Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie bez pieczywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadanie bez pieczywa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

Sałatka warzywna z mango i awokado, z orientalnym sosem


Bardzo lubię sałatki zastępujące cały posiłek - wszystko w jednej misce. Można zjeść w domu, można zabrać do pracy, czy w podróż. W zasadzie, to nie wiem, czy to jeszcze sałatka, czy już pełnowartościowy posiłek. Jak zwaqł, tak zwał - grunt że pyszna i szybko się robi.
Jeśli tak jak ja macie zwyczaj przygotowywać sobie wcześniej półprodukty, zrobienie tej sałatki zajmie wam góra pół godziny. A jeśli jesteście kuchennymi wymiataczami, góra 15 minut :)))

Pisząc "półprodukty" mam na myśli np. ugotowaną wcześniej kaszę, makaron, ziemniaki... Umytą, podzieloną, wymieszaną (różne gatunki) sałatę... Podsmażone mięso, jakaś rybka, ugotowane jajka, upieczone warzywa... Placki, naleśniki, tortille przeznaczone do faszerowania, itd., itp.
Poza tym zamrożone warzywa (tak, korzystam z mrożonek), takie jak dynia, szpinak, groszek, fasolka szparagowa, itp. Sosy, zupy, podsmażone pieczarki... Gotowe mieszanki do smoothie...
Lubię te swoje zapasy, bo niesamowicie ułatwiają szybkie przygotowanie posiłku.


W lodówce staram się zawsze mieć bazę do szybkiego skomponowania posiłku: przynajmniej jeden gatunek ugotowanej gatunek kaszy, ugotowane jajka, albo ziemniaki. Zawsze mam słoik domowego winegretu. Zawsze mam hummus lub jakąś inną pastę, np. z fasoli, czy z tofu. Zawsze też mam mix prażonych pestek/orzechów (jak np. taka posypka). I słoiczek z mielonym siemieniem lnianym, którym posypuję co się da (może stać w lodówce 2-3 dni, ale zwykle mielę jedną porcję, tyle ile wchodzi do młynka, i kiedy się kończy, od razu robię kolejną).


Do sałatki, którą chcę wam dzisiaj polecić, wykorzystałam kaszę bulgur, ale możecie ją zastąpić praktyczne każdą kaszą (albo ciecierzycą, czy soczewicą). Możecie też wykorzystać makaron z poprzedniego dnia (bardzo dobrze pasuje tutaj razowy makaron penne, czyli te skośnie ścięte rurki).

----------> Jeśli jecie mięso, możecie dodać podsmażoną pierś z kurczaka/indyka.


Co jeszcze...? Naprawdę warto poszukać w sklepie kolendry, bo robi w tej sałatce BARDZO dobrą robotę (tak samo jak ten "orientalny" sos z dodatkiem imbiru).
Jednak jeśli nie lubicie kolendry, można zastąpić ją natką pietruszki.


Składniki:
100 g kaszy bulgur (waga przed ugotowaniem)
pół mango
pół awokado
pół czerwonej cebuli (lub 1 mała)
12 pomidorków koktajlowych
10 cm kawałek ogórka
10 cm kawałek cukinii
pęczek rzodkiewek
mała garść dowolnych orzechów (dodałam trochę pistacji i trochę orzeszków pinii)
garść posiekanych ziół (u mnie kolendra i natka)

Dressing:
1 łyżka musztardy (ulubionej, ja dodałam miodową)
1 łyżka miodu
1 łyżka octu jabłkowego
2-3 łyżki oliwy
płaska łyżeczka utartego imbiru
utarty ząbek czosnku
pół drobno posiekanej papryczki chilli (może być mniej, albo więcej - ile lubicie)
1/3 utartej pestki z awokado
sól, pieprz

Do wersji z kurczakiem:
1 mała, pokrojona w paski pierś z kurczaka usmażona na łyżce oleju, z solą, pieprzem i papryką w proszku


Składniki sosu wymieszać dokładnie w małym słoiczku lub innym zakrywanym pojemniku, żeby wszystko dobrze się połączyło. Następnie przelać do dużej miski, w której będziemy mieszać sałatkę *
Dodać do niego pokrojoną w piórka cebulę (zamarynuje się w sosie, w czasie gdy będziemy przygotowywać pozostałe składniki).

Kaszę bulgur ugotować na sypko (2 części zimnej wody na 1 część kaszy), przełożyć do miski i przestudzić.

Mango i awokado obrać i pokroić w kostkę. Ogórek i cukinię pokroić w ćwierćplasterki.
Rzodkiewki pokroić w plasterki.
Mango i awokado pokroić jako pierwsze i od razu wymieszać z sosem, żeby nie ściemniały (resztki mango, które zostały na pestce "wycisnąć" do sosu). Dodać kaszę - wymieszać z sosem, mango awokado i cebulą (ciepła kasza wchłonie trochę sosu i nabierze smaku). Na kaszę wyłożyć podsmażonego, przestudzonego kurczaka - jeśli wybieramy wersję z mięsem.
Na wierzchu położyć resztę warzyw, posypać orzeszkami i odstawić. W tej postaci sałatka może czekać do obiadu.
Przed obiadem warzywa odrobinę solimy, posypujemy "zieleniną" i orzechami, po czym wszystko delikatnie mieszamy i podajemy.
W wersji do pudełka układamy wszystko warstwowo, zaczynając od kaszy, na którą kładziemy mango, awokado i resztę warzyw (zwykle przykrywam wszystko 2-3 listkami sałaty rzymskiej lub lodowej). Posypujemy orzechami, oraz posiekaną natką i kolendrą.
Sos zabieramy osobno i mieszamy z sałatką tuż przed jedzeniem.


* jeśli przygotowujemy sałatkę do zabrania ze sobą do pracy, sos po wymieszaniu zostawiamy w pojemniczku. Polewamy nim sałatkę dopiero tuż przed jedzeniem.

Smacznego bardzo :)


piątek, 22 listopada 2019

Fit chlebek bananowy, bezglutenowy



Ten przepis powstał z potrzeby chwili, po to by wykorzystać reszki. Długo mnie nie było, bo najpierw półtora miesiąca w Indiach, potem 10 dni na Maderze... Chłopaki radzili sobie, jak mogli, ale ponieważ codziennie na śniadanie jest owsianka z bananami, to... mrożonych bananów w zamrażarce mamy na kilka miesięcy. To samo się tyczy owsiankowych dodatków (na szczęście zasuszone "na kamień" migdały, rodzynki i jagody goji da się uratować).

Tak się składa, że nie ma u nas amatorów zbyt dojrzałych bananów, a że te bardzo szybko stają się "piegowate",  zazwyczaj pokrojone w plasterki trafiają do zamrażarki. Później sukcesywnie fundujemy im recycling, przerabiając na placki, lody, ciasto czy koktajle.
Resztki "wszelkiej maści" - warzyw, owoców, ziół, płatków, mąki, pestek, orzechów, kasz, itd., itp. też wykorzystujemy do ostatniego kawałeczka, do ostatniego ziarenka, czy... czego-tam-jeszcze-ostatniego 😉 Nic nie ma prawa sie zmarnować.

Moja rodzina od wielu lat stara się żyć w myśl idei less waste. Jedzenie się u nas nie marnuje, a jeśli już tak się zdarzy, resztki trafiają do kompostownika, gdzie dżdżownice pracowicie przerabiają wszystko na kompost. Ten trafia do skrzyń na warzywa i tak obieg się zamyka :)

Taki styl życia jest bliski mojemu sercu już od wielu lat, dlatego z wielką radością obserwuję, że stał się bardzo modny (nie lubię tego słowa, ale tutaj akurat wcale mi nie przeszkadza).
Ludzie wreszcie zaczynają dostrzegać, jak wiele jedzenia się marnuje, jak szkodzimy środowisku, ile mamy wokół siebie niepotrzebnych rzeczy... To swego rodzaju trend, który popieram całym sercem.

