środa, 20 marca 2013

Jestem w "Claudii" :)



Żyję sobie ostatnio w jakimś dziwnym zawieszeniu. Niby czegoś chcę, niby cos tam powinnam, ale słowo klucz, to: "NIE MOGĘ". Nie mogę się do niczego zebrać. Nie mogę, bo sił brak, bo za oknem zamiast zieleni, biel po horyzont. Nie mogę, bo ciągle choruję. No nie mogę i już!
Z tego "nie mogę" wzięła się też niechęć do pisania, i chociaż jakiś chochlik za uchem ciągle mnie szturcha i szepcze: "no zrób coś!", to ja ciągle znajduję jakieś wykręty.
Ale żeby zadowolić i siebie, i jego (chochlika zwanego wyrzutem na sumieniu ;)) niniejszym przełamuję swój, prawie miesięczny, odwyk od bloga.


Na początek o nagrodzie za wygrany "łososiowy" konkurs.
Tą nagrodą była m.in. publikacja w miesięczniku "Claudia", który to jest w sprzedaży już od kilku tygodni, ale... ( ach ten chochlik...) i warsztaty z bardzo znanym szefem kuchni, z których niestety nie mogłam skorzystać :(((
Żeby nie pisać za długo. Jest tam cała strona poświęcona mnie i mojemu przepisowi.
Prawdę mówiąc bardziej tam chodzi o przepis, a jeszcze bardziej o logo "łososia" niż o mnie, jednak kilka słów o moim blogowaniu jest ;)

Niestety nie ma ani słowa o tym, skąd wziął się tam ten przepis. Równie dobrze mogłam się dopominać publikacji w "Claudii" (plizzz, pliiiiiz, mnie, MNIE wybierzcie!!!).
W związku z tym, o wygranym konkursie wiem tylko ja i organizatorzy. Ewentualnie, jeśli ktoś się dopytał, to teraz też już wie ;-)


Żeby było śmieszniej, myślałam, że nikt tego nie czyta, a tymczasem zaraz po publikacji otrzymałam mnóstwo gratulacji "udanej publikacji" ;) Własna kuzynka mnie nie rozpoznała (chociaż zdjęcie bez retuszu), a znajoma znajomej, która ledwo kojarzę i sąsiadka, z którą znam się tylko na "dzień dobry" - owszem ;) I, jak to w życiu bywa, byli też tacy, którzy widzieli, ale tylko zacisnęli zęby, nie mówiąc ani słowa. Widocznie jakoś nie chciało przejść przez gardło. Rozumiem ;)
Tak, czy owak, dziękuje wszystkim :)
I cieszę się, że jednak ci pierwsi byli w zdecydowanej przewadze :D 


Póki co, tylko tyle. Obiecuję, że w najbliższym czasie znów pojawia się przepisy.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Pasta do chleba z grillowanych ryb


Tak jakoś wyszło, że przez cały poprzedni tydzień jedliśmy ryby. Były kotleciki rybne z miruny, pieczony pstrag z warzywami, łosoś na parze z zimnym sosem pietruszkowym,  później pstrąg grillowany w całości i grillowany łosoś. To się nazywa faza na ryby ;)
A po wczorajszym obiedzie co nieco zostało, więc siłą rzeczy trzeba to było jakos zagospodarować.
Postanowiłam zrobić pastę/sałatkę do chleba.

Dzisiaj, kiedy ją robiłam, pomyślałam sobie, że to fajny i dość oczywisty sposób na wykorzystanie resztek, ale specjalnie grillować tych ryb, to by mi się nie chciało.
Jednak kiedy skończyłam i spróbowałam, to stwierdziłam: co za pomyłka!
No, może nie warto specjalnie tych ryb grillować, ale na pewno warto przy okazji grillowania przygotować ich więcej, żeby nastepnego dnia zrobić tę pastę.
Myślę, że można też wykorzystać gotowaną na parze, a nawet smażoną rybę.

I powiem wam, że po stokroć warto, bo ta pasta jest nie tylko łatwa w przygotowaniu, ale i przepyszna!




Składniki:
1 pstrąg
pk. 10 dag łososia (ryby grillowane, z poprzedniego dnia)
1 spora cebulka dymka ze szczypiorkiem
1 łyżka majonezu
sok z cytryny + odrobina startej skórki
sól i świeżo zmielony pieprz

Sposób przygotowania:
Ryby dokładnie obrać - oddzielic ości i skórę. Rozdrobnić w rękach (nie radzę używać blendera) na małe kawałeczki. Dymkę drobniutko posiekać i dodać do ryby. Posypać pieprzem, dodać majonez i sok z cytryny. Delikatnie wymieszać, tak, aby nie rozgnieść ryb i gotowe.

Smacznego :)

Przepis dodaje do akcji "Pasty i smarowidła" 


wtorek, 12 lutego 2013

Fantastyczny sos ze świeżych pomidorów




To mój uniwersalny sos, którego używam zarówno na zimno - do sałaty, jak i na ciepło - z makaronem, ryżem, kuskusem, czy kaszą. Jeśli ma być użyty na ciepło, po zmiksowaniu wystarczy go krótko podgrzać. Jego wielką zaletą jest to, że robi się go błyskawicznie.
Kiedy na przygotowanie obiadu mam nie więcej niż pół godziny, ten sos sprawdza się, jak nic innego.

 
Nam najbardziej smakuje z sałatą rzymską - na zimno. Ale polecam też z kaszą jaglaną na ciepło. Do makaronu pasuje i na zimno, i na ciepło. Można go również wykorzystać do posmarowania pizzy przed pieczeniem, lub polania jej po upieczeniu.

Jeżeli sos zamierzamy podać na ciepło, lub do pizzy, proponuje dodatkowo dodać łyżeczkę dobrego przecieru pomidorowego.
Oczywiście nie ma to jak pomidory w sezonie, ale z braku laku... :)

Dzisiaj u nas w wersji z sałatą.



Składniki:
3 pomidory
1/2 łyżeczki ziół prowansalskich (lub 10 listków bazylii)
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżka miodu
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżeczka octu sherry (lub z białego wina)
olej z czosnkiem i pomidorami (2 - 3 łyżki)
sól i pieprz do smaku

Sposób przygotowania:
Pomidory pokroić na mniejsze kawałki (można je wcześniej sparzyć i obrać ze skórki) i przełożyć do malaksera. Dodać resztę składników i dokładnie zblendować. Spróbować i jeśli potrzeba, dodać więcej przypraw.

