Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

Sałatka warzywna z mango i awokado, z orientalnym sosem


Bardzo lubię sałatki zastępujące cały posiłek - wszystko w jednej misce. Można zjeść w domu, można zabrać do pracy, czy w podróż. W zasadzie, to nie wiem, czy to jeszcze sałatka, czy już pełnowartościowy posiłek. Jak zwaqł, tak zwał - grunt że pyszna i szybko się robi.
Jeśli tak jak ja macie zwyczaj przygotowywać sobie wcześniej półprodukty, zrobienie tej sałatki zajmie wam góra pół godziny. A jeśli jesteście kuchennymi wymiataczami, góra 15 minut :)))

Pisząc "półprodukty" mam na myśli np. ugotowaną wcześniej kaszę, makaron, ziemniaki... Umytą, podzieloną, wymieszaną (różne gatunki) sałatę... Podsmażone mięso, jakaś rybka, ugotowane jajka, upieczone warzywa... Placki, naleśniki, tortille przeznaczone do faszerowania, itd., itp.
Poza tym zamrożone warzywa (tak, korzystam z mrożonek), takie jak dynia, szpinak, groszek, fasolka szparagowa, itp. Sosy, zupy, podsmażone pieczarki... Gotowe mieszanki do smoothie...
Lubię te swoje zapasy, bo niesamowicie ułatwiają szybkie przygotowanie posiłku.


W lodówce staram się zawsze mieć bazę do szybkiego skomponowania posiłku: przynajmniej jeden gatunek ugotowanej gatunek kaszy, ugotowane jajka, albo ziemniaki. Zawsze mam słoik domowego winegretu. Zawsze mam hummus lub jakąś inną pastę, np. z fasoli, czy z tofu. Zawsze też mam mix prażonych pestek/orzechów (jak np. taka posypka). I słoiczek z mielonym siemieniem lnianym, którym posypuję co się da (może stać w lodówce 2-3 dni, ale zwykle mielę jedną porcję, tyle ile wchodzi do młynka, i kiedy się kończy, od razu robię kolejną).


Do sałatki, którą chcę wam dzisiaj polecić, wykorzystałam kaszę bulgur, ale możecie ją zastąpić praktyczne każdą kaszą (albo ciecierzycą, czy soczewicą). Możecie też wykorzystać makaron z poprzedniego dnia (bardzo dobrze pasuje tutaj razowy makaron penne, czyli te skośnie ścięte rurki).

----------> Jeśli jecie mięso, możecie dodać podsmażoną pierś z kurczaka/indyka.


Co jeszcze...? Naprawdę warto poszukać w sklepie kolendry, bo robi w tej sałatce BARDZO dobrą robotę (tak samo jak ten "orientalny" sos z dodatkiem imbiru).
Jednak jeśli nie lubicie kolendry, można zastąpić ją natką pietruszki.


Składniki:
100 g kaszy bulgur (waga przed ugotowaniem)
pół mango
pół awokado
pół czerwonej cebuli (lub 1 mała)
12 pomidorków koktajlowych
10 cm kawałek ogórka
10 cm kawałek cukinii
pęczek rzodkiewek
mała garść dowolnych orzechów (dodałam trochę pistacji i trochę orzeszków pinii)
garść posiekanych ziół (u mnie kolendra i natka)

Dressing:
1 łyżka musztardy (ulubionej, ja dodałam miodową)
1 łyżka miodu
1 łyżka octu jabłkowego
2-3 łyżki oliwy
płaska łyżeczka utartego imbiru
utarty ząbek czosnku
pół drobno posiekanej papryczki chilli (może być mniej, albo więcej - ile lubicie)
1/3 utartej pestki z awokado
sól, pieprz

Do wersji z kurczakiem:
1 mała, pokrojona w paski pierś z kurczaka usmażona na łyżce oleju, z solą, pieprzem i papryką w proszku


Składniki sosu wymieszać dokładnie w małym słoiczku lub innym zakrywanym pojemniku, żeby wszystko dobrze się połączyło. Następnie przelać do dużej miski, w której będziemy mieszać sałatkę *
Dodać do niego pokrojoną w piórka cebulę (zamarynuje się w sosie, w czasie gdy będziemy przygotowywać pozostałe składniki).

Kaszę bulgur ugotować na sypko (2 części zimnej wody na 1 część kaszy), przełożyć do miski i przestudzić.

Mango i awokado obrać i pokroić w kostkę. Ogórek i cukinię pokroić w ćwierćplasterki.
Rzodkiewki pokroić w plasterki.
Mango i awokado pokroić jako pierwsze i od razu wymieszać z sosem, żeby nie ściemniały (resztki mango, które zostały na pestce "wycisnąć" do sosu). Dodać kaszę - wymieszać z sosem, mango awokado i cebulą (ciepła kasza wchłonie trochę sosu i nabierze smaku). Na kaszę wyłożyć podsmażonego, przestudzonego kurczaka - jeśli wybieramy wersję z mięsem.
Na wierzchu położyć resztę warzyw, posypać orzeszkami i odstawić. W tej postaci sałatka może czekać do obiadu.
Przed obiadem warzywa odrobinę solimy, posypujemy "zieleniną" i orzechami, po czym wszystko delikatnie mieszamy i podajemy.
W wersji do pudełka układamy wszystko warstwowo, zaczynając od kaszy, na którą kładziemy mango, awokado i resztę warzyw (zwykle przykrywam wszystko 2-3 listkami sałaty rzymskiej lub lodowej). Posypujemy orzechami, oraz posiekaną natką i kolendrą.
Sos zabieramy osobno i mieszamy z sałatką tuż przed jedzeniem.


* jeśli przygotowujemy sałatkę do zabrania ze sobą do pracy, sos po wymieszaniu zostawiamy w pojemniczku. Polewamy nim sałatkę dopiero tuż przed jedzeniem.

Smacznego bardzo :)


niedziela, 10 lutego 2019

Chleb owsiany z ziarnami, na zakwasie


Ten chleb powstał przypadkiem, kiedy chciałam wykorzystać nadmiar zakwasu. Przez kilka dni dokarmiałam zakwas, który spędził w lodówce kilka miesięcy, codziennie odkładając połowę do osobnego naczynia, żeby miał szansę porządnie się rozbudzić. Powstał problem, co zrobić z tym, co odkładałam, więc tamtą część też dokarmiałam "na boku", z zamiarem zrobienia blinów.
No i okazało się, że dużo tego powstało, więc wymyśliłam ten chleb, żeby wszystko zużyć.

Pierwszy raz upiekłam go całkiem "na oko", wrzuciłam to co miałam do miski, wyrobiłam, dodałam zakwas i wyszedł naprawdę super chlebek.
Po opublikowaniu zdjęć na FB dostałam dużo zapytań, jak go zrobić. Stąd też dzisiejszy post.

pierwszy chlebek piekłam w nocy, więc wybaczcie sztuczne oświetlenie ;)


Na potrzeby publikacji upiekłam chleb jeszcze dwa razy, starając się w miarę dokładnie odtworzyć konkretną listę składników i proporcje.
Wyszło super, dlatego teraz dzielę się z wami tym przepisem.