Wierzę, że nawet najmniejsza zmiana w stylu życia każdego z nas, może mieć ogromny wpływ na środowisko. Od czegoś trzeba zacząć, więc jeśli jeszcze nic nie robisz, jeśli na pytanie o to, czy wierzysz w zmiany klimatyczne spowodowane przez ludzi odpowiadasz: nie mam zdania, to może najwyższy czas zacząć o tym myśleć i dołożyć swoją małą "cegiełkę" do ratowania świata 💚
Brzmi patetycznie? Być może, ale jeśli choć jedna osoba zastanowi się nad tym, co napisałam, to było warto się produkować ;)

Wszystkie składniki

pyszny, bieszczadzki miód 

obrane migdały

miód wymieszany z pastą sezamową
może też służyć jako polewa do ciasta



Składniki:
3 dojrzałe banany
1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka mąki kokosowej
1 szklanka płatków jaglanych
3 duże jajka
1 duży kubek jogurtu naturalnego (maślanki lub kefiru)
garść migdałów
3 łyżki dowolnego miodu
1 czubata łyżka tahini*
50 g rodzynków
100 g jagód goji
1 łyżka cynamonu
1czubata łyżka proszku do pieczenia

Płatki owsiane zblendować na niezbyt gładką mąkę. Migdały namoczyć we wrzątku i obrać ze skórki. Rodzynki namoczyć we wrzątku przez pół godziny, odcedzić i ostudzić. Jagody goji zalać wrzątkiem, zostawić na minutę, odcedzić i ostudzić. Banany obrać i rozgnieść widelcem. Miód wymieszać w osobnej miseczce z tahini, aż do całkowitego połączenia.

Wszystkie składniki wymieszać w dużej misce, stopniowo dodając wodę (ilość wody zależy od tego, jak gęsty będzie jogurt, oraz od tego, czy dodacie jogurt, czy może maślankę/kefir). Ja początkowo mieszam łyżką, później delikatnie wszystko zagniatam, żeby nie rozgnieść jagód.
Ciasto powinno być dość gęste, można je swobodnie "zagniatać".

Dwie nieduże foremki wyłożyć brązowym papierem do pieczenia, przełożyć ciasto, udekorować plasterkami banana i migdałami. Moje foremki mają wymiar 19 x19 cm, ale ciasto można upiec w dowolnej formie
Piec ok. 45 min w temp. 200 stopni Celsjusza.

*pasta sezamowa

Smacznego bardzo :)


sobota, 4 listopada 2017

Halloumi z jabłkami


Lubicie ser halloumi? Ja bardzo! 
A najbardziej lubię, kiedy "piszczy" w zębach, zupełnie jak oscypek :) 

Dla tych, co nie znają: halloumi (halumi), to biały, półtwardy, elastyczny ser pochodzący z cypru. Oryginalnie do produkcji wykorzystuje się ser owczy. Jednak często robi się go z mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, często z dodatkiem mięty.
Można go jeść tak samo, jak nasz oscypek (bardzo dobry z borówkami lub żurawiną).
Ma też pewną wspaniałą właściwość, a mianowicie wysoką temperaturę topnienia, dzięki temu można go smażyć i grillować.
I w takiej postaci jest chyba najbardziej znany i lubiany.



Moja dzisiejsza propozycja, to odkrycie ostatnich dni: smażony ser halloumi z dodatkiem lekko podsmażonych, kwaśnych jabłek i... kilku niezbyt oczywistych przypraw.

To naprawdę pyszne, małe danie na przystawkę, "przegryzkę", albo jako dodatek do obiadu. Jeśli macie smażone borówki, żurawinę, albo słodko-kwaśno-pikantny chutnej (czatni) - ze smażonym halloumi będą doskonałe.




Jak podawać ser halloumi?

Składniki:
dla 2 osób
250 g (1 opakowanie) sera halloumi
2 małe, winne jabłka 
sól, pieprz, cynamon, kumin
ok. 1 łyżki posiekanej kolendry, mięty lub natki pietruszki

Ser pokroić na plasterki ok. 0.5 cm grubości. 
Jabłka (w zależności od gatunku można zostawić skórkę lub obrać) pokroić w łódeczki. 
Ser i jabłka położyć na rozgrzanej, suchej patelni o nieprzywierającej powłoce.
Posypać przyprawami i smażyć potrząsając patelnią, aż tłuszcz z sera pokryje dno patelni (jeśli jest go zbyt mało - a zależy to od gatunku sera - można wszystko lekko skropić oliwą).
Smażyć ok 1-2 min z każdej strony, wyłożyć na talerze i posypać kolendrą.
Obok można położyć po łyżce chutney.
Zjadać póki ciepłe :)

Smacznego bardzo!


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Chlebek cukiniowy - czeko-czeko, czekoladowy!


ughhh... macie pojęcie jak ciężko sfotografować ciemne ciasto...?

Sezon cukiniowy już się zaczął, przynajmniej u mnie, bo zerwałam już pierwsze cukinie z krzaczków w swoim ogrodzie. Rosną pięknie w niedużych skrzynkach (tegoroczny nabytek z BM) i widać, że im to służy. Wahałam się przy zakupie, ale chyba niepotrzebnie, bo to był naprawdę dobry zakup. 

Pierwsze cukinie zjedliśmy w sałatce, ale ponieważ jest ich już sporo, pomyślałam o innych zastosowaniach. Pomyślałam: słodki chlebek. 

Koniecznie na bazie cukinii, ale żeby był takiiii... bardzo czekoladowy. 

No i zrobiłam.

tutaj dobrze widać jego strukturę, orzechy, ziarenka i... czekoladę :)))

I okazało się, że ten chlebek, to absolutny hit. Jeśli lubicie wilgotne, treściwe ciasta w typie brownie, koniecznie musicie spróbować! 
Jest bardzo, bardzo, BARDZO czekoladowy! Jednocześnie puszysty i ciężki (nie wiem jak to możliwe, ale tak jest ;)) 
Jest przy tym zdrowy (2 szklanki cukinii na bochenek!) i niezbyt słodki.
Uwielbiam jego teksturę. Jest miękki i delikatny, ale orzechy i pestki przyjemnie chrupią. 
Długo zachowuje świeżość. Jeśli uda wam się ta sztuka, żeby powstrzymać się przed zjedzeniem wszystkiego w jeden dzień, to możecie się nim cieszyć przez kilka kolejnych.
Jest praktycznie taki sam, albo i lepszy po 3-4 dniach.
Skąd o tym wiem? (tu przydałaby się emotka z uniesionymi brewkami ;)). 
Otóż, ostatnio moi najwięksi ciastożercy, mąż i syn, wyjechali na cały weekend. Ciasto ocalało (bałam się nawet, czy się nie zepsuje, ale nieee...), stojąc na blacie w kuchni, przykryte lekko folią aluminiową - a było bardzo ciepło. 
Czyli - da się! :)))
Ja przez 4 dni jadłam ten chlebek na śniadanie, a w zasadzie jako uzupełnienie śniadania. 
Bo żeby moja trzustka nie oszalała z nadmiaru "szczęścia", najpierw były warzywka ;)
Ach... To był piękny czas, ale to se ne vrati... 
No chyba, ze znów go upiekę :D

jak cukrować, to cukrować ;)

Ciasto z cukinią.

Składniki:
na dwie duże keksówki

2 nieduże cukinie starte, razem ze skórką, na tarce (4 miarki)*
4 duże jajka (lub 5 małych)
1 miarka cukru trzcinowego
1 miarka miękkiego oleju kokosowego (może być masło, dowolny olej lub mix masła i oleju)
3 i pół miarki dowolnej mąki (tym razem użyłam orkiszowej)**
1 rozgnieciony banan
2/3 miarki dobrego kakao
1 podwójne espresso lub 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zaparzonej w ok. 60 ml wrzątku
1 drobno posiekana tabliczka czekolady (min. 70%), lub 100 g czekoladowych 'czipsów'
1 miarka posiekanych orzechów (włoskie, laskowe, migdały)
1/2 miarki pestek dyni
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
czekoladowe lub cukrowe 'czipsy' do posypania

Opcjonalnie: 1 duże, kruche jabłko - obrane, przekrojone na ćwiartki i pokrojone w cienkie plasterki

Jak zrobić czekoladowy chlebek cukiniowy?

