Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na szybko dla zabieganych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na szybko dla zabieganych. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 czerwca 2019

najlepsze scones - super łatwe, ekspresowe bułeczki



Obraz może zawierać: jedzenie  

Scones...
Może będę trochę przynudzać, bo pewnie już to wiecie, ale przyzwoitość nakazuje, że jakiś wstęp musi być :)
Pochodzą ze Szkocji, chociaż kojarzą się raczej z Anglią. Są to lekkie bułeczki śniadaniowe, podawane zazwyczaj na ciepło, z dżemem i gęstą śmietaną.
To najbardziej ekspresowe, najprostsze i jedne z najpyszniejszych bułeczek jakie znam. Mój ulubiony rodzaj wypieków: minimum przygotowań, maksimum smaku. A i prezencja, muszę przyznać, nie najgorsza ;)



Ich przygotowanie jest dziecinnie proste, więc jeśli obawiacie sie długiego, wyrabiania, zagniatania, wyrastania itp., odłóżcie swoje obawy na bok. 
Znalazłam informację, że dawno temu ciasto formowano w okrągły placek i krojono na trójkątne kawałki, które pieczono na blasze lub dużej patelni, bezpośrednio na ogniu. 
Teraz możemy robić, co nam w duszy gra, np. wycinać szklanką okrągłe bułeczki i piec je w piekarniku. Sprawdziłam oba sposoby - niezależnie od kształtu i sposobu przygotowania zawsze są pyszne. 

Najlepiej smakują nie gorące, ale ciepłe. Jednak po kilku godzinach (jeśli jakimś cudem ocaleją) też dają radę.


   

Do przygotowania ciasta na scones potrzebujemy tylko mąki, masła, mleka, odrobiny soli i proszku do pieczenia. Reszta, to modyfikacje (można dodać trochę cukru, zwłaszcza jeśli dodaje się kwaśne owoce, można dodać jajko; ciasto można zrobić z mlekiem albo maślanką).

Bazowe składniki można zmieniać, uzyskując mnóstwo kombinacji. Można je przygotowywać na tak wiele sposobów, że na pewno się nie znudzicie. 
Ja ostatnio mam na ich punkcie prawdziwego świra i sprawdziłam już kilkanaście kombinacji smakowo-składnikowych, do czego i was zachęcam.



Zapraszam też na FB, gdzie dodałam filmik, na którym widać jak powstają scones.


Składniki:

400 g mąki pszennej, plus trochę do podsypywania ciasta
100 g zimnego masła pokrojonego w kostkę
200 g maślanki (lub mleka, jogurtu, kefiru, soku owocowego itp.)
1 łyżeczka proszku do pieczenia (nie radzę dodawać więcej, bo ciasto będzie miało nieprzyjemny zapach)
duża szczypta soli (pół łyżeczki)
3 łyżki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)

Do wersji z owocami: 80-100 g dowolnych owoców (borówki, maliny, jeżyny, agrest, porzeczki, jabłka/gruszki/śliwki pokrojone w kostkę itp.)

1 roztrzepane jajko do posmarowania wierzchu bułeczek + opcjonalnie, cukier do posypania

Do podania (dotyczy głównie bułeczek bez dodatków): masło, dżem, gęsty jogurt naturalny lub gęsta śmietana

Jak zrobić scones?

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni.
W misce mieszamy mąkę z masłem, solą, cukrem i proszkiem do pieczenia (ma powstać coś na kształt kruszonki).
Dodajemy maślankę i szybko mieszamy widelcem.
Na oprószony mąką blat, wykładamy ciasto i szybko zagniatamy (ważne, żeby to zrobić tak raczej "niedbale", wystarczy kilka razy - to ciasto nie lubi długiego wyrabiania).
Rozpłaszczyć rękoma na grubość ok. 3 - 4 cm i wykrawać bułeczki. 
Można użyć specjalnego "wykrawacza" lub zwykłej szklanki/kieliszka o średnicy ok. 6 cm. 
Resztki ciasta można ponownie zagniatać i wykrawać, aż do wykorzystania całego ciasta.
Z ciasta można też uformować koło i pokroić je na 8 części, jak pizzę.

W przypadku bułeczek z owocami postępujemy trochę inaczej. 
Ciasto rozpłaszczamy na grubość ok. 1.5 - 2 cm, posypujemy owocami w środkowej części, zostawiając wolne brzegi. Następnie te brzegi zakładamy na wierzch ciasta i lekko dociskamy (nie za mocno, żeby za bardzo nie rozgnieść owoców). 
Posypujemy lekko mąką i wykrawamy bułeczki jw.