Smacznego :)


piątek, 8 lutego 2013

Błyskawiczne, małe serowe pączusie


Coś dla zapracowanych, albo leniwych - błyskawiczne, małe pączki.
Przepis spontaniczny, z wykorzystaniem ciasta na "oponki". Tak sie złożyło, że w tym roku nie miałam dość czasu na ostatkowe wypieki. Jednak żeby tradycji stało się zadość, musialam coś wykombinować. Na pewno nie mogłam wałkować, wykrawać, "dziurkować" itp. Zrobiłam więc kuleczki i część nadziałam konfiturą z płatków róży, a część zrobiłam bez nadzienia.

 
Efekt - muszę przyznać - bardzo zachęcający :)


Składniki:
pół kilograma mąki pszennej
30 dag twarogu "sernikowego"
10 - 15 dag bardzo miękkiego masła
2 łyżki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
szczypta soli

olej do głębokiego smażenia
konfitura różana
cukier puder


Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki wyrobić w misce na jednolitą masę.
Z ciasta formować kuleczki wielkości orzechów włoskich (podczas smażenia sporo urosną).
Część kulek rozpłaszczyć, na środek nałożyć odrobinę konfitury i dokładnie zlepić*
Olej rozgrzać i smażyć pączki partiami, często odwracając, żeby nie popękały.
Odsączać na papierowych ręcznikach. Kiedy przestygną, posypać cukrem pudrem.

*pączki nadziewane proponuje robić nieco większe, niż te bez nadzienia.

Smacznego :)

czwartek, 31 stycznia 2013

Ciastka "dekorowane na stole"

Z kremem migdałowym
Z konfiturą z płatków róży
Przepis na te ciastka, to właściwie przepis na spód do tarty. Ponieważ jest to najlepsze i najbardziej kruche ciasto "spodnie", jakie znam, któregoś razu, w ramach eksperymentu, upiekłam sam spód, bez nadzienia. Wierzch, przed pieczeniem, posmarowałam roztrzepanym jajkiem i posypałam cukrem. Później pokroiłam w niewielkie kwadraciki i tym sposobem powstały małe ciasteczka.

Moga być romby?

Apetyczne "gryzy"...
Przed upieczeniem można oczywiście posmarować ciasto dżemem lub powidłami i otrzymamy regularne kruche ciasto z... czymś. Ale cały urok tych ciastek polega na tym, aby podać je bez niczego i postawić obok dobrą konfiturę, dżem, krem orzechowy, waniliowy, cytrynowy custard, toffi czy czekoladowy; miodową pastę tahini, bitą smietanę, orzechy, migdały, świeże lub suszone owoce - cokolwiek nam dyktuje wyobraźnia, i co akurat mamy w spiżarni. Wszelkie chwyty dozwolone!

Powiem wam, że nie tylko dzieci uwielbiają te ciacha, bo wiadomo, że takie "własnorobione" smakują najlepiej :) Taka niby prosta rzecz, a goście zawsze są zachwyceni. Jest przy tym dużo zabawy, komentarzy - słowem - powrót do dzieciństwa :)

A moje ulubione? Z kremem waniliowym i wiśniami z nalewki... Albo... z toffi, bitą śmietaną i jagodami... Albo... ;)

...i tyle je widzieli ;-)


Składniki:
1.5 szklanki mąki pszennej
0.5 szklanki skrobi ziemniaczanej
0.5 szklanki cukru pudru
0.5 kostki masła
1 duże jajo
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżeczka esencji waniliowej
opcjonalnie: dżem lub powidła lub cukier do posypania

Sposób przygotowania:
Składniki ciasta posiekać nożem i szybko zagnieść. Chłodzić (albo i nie ;-)) przez pół godziny w lodówce. Rozwałkować i przenieść do formy. Posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać grubym cukrem. Po upieczeniu wystudzić i pokroić w romby lub kwadraty.
Podawać w towarzystwie dodatków, o których napisałam wyżej.

Smacznego :)

środa, 30 stycznia 2013

Bardzo kruche ciasteczka słonecznikowe z żurawiną

 
Do upieczenia tych ciastek zainspirowały mnie kruche ciastka migdałowe, które piekę od lat.
Przepis nie jest młodzieniaszkiem - ma conajmniej 40 lat :) Piekłam te ciastka z orzechami włoskimi i laskowymi, z mieszanka orzechów, i z mąką migdałową. Za każdym razem coś zmieniam, ale tak naprawdę żaden ze składników nie jest w stanie zmienić tego, co najbardziej sobie w nich cenię: te ciasteczka są naprawdę niesamowicie kruche.

Tym razem zamieniłam migdały na słonecznik, ot tak, pod wpływem chwili, nie bardzo wiedząc co mi z tego wyjdzie ;) Na szczęście ciacha wyszły bardzo smaczne.
Zaraz po upieczeniu mają intensywny, słonecznikowy smak, który na drugi dzień prawie całkowicie znika, a żurawina dodaje im ciekawego, słodko-kwaśnego akcentu.

Bardzo lubie takie ciastka z cukrem - przypominają trochę biżuterię, prawda?
 
 Żurawina przyjemnie ożywia smak
 
 
Przygotowanie, razem z pieczeniem, zabiera nie więcej niż pół godziny. 


Składniki:
20 dag ziaren słonecznika
3 czubate łyżki suszonej żurawiny
200 g masła
2 szklanki mąki pszennej (orkiszowej)
1łyżeczka proszku do pieczenia
2 czubate łyżki cukru
1 czubata łyżka cukru z wanilią*
1 żółtko (trafiło mi się jajo z dwoma żółtkami, więc dodałam dwa)

Do dekoracji: 1 białko i gruby cukier trzcinowy, ewentualnie cynamon

Sposób przygotowania:
Słonecznik wsypać do malaksera i zblendować dość drobno (chwilę to trwa, więc cierpliwości ;))
Dodać pokrojone w kostkę masło i resztę składników. Blendować pulsując, aż z ciasta utworzą się grudki. Wysypać na posypany mąką blat i szybko zagnieść. Ciasto uformować w walec, przekroić go na pół i utoczyć z ciasta dwa wałeczki o średnicy ok. 5 cm. Przykryć je folią i chłodzić w lodówce przez ok. 20 min (niecierpliwym zdradzę, że bez chłodzenia też będą dobre). Po tym czasie ciasto pokroić ostrym nożem w  ok.centymetrowej grubości plasterki, układać je na blasze, na podkładce lub papierze do pieczenia i lekko spłaszczać. Ciastka posmarować roztrzepanym białkiem i posypać cukrem (i ewentualnie cynamonem). Piec do lekkiego zrumienienia, ok. 20 min

*Cukier waniliowy możesz zrobić samodzielnie, zasypując rozcięta laskę wanilii cukrem.