Chleb jest naprawdę świetny, wilgotny i miękki w środku, ale skórka jest apetycznie chrupiąca, tak jak lubię.
Dodatkowym plusem jest to, że ten chleb bardzo dobrze się przechowuje, naprawdę długo jest świeży. Ostatnie kromki zjedliśmy po pięciu dniach od upieczenia i nadal był bardzo dobry.
Mrożony też daje radę. Proponuję pokroić go w kromki przed zamrożeniem i wyjmować tylko tyle, ile danego dnia potrzebujemy - wygodny i sprawdzony sposób.
Mnie najbardziej smakuje tostowany w grubszych kromkach. Robi się wtedy chrupiący na zewnątrz, ale w środku jest miękki. Baaardzo dobry!



Składniki:
dwie keksówki 25x12 cm
pół kilograma mąki owsianej
1 szklanka płatków owsianych lekko zblendowanych*
pół szklanki mąki orkiszowej, pełnoziarnistej
200 g aktywnego zakwasu (może być żytni lub pszenny)
pół szklanki mieszanych ziaren (słonecznik, dynia, len złocisty, chia, posiekane orzechy włoskie, itp. - wedle uznania)
ciepła woda - tyle ile zabierze ciasto (zwykle ok. pół litra lub trochę więcej, zależy od mąki i gęstości zakwasu)
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju
1 łyżka melasy lub cukru muscavado (ewentualnie zwykłego cukru, jeśli nic innego nie macie)
*opcjonalnie można dodać łyżeczkę suszonych drożdży, jeśli czujeciee zakwas nie pracuje zbyt mocno, albo chcecie skrócić czas wyrastania.

Do dużej miski przekładamy zakwas. Jeśli dodajemy drożdże, to mieszamy je z zakwasem, dodajemy melasę, trochę ciepłej wody, 2-3 łyżki mąki, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na kwadrans.

Do zakwasu (lub 'wyrośniętego' zakwasu z drożdżami) dodajemy resztę składników i mieszamy drewnianą łyżką, stopniowo dodając wodę.
Mieszamy kilka minut, aż wszystko się dobrze połączy i uzyskamy ciasto o niezbyt gęstej konsystencji (nie jest to ciasto tak gęste, jak w przypadku formowania bochenka, raczej jak gęste ciasto na bliny).

Keksówki wykładamy brązowym papierem do pieczenia (ja dodatkowo smaruję oliwą i oprószam mąką) i przekładamy ciasto przy pomocy łyżki.
Wierzch wyrównujemy mokrymi dłońmi i odstawiamy w ciepłe miejsce, przykrywając natłuszczoną folią lub robiąc "namiot" z reklamówki**
Ciasto będzie wyrastać ok. półtorej godziny (jeśli użyliśmy drożdży), lub dwukrotnie dłużej w przypadku samego zakwasu.

Po tym czasie wierzch chleba delikatnie smarujemy wodą i posypujemy ziarenkami lub mąką.

Wstawiamy do nagrzanego do 220 -230 stopni piekarnika. Na dół wkładamy dodatkową keksówkę wypełnioną wodą.
Pieczemy ok. 50 minut (sprawdzamy patyczkiem)
Po tym czasie chleb wyjmujemy z foremek i jeśli spód nie jest dość chrupiący, wkładamy spowrotem do piekarnika (bez foremek) i dopiekamy ok. 10 minut.
Czasami zostawiam chleby bez foremek w wyłączonym, uchylonym piekarniku.

Smacznego bardzo :)


* używam blendera kielichowego i robię dosłownie kilka "pulsów", żeby je lekko rozdrobnić
** nie jestem fanką przykrywania wyrastającego chleba ściereczką, ponieważ jej ciężar często powoduje, że chleb wyrastając nie może jej udźwignąć i zamiast ładnej kopułki, mamy płaski wierzch.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Smalec z fasoli ze skwarkami z tofu - pyszny, vegański


Nie bardzo podoba mi się nazwa "smalec wegetariański", ale równie mocno nie lubię nazwy "smarowidło".  Jednak jakoś trzeba to nazywać ;)
Ten przepis, to ostatnio mój numer jeden w kategorii smarowideł do pieczywa. Wygląda jak smalec, smakuje, jeśli dobrze pamiętam, bardzo podobnie. W kategorii zamienników, jak dla mnie, śmiga w peletonie :)
Jest... zaskakująco dobry! Pięknie pachnie majerankiem, a chrupiące kawałeczki tofu przyjemnie urozmaicają jego gładką konsystencję. Stanowi doskonałe trio ze świeżym pieczywem i ogórkiem kiszonym. Połączenie idealne.

Równie łatwo uwieść nim wegetarian/vegan, jak i mięsożerców.
A jeśli dzięki niemu można sprawić, by ci drudzy jedli mniej mięsa, to naprawdę warto go zrobić.




Składniki:
czubata miarka (250 ml) ugotowanej, białej fasoli + trochę wody, w której się gotowała
1 duża cebula drobniutko posiekana
1 posiekany ząbek czosnku
kostka wędzonego tofu, 180 g
2 łyżki oleju lub oliwy
1 łyżeczka mąki
1 łyżeczka granulowanego czosnku
1 łyżeczka granulowanej cebuli (można pominąć, ale daje fajny smak)
1 łyżka suszonego majeranku
3 kulki ziela angielskiego
1 duży listek laurowy
5 kulek pieprzu
2 gożdziki
sól, pieprz, suszona ostra papryka lub płatki - chilli do smaku

Cebulkę podsmaż na 1 łyżce oleju do miękkości i lekkiego zrumienienia, dodając pieprz, ziele angielskie, listek laurowy i gożdziki.  Pod koniec lekko posól i dodaj majeranek. Odstaw do ostygnięcia.

Tofu dobrze odciśnij w ręczniku papierowym i pokrój w drobną kosteczkę (max 0.5 x 0.5 cm). Posyp mąką i strząśnij nadmiar na sitku. Podsmaż na chrupko na oleju. Ostódź.

Odcedzoną, zimną fasolę przełóż do blendera. Zmiksuj niezbyt gładko, dolewając stopniowo, ostrożnie pozostawioną z gotowania wodę. Nie wlewaj za dużo na raz. Tylko tyle, żeby dało się miksować, jednak żeby smalec nie wyszedł zbyt rzadki.

Połącz wszystkie składniki, dodaj granulowany czosnek, cebulę i przyprawy. Dobrze wymieszaj. Przełóż do szczelnego pojemnika i wstaw do lodówki.
Można jeść od razu, ale lepiej smakuje schłodzony, po co najmniej 2 godzinach w lodówce.
Najlepszy z kiszonym ogórkiem.