Olej kokosowy wymieszać (mikser, malakser) z cukrem, stopniowo dodając jajka oraz banana i espresso (może być gorące). 

Dodać mąkę, kakao, sól i proszek do pieczenia i dobrze wymieszać (początkowo ciasto może wam się wydać zbyt gęste, ale nic to, rozrzedzi się po dodaniu cukinii).

Teraz można już dodać cukinię, czekoladę, orzechy, pestki i ekstrakt waniliowy i wymieszać łopatką do momentu, aż wszystko dobrze się połączy.

Rozłożyć do dwóch keksówek wyłożonych papierem do pieczenia (proponuje dobry "brązowy" papier do pieczenia, ponieważ ciasto jest dość lepkie i mógłby być problem z wyjęciem go z foremek po upieczeniu. Jeśli użyjecie papieru, wyjmiecie je bez najmniejszego problemu)

Smacznego Bardzo :)

*1 miarka = 250 ml
**chlebek można upiec praktycznie z każdą mąką. Ja robię go zazwyczaj z taką, jaką akurat mam (często zużywam różne resztki) i zwykle jest to mieszanka różnych mąk (owsianej, kokosowej, gryczanej, migdałowej, orkiszowej, pszennej pełnoziarnistej itp. - w różnych proporcjach)


sobota, 10 czerwca 2017

Jaglane sushi


Ostatnio ciągle powtarzam, że zjadam tyle sushi, że chyba mam już skośne oczy ;)
Z tymi oczyma, to tak... ;) Ale opowiadając o ilości, nie przesadzam. Rolki robię co najmniej raz w tygodniu. A kiedy nie robię, to kupuję, no bo dzień bez sushi dniem straconym :)

Na szczęście rodzina moją miłość podziela, wsuwają to co zrobię i chyba krzywdy nie mają.
Mąż przywiózł mi z ostatniej podróży spory zapas nori, więc przez najbliższe miesiące mogę zwijać bez obaw ;) Oczywiście u nas też można kupić sprasowane wodorosty, ale jakoś mnie irytuje, kiedy otwieram paczuszkę, a tam zaledwie kilka płatków nori, przeważnie za mało na jednorazowe zwijanie... Lubię sobie otworzyć taką mega-pakę i mieć pewność, że mi nie zabraknie.
Dziwna jestem? No, może troszkę... :D


Wracając do sushi. Ciągle szukam nowych smaków i połączeń, bo skoro jem je często, nie chciałabym się znudzić. Powtarzalność w kuchni, to mój wróg.
Znam ludzi, którzy mogą jeść to samo cały czas i w ogóle im to nie przeszkadza. Ja niestety się do nich nie zaliczam. Lubię zmieniać.
Pewnie dlatego w czasie podróży nie szukam jedzenia jak najbardziej zbliżonego do polskiej kuchni, ale przeciwnie, jak najbardziej egzotycznego.

Te poszukiwania doprowadziły mnie do sushi z jaglanką. Byłam bardzo dumna że wymyśliłam cos tak fajnego, niestety, tylko do momentu, kiedy okazało się, że ktoś już wcześniej na to wpadł.
I to by było na tyle w temacie wynalazczości :D

Tak czy siak, produkując jaglane rolki nie miałam pojęcia jak się je robi i na nikim się nie wzorowałam. Wyszły takie, jak wyszły, i takie właśnie wam pokazuję.


Jak zrobić sushi z kaszą jaglaną?

Składniki:
pół miarki (125 ml) suchej kaszy jaglanej (lub po prostu kasza, która została z poprzedniego dnia)
2 miarki wody
zaprawa do kaszy:
3-4 łyżki octu ryżowego
płaska łyżeczka cukru
trochę soli

dojrzałe avokado
kilka listków mini sałaty rzymskiej (lub dowolnej)
garść rukoli
czerwona papryka
dowolne kiełki (u mnie kiełki czerwonej kapusty)
zielony ogórek
vege majonez (lub zwykły), ewentualnie serek typu Almette
pasta wasabi

sos sojowy wymieszany z wasabi do podania.

Kaszę wsypać do garnka i kilkakrotnie wypłukać w zimnej wodzie, odcedzić, przełożyć do garnka, zalać wrzątkiem, zamieszać i przelać na sitko. Ponownie przełożyć do garnka, zalać odmierzoną ilością wrzącej wody (2 miarki, czyli 250 ml) i zagotować, mieszając od czasu do czasu. 
Po zagotowaniu ustawić minimalny płomień, przykryć kaszę pokrywką i gotować, aż kasza wchłonie wodę. Od tego momentu nie mieszamy kaszy i - jeśli to możliwe - nie zdejmujemy pokrywki. 
Po wchłonięciu wody przez kaszę wyłączamy gaz i zostawiamy przykrytą kaszę na ok. 10 min.
Ja zwykle wtedy próbuje kaszę i jeśli jest już miękka, przekładam do miski. Jeśli nie - zostawiam jeszcze na kilka minut.
Jeśli w trakcie gotowania woda zbyt szybko odparuje, a kasza jest jeszcze bardzo twarda, można dodać odrobinę wrzątku, ale nie należy mieszać). Zazwyczaj jednak nie jest to potrzebne.

W czasie kiedy kasza się gotuje, robię zaprawę. W malutkim garnuszku rozpuszczamy cukier i sól w occie, lekko podgrzewając (ja zwykle robię 2-3 razy więcej zalewy, bo kaszę doprawiam na oko. Jeśli zostanie, można nią skropić gotowe sushi).

Kaszę przekładam do dużej, szklanej miski (można też wyłożyć ją na deskę) i skrapiam zaprawą. Mieszam ostrożnie dwoma widelcami, żeby się nie "rozpaćkała". Próbuję i jeśli uznam, że jest mało wyrazista, dodaję jeszcze trochę zaprawy i pozostawiam ją do całkowitego ostygnięcia.

Warzywa kroję w cienkie paseczki, awokado przekrawam na pół, usuwam pestkę i wydrążam miąższ łyżką, ale tak żeby cała połówka wyszła na raz. Awokado również - delikatnie - kroję w paski.

Sushi z kaszą zwijam jak zwykłe sushi. Technikę zwijania opisałam dokładnie TUTAJ, nie będę więc tego dublować (przy okazji znajdziecie tam również przepis na tradycyjne sushi maki).

Rolki, które widzicie wyżej zwijałam bez maty, bo już jej praktycznie nie używam - no chyba, że do robienia odwróconych maków, tych z ryżem na wierzchu.

Po rozłożeniu kaszy i lekkim dociśnięciu jej do nori, układałam na niej po dwa listki sałaty, na niej trochę vege majonezu (może być zwykły) wymieszanego z wasabi, paski papryki, awokado i ogórka. Na to kładłam po kilka listków rukoli i kiełki. Zwijałam bardzo ściśle, dociskając równomiernie na całej długości rolki.

Kroić należy bardzo ostrym nożem, który po każdym cięciu wyciera się w wilgotną ściereczkę.

Smacznego Bardzo :)

sobota, 6 maja 2017

Delikatne placuszki z cukinii, szparagów i batata


Na pomysł zrobienia takich placków wpadłam kilka dni temu, przy okazji robienia kolejnego dania ze szparagami - w końcu sezon na nie w pełni i trzeba korzystać!
Uwielbiam szparagi i ciągle poszukuje nowych dań, bo wszędzie tylko szparagi w szynce parmeńskiej, szparagi z jajkiem, tarta, jajecznica, zupa krem...
Wszystko to bardzo smaczne, ale... nuda :) a ja chcę czegoś nowego.