Smacznego :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Chlebek odrywany

 
Dzisiaj zaległy przepis. Przypomniało mi się o nim przy okazji pieczenia chlebka parmezanowo-czosnkowego. Dzisiaj (chyba z okazji padającego śniegu ;)) naszła mnie wielka ochota na pieczenie chleba.
Nie miałam ochoty długo czekać, więc tym razem bez zakwasu - szybki chlebek odrywany.
 
Przepis jest bardzo podobny do tego na rolowany chlebek, więc przy okazji najlepiej upiec obydwa.
Myślę, ze miłośników wytrawnych, drożdżowych wypieków nie trzeba długo namawiać. Chlebek jest pyszny, wilgotny i puszysty. A najlepsze jest to, że obłędnie pachnie!
Jest z nim trochę zabawy, ale według mnie warto.
 
Nie trzeba go kroić, wystarczy odrywać miękkie kromki wprost z bochenka. Zresztą ja nawet nie zdążyłam pomyśleć, co z nim zrobic, bo został "rozpracowany" w kilka minut przez moje męskie towarzystwo ;)
 



Składniki:
3 szklanki mąki
7 g suszonych drożdży (1 opakowanie)
60 g rozpuszczonego masła
ok. 1 szklanki ciepłego mleka
2 duże jaja
1 łyżka cukru
1 płaska łyżeczka soli
1 żółtko do posmarowania

Farsz:
duży pęczek natki pietruszki (lub inne zioła)
kilka rozgniecionych ząbków czosnku
1/2 szklanki tartego parmezanu
100 g miękkiego masła

Sposób przygotowania:

Mąkę wsypać do ogrzanej miski, dodać drożdże, sól i cukier. Wymieszać, dodać mleko, jajka i olej. Zagnieść elastyczne ciasto (8 - 10 min mikserem), przykryć miskę ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość (ok. godziny). Zrobić farsz: wymieszać masło z serem, natką i czosnkiem.
Wyrośnięte ciasto rozwałkować w prostokąt o grubości ok. pół centymetra. Posmarować farszem, a następnie pokroić wzdłuż, na mniej więcej równe pasy o szerokości keksówki. Każdy z nich pokroić na kwadraty. Powinno wyjść kilka stosików złożonych z kwadratów.
Keksówkę natłuścić (żeby papier się przykleił) i wyłożyć papierem do pieczenia. Ustawić pionowo i włożyć do niej wszystkie stosiki ciasta. Jeśli nie wypełnią całej foremki nie należy się przejmować. Kiedy ciasto podrośnie, wszystko się wyrówna.
Chlebek odstawić w ciepłe miejsce na około 35 - 40 minut, a następnie posmarować wierzch roztrzepanym żółtkiem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piec około 50 minut, aż będzie rumiany (sprawdzić patyczkiem, czy upiekł się w środku).
Przepis, który mnie zainspirował.

Smacznego :)


piątek, 4 stycznia 2013

Gołąbki z kapusty pekińskiej z łososiem

 
 
Ta potrawa, jak wiele innych w mojej kuchni, powstała przypadkiem.
Sami przyznacie, ze 30 dag ryby, to zdecydowanie za mało, żeby nakarmić 4 osoby. Jednak wystarczy zmusić do pracy swoje szare komórki i okazuje się, że wcale nie jest to niemożliwe.

Ponieważ połączenie łososia z porami jest tak zgodne, jak stare, dobre małżeństwo, więc od tego zaczęłam. Do farszu dodałam trochę przypraw i długodojrzewają szynkę. Do tego zrobiłam lekki sos śmietankowy, z pomidorowym akcentem. A efekt jest taki, że bez najmniejszego problemu nakarmiłam cztery osoby :)

A jakie to było dobre...!




Składniki:
30 dag filetu z łososia (bez skóry)
2 średnie pory (bez zielonych liści)
8 dużych liści kapusty pekińskiej
2 ząbki czosnku
8 - 10 dag długodojrzewającej szynki
4 - 5 łyżek słodkiej śmietanki 18%
1 łyżka mąki
olej i masło klarowane
sól, pieprz

Sos:
1 średnia cebula
1 duży ząbek czosnku
1 pomidor
1 płaska łyżeczka koncentratu pomidorowego
2 - 3 łyżki słodkiej śmietanki 18%
świeża papryczka chilli (dowolna ilość), sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Pory umyć, przekroić wzdłuż, a następnie pokroić w półcentymetrowe plasterki.Czosnek obrać i drobno posiekać. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju z masłem, podsmażyć pory z czosnkiem (nie rumienić). Podlać odrobiną wody, przykryć pokrywką i dusić do miękkości, tak żeby cała woda wyparowała. Kiedy pory zmiękną, oprószyć je mąką, dodać przyprawy i śmietanę. Chwilę smażyć mieszając, a następnie zdjąć z ognia.
W międzyczasie pokroić łososia w drobną kostkę, a szynkę w paski.
Na drugiej patelni podsmażyć pokrojoną szynkę, a kiedy zacznie się rumienić, dodać łososia i podduszone pory z czosnkiem. Wymieszać i odstawić z ognia (łosoś nie musi się usmażyć, ponieważ gołąbki będą jeszcze duszone w sosie).

Liście kapusty sparzyć we wrzącej wodzie (ok. 5 min), osuszyć, rozłożyć na kuchennej ściereczce i ostrym nożem, ułożonym płasko, ściąć zgrubiałe, białe części. Rozłożyć je na stole lub blacie, na każdym ułożyć nadzienie i zwinąć, jak tradycyjne gołąbki.

Przygotować sos.
Bardzo drobno posiekane cebulkę, czosnek i chilli (dodałam tylko 2 plasterki, ponieważ była bardzo ostra), podsmażyć na oleju z masłem. Dodać obrany ze skórki i drobno posiekany pomidor, oraz koncentrat pomidorowy. Podlać wodą, a następnie dodać przyprawy i śmietankę.

Na dno rondla, lub głębokiej patelni, włożyć kilka liści kapusty. Na nich ułożyć gołąbki, zalać sosem, uzupełnić gorącą wodą, tak żeby były zanurzone do połowy, i dusić ok. pół godziny (lub dłużej, w zalezności od wielkości liści) na małym ogniu.
Po tym czasie spróbować sos i jeśli to konieczne, ponownie doprawić. Można też zagęścić sos odrobina mąki i wlać więcej śmietanki.

Podawać z ryżem ugotowanym na sypko, posypane siekanym koperkiem.