Smacznego bardzo :)

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Pasta z żółtej soczewicy z orzechami, suszonymi pomidorami i wędzonym twarogiem




Wczorajszy wieczór spędziłam w ulubionej restauracji z przyjaciółkami. Jadłyśmy tam naprawdę dobrą pastę z soczewicy z wędzonym twarogiem, z kromkami pysznego, świeżego chleba.
Zainspirowało mnie to do zrobienia takiej pasty w domu.
Już w taksówce, wracając, zastanawiałam się, czy mam w domu wszystko, czego będę potrzebowała, bo wiadomo, nie ma co liczyć na szybkie zakupy w supermarkecie (chyba nie muszę nikomu tłumaczyć dlaczego - jakiś czas temu wszyscy zostaliśmy odgórnie "uszczęśliwieni" niehandlowymi niedzielami).
Cóż, systemu nie zmienię, a już na pewno nie w tej chwili ;) więc do rzeczy!


Soczewicę zawsze mam w spiżarni, bo uwielbiam wszystko co "soczewicowe". A twaróg wędzony kupuję bardzo często. Tym razem na szczęście kupiłam.
Jednak, jak to u mnie bywa, kiedy zaczęłam gotować, poniosła mnie fantazja i wyszło mi coś zupełnie innego, chociaż - żeby nie było - posypałam to wędzonym twarogiem 😉

Ale spokojnie. Śmiało mogę wam polecić to smarowidło, bo jest po prostu BOSKIE i naprawdę proste do zrobienia. Powiedziałabym, kulinarne przedszkole :)

Pasta jest pyszna ze świeżym i tostowanym pieczywem. Jako deep z warzywami też świetnie smakuje. Może nie powinnam tego pisać, ale wyjadana paluchem wprost z miseczki, (po kryjomu, w nocy), po prostu ambrozja 😄

Sama pasta jest bezglutenowa, jeśli zjecie ją z bezglutenowym pieczywem lub warzywami, cały posiłek będzie bezglutenowy.


❤️Jeśli lubicie suszone pomidory, spróbujcie też pasty z suszonych pomidorów



Składniki:
2 szklanki ugotowanej soczewicy (szklanka przed ugotowaniem)
10 suszonych pomidorów
garść drobno posiekanych orzechów włoskich
3 ząbki czosnku
łyżeczka suszonych ziół prowansalskich
pół łyżeczki kuminu (lub mniej, jeśli nie przepadacie za tym smakiem)
3-4 łyżki oliwy z oliwek (ze słoika, w którym były pomidory)
łyżka (lub mniej) marynowanych papryczek jalapeno (hapalenio)
kilka listków świeżej bazylii
3-4 łyżki wędzonego twarogu
sól, pieprz, suszone chilli do smaku
opcjonalnie (można pominąć, ale dodaje smaku): 1 łyżka satay z orzeszkami arachidowymi*

Soczewicę kilka razy wypłukać w zimnej wodzie, zalać 2 szklankami zimnej wody, dodać trochę soli i obrane ząbki czosnku. Zagotować bez przykrycia na dużym ogniu. Po zagotowaniu zmniejszyć płomień pod garnkiem do minimum, usunąć powstałą na wierzchu pianę, przykryć garnek i gotować do miękkości (ok. 15 minut). Soczewica powinna wchłonąć całą wodę. 
Dodać drobno pokrojone orzechy i pomidory. Wymieszać i zostawić do ostygnięcia (orzechy i pomidory zmiękną w gorącej soczewicy).

Marynowane papryczki drobno pokroić. Dodać do soczewicy, razem z oregano, kuminem, chilli, solą, oliwą i satayem z orzeszków. Wymieszać.
Całość przez chwilę miksować ręcznym blenderem (nie miksujemy dokładnie, tylko częsciowo - chyba że chcemy uzyskać bardzo gładką pastę). Po zmiksowaniu spróbować i jeśli trzeba, jeszcze odrobinę doprawić.
Jeśli pasta wydaje się zbyt sucha, można dodać odrobinę ciepłej wody.

Przełożyć do małych kokilek, posypać słodką, mieloną papryką, pokruszonym, wędzonym twarogiem. Skropić oliwą i udekorować listkiem bazylii.
Przed jedzeniem schłodzić w lodówce co najmniej godzinę.

Smacznego bardzo :)


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Dorsz pachnący kolendrą


Dorsz na sposób orientalny, pachnący kolendrą i sezamem - taki trochę... zeujący na wschód ;)
Bardzo prosty w przygotowaniu, a co najważniejsze, bardzo smaczny.
Polecam go zwłaszcza tym, którym znudził się smak ryb przyrządzanych w tradycyjny sposób - myślę, że dla nich będzie to miła odmiana.


A jeśli nie przepadacie za rybami, być może dzięki temu przepisowi ryba wyda wam się bardziej znośna?
Ja jestem pod wrażeniem tego smaku. Ryba jest soczysta i delikatna, zaledwie "muśnięta orientem" ;)
Jest w zasadzie uduszona na parze, po wstępnym, lekkim podsmażniu.


Spróbujcie :)

Jak przygotować polędwicę z dorsza?

Składniki:
ok. 15 dag ryby na osobę (użyłam polędwicy z dorsza)
4 łyżki sosu sojowego
2-3 łyżki sosu teriyaki
2 łyżki ziaren sezamu
kawałek świeżego imbiru (2-3 cm)
2 duże ząbki czosnku
sól, pieprz, chilli w proszku lub świeża papryczka (ilość wedle uznania)
kilka łodyżek świeżej kolendry
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka masła
2 łyżki oleju do smażenia

Rybę pokroić na porcje, lekko posolić, oprószyć pieprzem i ostrą papryką (jeśli jej używamy).
Chilli (świeżą papryczkę), imbir i czosnek (obrać) i drobno pokroić.
Podsmażyć chwilę na rozgrzanym (niezbyt gorącym) oleju. Włożyć rybę i podsmażyć z każdej strony (nie rumienić). Polać sosem sojowym, teriyaki i olejem sezamowym. Dodać ok. 1/4 szkl. wody, posypać sezamem i dodać masło. Przykryć pokrywką i dusić przez kilka minut (zdjąć z ognia jak tylko mięso zrobi się białe i z łatwością będzie można podzielić je na płaty).
Lepiej, żeby ryba "doszła" pod pokrywką już przy wyłączonym palniku, wtedy będzie delikatna i soczysta).
Przed podaniem polać rybę sosem i posypać kolendrą.
Swietnie smakuje z ryżem jaśminowym lub basmati, ewentualnie ziemniaczanym purée.

Smacznego bardzo :)





wtorek, 20 marca 2018

Zupa pomidorowa z mlekiem kokosowym i kolendrą


Dwa miesiące spędzone w Indiach sprawiły, że trochę już zatęskniłam do polskich smaków.
Jednocześnie, poniewaź przywykłam do kuchni południowych Indii, wcale nie mam jej dosyć.
Jest jednak pewna potrawa, którą zawsze gotuję, kiedy wracam z długich podróży - to zupa pomidorowa!
Kiedy po powrocie zapytałam mioich chłopaków, na co mają ochotę, zgodnie orzekli, że również chętnie zjedliby pomidorówkę:)))

Tym sposobem dzisiaj jest u nas pomidorowa, ale taka... z keralską nutą, kremowa, pachnąca kokosem i kolendrą, pyszna :)
Najpepiej smakuje z ryżem jaśminowym lub basmati, ugotowanym na sypko, szczodrze posypana świeżą kolendrą i skórką z limonki.