Ostatnio robiłam sałatkę ze świeżych szparagów (jedliście szparagi na surowo? Jeśli jeszcze nie, to zachęcam - zwłaszcza miłośników groszku cukrowego, bo smak surowych szparagów jest podobny).
No więc kiedy robiłam tę sałatkę, zostały mi takie "ogłowione" kawałki.
Właśnie wtedy wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać je do placków.
Nic prostszego :)
Robiąc je spodziewałam się dobrego efektu i się nie zawiodłam.
Pyszne są! Zwłaszcza w połączeniu z jogurtem, więc namawiam was na takie kombo.
Jeśli tylko nie macie przeciwwskazań do spożywania nabiału, wsuwajcie śmiało, to jest po prostu boskie :)


Ps. Kiedy robiłam je ostatnio, na każdym placku, na jogurcie, położyłam gruby plaster soczystego pomidora i świeżą kolendrę. Było równie pyszne, jeśli nie lepsze.


Jak zrobić placki ze szparagami?

Składniki:

1 nieduża cukinia
1 średniej wielkości batat
pęczek zielonych szparagów
pół młodej cebuli lub 2 dymki ze szczypiorkiem
1 duże jajko
2 łyżki płatków migdałowych (lub łyżka dowolnych, drobno posiekanych  orzechów)
2-3 łyżki razowej mąki orkiszowej
2-3 łyżki płatków jaglanych
masło klarowane lub olej do smażenia
sól, pieprz, ewentualnie chilli

jogurt grecki lub gęsta śmietana do podania

Batata obrać ze skórki. Wszystkie warzywa umyć i osuszyć. W szparagach odłamać dolną część (wszyscy już chyba wiedzą, że szparag sam się złamie, tam gdzie powinien ;-), odciąć główki (ok. 6 cm od góry) i odłożyć je na bok, do dekoracji (dolne, odłamane części można wykorzystać do zrobienia wywaru do zupy jarzynowej).
Cukinię (ze skórką), batata, cebulę i dolne części szparagów zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Do warzyw dodać resztę składników i przyprawy. Wszystko dokładnie wymieszać. Być może (ze względu na różną wielkość warzyw) trzeba będzie dodać trochę mąki lub płatków.
Masa powinna mieć gęstość ciasta na placki ziemniaczane i nie rozpadać się przy smażeniu (jeśli nie jestem pewna, zwykle smażę jednego placka "testowego" i jeśli wszystko jest w porządku, smażę wszystkie. Jeśli nie, zagęszczam lub rozrzedzam masę).
Smażyć na rumiano nieduże placuszki i odwracać (najlepiej) za pomocą dwóch łopatek.
W międzyczasie (na tej samej patelni) krótko podsmażam, oprószone solą i pieprzem, główki szparagów przecięte wzdłuż na pół, i odkładam do dekoracji.
Placki najlepiej smakują smażone na maśle klarowanym, ale możecie użyć dowolnego tłuszczu.
Po usmażeniu odsączyć na papierowym ręczniku i ułożyć na talerzu.
Na każdym placku położyć kleks jogurtu, a na nim główki szparagów.
Oprószyć świeżo zmielonym pieprzem lub, jeśli lubicie, chilli.

Smacznego bardzo :)

sobota, 29 kwietnia 2017

Omlet japoński tamago (tamagoyaki)


Przypomniałam sobie o nim, przy okazji oglądania jakiegoś filmiku o sushi na YT i od razu zapragnęłam znów go zrobić i podzielić się z wami przepisem :)

Kiedyś robiłam go dość często, a to dlatego, że był to jedynym omletem, który mi "wchodził" ;)
Tak, tak... :D Był taki czas, kiedy mogłam jeść tylko omlet ze szczypiorkiem, i to tylko ten, robiony na sposób japoński (nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem ;)).

Tamagoyaki znaczy po prostu smażone jajko, i tym właśnie jest: jajkiem smażonym.
Jednak jest trochę bardziej niezwykły niż zwyczajne jajo, bo smaży się go w cieniutkich warstwach, zwijanych jedna w drugą, w omlet o prostokątnym przekroju.
Jest wyjątkowy, bo jest niesamowicie delikatny, przez te wszystkie warstewki, a dodatek sosu sojowego sprawia, że zwykły omlet zamienia się w orientalne danie :)

Mój omlet japoński z czasem trochę ewoluował, przez to, że lubię dodawać do masy jajecznej niczego, poza solą i dymką (szczypiorkiem). Czasami dodaję też trochę chilli, bo lubię ostre dania.
I to wszystko. Żadnego sosu sojowego, dashi, cukru, mirinu.
Po prostu nie lubię kiedy cudna, żółta masa zamienia się w burą ;) A sosem sojowym doprawiam sobie już na talerzu.

* Pierwszą warstwę smaży się (w oryginale używa się specjalnej, małej patelni o prostokątnym przekroju) i zwija się w płaski omlet, który odsuwa się na jej skraj.
Następnie dolewa się trochę roztrzepanych jajek, rozprowadza po całej powierzchni, jak na kolejny omlet (wlewając trochę pod spód tego już gotowego).
Kiedy jajka się zetną, zawija się w nie omlet który już mamy, ten "z boku patelni" (zawijamy od strony omletu, w stronę rozprowadzonej na patelni masy jajecznej).
Gotowy, już grubszy, omlet znów odsuwa się na bok i wylewa kolejną, cieniutką warstwę jajek.
W nią, po podsmażeniu, znowu zawija się wcześniej usmażony omlet.
I tak kilka razy, aż do wyczerpania składników.


Gotowy omlet w przekroju przypomina trochę ciasto francuskie (ale tak... tylko trochę ;)), bo widać te wszystkie, cienkie warstewki.
Jego spłaszczanie przy zwijaniu (tak, żeby przypominał graniastosłup) nie ma większego sensu, chyba, że chce się go użyć do sushi - wtedy łatwiej pokroić go w słupki.

Ps. Co do sushi, to o nim prawdopodobnie będzie mój kolejny wpis, bo od kilku miesięcy jem je prawie codziennie :) Więc jeśli was to interesuje, to zapraszam, zaglądajcie!

tamago pokrojony w słupki, przygotowany do sushi

To co...? Do garów i smażymy omlety ;)

Jak zrobić najlepszy japoński omlet tamago/tamagoyaki?

Składniki:
na jeden duży omlet

4 jajka
2-3 łyżki pokrojonego szczypiorku lub dymki
szczypta soli

sos sojowy i posiekane zioła do podania (u mnie kolendra)

Rozgrzać patelnię z nieprzywierającą powłoką i posmarować ją cienką warstwą oleju (najlepsza będzie patelnia o średnicy 20-22 cm).
W międzyczasie roztrzepać jajka z solą - za pomocą widelca, żeby zbytnio ich nie napowietrzyć. Można od razu dodać całą posiekaną dymkę, albo posypywać nią poszczególne warstwy (ja wolę posypywać).
Zmniejszyć płomień i wylać na patelnię cieniutką warstwę jajek, rozprowadzając je po całej powierzchni, jak przy smażeniu naleśników.
Jak tylko się zetną (masa zrobi się galaretowata i nie będzie już płynu), zwinąć je ściśle w rulonik, przy pomocy miękkiej łopatki i ręki.
Rulonik odsunąć na skraj patelni, a obok wylać kolejną warstwę jajek, i odrobinę "wpuścić" pod spód tego gotowego omleta.
Patelni nie wypuszczamy z rąk i w czasie smażenia ustawiamy tak, żeby bardziej podgrzewała się ta część ze smażonym omletem, a ten już usmażony był jak najdalej (będzie tam leżał jeszcze parę minut i powinien jak najmniej się ogrzewać, żeby się nie wysuszył; z tego samego powodu omlet zwijamy kiedy jeszcze jest wilgotny, a nie całkiem wysmażony).
Dalej postępujemy tak, jak opisałam wyżej, w akapicie oznaczonym *

Gotowy omlet zsuwamy na ciepły talerz, skrapiamy sosem sojowym (znam takich, którzy polewają ketchupem... ;)) i posypujmy kolendrą.
Jemy od razu, bo taki cieplutki najlepszy!