Smacznego :)

środa, 2 stycznia 2013

Schab z warzywami stir fry


Stir fry, to dla mnie sposób na błyskawiczne przygotowanie obiadu. To fast food, który nie ma nic wspólnego z tym, co zazwyczaj kryje się pod tym określeniem. I chociaż stir fry jest w zasadzie "szybkim jedzeniem", to jest pozbawione tego negatywnego wydźwięku.
Jest po prostu szybkim, ale zdrowym, domowym jedzeniem.
Przygotowanie stir fry jest bardzo proste. Wszystko, czego potrzebujemy, to głęboka patelnia (najlepiej wok), duży palnik gazowy, odrobina oleju i przypraw, dowolne warzywa, oraz jakieś mieso. Do tego trochę makaronu, czy ryżu - i już.
Stir fry, to metoda używana w kuchni azjatyckiej, która jest genialna w swojej prostocie. Wszystkie składniki najpierw kroimy w cienkie paseczki, a następnie smażymy, w określonej kolejności, na dużym ogniu, energicznie mieszając. Ot i cała tajemnica :)
W moim domu nie ma tygodnia bez dania w azjatyckim stylu. Głównie dlatego, że nie zajmuje to dużo czasu, a efekt jest taki, jakby gotujący spędził w kuchni długie godziny.
Zwykle działam pod wpływem impulsu. Nie zastanawiam się długo, co tym razem trafi na patelnię. Otwieram lodówkę, patrzę, co mam, wyjmuję i... zaczynam siekać. A że bardzo lubię siekanie warzyw, nie zabiera mi to duzo czasu. No i robiłam to juz tyle razy, że mogę siekać z zamkniętymi oczyma (no, prawie ;)).
Tym razem warzywa i schab. Wybór mięsa i warzyw podyktowany tym, co akurat miałam w lodówce. Jednak, jak już pisałam, możecie wybrać swoje ulubione. Panuje tutaj absolutna dowolność.
Składniki: 
ok. pół kilograma schabu bez kości
1 łyżka skrobi ziemniaczanej
1 czerwona papryka
1 papryczka chilli
ok. 1/4 średniego selera
1 duża marchewka
1 niewielki por
1 cebula
świeży imbir (kawałek wielkości kciuka)
2 ząbki czosnku
2 - 3 dymki
kilka gałązek kolendry
sok z cytryny lub limonki
sos sojowy, sos rybny, olej sezamowy, 1 łyzka miodu
ok. 1 łyzeczki przyprawy pięć smaków (ja robię ja sama, a składniki to: pieprz syczuański, goździki, anyż, cynamon, koper włoski)
opcjonalnie: prażony na suchej patelni sezam, do posypania
Do podania: osobno ugotowany ryż basmati
Sposób przygotowania:
Schab oczyścic z błonek i tłuszczu, pokroić w plastry, a nastepnie w słupki. Wymieszać z mąką ziemniaczaną.
Warzywa obrać, umyć i pokroić w zapałki. Czosnek i chilli (jeśli jest bardzo ostra, to usunąć nasiona)drobno posiekać, cebulę pokroić w piórka. Imbir obrać i również pokroić w zapałki. Dymkę posiekać w cienkie, ukośne plasterki.
W woku rozgrzać olej rzepakowy, wrzucić czosnek, chilli, imbir. Po kilku sekundach dodać mięso i  i przyprawę 5 smaków. Smażyć ok. 1-2 min, cały czas mieszając. Po tym czasie wyjąć (łyżką cedzakową) mięso i odstawić w ciepłe miejsce, pod przykryciem. Na ten sam olej wrzucić warzywa i smażyć krótko, cały czas mieszając. Powinny pozostać chrupkie.
Do warzyw dorzucić mięso, dodać miód, łyżeczkę oleju sezamowego, sos sojowy i rybny, dymkę, trochę soku z cytryny lub limonki i odrobinę wrzącej wody. Wymieszać i zdjąć z ognia.
Podawać z ryżem lub makaronem, posypane świeżą kolendrą i (opcjonalnie) sezamem.
Smacznego :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Barszcz z kiszonych buraków z fasolą lub z uszkami

 

W domu rodzinnym mojej Mamy jednym z dań, które gościły na wigilijnym stole, był barszcz z gotowaną fasolą. Ponieważ w domu mojego Taty nie jadało się takich "wynalazków" (dopuszczalny był tylko barszcz z uszkami), jako dziecko nie miałam okazji tego spróbować (a jeśli nawet próbowałam - przy czym obstaje Mama - to ja tego po prostu niepamiętam).
Mama tyle razy, z tesknotą w głosie, wspominała tamten barszcz, że w końcu w tym roku postanowiłam go zrobić po raz pierwszy. Jednak nie jako danie wigilijne, ale bożonarodzeniowe.
Przepis na barszcz jest bardzo prosty - to mój sprawdzony, postny barszcz wigilijny na kiszonych burakach. A fasola, to ulubiony, dorodny jaś (chociaż może to być jakakolwiek biała fasola).

Mamuś, to dla Ciebie :*

Co potrzeba, żeby zrobić barszcz z kiszonych buraków?

1 kg kiszonych buraków
zakwas z buraków (tutaj mój przepis na buraczany zakwas)
bulion warzywny  
parę listków laurowych i kilka kulek ziela angielskiego
1 duzy, surowy burak
1 twarde, winne jabłko (np. reneta)
ok. 1/2 szklanki soku jabłkowego
kilka suszonych grzybków
3 suszone śliwki z pestkami (nie wędzone)
1 duży ząbek czosnku
sól, pieprz, cukier, ocet z marynowanych grzybów - do smaku

Do podania: gotowana, biała fasola (oczywiście można podać ten barszcz z uszkami z grzybami, makaronem, czy nawet pierogami z kapusta i grzybami)

Jak zrobić barszcz z kiszonych buraków?


Kiszone buraki odcedzić. Płyn (zakwas) zachować, a buraki przełożyć do garnka, dodać ok. litr wody i gotować przez mniej więcej godzinę. Odcedzić.
Surowe buraczki obrać, pokroić w kostkę, dodać listki laurowe i ziele angielskie, bulion warzywny i gotować na małym ogniu, do miękkości. Pod koniec gotowania dodać wywar z gotowania kiszonych buraków, jabłka ze skórką, pokrojone w ćwiartki, śliwki, czosnek i suszone grzyby.
Gotować kolejne 20 min i doprawić: dodać zakwas buraczany, sok jabłkowy, sól, cukier i pieprz. podgrzać, ale nie dopuścić do zagotowania. Odstawić na kilka godzin w chłodne miejsce (najlepiej na noc).