Składniki:
2 litry dowolnego wywaru (ja użyłam warzywnego, ale może być rosół z kurczaka)
2 puszki krojonych pomidorów (w sezonie 4 duże pomidory)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
1 czybata łyżeczka pasty paprykowej (np. węgierskiej, takiej z puszki)
1 puszka dobrego mleka kokosowego
ostra papryka w płatkach (może być dowolny ostry sos) - ilość wg. uznania, ja dodałam 1/2 łyżeczki
3 duże ząbki czosnku
3 szalotki
kawałek imbiru (wielkości małego palca)
1 łyżka oleju kokosowego lub ghee
skórka i sok z limonki
3 liście limonki (można pominąć, ale jeśli je macie, dodajcie koniecznie)
świeża kolendra
sól, pieprz, cukier do smaku

Do podania: ryż jaśminowy lub basmati ugotowany na sypko (1 kubek ryżu na 2 kubki zimnej wody + łyżeczka soli). Ryż dobrze wypłukać, zala wodą, zagotować bez przykrycia na dużym ogniu, zamieszać, szczelnie przykryć i gotować na minimalnym ogniu aż do wchłonięcia wody (ok. 10 minut). Nie podnosić pokrywki! Po tym czasie wyłączyć gaz i zostawić ryż na kolejne 10 minut. Odkryć i delikatnie przemieszać widelcem od spodu ku górze, tak żeby ryż się "uniósł" i zrobił puszysty.


Na patelni rozpuścić olej koko, dodać posiekany czosnek, szalotki, porwane w dłoniach liście limonki i imbir. Lekko podsmażyć. Dodać koncentrat pomidorowy, sól, pieprz i łyżeczkę cukru.
Zawartość patelni + 2 puszki pomidorów dodać do bulionu. Przykryć i gotować ok. 10 minut.
Dodać mleko kokosowe i skórkę otartą z limonki (zostawić trochę do dekoracji).
Zmiksować i doprawić sokiem z limonki (być może przyda się jeszcze trochę soli i cukru).
Zupę podawać z ryżem, posypaną kolendrą i skórką z limonki.

Smacznego Bardzo :)


środa, 13 grudnia 2017

Szybki dżem bez cukru, z jabłek i persymon




Bardzo lubię persymony (vel kaki, hurma, czy sharon), owoc wielu imion ;)
Właśnie jest na nie sezon i można je kupić, w ku mojej radości, w wielu sklepach.

Kocham, ale moje pierwsze spotkanie z tym owocem nie było udane... Pamiętam, że spróbowałam i rozczarowana pomyślałam: jak to? To ma być ten przepyszny owoc...? Tym "kartoflanym" czymś mam się zachwycać?
Teraz się z tego śmieję, ale wtedy tak właśnie pomyślałam. A wszystko dlatego, że spróbowałam niedojrzałego owocu :) A niedojrzały jest twardy i bez smaku. Dzięki temu przez ładnych parę lat omijałam je szerokim łukiem.
Tak było do momentu, kiedy gdzieś w południowej Azji spróbowałam świeżego, dojrzałego, pachnącego słońcem owocu. I to było jak otrzeźwiające uderzenie między oczy.
BUM! I już wiesz, jak bardzo się myliłaś.

Nie będę opisywać smaku dojrzałej, persymony, bo zwyczajnie nie potrafię. Jest niepowtarzalna, słodka i soczysta.
Niektórzy porównują jej smak do śliwki, inni do miodu - dla mnie to nic z tych rzeczy, ale wiem na pewno, że to jeden z najsmaczniejszych owoców na świecie!

Jednak te persymony, które teraz, jesienią, są powszechnie dostępne w Polsce, nie mają zbyt wiele wspólnego z tymi, które można kupić w Azji, tymi "prosto z drzewa".
Dlatego po zakupie trzeba je trochę "uzdatnić", pozwoli im dojrzeć i nabrać smaku.
Ja kupuję je partiami, co kilka dni, "na zakładkę". Jedne odkładam żeby dojrzały, a te, które już dojrzały, zjadamy.

Po przyniesieniu ze sklepu wkładam je do koszyka razem z jabłkami, i w tej "dojrzewalni" spędzają kilka dni, aż staną się ciemnopomarańczowe i miękkie. Wtedy są najlepsze.

Dzisiejszy przepis powstał z potrzeby chwili. Nie było mnie jakiś czas i moje persymony BARDZO dojrzały. Ciężko byłoby zjeść je w takiej postaci (chociaż świetnie sprawdziłyby się zmiksowane, jako smoothie), więc przerobiłam je na dżem.
Taki dżem można zjeść od razu, na ciepło lub zimno, na toście, jako farsz do naleśników, albo zamknąć w słoiczku "na zaś" ;) W lodówce wytrzyma bez problemu kilka dni.

A w chłodny, jesienny dzień kubek herbaty, miseczka dżemu, ulubiony fotel i kocyk... Toż to niebo Panie i Panowie :)

Drzewo kaki 
źródło: fermedesaintemarthe.com

Jak zrobić dżem z persymon (kaki) i jabłek?

Składniki:
6 dużych jabłek (kruche, kwaskowe)
4 bardzo dojrzałe persymony (kaki)
sok z połowy cytryny
skórka z cytryny
szczypta soli
ok. 1/4 szklanki wody

opcjonalnie: łyżeczka cynamonu, kilka gożdzików, 2-3 ziarenka pieprzu, kardamon itp.

Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w cienkie plasterki. Przełożyć do garnka/rondla z grubym dnem.
Persymony również obrać ze skórki (jeśli będą bardzo dojrzałe i miękkie, będzie je można obrać, zdejmując skórki jak z ugotowanych ziemniaków). Warto to zrobić nad garnkiem, w którym będziemy dusić owoce, żeby nie stracić soku, którego dużo wypływa podczas obierania i krojenia.
Pokroić w dowolny sposób (dojrzałe i soczyste w zasadzie same się rozpadają).
Dodać wodę, skórkę i sok z cytryny, wymieszać i podgrzewać na dużym "gazie" mieszając od czasu do czasu.
Po zagotowaniu zmniejszyć płomień do minimum (można postawić garnek na metalowej płytce, jeśli taką macie) i gotować do pożądanej konsystencji, często mieszając.
Ja lubię, kiedy w moim dżemie są kawałki owoców, więc nie gotuję go za długo - tylko tyle, żeby owoce zmiękły i połączyły się ze sobą.
Można też dżem częściowo (lub całkowicie) zmiksować.
Wspaniale smakuje zarówno na ciepło jaki i na zimno.