Smacznego bardzo :)

piątek, 22 lipca 2016

Błyskawiczny, dietetyczny sorbet bananowy z nektarynką, chia i bazylią


Znowu zrobiło się gorąco, więc siłą rzeczy zaczynam kombinować z dietą, żeby ją przystosować do upałów.
Ten sorbet, to takie zdrowe, pyszne lody, z mniejszą ilością kalorii i bez niepotrzebnych dodatków.

W upalne dni zastępują  mi śniadanie (wtedy dodaję jeszcze trochę granoli lub orzechów), lub słodką"przegryzkę". To naprawdę świetny sposób na ochłodzenie się od środka, ale i "zaspokajacz" zachcianek na słodkiego "cosia".

Dla mnie liczą się tez aspekty zdrowotne, a banany, to prawdziwe skarby. Nikomu nie trzeba przypominać, jak ważne są w diecie, zwłaszcza dla osób uprawiających sport i wszystkich wypacających litry potu podczas wysiłku fizycznego. Wraz z potem tracimy elektrolity, więc sprawa jest oczywista: trzeba zadbać o ich uzupełnienie.

Pomijając wszystko, ten sorbet jest po prostu przepyszny. Naprawdę go uwielbiam!

Jeśli zadbacie o to, żeby zawsze mieć w zamrażarce banany, możecie zrobić sobie ten deser o dowolnej porze, dosłownie w parę minut. Nie trzeba godzinami czekać na zamrożenie. Parę minut i już możesz jeść:)

Przydatna rada: banany kupuj mocno dojrzałe, ciemnożółte, z brązowymi plamkami. Zamrażaj bez skórki, pokrojone w kostkę, albo w 0.5 cm plasterki (żeby ułatwić pracę blenderowi). Ja kupuję większą ilość dojrzałych bananów, najczęściej w promocji, i od raz po przyjściu do domu obieram, kroję i dzielę na porcje - po 2 sztuki do woreczka. Zamrażam rozłożone w jednej warstwie - to ułatwia rozkruszenie zawartości - i zawsze mam pod ręką w razie nagłej potrzeby ;)


Jak zrobić błyskawiczny sorbet/lody?

Składniki na 1 porcję:

2 dojrzałe, zamrożone banany (jak je przygotować, czytaj we wstępie)
1 czubata łyżka chia (lub/i 1 łyżka kakao)
ok. 1/4 szkl mleka roślinnego (można dla odmiany wypróbowywać różne mleka, a nawet (zimny) napar kawy)
1 bardzo dojrzała nektarynka ze skórką (może być brzoskwinia, kiwi, ananas lub dowolne owoce: maliny, borówki, truskawki itp.) 
kilka listków bazylii (mięty, melisy - co lubicie)
opcjonalnie: łyżka granoli lub posiekanych, prażonych orzechów


Banany po wyjęciu z zamrażarki wyjąć z woreczka i zostawić na kilka minut w temperaturze pokojowej. 
Przełożyć do kielicha blendera (blender powinien mieć dużą moc, bo mrożone banany są jak kamienie ;)), dodać chia i odrobinę mleka. Blendować pulsacyjnie, stopniowo dodając mleka. 
Nie należy się spieszyć z jego dodawaniem, bo zależy nam na zwartej konsystencji. Dodajemy tylko tyle płynu, żeby nie zamęczyć blendera. 
Co pewien czas przerywamy i mieszamy. Zeskrobujemy masę ze ścianek i spychamy w dół w kierunku ostrzy. Z czasem mieszanina zacznie się rozluźniać i w końcu powinniśmy uzyskać gładką, gęstą papkę.
Można też najpierw wlać mleko i cały czas blendując, wrzucać po kilka kawałeczków banana i blendować, aż masa będzie gęsta i gładka.

Sposób podania i dodatki zostawiam wam i waszej fantazji. Ja wykładam sorbet do miski, dodaje pokrojoną nektarynkę i kilka listków bazylii, bo bardzo lubię jej smak w słodkich deserach.
Wy zróbcie tak, jak wam w duszy gra. Grunt, to cieszyć się smakiem:)))

Smacznego:)


środa, 22 lipca 2015

Risotto z dymką i cukinią - prosty posiłek na upalny dzień

vege

Co jeść w taki upał, kiedy nie tylko jeść się nie chce, ale też stać przy garach nam sie nie usmiecha...
Co przygotować, żeby nie trwało to wieki i w miarę gładko "wchodziło?
Mam na takie okazje kilka propozycji, a jedna z nich jest risotto.

z kurczakiem

Dzisiaj rzecz bardzo prosta. Nie wymaga długiej listy zakupów, a przy odrobinie szczęścia wszystko masz już w lodówce. Przygotowanie zajmuje nie więcej niż 25 minut i zrobisz to nawet specjalnie się nie ruszając ;) Minimum wysiłku, maksimum przyjemności.

Pokazuję wam to risotto w kilku wersjach, dzisiaj każdy miał ochote na coś innego.
Dla mnie vege, dla reszty z mięsem**
Wybierzcie sobie takie, jakie najbardziej do was przemawia :)

z polędwicą 

Jak szybko zrobić proste risotto?

Składniki: 
25 dag ryżu do risotto
pół niedużej cukinii ze skórką, pokrojonej w małą kostkę
2 dymki ze szczypiorem (lub 2 małe, młode cebulki i pęczek szczypiorku), posiekane
1 pieczarka drobno pokrojona lub starta na tarce
1 suszony grzybek
2 posiekane ząbki czosnku
1 łyżka oliwy
1 łyżka masła
2 łyżki startego, twardego sera typu parmezan (może być np. polski Bursztyn)*
sól, pieprz
ok. litra wrzącej wody lub wywaru warzywnego lub rosołu (dla nie wege)

Opcjonalnie (dla jedzących mieso) gotowana lub duszona pierś z kurczaka lub polędwica wieprzowa**



W głębokim rondlu rozgrzać oliwę, dodać cebulkę (bez szczypiorku), czosnek, drobniutko pokrojony suszony grzybek (bez namaczania; bardzo łatwo rozdrobnisz go przy pomocy nożyczek) i pokrojoną pieczarkę, pieprz i sól. Smażyć na małym ogniu nie rumieniąc. 
Dodać ryż i smażyć cały czas mieszając, aż ryż zacznie robić się szklisty. Dodać cukinię, zamieszać i wlać pierwszą porcję wody (wlewam na oko, tyle żeby poziom wody i ryżu był mniej więcej równy) i mieszać, aż ryż wchłonie płyn. Wtedy dodać kolejną porcje płynu i mieszac, aż się wchłonie.
Powtarzać tę czynność, aż ryż się ugotuje (ugotuj go tak, jak lubisz - ja lubię, kiedy nie jest rozgotowany. Risotto powinno być półpłynne, ale... ;) Jeśli lubisz, kiedy łycha w nim stoi, to zrób sobie takie, jakie lubisz).
Wyłączyć gaz, dodać masło, szczypiorek i ser. Podawać można od razu, ale w czasie upału najlepiej smakuje letnie.
Ps. Pamiętaj, że jesli dłużej postoi, to na pewno zgęstnieje i jeszcze trochę zmięknie. Dlatego jeśli planujesz, jak ja, żeby przestygło, wyłącz gaz chwilę wcześniej i dodaj trochę więcej płynu.


*tak naprawdę nada się każdy ser; bardzo dobre będzie z oscypkiem, jeśli przypadkiem masz go w lodówce :)

**można użyć mięsa przygotowanego dzień wcześniej; ja moim chłopakom podałam wersję na zimno i było ok. 


Smacznego :)



wtorek, 21 lipca 2015

"Leniwe kulki", czyli leniwe pierogi bez mąki


Te kluchy, to efekt mojej dzisiejszej przemożnej ochoty na leniwe.
Niby nic prostszego niż zwyczajnie je zrobić, ale w moim przypadku sprawa trochę się komplikuje, bo nie jem pszenicy. Wyzwanie: jak zrobić leniwe nie używając mąki? Czy to w ogóle możliwe?
Czym zlepić kluski, żeby sie nie rozpadły? Co zrobić, żeby były miękkie i smaczne?