Po tym czasie zupę przecedzić. Przecedzoną ponownie postawić na ogniu, ostrożnie podgrzać. Ponownie spróbować i, jeśli to konieczne, jeszcze doprawić.

Sposób przygotowania fasoli:
Fasolę opłukać, zalać ciepłą, przegotowaną wodą i odstawić na kilka godzin, żeby zmiekła. Po tym czasie wodę odlać, zalać fasolę wrzątkiem i ugotować do miękkości (przez pierwsze 10 min gotować na dużym ogniu bez przykrycia - dlaczego? O tym napisałam TUTAJ)
Po ugotowaniu lekko posolić, dodać odrobinę majeranku i łyżeczkę masła.

Na talerze wyłożyć 2-3 łyżki fasoli i zalać barszczem.

Smacznego :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Domowe łazanki

 
 
Tak się złożyło, że w tym roku sama przygotowuję całą wigilijną wieczerzę.
Problem w tym, że zaledwie wczoraj wróciliśmy z urlopu i czasu zostało niewiele. Jednak postanowiłam się sprężyć i zrobić wszystko, jak najlepiej. A "najlepiej" znaczy dla mnie "własnoręcznie". Uważam, że ten wyjatkowy dzień zasługuje na wyjątkowe starania.

Zaczęłam od pierniczków, farszów do uszek i pierogów, i łazanek. Przymierzam się też do karpia w galarecie, którego nigdy wcześniej nie robiłam. Zastanawiam się, czy choć trochę będzie przypominał tego, którego robiła moja tesciowa (?)
No, ale jeśli nie spróbuję, to raczej się nie dowiem ;-)

Dzisiaj przepis na domowe łazanki, które są o niebo lepsze od tych sklepowych.
W mojej wersji, są to maleńkie romby krojone radełkiem.
Zdjęcie poniżej obrazuje wielkość kluseczek - łazanka i mój palec wskazujący :)

 
Mnóstwo pracy przede mna, jednak zarówno łazanki, jak i uszka czy pierogi, można zrobić wcześniej i zamrozić. Wystarczy włożyć je, rozłożone cienką warstwą na tacy lub desce, do zamrażarki. Po 30 minutach można je przesypać do foliowych woreczków, włożyć ponownie do zamrażarki, gdzie mogą czekać, aż będą potrzebne.
Moje łazanki będą dodatkiem do zupy grzybowej, ale myślę, że byłyby równie pyszne z kapustą, czy z makiem i bakaliami.



Składniki:
ok. 80 dag makaronu

1 szklanka mąki pszennej, tortowej
1/2 szklanki mąki krupczatki + 1/2 szklanki semoliny*
1 całe jajko + 1 żółtko
1 łyżka oleju
szczypta soli
ciepła woda (ile ciasto "zabierze")

*może być sama krupczatka - 1 szklanka.

Sposób przygotowania:
Wymieszać wszystkie rodzaje mąki i usypać z nich kopczyk. Zrobić w nim wgłębienie, wbić do niego jajko i dodać jedno żółtko. Dodać sól, olej i ok. pół szklanki ciepłej wody. Wymieszać widelcem i, jeśli to konieczne, dolać jeszcze wody, tak żeby składniki się połączyły.
Zagniatać energicznie, aż do uzyskania zwartego, twardego ciasta. Podzielić je na 4 części, przykryć ściereczka i zostawić na ok. 15 min.
Po tym czasie każdą część ciasta rozwałkować, trochę grubiej niż na makaron.
Ja wałkuję owalne, długie placki, tak samo jak w przypadku domowego makaronu (zdjęcie poniżej), ponieważ, moim zdaniem, łatwiej je pokroić, niż te duże, okrągłe.


Każdy placek kroimy (najlepiej radełkiem, ale można też nożem) w ok. centymetrowej szerokości paseczki, a następnie skośnie, w malutkie romby.

 
Przesypujemy je delikatnie mąką i podrzucamy, żeby się rozdzieliły. Zostawiamy rozrzucone cienka warstwą, żeby się podsuszyły.
Tak przygotowane łazanki można od razu ugotować, albo - jak ja to robię - zamrozić rozsypane cienką warstwą na płaskiej tacy. Tacę z kluskami wstawiamy do zamrażarki na ok. pół godziny. Po tym czasie wsypujemy kluseczki do foliowego woreczka i ponownie (bez obawy, że sie skleją) umieszczamy w zamrażarce.
Gotujemy wrzucając zamrożone kluski do wrzątku. Czekamy aż wypłyną na wierzch, mieszając od czasu do czasu. Po wypłynieciu gotujemy jeszcze jakieś 2 - 3 min (w zależności od grubości i wielkości klusek), a następnie odcedzamy i kilkakrotnie przelewamy zimną wodą. Zwykle po odcedzeniu mieszam łazanki z odrobiną roztopionego masła i w tej postaci czekają na podanie.

Smacznego :)

czwartek, 29 listopada 2012

Nadziewane łososiem, owsiane babeczki - czasami w czapeczkach



Te babeczki, to doskonała przekąska, zarówno na ciepło jak i na zimno. Są kruchutkie i wilgotne, i wspaniale wyglądają po przekrojeniu. Pierwotnie nie miały "czapeczek" (jak te na zdjęciu wyżej), jednak kiedy starałam sie dopracować przepis, doszłam do wniosku, że dobrze by im zrobił dodatek jakiegoś sosu, coś co ożywi smak. I tak wpadłam na pomysł, aby wykorzystać sos na bazie bitej śmietany i chrzanu, który zwykle robię na Wielkanoc. Jedyna zmiana, to mniejsza ilość chrzanu, żeby sos nie zdominował smaku babeczek, a tylko delikatnie go podkreślił. Ten sos wygląda, jak biała, lukrowa czapka - w sam raz na zimę ;) Babeczki nie tylko świetnie smakują ale i ciekawie się prezentują.