Smacznego Bardzo :)


sobota, 4 listopada 2017

Halloumi z jabłkami


Lubicie ser halloumi? Ja bardzo! 
A najbardziej lubię, kiedy "piszczy" w zębach, zupełnie jak oscypek :) 

Dla tych, co nie znają: halloumi (halumi), to biały, półtwardy, elastyczny ser pochodzący z cypru. Oryginalnie do produkcji wykorzystuje się ser owczy. Jednak często robi się go z mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, często z dodatkiem mięty.
Można go jeść tak samo, jak nasz oscypek (bardzo dobry z borówkami lub żurawiną).
Ma też pewną wspaniałą właściwość, a mianowicie wysoką temperaturę topnienia, dzięki temu można go smażyć i grillować.
I w takiej postaci jest chyba najbardziej znany i lubiany.



Moja dzisiejsza propozycja, to odkrycie ostatnich dni: smażony ser halloumi z dodatkiem lekko podsmażonych, kwaśnych jabłek i... kilku niezbyt oczywistych przypraw.

To naprawdę pyszne, małe danie na przystawkę, "przegryzkę", albo jako dodatek do obiadu. Jeśli macie smażone borówki, żurawinę, albo słodko-kwaśno-pikantny chutnej (czatni) - ze smażonym halloumi będą doskonałe.




Jak podawać ser halloumi?

Składniki:
dla 2 osób
250 g (1 opakowanie) sera halloumi
2 małe, winne jabłka 
sól, pieprz, cynamon, kumin
ok. 1 łyżki posiekanej kolendry, mięty lub natki pietruszki

Ser pokroić na plasterki ok. 0.5 cm grubości. 
Jabłka (w zależności od gatunku można zostawić skórkę lub obrać) pokroić w łódeczki. 
Ser i jabłka położyć na rozgrzanej, suchej patelni o nieprzywierającej powłoce.
Posypać przyprawami i smażyć potrząsając patelnią, aż tłuszcz z sera pokryje dno patelni (jeśli jest go zbyt mało - a zależy to od gatunku sera - można wszystko lekko skropić oliwą).
Smażyć ok 1-2 min z każdej strony, wyłożyć na talerze i posypać kolendrą.
Obok można położyć po łyżce chutney.
Zjadać póki ciepłe :)

Smacznego bardzo!


czwartek, 2 listopada 2017

Placki z ziemniaczanego purée z warzywami - wykorzystanie resztek


Chyba każdy z nas ma czasem tak, że mu się zwyczajnie nie chce gotować. Człowiek najchętniej zwinął by się w kęłbek i obudził na wiosnę...
Albo jest tak, że nie mamy weny, czy choćby czasu na coś bardziej skomplikowanego. 
A może, zwyczajnie, zostały jakieś resztki z poprzedniego dnia i warto by je było jakoś zagospodarować.
Mniejsza o powód, liczy się rezultat - a ten bardzo przyjemnie mnie zaskoczył.



Zostało mi ostatnio z obiadu sporo ziemniaczanego purée. Początkowo chciałam tylko odsmażyć ziemniaki i podać je z sadzonym jajkiem, ale... Sporo tych jaj było ostatnio i trochę mi się przejadły.

Pomysł na placki powstał w trakcie smażenia ziemniaków, kiedy podczas mieszania "jakoś tak" ;) zrobił mi się z nich placek. 
Zaczęłam go lekko ugniatać i obracać na patelni, aż okazało się, że można go podrzucać, jak naleśnik.

Wyglądał dobrze, więc został zaakceptowany :)

Na wierzchu położyłam podduszone warzywa, które podrasowałam ostrym sosem chilli i sosem słodko-kwaśnym.

Wykorzystałam resztki mrożonki meksykańskiej z L. i trochę świeżych warzyw. Wyszło naprawdę dobrze, na tyle dobrze, że postanowiłam, że musi trafić na blog. 
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do warzyw dodać mięso, jeśli je jecie. Można ten przepis modyfikować (a nawet trzeba!) do własnych potrzeb.

Trzeba mieć czasem pod ręką coś prostego, na wypadek "kulinarnych nizin" ;)



Jak zrobić placki z ziemniaków puree?


Składniki:
porcja dla 2 osób
ok. szklanki zimnego puree* na osobę (duża garść)
niecałe pół paczki mrożonki meksykańskiej (z przyprawami)
1 mała główka kapusty pak choi lub 3 liście pekińskiej
1 mała, czerwona papryka
1 szalotka, 2 dymki ze szczypiorkiem, lub mała cebulka
masło klarowane lub olej do smażenia
ostry sos chilli do smaku (ilość dowolna)
ok. 3 łyżek chińskiego sosu słodko-kwaśnego
dużo posiekanej kolendry (lub natki pietruszki)
do podania: jajko sadzone i ewentualnie jogurt naturalny

Na patelni rozgrzać masło klarowane i dodać pokrojoną szalotkę, paprykę i kapustę. Smażyć mieszając aż warzywa lekko zmiękną.
Dodać mrożonkę (bez rozmrażania), lekko posolić i smażyć dalej, mieszając od czasu do czasu.
Pod koniec dodać odrobinę wody i doprawić sosami. 

Na nieprzywierającej patelni rozpuścić odrobinę klarowanego masła i podsmażyć puree (każdą porcję osobno).
Ziemniaki po lekkim podgrzaniu trzeba rozgnieść widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków, żeby przywrócić im dawną gładkość.
Kiedy ziemniaki się podgrzeją, miękką łopatką uformować na patelni placek o średnicy ok. 12-15 cm i grubości ok. 1 cm (trzeba się postarać, żeby był zwarty, bo wtedy można go będzie odwrócić przez podrzucenie). 
Podpiec na rumiano z obu stron.

Zsunąć na talerz, na wierzchu położyć porcję warzyw i kleks jogurtu naturalnego.
Dla mnie to kompletne danie, ale można je podać z sadzonym jajkiem. 
Jest pyszne!

*przygotowuję puree "na oko" rozgniatając gorące ziemniaki z mlekiem do kremowej (dość gęstej) konsystencji. Tylko mleko - nic więcej.

Smacznego bardzo :)


środa, 30 sierpnia 2017

Falafele z batatami i sezamowym sosem z tahini



Kolejna wariacja na temat moich ulubionych falafeli. Robię je dość często, bo bardzo lubimy, a ponieważ ciągle szukam czegoś nowego, tym razem również trochę je podrasowałam.
Jako "gwiazda wieczoru" (czy raczej południa ;)) dzisiaj wystąpią falafele z batatami.

tortillę smaruję gęstym jogurtem, dodaję sałatę, warzywa, grzyby i falatele; polewam sosem sezamowym i zawijam.

Falafele, to warzywne kotleciki o arabskich korzeniach. Robi się je z ciecierzycy lub bobu z sezamem. Zwykle ziarna moczy się przez kilka godzin, a następnie mieli i doprawia, formuje niewielkie kotleciki lub kulki i smaży na złoto. Są bardzo aromatyczne dzięki orientalnym przyprawom, mają chrupiącą skórkę i miękki środek.



