piątek, 28 czerwca 2019

Kotleciki z kaszy jaglanej z wędzonym serem i miętą




Dzisiejszy obiad sponsoruje... prawie pusta lodówka :)
Na ten pomysł wpadłam dziś rano, kiedy zaczęłam się zastanawiać, co by tu wykombinować, kiedy moja szarańcza zjawi się na obiedzie.
Na zewnątrz jest tak gorąco, że wyprawę do sklepu wykluczyłam od razu. No way - nie ma takiej opcji :D
Musiałam wykombinować obiad z tego, co miałam w domu.
To tyle w temacie "etymologii" ;)



Mam kilka uwag jeśli chodzi o przygotowanie.
Ja zrobiłam te kotlety bez dodatku mąki, czy bułki tartej. Celowo.
Nie mieliłam też, ani nie blendowałam ugotowanej kaszy, bo mi się nie chciało. Liczyłam na to, że będzie dobrze ;) No i było, a raczej jest.
Wyszły naprawdę delikatne i miękkie, dlatego odwracałam je na patelni ostrożnie, używając dwóch sylikonowych łopatek (uwaga, bo nie zblendowana kasza pryska, trochę jak popcorn).
Po przestygnięciu trzymają się całkiem ładnie i moje oczekiwania spełniają.


Jednak jeśli boicie się, że kotleciki będą się wam rozpadać podczas smażenia, to lepiej dodać 2-3 łyżki jakiejkolwiek mąki, lub bułki tartej, co powinno załatwić sprawę. Można też ostudzoną kaszę zmielić lub lekko zblendować (nie polecam ręcznego blendera typu żyrafa, ktory blenduje zbyt mocno, a na konsystencji budyniu w tym przypadku nam nie zależy).

Możecie również, po przygotowaniu masy, usmażyć jednego kotleta na próbę. Gdyby coś było nie tak, zawsze można coś dodać, żeby poprawić konsystencję.


Miętę można zastąpić natką lub koperkiem czy świeżym tymiankiem, jednak jeśli mam być szczera, to ona robi tutaj prawie całą robotę (no bo jeszcze ten wędzony twaróg🧡).


Jak zrobić wegetariańskie kotlety z kaszy jaglanej?


Składniki:
4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
1/2 paczki wędzonego twarogu (125g) lub kostka wędzonego tofu
pół szklanki namoczonego słonecznika (minimum pół godziny we wrzątku)
pół niedużej, bardzo drobno posiekanej cebuli cebuli
duża garść posiekanych listków mięty
1 jajko lub/i czubata łyżka mielonego lnu (siemienia lnianego) zalanego 3 łyżkami wrzątku
sól (ostrożnie, twaróg jest słony) i świeżo zmielony pieprz do smaku

Wszystkie składniki połączyć (jeśli chcecie, najpierw lekko zblendujcie kaszę - dosłownie kilka pulsów malakserem) i dokładnie wymieszać. Odstawić na 15 minut do lodówki.
Po tym czasie, mokrymi dłońmi, uformować 12 - 14 kotlecików. Lekko je spłaszczyć i smażyć na rumiano (ja użyłam masła klarowanego). Najpierw obsmażyć na dość dużym ogniu/mocy z obu stron, następnie ustawić gaz/moc na minimum i dosmażyć, aż będą ładnie rumiane.

Ja podałam je z sosem jogurtowym, gotowaną marchewką z miętą, młodymi ziemniakami ugotowanymi na parze i surówką.