Szkoda tylko, że babeczkom w czapeczkach nie udało mi się zrobić zdjęcia, więc może po prostu użyjcie wyobraźni :)




Składniki ciasta:
Suche:
260g maki owsianej
6 łyżek otrąb owsianych
60g łagodnego, żółtego sera (salami lub gouda)
1 łyżka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
Mokre:
250 ml maślanki lub niezbyt gęstego jogurtu naturalnego

75g prawdziwego masła (roztopione, ostudzone)
2 duże jajka

Składniki farszu:
300g świeżego łososia norweskiego (płaski, równy filet bez skóry i ości)
olej do smażenia (odrobina, do posmarowania patelni)
Marynata: łyżka oliwy, świeżo mielony pieprz, skórka otarta z połowy cytryny, odrobina chilli

200g mrożonego szpinaku (koniecznie całe liście)
1 posiekany ząbek czosnku
łyżka klarowanego masła
sok z połowy cytryny
3 kulki ziela angielskiego utarte w moździerzu
sól, pieprz i cukier do smaku

Czapeczki:
ok. pół szklanki śmietanki - kremówki
1 płaska łyżka chrzanu
sól, cukier i sok z cytryny do smaku


Sposób przygotowania:
Przygotować farsz.
Łososia pokroić w kostkę (12 w miarę równych sześcianików), wrzucić do miseczki, dodać składniki marynaty, wymieszać, przykryć i odstawić na co najmniej 15 minut.
Po tym czasie kawałeczki łososia ostrożnie obsmażyć z każdej strony, na silnie rozgrzanej patelni. Trzeba to zrobić błyskawicznie. Ryba powinna nadal być surowa w środku (chodzi tylko o szybkie ścięcie powierzchni, żeby w czasie pieczenia cały smak został w środku).
Na patelni rozgrzać klarowane masło, dodać czosnek, smażyć kilka sekund i jak tylko zacznie pachnieć, dodać mrożony szpinak. Smażyć przez kilka minut, mieszając. Doprawić ww. przyprawami. Ostudzić.
Nabierać na łyżkę trochę szpinaku, na wierzchu kłaść kostkę łososia, a następnie zrobić z tego zgrabną kulkę. W ten sam sposób zrobić pozostałe kulki.

Przygotować ciasto.
Wymieszać osobno składniki suche i mokre. Następnie dodać mokre do suchych i szybko wymieszać łyżką. Nie należy mieszać zbyt długo, aby ciasto nie straciło lekkości.

Formę na babeczki (moja ma 12 otworów) wyłożyć papierowymi foremkami. Napełnić je ciastem do połowy, włożyć łososiowo - szpinakowe kulki i dopełnić ciastem. Powinna powstać mała górka, tak żeby ciasto dokładnie przykryło farsz.

Piec w piekarniku rozgrzanym do 200oC przez ok. 20 min (przed wyjęciem sprawdzić patyczkiem, czy są już gotowe).

Przygotować "czapeczki":
Śmietanę ubić na sztywno i, przy pomocy łopatki, delikatnie wymieszać z resztą składników. Tuż przed podaniem udekorować babeczki chrzanową śmietaną (można użyć szprycy) i swiezymi ziołami.

Smacznego :)


Przepis dodaję do akcji/konkursu na Durszlaku



 

Łososiowe kluseczki w aromatycznym, rozgrzewającym bulionie




Idealna zupa na jesienno - zimowe chłody. Jest pyszna, znakomicie rozgrzewa i pięknie pachnie. Jest doskonała na przemarznięcie i przeziębienie. Krótko gotowane warzywa o właściwościach rozgrzewających z pewnością spełniają swoje zadanie :) Miseczka takiej zupy od razu stawia na nogi i poprawia humor. Kluseczki są aromatyczne bardzo sycące, o zdecydowanym, łososiowym smaku. Dodatek ziół sprawia, że zupa jest jeszcze bardziej odżywcza i kolorowa.
To taka mała bomba witaminowa :)

Na koniec trochę o wspaniałych właściwościach łososia.
Warto go jeść w każdej postaci, ponieważ mięso tej ryby jest przebogate w pełnowartościowe białka, witaminy (B12, B6, niacynę) i minerały (fosfor, magnez i selen). Jest również źródłem kwasów tłuszczowych omega-3, które pozwalają nam długo zachować sprawność fizyczna i umysłową. Są ważnym składnikiem komórek nerwowych (hamują np. rozwój choroby Alzheimera). Poza tym regulują poziom cholesterolu, zapobiegają zakrzepom i wylewom. Oddziałują także na leptynę (hormon związany z regulacją łaknienia), przez co mają dobroczynny wpływ na utrzymanie odpowiedniej wagi. 



Składniki:

Kluski:
pz tej porcji ciasta wyjdzie ok. 40 sztuk
200 gram wędzonego na zimno łososia norweskiego
1 jajko + 1 żółtko
ok. 200 ml mleka
1 łyżeczka miękkiego masła
ok. 350 ml mąki pszennej typu 500 (ok. 1 i 1/3 szklanki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki drobniutko posiekanego, zielonego pieprzu z zalewy
pół szklanki posiekanych ziół (natki pietruszki, koperku, kolendry lub bazylii)
duża szczypta soli

Bulion:
ok. 2 litrów wywaru warzywno - rybnego (może tez być z kurczaka)*
1 nieduża marchewka
kilka plasterków imbiru
1 duży ząbek czosnku
papryczka chilli (dowolna ilość)
2 - 3 dymki
olej sezamowy i sos sojowy do smaku
kilka gałązek świeżych ziół do dekoracji

Sposób przygotowania:
Do pojemnika malaksera wlać mleko, dodać jajko i żółtko, sól oraz posiekany, zielony pieprz. Krótko zblendować, a następnie dodać mąkę, masło i proszek do pieczenia. Blendować, aż do uzyskania gładkiego ciasta. W miarę potrzeby dodać mąkę lub dolać trochę mleka. Ciasto powinno być dość gęste (zdecydowanie gęściejsze niż na lane kluski). Dodać posiekane zioła oraz pokrojonego w malutką kosteczkę łososia i delikatnie wszystko wymieszać.
Ciasto przykryć i odstawić na kilka minut.

W międzyczasie przygotować bulion.
Wywar wlać do garnka o dużej średnicy. Marchew obrać i umyć, pokroić w cienkie, ukośne plasterki, a następnie w cieniutkie zapałki. Podobnie przygotować imbir. Czosnek obrać i pokroić w jak najcieńsze plasterki. Dymki również cienko posiekać, najlepiej ukośnie. Odkroić kawałek chilli, usunąć pestki i pokroić w maleńką kosteczkę.
Warzywa dodać do bulionu i podgrzewać wszystko pod przykryciem, na małym ogniu. Doprawić kilkoma kroplami oleju sezamowego i sosem sojowym.
Kiedy bulion zacznie wrzeć, można zacząć wrzucać kluski.
Zwykle robię to przy pomocy dwóch łyżek. Nabieram ok. pół łyżki ciasta, zanurzam (pionowo) łyżkę z ciastem w bulionie i używając drugiej łyżki, zdejmuję ciasto wprost do zupy. Dzięki temu kluski są foremne i okrąglejsze niż zwykłe, "kładzione" przy pomocy jednej łyżki.
Gotować ok. 1-2 min od wypłynięcia (w zależności od wielkości klusek). Jednak nie wolno ich spuścić z oczu, ponieważ są delikatne i mogłyby się rozpaść.
Podawać natychmiast, dekorując zupę świeżymi ziołami.

