posiekaną miętą.

Smacznego :)

piątek, 14 czerwca 2013

Truskawki z kozim twarożkiem i granolą

 
Coś słodkiego, a przy tym pysznego i zdrowego :)
 


 
Może byc na deser, ale równie dobrze na śniadanie.
 
 
Z samej granoli można zrobić zdrowe batoniki. Wystarczy jeszcze ciepłą granolę przesypać do małej foremki, dobrze docisnąć, zostawić do wystygniecia, a później już tylko pokroić i jeść :)
 

Składniki deseru:

na 4 porcje

ok. 10 truskawek na porcję
4 łyzki śmietankowego, koziego twarożku (moze być jakikolwiek śmietankowy)
4 łyżki jogurtu naturalnego (lub gęstej śmietany)
cukier trzcinowy do posypania
melasa do dekoracji

Granola:

2 garści mieszanych płatków (owsiane, żytnie, jaglane itp.)
2 łyżki płynnego miodu
1 łyżka melasy
6 posiekanych orzechów brazylijskich
1 łyżka nasion słonecznika
po 1 łyżeczce sezamu białego i czarnego

Sposób przygotowania granoli:

Na suchej, gorącej patelni uprażyć (cały czas mieszając) płatki, nasiona i orzechy. Kiedy zaczną intensywnie pachnieć i brązowieć, zdjąć z ognia i dodać miód oraz melasę. Wymieszać i od razu przesypać na tacę wyłożoną papierem do pieczenia (po ostygnieciu bardzo przywiera do patelni, więc trzeba od razu przełożyć na papier).

Sposób przygotowania deseru:

Na dnie miseczki ułożyć, pokrojone truskawki. Warstwę truskawek polać jogurtem i posypać brązowym cukrem (ilość cukru wg. uznania). Na to położyć łyżkę koziego twarożku, posypać granolą i polać melasą. Udekorować ładną truskawką i gotowe.


Smacznego :)