Ja dzisiaj postanowiłam pójść na skróty i do ich przygotowania użyłam  ciecierzycy z puszki.
Jest to sposób na skrócenie czasu przygotowania, ale uprzedzam, że konsystencja ciasta jest zupełnie inna niż tego zrobionego z surowej ciecierzycy... Dlatego konieczne jest schłodzenie kotlecików. Powinny spędzić co najmniej godzinę w lodówce, a najlepiej całą noc.

Posłuchałam też rad "z inernetów" i zawartość puszki zblendowałam.
Jednak myślę że gdyby to rozgnieść widelcem, kotlety zyskałyby ciekawszą konsystencję.
Teraz to wiem i na pewno następnym razem tak właśnie zrobię :)


Jeszcze słówko na temat jak je podawać.
Najlepiej na ciepło, zawinięte w tortille, z warzywami i sezamowym sosem z tahini, lub tradycyjnie - na talerzu z dowolnymi dodatkami i surówką (polecam zwłaszcza surówki z kapusty).
Można też podawać je w formie hamburgerów z ulubionymi dodatkami.
I na zimno, na kanapkach, z ogórkiem - są tak miękkie że można je rozsmarować jak pastę. Pycha!

A tutaj przepis na DYNIOWE falafele (klik), które również polecam gorąco, bo   p y sz n e!


Jak zrobić falafele?

Składniki:
ok. 10 sztuk

2 nieduże bataty
pół małej cebuli
sok z połowy cytryny
3 zmiażdżone ząbki czosnku
1 puszka ciecierzycy
2 łyżki mąki z ciecierzycy
kilka łyżek wody z ciecierzycy (z puszki)
3-4 łyżki grubo zmielonej bułki tartej (lub panko)
3 łyżki posiekanej kolendry (lub natki)
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka mielonej kolendry
ziarenka z 3 strączków kardamonu (rozgnieść w moździerzu lub nożem na desce)
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka papryki
1 łyżeczka ostrego sosu chilli (można pominąć)
sól, pieprz

Przekrojona na pół i nakłute nożem bataty (w skórce) upiec do miękkości w piekarniku (ok. 40 min) lub ugotować w mikrofalówce (ok. 10 min). Ostudzić i wydrążyć miąższ.
Ciecierzycę odcedzić zachowując płyn.

Do misy blendera włożyć posiekaną cebulę, dodać kilka łyżek wody z ciecierzycy i zblendować (można też robić to wszystko blenderem ręcznym).
Dodać ciecierzycę, bataty, przyprawy, sok z cytryny i czosnek, i zmiksować na gładko.
Być może trzeba będzie dodać jeszcze trochę wody z ciecierzycy, ale starajcie się dodawać jej jak najmniej.

Do zblendowanych warzyw dodać bułkę tartą, posiekaną kolendrę i mąkę. Wymieszać łopatką.
Uformować falafele (nieduże, płaskie kotleciki) i ułożyć na dużym talerzu posypanym bułką tartą, mąką lub sezamem. Polecam do porcjowania użyć gałkownicy do lodów, wygodnie i kotleciki wychodzą równe.
Talerz przykryć folią i wstawić do lodówki na ok. godzinę (ja wstawiam na noc). Powinny się schłodzić, żeby nie rozpadały się podczas smażenia.

Po tym czasie usmażyć falatele na klarowanym maśle lub oleju. Można też piec w piekarniku (w zależności od wielkości, będą się piekły pół godziny lub trochę dłużej).
Po smażeniu dobrze jest odsączyć je na papierowym ręczniku.


Smacznego Bardzo :)


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Zupa "gołąbkowa" z czerwonej kapusty


Nagle zrobiło się chłodno, aura taka... prawie jesienna, więc i moje gotowanie od razu się zmieniło, dopasowując się do pogody.
Już pomijam fakt, że rezerwy sił się kończą i ciągnę tak trochę... na oparach, gotując "na dwa domy", dla nas i dla Rodziców. 
Między innymi dlatego staram się gotować proste, a co za tym idzie, ekonomiczne i szybkie obiady. Najlepiej żeby wszystkiego wystarczało na dwa dni (a jeszcze lepiej jak sobie przygotuję "półfabrykaty" ;-) na później).

Znacie to z własnego doświadczenia? Małe dzieci, absorbująca praca, opieka nad Rodzicami czy Dziadkami, delegacje...? Każdy ma jakiś powód do tego, żeby "zagęszczać ruchy" ;-)



Zakupy zwykle robię na bieżąco, zawsze jakoś tak "po drodze", ale czasami coś tam zostanie i trzeba dla tego czegoś znaleźć jak najlepsze zastosowanie, no bo*

Tak jak dla tej ćwiartki czerwonej kapusty, którą dzisiaj znalazłam w lodówce i obracałam w dłoniach myśląc "co by tu z niej"... 
A kiedy podrzuciłam ją w górę (że niby taka zręczna jestem ;-)) i łupnęła o stół (czyli, że jednak nie...), nagle mnie olśniło: będzie zupa gołąbkowa!
Znacie? Nie znacie? Jeśli nie, to poznajcie, bo naprawdę grzechu warta.
Myślę, że miłośnicy gołąbków będą zachwyceni podwójnie.

Przepis na zupę gołąbkową podawałam tutaj kilka lat temu (sprawdziłam, to było w 2011 roku). Dzisiejsza wersja, to taka wariacja na temat, nie mniej smaczna, ale nie ukrywam, że kierowałam się zawartością mojej lodówki.

Jest prosta - fakt, ale pyszna. Sprawdza się nie tylko na obiad, ale też na kolację. Można też podać ją gościom w formie kociołka, przy grillu lub ognisku. Jest treściwa, sycąca i rozgrzewająca - w sam raz na takie zimne, deszczowe dni, jak dzisiaj.
Świetnie smakuje następnego dnia, jest nawet lepsza niż pierwszego.




Jak zrobić zupę gołąbkową?

Składniki:

30 dag dowolnego, mielonego mięsa 
ćwierć małej kapusty czerwonej (może być dowolna)
3 średnie ziemniaki
1 duża marchew
1 pietruszka
ćwierć selera
1 średnia cebula
2-3 ząbki czosnku
1 puszka krojonych pomidorów
1 łyżka cukru
dowolna ilość posiekanego lubczyku (jeśli nie macie, to natka też pasuje)
przyprawy: 8 kulek ziela angielskiego, 4 listki laurowe, sól, świeżo zmielony pieprz, 1 łyżeczka ziół prowansalskich, kilka kropel ostrego sosu (ewentualne mielone chilli do smaku)

Sposób przygotowania:

Zagotować 2 litry wody, dodając liście laurowe i ziele angielskie. 

W międzyczasie obrać i zetrzeć na tarce marchew, seler i pietruszkę. Cebulę i czosnek pokroić w bardzo drobną kosteczkę. Kapustę drobno posiekać, ziemniaki obrać i pokroić w kostkę.