Kluski można też przygotować wcześniej. Należy je wtedy ugotować w osolonej wodzie i po ugotowaniu rozłożyć na płaskim talerzu, tak żeby się nie posklejały. Wystudzić, przykryć folią spozywczą i wstawic do lodówki.
Przed podaniem koniecznie podgrzać w bulionie, żeby nabrały smaku.

Smacznego :)

*Ja często kupuję całego łososia i filetuję go sama. Resztki, czyli głowę i kręgosłup (czasem skórę z częścią brzuszną) przeznaczam na bulion. Można je zamrozić i wraz z innymi resztkami przechowywać w zamrażarce, aż do momentu wykorzystania.


Przepis wędruje do akcji/konkursu na Durszlaku

wtorek, 27 listopada 2012

Grillowany łosoś w ciepłym winegrecie z pigwówką



Kolorowo, aromatycznie i rozgrzewająco. Antidotum na chłód i szarość za oknem.
Ja się uśmiecham, bo znam już moc tego dania, a wy uśmiechniecie się - mam nadzieję - na widok tej eksplozji kolorów :)

Przepis jest chyba dość zaskakujący, więc początkowo wszyscy podchodzą do niego z rezerwą.
Jest oglądanie ze wszystkich stron, wąchanie i dziubanie widelcem, wkładanie do ust mini kawałeczków, "na próbę". No bo, żeby tak rybę z wódką? I do tego na ciepło...?

Jednak wszyscy, którzy do tej pory próbowali tego dania, kiedy już zaczęli jeść, to nie chcieli przestać.
Przepis testowałam trzykrotnie. Za każdym razem robiłam więcej. I za każdym razem okazywało się, że znowu za mało ;)
Chyba nie ma lepszej rekomendacji, niż to, że moi goście (dorośli, no bo wiadomo - alkohol) wymiatali wszystko, do ostatniego kawałeczka ryby i ostatniej kropelki sosu, zgarniając wszystko z talerzy świeżutkim chlebem. Gdyby nie ten chleb, to kto wie, czy nie skończyłoby się na wylizywaniu talerzy ;)

Rybę celowo grilluję ze skórką, ponieważ pozbawiona tej ochrony, z pewnością rozpadnie się na dwie części (przetestowałam). Lepiej więc grillować ją w całości, a skórę usunąć tuż przed zanurzeniem w marynacie.
Poza tym wg. mnie, łosoś grillowany ze skórą, ma o wiele bogatszy smak.

Co do nasion kolendry, to przed rozdrobnieniem, prażę je na suchej patelni. Gdyby jeszcze ktoś nie wiedział po co, to informuję, że prażenie uwalnia z nich aromat. Dzięki temu nasionka oddają potrawie o wiele więcej smaku i aromatu. Tak mówią mądrzy tego świata i taka jest prawda :)

Co jeszcze...
Przepis powstał specjalnie z myślą o łososiowej akcji na Durszlaku, ale "chlupek" nalewki znalazł się tam zupełnie spontanicznie. Akurat zlewałam do butelek nalewkę z pigwowca i... stało się :)
Myśle jednak, że z dużą korzyscią dla łososia.

Tak mi się coś kołacze po głowie, że... "rybka lubi pływac" ;)




Składniki:
dla 4 osób

500 g fileta z łososia norweskiego (ze skórą)

Winegret:
1/4 szklanki oliwy z oliwek + trochę do marynaty
3-4 łyżki pigwówki (nalewki cytrynowej lub koniaku/brandy)*
kilka plasterków drobno posiekanego pigwowca z nalewki
4 łyżki dobrego octu z białego wina
2 duże, posiekane ząbki czosnku + 1 do marynaty
kawałek drobno posiekanego imbiru (długości połowy kciuka)
1 posiekana, czerwona papryczka chilli (bez nasion)
4 - 5 ukośnie posiekanych cebulek dymek
1 łyżka nasion kolendry
3 świeże listki laurowe (mogą też być suszone)
kilka gałązek świeżej, grubo posiekanej kolendry (kilka listków zostawić do dekoracji)
sól, świeżo mielony pieprz, cukier - do smaku

W wersji świątecznej można dodać garść żurawin namoczonych w alkoholu

Do podania:
świeży, chrupiący chleb

* Jeżeli zdecydujecie się na nalewkę cytrynową, dodajcie również skórkę otartą z połowy cytryny.
Nalewkę można ostatecznie zastąpić wódką.

Sposób przygotowania:
Łososia umyć, osuszyć papierowymi ręcznikami i podzielić na cztery porcje. Skropić je oliwą, posypać posiekanym czosnkiem i oprószyć pieprzem. Odstawić na co najmniej 15 min do lodówki.

Patelnię grillową rozgrzać i podprażyć na niej nasiona kolendry (prażymy je na tej samej patelni, na której będzie grillowana ryba). Kiedy zaczną podskakiwać i intensywnie pachnieć, przełożyć je do moździerza, dodać czosnek, trochę soli (niedużo, ponieważ cała zawartość moździerza będzie dodana do winegretu) i niezbyt dokładnie rozdrobnić.

Rybę wyjąć z marynaty, oczyścić z czosnku, położyć na gorącej patelni, odrobinę oprószyć solą i grillować ok. 3 - 4 min z każdej strony (w zależności od grubości filetów).
Po ugrillowaniu zdjąć filety z patelni, ostrożnie oddzielić skórkę, ułożyć w szklanym lub ceramicznym naczyniu o wyższych brzegach i na chwilę odstawić. Naczynie powinno być nie za duże, żeby marynata zakryła rybę.

W czasie, kiedy ryba się grilluje można przygotować winegret.
Najpierw wymieszać z octem i nalewką (ilość nalewki zależy od jej "mocy", więc próbujcie) rozdrobnione z czosnkiem i solą nasiona kolendry. Dodać pieprz i cukier do smaku i mieszać, az sól i cukier się rozpuszczą. Następnie stopniowo dodawać oliwę i ubijać trzepaczką **
Na koniec dodać posiekaną kolendrę, imbir, chilli, dymki i owoce pigwowca z nalewki
Należy próbować winegretu,  ponieważ możliwe, że trzeba będzie dodać więcej octu (stopień kwaśności zależy od gatunku), soli lub cukru.

Gorącą rybę zalać winegretem i zostawić w odkrytym naczyniu, aż ostygnie. Następnie naczynie zakryć folią samoprzylepną i wstawić do lodówki na co najmniej 8 godzin.
Jednak najlepiej byłoby przygotować ją dzień wcześniej.