Smacznego bardzo :)


sobota, 8 czerwca 2019

najlepsze scones - super łatwe, ekspresowe bułeczki



Obraz może zawierać: jedzenie  

Scones...
Pewnie już to wiecie, ale przyzwoitość nakazuje, że jakiś wstęp musi być :)
Pochodzą ze Szkocji i są to lekkie bułeczki śniadaniowe, podawane na ciepło, zazwyczaj z dżemem i gęstą śmietaną. Są to najbardziej ekspresowe, najprostsze i jedne z najpyszniejszych bułeczek jakie znam. Mój ulubiony rodzaj wypieków: minimum przygotowań, maksimum smaku. A i prezencja, muszę przyznać, nie najgorsza ;)



Ich przygotowanie jest dziecinnie proste, więc jeśli obawiacie sie długiego, wyrabiania, zagniatania, wyrastania itp., odłóżcie swoje obawy na bok. 
Znalazłam informację, że dawno temu ciasto formowano w okrągły placek i krojono na trójkątne kawałki, które pieczono na blasze lub dużej patelni, bezpośrednio na ogniu. 
Teraz można robić, co nam w duszy gra, np. wycinać szklanką okrągłe bułeczki i piec je w piekarniku. Sprawdziłam oba sposoby - niezależnie od kształtu i sposobu przygotowania zawsze są pyszne. 

Najlepiej smakują jeszcze ciepłe, ale po kilku godzinach (jeśli jakimś cudem ocaleją inwazję wygłodniałych żarłoków) też dają radę.


   

Do przygotowania ciasta na scones potrzebujemy tylko mąki, masła, mleka, odrobiny soli i proszku do pieczenia. Można też dodać trochę cukru, zwłaszcza jeśli dodaje się kwaśne owoce.

Bazowe składniki można zmieniać, uzyskując mnóstwo kombinacji. Można je przygotowywać na tak wiele sposobów, że na pewno się nie znudzicie. 
Ja ostatnio mam na ich punkcie prawdziwego świra i sprawdziłam już kilkanaście kombinacji smakowo-składnikowych, do czego i was zachęcam.



Zapraszam też na FB, mam zamiar dodać tam filmik na którym widać jak powstają scones.


Składniki:

400 g mąki pszennej, plus trochę do podsypywania ciasta
100 g zimnego masła pokrojonego w kostkę
200 g maślanki (lub mleka, jogurtu, kefiru, soku owocowego itp.)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta soli
3 łyżki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Do wersji z owocami: 80-100 g dowolnych owoców (borówki, maliny, jeżyny, agrest, porzeczki, jabłka/gruszki/śliwki pokrojone w kostkę itp.)

1 roztrzepane jajko do posmarowania wierzchu bułeczek + opcjonalnie, cukier do posypania

Do podania (dotyczy głównie bułeczek bez dodatków): masło, dżem, gęsty jogurt naturalny lub gęsta śmietana

Jak zrobić scones?

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni.
W misce mieszamy mąkę z masłem, solą, cukrem i proszkiem do pieczenia (ma powstać coś na kształt kruszonki).
Dodajemy maślankę i szybko mieszamy widelcem.
Na oprószony mąką blat, wykładamy ciasto i szybko zagniatamy (ważne, żeby to zrobić tak raczej "niedbale", wystarczy kilka razy - to ciasto nie lubi długiego wyrabiania).
Rozpłaszczyć rękoma na grubość ok. 3 - 4 cm i wykrawać bułeczki. 
Można użyć specjalnego "wykrawacza" lub zwykłej szklanki/kieliszka o średnicy ok. 6 cm. 
Resztki ciasta można ponownie zagniatać i wykrawać, aż do wykorzystania całego ciasta.
Z ciasta można też uformować koło i pokroić je na 8 części, jak pizzę.

W przypadku bułeczek z owocami postępujemy trochę inaczej. 
Ciasto rozpłaszczamy na grubość ok. 2 cm, posypujemy owocami w środkowej części, zostawiając wolne brzegi. Następnie te brzegi zakładamy na wierzch ciasta i lekko dociskamy (nie za mocno, żeby za bardzo nie rozgnieść owoców). 
Posypujemy lekko mąką i wykrawamy bułeczki jw.

Pieczemy ok. 15 min (raczej trzeba ich pilnować, bo w każdym piekarniku pieką się inaczej).
Ja u siebie wypraktykowałam taki sposób: piekę je trochę wyżej niż na środkowej półce, żeby nie przypalić spodu. A na koniec, na ok. 3 min włączam grill, żeby ładnie przyrumienić wierzch.

Smacznego bardzo :)