Na dużej patelni/rondlu rozgrzać 2 łyżki oleju, podsmażyć na nim cebulę z czosnkiem i mielone mięso. 
Dodać starte warzywa, kapustę i ziemniaki. Smażyć, aż warzywa i mięso lekko się zrumienią. Pod koniec doprawić solą i pieprzem.

Usmażone mięso z warzywami i ryżem zalać niewielką ilością gorącej wody (tej z garnka) i kiedy cały smak "odklei się" od patelni, przelać wszystko do garnka z gotującą się wodą. Dodać cukier i pomidory z puszki. Spróbować, ewentualnie dodać soli. Przykryć garnek i gotować ok. pół godziny, do 40 minut. Pod koniec dodać roztarte w palcach zioła, ostry sos (lub suszone chilli) i siekaną natkę lub lubczyk.


*Bardzo nie lubię kiedy coś mi się psuje i jestem zmuszona wyrzucić. Generalnie staram się nie marnować jedzenia. Jeśli regularnie tu zaglądacie, pewnie już to wiecie <3


Smacznego Bardzo :)



wtorek, 4 lipca 2017

Genialna zupa "resztkowa" z melisą


Ale fantastyczną zupę zrobiłam wczoraj! Genialną.
Może nie wypada aż tak się chwalić, ale co, jeśli inaczej się nie da?

W zasadzie to był przypadek, bo z założenia miała to być prosta zupa warzywna z wykorzystaniem resztek "z wczoraj". Zupa, jak zupa, jakich wiele w swoim życiu ugotowałam - błyskawiczna, smaczna i dająca poczucie dobrze spełnionego obowiązku (bo nic się nie zmarnowało, a zwłaszcza to, co większość ludzi bez namysłu wyrzuca do kosza, albo wylewa do zlewu.

No i tak się "nawykorzystywałam", że aż sama siebie zaskoczyłam :D
(tutaj aż się prosi, żeby modulowanym głosem spytać: PRZYPADEK...? NIE SĄDZĘ... :D).

Ale do rzeczy siostro!

Mój genialny ;-) umysł połączył w całość dwa wywary po gotowanych warzywach, które zostały z poprzedniego dnia, trochę rosołu (warzywnego), dwa samotnie turlające się po lodówkowej szufladzie warzywa i świeże zioła, których dostatek w moim ogródku.


Namawiam was do mrożenia wywarów, które zostają z gotowanych warzyw (fasolki, szparagów, bobu, brokuła itp.), jeśli oczywiście nie wykorzystacie ich od razu.
Ja robię tak od dawna, bo zimą są nieocenione!
Warto taki wywar trochę odparować (zwłaszcza, jeśli gotujecie w większej ilości wody, ale namawiam do gotowania w jak najmniejszej), żeby się skoncentrował i nie zajmował tak dużo miejsca.
Taką "kostkę" (a raczej kochę ;-)) można dorzucić do zupy, użyć jako bazy do sosu, albo udusić w niej warzywa. Coś wspaniałego! Naprawdę szkoda taki skarb wylewać do zlewu, czy gdzie tam wylewacie :)


Wczorajsza zupa zebrała najwyższe noty. Syn po zjedzeniu swojej porcji, poszedł do kuchni i wyjadał resztki z garnka, mówiąc, że jest tak pełna smaku, że trudno przestać jeść. Toż to komplement najlepszy z najlepszych :)

Jak wykorzystać resztki w kuchni?

Składniki (trochę na oko):
ok. pół litra wywaru ze szparagów (woda po ugotowanych szparagach)
ok. pół litra wywaru z fasolki
ok. 1 litra rosołu z niedzieli ;))
pół litra dobrej, gęstej passaty pomidorowej (pomidory z puszki też dadzą radę)
1 łyżka pasty pomidorowej (przecieru)
1 duży batat pokrojony w kostkę
pół średniej cukinii pokrojonej jw.
duża gałązka lubczyku, kilka gałązek oregano - grubo posiekane
listki z 2-3 gałązek tymianku
1 łyżeczka ziół prowansalskich
3/4 szklanki mleka sojowego (może być krowie)*
3 łyżki kwaśnej śmietany 12% (można pominąć, jeśli nie jecie nabiału)
1 łyżka cukru (koniecznie!)
po pół łyżeczki kurkumy i kuminu
1 łyżka masła (opcjonalnie, ale dodaje dużo smaku)
sól (ostrożnie, bo wywary są słone), pieprz

dużo posiekanej, świeżej melisy (można zastąpić posiekaną mięta i startą skórka z cytryny)

Wywary połączyć, dodać warzywa, cukier i zioła (świeże i suszone). Gotować do czasu, aż warzywa będą półtwarde (trwa to bardzo krótko, zaledwie kilka minut).
Dodać passatę, przecier i mleko, i gotować dalej, aż warzywa całkowicie się ugotują.
Wtedy można dodać resztę składników: śmietanę, pieprz i posiekaną melisę, i wszystko zblendować (najlepiej od razu w garnku, ręcznym blenderem). Spróbować i jeśli trzeba - dosolić.
Przed podaniem dodatkowo posypać drobno posiekaną melisą.

Smacznego Bardzo :)



poniedziałek, 26 czerwca 2017

Chlebek cukiniowy - czeko-czeko, czekoladowy!


ughhh... macie pojęcie jak ciężko sfotografować ciemne ciasto...?

Sezon cukiniowy już się zaczął, przynajmniej u mnie, bo zerwałam już pierwsze cukinie z krzaczków w swoim ogrodzie. Rosną pięknie w niedużych skrzynkach (tegoroczny nabytek z BM) i widać, że im to służy. Wahałam się przy zakupie, ale chyba niepotrzebnie, bo to był naprawdę dobry zakup. 

Pierwsze cukinie zjedliśmy w sałatce, ale ponieważ jest ich już sporo, pomyślałam o innych zastosowaniach. Pomyślałam: słodki chlebek. 

Koniecznie na bazie cukinii, ale żeby był takiiii... bardzo czekoladowy. 