Na szczęscie nie taki diabeł straszny, jak go malują ;)
Zamiast mąki użyłam lekko rozdrobnionych płatków owsianych. Dodałam dwa jajka, żeby związać masę. Kilka minut i "leniwe kulki" gotowe :) Pyszne, mięciutkie i, moim zdaniem, nawet lepsze od tradycyjnych.

A dlaczego kulki a nie kopytka?
Cóż... Bo tak :)

Jak zrobić leniwe pierogi bez mąki?

Składniki (2 porcje):
30-40 dag twarogu (ja miałam "własnorobiony", mocno odciśnięty)
ok. 5-6 łyżek płatków owsianych lekko zmielonych w młynku do kawy*
2 jajka
szczypta soli

Twaróg dokładnie rozgnieść widelcem, dodać jajka - wymieszać. 
Stopniowo dodawać płatki, mieszać i sprawdzać konsystencję, bo ilość użytych przez was płatków może się nieznacznie różnić od ilości użytych przeze mnie (zależeć to będzie od wilgotności twarogu, wielkości jajek, stopnia zmielenia płatków). Konsystencja ciasta powinna być taka, żeby bez problemu można było formować kulki. Nie dodawajcie za dużo płatków, żeby kluski nie były twarde.

W dużym garnku zagotować wodę i lekko ją osolić. 
Mokrymi dłońmi formować z ciasta kuleczki wielkosci orzechów włoskich i wrzucać je na wrzątek. Gotować do wypłynięcia, plus 1-2 minuty. Po wypłynięciu klusek zmniejszyć płomień, żeby kulki sie nie rozpadły.

Wyławiać łyżką cedzakową, posypywać dowolnym słodzidłem (u mnie stewia), skropić roztopionym masłem (lub olejem kokosowym) i posypać cynamonem lub/i posiekanymi orzechami. Jeść od razu, póki ciepłe, a powiem wam, że pycha!

Smacznego :)

* jeśli użyjecie płatków bezglutenowych, kluski będą bezglutenowe.


poniedziałek, 6 lipca 2015

Dietetyczny omlet z owocami, jogurtem i domowym dżemem

Takie małe cudo. Zdrowy, bogaty, pyszny. Nic, tylko jeść i się oblizywać.
Róbcie szybko, dopóki są świeże truskawki :)
Co nie znaczy, że z borówkami, jeżynami, malinami, porzeczkami, z bananem (...) omlet będzie gorszy ;)




Polecam również dietetyczny omlet hiszpański, w dwóch wersjach

Jak zrobić dietetyczny omlet owsiany (jęczmienny, żytni)?

Składniki na 1 omlet:
60 g płatków owsianych *** (jęczmiennych, żytnich)
2 jajka
łyżeczka oleju kokosowego
odrobina soli

Dodatki:
3 truskawki (mogą być dowolne owoce)
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka dżemu (najlepiej domowego)
60g twarożku (półtłusty lub chudy)
łyżeczka drobno posiekanej mięty lub melisy
stewia, cynamon

Płatki zalać wrzątkiem, tylko tyle, żeby napęczniały i lekko zmiękły. Odstawić na kilka minut. Jeśli chlupnęło nam się za dużo wody, trzeba ją odlać.
W czasie, kiedy płatki się moczą, rozbełtać widelcem 2 jajka. Posolić je odrobinkę i odstawić.
Truskawki umyć i pokroić w plasterki.
Do płatków dodać jajka i wymieszać.

Dobrze rozgrzać patelnię z nieprzywierającą powłoką i roztopić na niej olej kokosowy. Wlać jajka wymieszane z płatkami. Zmniejszyć gaz, przykryć pokrywką i smażyć na małym ogniu aż spód się zetnie (zwykle zajmuje to zaledwie kilka minut).
Po tym czasie odwrócić omlet przy pomocy talerza* i dosmażyć kilka minut z drugiej strony.

Gotowy omlet zsunąć na talerz, posypać pokruszonym twarogiem, ozdobić truskawkami i kleksami jogurtu i dżemu**, posypać cynamonem i (jeśli jest niewystarczająco słodkie) stewią lub brązowym cukrem (cokolwiek tam sobie używacie ;-) Na koniec trochę posiekanej mięty lub melisy.
Najlepiej zjeść od razu, chociaż na zimno też smakuje całkiem nieźle.


*Omlet delikatnie podważamy z każdej strony i potrząsając odklejamy od dna patelni. Wybieramy talerz o średnicy patelni, przykrywamy nim omlet i odwracamy. Kiedy omlet znajdzie się na talerzu, ponownie zsuwamy go na patelnię i dosmażamy z drugiej strony.

**Zrobienie domowego dżemu zajmuje nie więcej niż kwadrans. Wystarczy drobno pokroić dowolne owoce (w dżemie, którego użyłam do tego przepisu jest banan, jabłko i brzoskwinia), dodać odrobinkę wody na dno rondelka, wrzucić rozdrobnione owoce, trochę soku i skórki z cytryny, i gotować (najpierw na dużym, później na małym ogniu), aż się częściowo rozpadną. Można dodać cynamon i/lub goździki, a także czymś dosłodzić; ja nie dosładzałam, dżem wyszedł wystarczająco słodki.
***Jeśli omlet ma być bezglutenowy, trzeba użyć sprawdzonych, bezglutenowych płatków owsianych

Smacznego :)

środa, 10 czerwca 2015

Omurice (Omuraisu) - japoński omlet z ryżem


Ten omlet, to bardzo udany, japoński wynalazek z końca XX wieku. Fuzja francuskiego omletu (omu-) z japońskim, smażonym ryżem (-rice). Mówiąc najprościej, jest to wynik "japonizowania" zachodniej kuchni. Rzecz bardzo smaczna, a na dodatek łatwa i szybka w przygotowaniu.
W Japonii podaje sie go głównie na śniadanie, ale moim zdaniem doskonale się sprawdzi o każdej porze dnia.

Omurice jest typowym "zawijańcem" i jest ulubionym daniem "do pudełka", które mój syn zabiera z sobą do szkoły. Mówi, że nic mu tak dobrze nie "wchodzi", jak omlet z warzywami, zwłaszcza, kiedy na przerwie nie ma zbyt wiele czasu.

Dodatki do farszu mogą być różne (dowolne warzywa, pieczarki) ale podstawą jest smażony ryż, z kurczakiem, sosem sojowym i ketchupem. "Opakowanie", jest zawsze takie samo: cienki omlet z serem, któremu nadaje się kształt wrzeciona.

Przygotowanie zajmuje nie więcej niż kwadrans (nadzienie można przygotować nawet dzień wcześniej), dlatego dla mnie jest to danie z gatunku kuchennego S.O.S
"Kochanie będę za parę minut, mamy coś do jedzenia?", albo "Mamo, umieram z głodu, pliiiiz, zrób coś na szybko!". Wtedy zazwyczaj smażę omlet - bez pośpiechu, na luziku, bo nie zajmuje to dużo czasu ;)

Mięciutki, bardzo delikatny omlet, zazwyczaj smakuje każdemu, więc mam nadzieję, że wam również posmakuje i na stałe zagości w waszych domach :)

Jak zrobić omurice?

Składniki na farsz (kilka porcji):
pierś z kurczaka (tym razem użyłam gotowanego mięsa z rosołu - też się sprawdza)
ok. szklanki drobno pokrojonych, dowolnych warzyw (mogą być z mrożonki)
1 mała, posiekana cebula
1-1 ½ szklanki ugotowanego (najlepiej poprzedniego dnia) ryżu
1-2 łyżki oleju lub klarowanego masła
ok. 2-3 łyżki ketchupu + więcej do polania po wierzchu
sól, pieprz, sos sojowy
kolendra lub natka pietruszki

Składniki na 1 omlet:
2 małe jajka
2 łyżki zimnej wody
1 czubata łyżka tartego sera, żółtego
1 łyżka oleju do smażenia
sól


Mięso drobno pokroić i podsmażyć na 1 łyżce oleju lub klarowanego masła. Kiedy się lekko zrumieni dodać cebulę i warzywa (ewentualnie grzyby) i smażyć, aż zmiękną. Odsunąć na bok patelni, dodac łyżkę tłuszczu, a następnie ugotowany ryż. Podsmażyć ryż, po czym wymieszać go z wcześniej podsmażonymi warzywami, dodając sól, sos sojowy, pieprz i ketchup.