Na godzinę przed podaniem, naczynie wyjąć z lodówki, żeby danie troche sie ogrzało. Przed samym podaniem wszystko lekko podgrzać. Ja stawiam naczynie z rybą na odwróconej pokrywce garnka, w którym jest wrząca woda. Od czasu do czasu potrząsam zawartością. Danie lekko się podgrzeje, ale na tyle tylko, że ryba wciąż będzie bardzo delikatna, a z winegretu nie ulotni się alkohol ;)

Smacznego :)

**równie dobrze składniki sosu mozna wymieszać w szczelnie zamyknietym słoiku.



Przepis dodaję do akcji/konkursu na Durszlaku




czwartek, 8 listopada 2012

Drożdżowe listki z suszonymi pomidorami i oliwkami


Zaczarowały mnie od pierwszego wejrzenia :) Właściwie, to nawet nie wiem, czy to bułeczki, czy placki, czy coś w rodzaju prostej pizzy. Nieważne.
Najważniejsze, że pięknie wyglądają i jeszcze lepiej smakują. Podczas pieczenia w domu unosi się niewiarygodny zapach ziół i drożdżowego ciasta.
Skończyłam je piec, akurat kiedy miałam odebrać dziecko ze szkoły, więc w biegu zapakowałam jeden gorący listek i zabrałam ze sobą. Mina syna, kiedy w drodze ze szkoły pałaszował ciepłą bułeczkę, bezcenna :)
To jedna z takich chwil, kiedy ciepło się robi na sercu...




Składniki:
55 dag mąki + trochę do podsypywania
1 łyżeczka świeżych drożdży
350 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru

Dowolne dodatki:
zioła prowansalskie, świeży tymianek, przekrojone na pół oliwki, suszone pomidory z zalewy + oliwa

Sposób przygotowania:
Drożdże wymieszać z cukrem i odrobiną wody. Zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Mąkę wsypać do miski, dodać zaczyn, oliwę, sól i resztę wody. Wymieszać i dokładnie wyrobić ciasto.
Uformować z niego kulę, włożyć do miski, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi objętość. Czas zależy od temperatury otoczenia (u mnie trwało to 1.5 godz).
Pod koniec wyrastania ciasta, piekarnik rozgrzać do 200oC.
Ciasto wyjąć, krótko zarobić i podzielić na części. Ja podzieliłam na  4 kawałki, ale można zrobić mniejsze listki. Każdy kawałek ciasta uformować w bułeczkę, a następnie rozwałkować na kształt listka. Przełożyć na blachę, ponacinać pod kątem, posmarować oliwą i położyć wybrane dodatki, lekko wciskając je w ciasto. Posypać ziołami prowansalskimi i/lub świeżym tymiankiem (może też być rozmaryn) i - opcjonalnie - gruba sola morską.
Ja swoje listki z pomidorami posmarowałam oliwą, w której były marynowane.
Przykryć i zostawić w cieple, żeby odpoczęły (ok. 15 - 20 min). W tym czasie powinny trochę podrosnąć. Piec aż do zrumienienia.

Smacznego :)


Przepis pochodzi z dodatku do Poradnika Domowego.
Mój "wkład", to świeże zioła i suszone pomidory + oliwa.

piątek, 2 listopada 2012

Papardelle ze szpinakiem, boczniakami i tuńczykiem


 
Danie, które sprawia, że z piersi gości (lub domowników) wydobywa się jęk zachwytu :) Wygląda na bardzo pracochłonne, a tymczasem przygotowanie trwa zaledwie kilkanaście minut. Pod warunkiem, że wszystko, czego potrzebujecie, macie akurat w domu :)


Mnie zrobienie sosu zajęło tyle czasu, co ugotowanie makaronu, ponieważ ułatwiłam sobie pracę wykorzystując mrożony szpinak, grillowanego tuńczyka John West w saszetkach i grzyby, które smażą się zaledwie kilka minut.


Uprzedzając pytania o tuńczyka w saszetkach - my kupujemy go w Anglii, ale wiem że można go dostać również w Polsce, w niektórych supermarketach (widziałam w Tesco i Leclercu). Jeśli jednak nie chce wam sie szukać, puszkowany tuńczyk (byle to był ten w kawałkach, a nie rozdrobniony) również doskonale się sprawdzi.

Poniewaz nie miałam anchovis, wpadłam na pomysł, żeby użyć sardynek z puszki. Muszę przyznać, że dobrze się zgrały z całym daniem. Delikatnie podkreśliły rybny smak, a jednocześnie były niewyczuwalne, bo całkowicie rozpuściły się w sosie.


Składniki:
dla 6 osób
1 opakowanie makaronu papardelle
ok. 30 dag boczniaków
3 saszetki tuńczyka John West z pieprzem i cytryną
(lub 3 puszki dobrego tuńczyka w kawałkach)
6 filecików anchovis (ewentualnie puszka sardynek w oleju)
1 paczka (750g) mrożonego szpinaku w listkach (może być świeży)
1 cebula
3 duże ząbki czosnku
2 czubate łyżki mascarpone
pół szklanki mleka
1 łyżeczka mąki (opcjonalnie)
olej
sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Grzyby szybko opłukać pod bieżącą wodą. Cebulę i czosnek obrać i posiekać. W głębokim rondlu rozgrzać 2 łyżki oleju. Dodać cebulę, czosnek anchovis i trochę oleju spod rybek. Smażyć na średnim ogniu - nie rumienić.
Posolić i popieprzyć, a nastepnie dodać grzyby porozrywane w rękach na paseczki. Smażyć, aż lekko zmiękną i dodać szpinak (nie należy go wcześniej rozmrażać). Jeżeli dodajemy świeży szpinak, musi go być odpowiedznio wiecej. Ilość szpinaku zależy od gustu. Ja lubię, kiedy jest go dużo.
Szpinak zmięknie bardzo szybko, zajmie to zaledwie kilka minut.

W międzyczasie należy ugotować makaron. Należy zadbać o to, żeby odcedzić go, kiedy jest jeszcze twardawy, ponieważ po połączeniu z sosem zmięknie.

W mleku dokładnie rozmieszać maskarpone z mąką i wlać do rondla. Zagotować, starannie mieszając. Na koniec dodać tuńczyka, zmniejszyć płomień i podgrzewać rybę, delikatnie mieszając -tak żeby zbytnio jej nie rozdrobnić.

Część sosu wymieszać dokładnie z makaronem. Przełożyć wszystko do dużej miski, wyłożyć na wierzch resztę sosu, posypać posiekaną natka pietruszki (opcjonalnie) i od razu podawać


Smacznego :)