No i zrobiłam.

tutaj dobrze widać jego strukturę, orzechy, ziarenka i... czekoladę :)))

I okazało się, że ten chlebek, to absolutny hit. Jeśli lubicie wilgotne, treściwe ciasta w typie brownie, koniecznie musicie spróbować! 
Jest bardzo, bardzo, BARDZO czekoladowy! Jednocześnie puszysty i ciężki (nie wiem jak to możliwe, ale tak jest ;)) 
Jest przy tym zdrowy (2 szklanki cukinii na bochenek!) i niezbyt słodki.
Uwielbiam jego teksturę. Jest miękki i delikatny, ale orzechy i pestki przyjemnie chrupią. 
Długo zachowuje świeżość. Jeśli uda wam się ta sztuka, żeby powstrzymać się przed zjedzeniem wszystkiego w jeden dzień, to możecie się nim cieszyć przez kilka kolejnych.
Jest praktycznie taki sam, albo i lepszy po 3-4 dniach.
Skąd o tym wiem? (tu przydałaby się emotka z uniesionymi brewkami ;)). 
Otóż, ostatnio moi najwięksi ciastożercy, mąż i syn, wyjechali na cały weekend. Ciasto ocalało (bałam się nawet, czy się nie zepsuje, ale nieee...), stojąc na blacie w kuchni, przykryte lekko folią aluminiową - a było bardzo ciepło. 
Czyli - da się! :)))
Ja przez 4 dni jadłam ten chlebek na śniadanie, a w zasadzie jako uzupełnienie śniadania. 
Bo żeby moja trzustka nie oszalała z nadmiaru "szczęścia", najpierw były warzywka ;)
Ach... To był piękny czas, ale to se ne vrati... 
No chyba, ze znów go upiekę :D

jak cukrować, to cukrować ;)

Ciasto z cukinią.

Składniki:
na dwie duże keksówki

2 nieduże cukinie starte, razem ze skórką, na tarce (4 miarki)*
4 duże jajka (lub 5 małych)
1 miarka cukru trzcinowego
1 miarka miękkiego oleju kokosowego (może być masło, dowolny olej lub mix masła i oleju)
3 i pół miarki dowolnej mąki (tym razem użyłam orkiszowej)**
1 rozgnieciony banan
2/3 miarki dobrego kakao
1 podwójne espresso lub 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zaparzonej w ok. 60 ml wrzątku
1 drobno posiekana tabliczka czekolady (min. 70%), lub 100 g czekoladowych 'czipsów'
1 miarka posiekanych orzechów (włoskie, laskowe, migdały)
1/2 miarki pestek dyni
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
czekoladowe lub cukrowe 'czipsy' do posypania

Opcjonalnie: 1 duże, kruche jabłko - obrane, przekrojone na ćwiartki i pokrojone w cienkie plasterki

Jak zrobić czekoladowy chlebek cukiniowy?

Olej kokosowy wymieszać (mikser, malakser) z cukrem, stopniowo dodając jajka oraz banana i espresso (może być gorące). 

Dodać mąkę, kakao, sól i proszek do pieczenia i dobrze wymieszać (początkowo ciasto może wam się wydać zbyt gęste, ale nic to, rozrzedzi się po dodaniu cukinii).

Teraz można już dodać cukinię, czekoladę, orzechy, pestki i ekstrakt waniliowy i wymieszać łopatką do momentu, aż wszystko dobrze się połączy.

Rozłożyć do dwóch keksówek wyłożonych papierem do pieczenia (proponuje dobry "brązowy" papier do pieczenia, ponieważ ciasto jest dość lepkie i mógłby być problem z wyjęciem go z foremek po upieczeniu. Jeśli użyjecie papieru, wyjmiecie je bez najmniejszego problemu)

Smacznego Bardzo :)

*1 miarka = 250 ml
**chlebek można upiec praktycznie z każdą mąką. Ja robię go zazwyczaj z taką, jaką akurat mam (często zużywam różne resztki) i zwykle jest to mieszanka różnych mąk (owsianej, kokosowej, gryczanej, migdałowej, orkiszowej, pszennej pełnoziarnistej itp. - w różnych proporcjach)


środa, 14 czerwca 2017

Ciasto dyniowo-marchewkowe, z lukrem z serka waniliowego



Baaardzo dawno nie piekłam ciasta. Tak dawno, że... już zdążyłam zapomnieć, jak smakuje takie "własnopieczone". 
Nie piekłam, ale nie dlatego, ze nie lubię ciast. Problem w tym, że uwielbiam! 
Domowe ciasta, to mój jedyny nałóg, więc z nim walczę.

Ale wczoraj podczas zakupów wpadła mi w ręce śliczna, malutka dynia piżmowa. Moja wyobraźnia natychmiast wykreowała to ciasto. 
Dziwne, że nie pomyślałam o  zupie dyniowej, falafelach, czy plackach, ale o cieście. Ciekawe dlaczego... ;)

Ja wiem, że teraz jest sezon na ciasta z owocami, ale przecież mamy też sezon na marchewkę - teraz jest najlepsza, więc dlaczego nie?
Mam swój ulubiony przepis na ciasto marchewkowe, i właśnie na jego bazie zrobiłam to dyniowo-marchewkowe cudo.

Pogoda wydaje się idealna, w sam raz na filiżankę herbaty i kawałek ciasta. Nie znam lepszego sposobu na ponury, deszczowy dzień.
Za oknem wieje i pada, a ja siedzę sobie wygodnie po drugiej stronie szyby, jak Alicja po drugiej stronie lustra i skubię pyszne ciasto, popijając herbatą.
Na kolanach ciekawa książka, z głośników sączy się ulubiona muzyka...
To się nazywa raj, albo jakoś tak ;) 

 
ciacho :)


Jak zrobić ciasto marchewkowo-dyniowe?

Składniki:
200 g marchwi (waga po obraniu)
200 g dyni (waga po obraniu)
1 dojrzały banan
3 łyżki pokruszonych płatków migdałowych
3/4 szklanki cukru trzcinowego 
300 g mąki (lub bezglutenowej migdałowo-kokosowej)
3/4 szklanka (200 ml) oleju
1/2 szklanki wody gazowanej (lub więcej w razie potrzeby)
5 jajek
3 łyżeczki bg proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
duża szczypta soli

Lukier z serka waniliowego:
10 dag serka homogenizowanego bg
3/4 szklanki cukru pudru
pół łyżeczki ekstraktu lub miąższ z jednej laski wanilii
sok z cytryny i szczypta soli do smaku



Jak zrobić ciasto marchewkowo - kokosowe?

Marchew i dynię utrzeć na tarce, na małych oczkach (można użyć blendera, będzie szybciej). Wymieszać z płatkami migdałów i cynamonem. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia.
Jajka ubić z cukrem i solą na puszystą masę. Cały czas ubijając dodawać na przemian, porcjami mąkę, olej i wodę. Ubijać, aż w cieście pojawią się pęcherzyki powietrza. 
Na koniec dodać marchewkę z wiórkami i dobrze wymieszać łopatką.

Prostokątną blaszkę (moja ma wymiary 32x26) lub dużą tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać ciasto i wstawić do nagrzanego, do 200-220 stopni, piekarnika. 
Piec ok. 50 min (trzeba sprawdzać patyczkiem, jeśli po nakłuciu ciasta patyczek jest suchy, ciasto gotowe; jeśli nie, dajemy mu jeszcze chwilę).
Po upieczeniu ciasto trzeba całkowicie wystudzić i dopiero wtedy polukrować.

Jak zrobić lukier waniliowy?

Serek zmiksować z solą i cukrem, dodać ekstrakt waniliowy, sól i sok z cytryny Wymieszać i schłodzić przez godzinę w lodówce (albo 20 min w zamrażarce). Rozsmarować na wystudzonym cieście. 

Smacznego Bardzo :)