W wersji, która jest na zdjęciu najpierw zmiksowałam mięso w malakserze, później podsmażyłam ryż, tylko z cebulka i czosnkiem, dodałam mięso, posiekaną kolendrę, ketchup, sos sojowy, pieprz i sól.

Jajka roztrzepać z wodą i solą (można dodać drobno posiekane zioła: kolendrę, natke szczypiorek).
Na drugiej patelni (powinna mieć dobrą, nieprzywierającą powłokę; średnica ok. 20 cm) rozgrzać olej. Wylać masę jajeczną, od razu zmniejszyć płomień i szybko przemieszać (omlet bedzie bardziej puszysty). Podważając brzegi łopatką, wlewać jajka pod spód omletu.
Kiedy wierzch będzie prawie ścięty, galaretowaty, posypać tartym serem, nałożyć część farszu na środek i zwinąć.
Ja zawijam jeden brzeg omletu na farsz, po czym stukając w patelnię przesuwam omlet na jej brzeg, jeszcze bardziej go zwijając. Podstawiam talerz i zsuwam omlet tak, żeby zrobił fikołka i "łączenie" wylądowało pod spodem.
Na talerzu poprawiam brzegi, formując wrzeciono, polewam ketchupem i posypuję kolendrą.

Smacznego :)



niedziela, 17 maja 2015

Hamburger w plastrach dyni i sałatka z kaszy jaglanej


Hamburger wcale nie musi być "cichym zabójcą" nasączonym tłuszczem kotletem,  jadanym w towarzystwie białej, pszennej bułki i ociekających tłuszczem frytek. Z rachitycznym listkiem sałaty i przezroczystym plasterkiem kwaszonego ogórka, dla stworzenia pozoru zdrowego posiłku.
No bo przecież w bułce są warzywa. Są? No to proszę się nie czepiać ;)

Hamburger cieszy się złą sławą, bo kojarzy się z fast foodem, czyli szybkim daniem, ze zdrową kuchnią nie mającym nic wspólnego. A przecież fast food wcale nie musi oznaczać podłej jakości jedzenia - zwłaszcza ten przygotowany w domu.

Wcale nie trzeba rezygnować z hamburgerów, tylko dlatego, że są otoczone złą sławą.
Wystarczy zmienić kilka rzeczy i można się nimi zajadać bez wyrzutów sumienia :)

Po pierwsze: pieczywo. Zamieniamy pszenną bułkę na zdrowszy, razowy odpowiednik, lub tak jak ja dzisiaj, na warzywa. Odpowiednie będzie każde warzywo, które da sie pokroić na duże plastry (dynia piżmowa, cukinia, bakłażan, kabaczek, patison, słodkie ziemniaki itp.).

Po drugie: mięso. Tutaj też mamy duże pole manewru. Można wykorzystać dobrej jakości wołowinę, chudą wieprzowinę lub drób. Polecam mięso z udźca indyczego lub kurzych udek (oczywiście bez skóry).

Po trzecie: zdrowe dodatki. Duża ilość warzyw i - zwłaszcza jeśli nie używamy pieczywa - dobre węglowodany w postaci zdrowej kaszy, brązowego ryżu, czy komosy. Mogą też być pieczone ziemniaki ze skórką, lub bataty.

Po czwarte: pieczenie lub grillowanie, a nie smażenie w dużej ilości tłuszczu.

Mój dyniowy hamburger z sałatką.

Jak zrobić dietetycznego hamburgera?


Składniki hamburgera (1 porcja):
150-180 g mielonego mięsa z udźca indyka
1 drobno posiekana dymka
1 łyżeczka posiekanej mięty (opcjonalnie)
kawałek ostrej papryczki (ilość zależy od ciebie)
mały ząbek czosnku przeciśnięty przez praske
2 plastry dyni piżmowej (bez skórki)
liść sałaty
plaster pomidora
białko z 1 jajka
łyżeczka szczypiorku
sól, pieprz, szczypta kuminu

Opcjonalnie: plasterek żółtego sera, jajko sadzone lub (jak u mnie) smażone białko jajka.

Składniki sałatki:
pół szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
garść małego szpinaku (lub roszponki)
1 mały pomidor malinowy
1 łyżeczka posiekanej mięty
1 łyżeczka oliwy
sok z cytryny


Do mięsa dodać dymkę, miętę, drobno posiekaną papryczkę, czosnek, sól, kumin i pieprz. Dokładnie wyrobić. 
Mokrymi dłońmi uformować płaski kotlet (wielkość dopasować do plastrów dyni) i położyć na silnie rozgrzanej patelni grillowej* (patelnię można, ale nie trzeba, posmarować olejem przy pomocy pędzelka). 
Odwrotną stroną ostrza noża zrobić na kotlecie kratkę, co dodatkowo spłaszczy mięso i sprawi, że kotlet nie wybrzuszy się podczas smażenia. 
Usmażyć z obu stron, po czym zdjąć z patelni, przykryć odwrócona miseczką, żeby mieso odpoczęło.

W miedzyczasie na drugiej patelni położyć plastry dyni posmarowane lekko olejem i posypane przyprawami. Krótko podsmażyć z obydwu stron, po czym wlać trochę wody (tylko tyle, żeby dynia zmiękła, a woda odparowała), przykryć pokrywką i poddusić, aż zmiękną. Powinny jednak pozostać lekko twarde i nie rozpadać się. Trwa to krótko, zaledwie kilka minut, więc trzeba je mieć cały czas na oku. 

Przygotować smażone białko jajka. Na jak najmniejszej patelni rozgrzac odrobinę oleju lub masła klarowanego, wylać białko, starajac sie nadać mu okragły kształt. Dodać sól i pieprz. Odwrócić i dosmażyc z drugiej strony.

Przygotowac sałatkę. Składniki połączyć, doprawić, polać łyżeczką oliwy i skropic sokiem z cytryny. 

Na talerzu ułożyć sałatkę. Obok położyć plaster dyni posmarowany sosem pomidorowym, na to liść sałaty, mięso, sos czosnkowy, smażone białko, pomidor, szczypiorek (może być jeszcze odrobina sosu pomidorowego). Przykrywamy drugim plastrem dyni, który można oprószyć pieprzem. 
Gotowe :)

*mięso i dynię można też upiec w piekarniku.

Smacznego :)


wtorek, 24 lutego 2015

Naleśniki gryczane a'la tortilla


Ostatnio wymyśliłam sobie takie placki, czy może placko-naleśniki, których nie trzeba wyrabiać ręcznie, ani wałkować, a mimo tego przypominają tortille (zwlaszcza podsmażone na chrupko).
Da się je ładnie zezłocić i zawinąć w nie dowolny farsz. Przepis bardzo przypomina naleśniki gryczane, jednak nie ma w nich mleka.

Te placki (i gryczane nalesniki i pankejki) robią ostatnio furorę w moim domu ;)
Tak długo oswajałam mąkę gryczaną, że juz myślałam, że nigdy się to nie uda. Aż w końcu coś zatrybiło i... polubiłyśmy się niesmiało.
A teraz zaczynamy się lubić bardzo-bardzo. Normalnie love story ;)

Do środka można włożyć dowolny farsz wegetarianski lub mięsny, np. farsz z kurczakiem, farsz rybny, warzywny, z grzybami, z jajkami; hummus, guacamole, baba ganoush; warzywa z ryżem, soczewicą, ciecierzycą, fasolą, kaszą; kapustę z pomidorami, kiszoną kapustę z grzybami...
Albo na słodko: konfitury, mus owocowy, serek czekoladowy, waniliowy, owocowy, świeże owoce, prażone jabłka czy brzoskwinie, orzechy, z mak z bakaliami - wszystko, co wam fantazja podpowiada.

Ja tym razem miałam ochotę na... to, co mi zalegało w lodówce ;) Warzywa, sałatę, cebulę, pieczoną pierś z indyka i sos czosnkowy.

Sos można zrobić na bazie jogurtu naturalnego, jednak ja poszłam na całość i zrobiłam go z gęstej, wiejskiej śmietany, bo jesli chodzi o smak, to każdy jogurt może się przy niej schować :)




Jak zrobić naleśniki gryczane bez mleka?

Składniki:
1 duże jajko 
6 czubatych łyżek mąki gryczanej
1 czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej
ok. 300 ml wody gazowanej
szczypta soli

Sos: pół szklanki smietany, mały ząbek czosnku, sól, pieprz. Można też dodać 1 łyżkę ketchupu - sos bedzie różowy.

Wszystkie składniki dokładnie zmiksować (ja używam małego malaksera z podziałką) i odstawić na kwadrans. Po tym czasie ciasto zgęstnieje i prawdopodobnie trzeba będzie dodać jeszcze trochę wody i ponownie zmiksować.
Smażyć cienkie placki na suchej patelni z nieprzywierającą powłoką. Przed pierwszym naleśnikiem można patelnię posmarować tłuszczem.
Zwijać z ulubionym farsz, dopóki są ciepłe i elastyczne.

Spróbujcie :)

wtorek, 17 lutego 2015

Muffiny jabłkowe bez mąki, cukru i mleka


Dzisiaj kolejna wersja muffinów bezglutenowych. W ciągu ostatniego roku upiekłam ich już setki :) Marchewkowe i z dynią. Z owocami, świeżymi i suszonymi. Z warzywami. Z mąką kokosową, orzechową, migdałową, gryczaną, kukurydzianą. Z jajkami i bez. Z tłuszczem i bez tłuszczu...
Teraz kolej na jabłkowo-bananowe, aromatyzowane pomarańczą.

Cóż mogę powiedzieć? Sa bardzo dobre :) Z wierzchu zwarte, lekko chrupiące, w środku mięciutkie, wilgotne i aromatyczne.
Cieszę się, że mogę sobie od czasu do czasu zjeść coś pysznego i słodkiego, chociaż nie ma w tym cukru (oczywiście poza tym, który pochodzi z owoców).

Pewnie to niezbyt zdrowe, ale spróbowałam zaraz po upieczeniu. Pycha!
Są bardzo słodkie, mimo tego, że "słodzone" tylko owocami.
Jenak to może być moje subiektywne odczucie, bo dawno odstawiłam cukier i wszystkie "słodzidła" (oprócz miodu), a domownicy jeszcze nie próbowali :)



Jak zrobić muffinki jabłkowe bez mąki, cukru i mleka?

Składniki - 12 sztuk:
1 duży banan lub dwa małe - obrane i rozgniecione widelcem
1 duże, winne jabłko, starte na dużych oczkach tarki (ze skórką)
1 filiżanka mąki kokosowej
1 filiżanka mąki migdałowej
2 duże jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
skórka otarta z pomarańczy (dla tych, co nie unikaja cukru, może być kandyzowana skórka pomarańczowa)
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka esencji balsamicznej (zagęszczony ocet balsamiczny)
1 łyżeczka cynamonu
szczypta mielonych goździków
woda gazowana do rozrzedzenia ciasta

Banan i jabłko wymieszać łyzka z reszta składników. Dodać tyle wody, żeby ciasto było dość gęste, ale nabrane na łyżkę powoli z niej spływało.
Nałożyć do foremek na muffiny (ja używam sylikonowych, ale zwykłe trzeba wyłożyć papilotkami).
Piec ok. 20-25 min w temp. 180-200oC (moje piekły się ok. pół godziny).

Smacznego :)


poniedziałek, 16 lutego 2015

Fasola z pieczarkami - śniadanie bez pieczywa

 Dla mojego syna - z grzankami z domowego, żytniego cheba

Pojęcia nie mam, jak nazwać to danie. Nie jest gulaszem, bo nie ma w nim sosu, nie jest fasolka po bretońsku, bo nie ma w nim pomidorów, ale są grzyby.
To jest taka moja baza śniadaniowa. Robi się błyskawicznie, o ile mamy w zamrażarce gotowaną fasolę (co bardzo wam polecam, bo bardzo to skraca czas przygotowania posiłków).
Patrzysz na zdjęcie i myslisz sobie, że przygotowanie tego dania zabierze dużo czasu. Ale jeśli swoje posiłki zaplanujesz wcześniej i przygotujesz sobie mrożone półprodukty, przygotowanie zajmie ci najwyżej 10 minut.

Polecam wam też inne wersje. Powyższe danie można potraktować jako bazę i urozmaicać według własnego gustu, smaku i tego, co akurat mamy pod ręką.
Można dodać posiekane pomidory lub/i pomidory z puszki, czy sam przecier (passatę). Można dodać sadzone jajko, lub zalać wszystko rozbełtanymi jajkami i usmażyć omlet lub jajecznicę z dodatkami. Można dodać świeże i suszone zioła,  pieczone lub gotowane mieso, kiełbasa chorizo, kabanosy, różne sery, warzywa. Jest to również świetny farsz do  tortilli, czy naleśników.
Po prostu róbcie tak, jak wam fantazja podpowiada :)


Bardzo polecam hurtowe gotowanie i mrożenie różnych strączkowych (różne rodzaje fasoli, groch, bób, ciecierzyca, soczewica). Jednorazowo gotuję np. 1-1.5 kg fasoli "Jaś" i 1 kg żółtego grochu lub ciecierzycy. Po ostudzeniu dzielę na porcje różnej wielkości, w zależności od tego, do czego zamierzam je wykorzystać. Paczuszki robię w ten sposób, żeby były jak najbardziej płaskie, wtedy szybciej sie rozmrażają. Przygotowuje np. dużą paczka fasoli na fasolkę po bretońsku dla całej rodziny, mniejszą paczkę na zupę fasolową, kilka małych na takie dania jak to, które wam dzisiaj proponuję. To samo z grochem - część do kapusty, część na zupę, itp. Wszystko opisuję wodoodpornym markerem i wykorzystuję w przeciagu kilku tygodni. 


Dzisiaj, do przygotowania śniadania, wykorzystałam małą paczuszkę fasoli, mniej wiecej 1 szklankę.

Jak zrobić fasolę z pieczarkami?

Składniki na 2 porcje:
1 szklanka ugotowanej, dowolnej fasoli (u mnie "Jaś")
3 brązowe pieczarki (moga być białe lub inne grzyby, np. boczniaki)
3 szalotki (lub średnia cebula)
pół małej, dobrej gatunkowo, czosnkowej kiełbaski (ok. 20 plasterków)
czubata łyżka posiekanego szczypiorku
1 łyżeczka oleju kokosowego (lub dowolnego, używanego przez ciebie, tłuszczu)
sól, pieprz, suszony cząber (ewentualnie majeranek, tymianek, zioła prowansalskie)

Grzyby i szalotki posiekać. Kiełbasę pokroić w cienkie plasterki. 
Na patelni rozgrzać tłuszcz, podsmazyć kiełbasę, dodać pieczarki i cebulę. Smażyć kilka minut. Dodać fasolę, przyprawy i szczypiorek. 
Można podać z grzankami (u mnie grzanki z domowego, żytniego, wieloziarnistego chleba na zakwasie) lub jajecznicą/jajkiem sadzonym i warzywami.

* Jeśli chcecie uzyć mrożonej fasoli, to dobrze byłoby ją wcześniej rozmrozić, ale jeśli o tym zapomnicie, bez problemu możecie dodać mrożoną. Wtedy jednak danie trzeba podlać odrobiną wody, przykryć pokrywką i dusić na malutkim ogniu, aż fasola się odmrozi i ogrzeje.

Smacznego <3