Pieczemy ok. 15 min (trzeba ich pilnować, bo w każdym piekarniku pieką się inaczej, poza tym mniejsze upieką się szybciej), 220°C góra-dół 

Smacznego bardzo :)


poniedziałek, 7 stycznia 2019

Pasta z żółtej soczewicy z orzechami, suszonymi pomidorami i wędzonym twarogiem




Wczorajszy wieczór spędziłam w ulubionej restauracji z przyjaciółkami. Jadłyśmy tam naprawdę dobrą pastę z soczewicy z wędzonym twarogiem, z kromkami pysznego, świeżego chleba.
Zainspirowało mnie to do zrobienia takiej pasty w domu.
Już w taksówce, wracając, zastanawiałam się, czy mam w domu wszystko, czego będę potrzebowała, bo wiadomo, nie ma co liczyć na szybkie zakupy w supermarkecie (chyba nie muszę nikomu tłumaczyć dlaczego - jakiś czas temu wszyscy zostaliśmy odgórnie "uszczęśliwieni" niehandlowymi niedzielami).
Cóż, systemu nie zmienię, a już na pewno nie w tej chwili ;) więc do rzeczy!


Soczewicę zawsze mam w spiżarni, bo uwielbiam wszystko co "soczewicowe". A twaróg wędzony kupuję bardzo często. Tym razem na szczęście kupiłam.
Jednak, jak to u mnie bywa, kiedy zaczęłam gotować, poniosła mnie fantazja i wyszło mi coś zupełnie innego, chociaż - żeby nie było - posypałam to wędzonym twarogiem 😉

Ale spokojnie. Śmiało mogę wam polecić to smarowidło, bo jest po prostu BOSKIE i naprawdę proste do zrobienia. Powiedziałabym, kulinarne przedszkole :)

Pasta jest pyszna ze świeżym i tostowanym pieczywem. Jako deep z warzywami też świetnie smakuje. Może nie powinnam tego pisać, ale wyjadana paluchem wprost z miseczki, (po kryjomu, w nocy), po prostu ambrozja 😄

Sama pasta jest bezglutenowa, jeśli zjecie ją z bezglutenowym pieczywem lub warzywami, cały posiłek będzie bezglutenowy.


❤️Jeśli lubicie suszone pomidory, spróbujcie też pasty z suszonych pomidorów



Składniki:
2 szklanki ugotowanej soczewicy (szklanka przed ugotowaniem)
10 suszonych pomidorów
garść drobno posiekanych orzechów włoskich
3 ząbki czosnku
łyżeczka suszonych ziół prowansalskich
pół łyżeczki kuminu (lub mniej, jeśli nie przepadacie za tym smakiem)
3-4 łyżki oliwy z oliwek (ze słoika, w którym były pomidory)
łyżka (lub mniej) marynowanych papryczek jalapeno (hapalenio)
kilka listków świeżej bazylii
3-4 łyżki wędzonego twarogu
sól, pieprz, suszone chilli do smaku
opcjonalnie (można pominąć, ale dodaje smaku): 1 łyżka satay z orzeszkami arachidowymi*

Soczewicę kilka razy wypłukać w zimnej wodzie, zalać 2 szklankami zimnej wody, dodać trochę soli i obrane ząbki czosnku. Zagotować bez przykrycia na dużym ogniu. Po zagotowaniu zmniejszyć płomień pod garnkiem do minimum, usunąć powstałą na wierzchu pianę, przykryć garnek i gotować do miękkości (ok. 15 minut). Soczewica powinna wchłonąć całą wodę. 
Dodać drobno pokrojone orzechy i pomidory. Wymieszać i zostawić do ostygnięcia (orzechy i pomidory zmiękną w gorącej soczewicy).

Marynowane papryczki drobno pokroić. Dodać do soczewicy, razem z oregano, kuminem, chilli, solą, oliwą i satayem z orzeszków. Wymieszać.
Całość przez chwilę miksować ręcznym blenderem (nie miksujemy dokładnie, tylko częsciowo - chyba że chcemy uzyskać bardzo gładką pastę). Po zmiksowaniu spróbować i jeśli trzeba, jeszcze odrobinę doprawić.
Jeśli pasta wydaje się zbyt sucha, można dodać odrobinę ciepłej wody.

Przełożyć do małych kokilek, posypać słodką, mieloną papryką, pokruszonym, wędzonym twarogiem. Skropić oliwą i udekorować listkiem bazylii.
Przed jedzeniem schłodzić w lodówce co najmniej godzinę.

Smacznego bardzo :)


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Dorsz pachnący kolendrą


Dorsz na sposób orientalny, pachnący kolendrą i sezamem - taki trochę... zeujący na wschód ;)
Bardzo prosty w przygotowaniu, a co najważniejsze, bardzo smaczny.
Polecam go zwłaszcza tym, którym znudził się smak ryb przyrządzanych w tradycyjny sposób - myślę, że dla nich będzie to miła odmiana.


A jeśli nie przepadacie za rybami, być może dzięki temu przepisowi ryba wyda wam się bardziej znośna?
Ja jestem pod wrażeniem tego smaku. Ryba jest soczysta i delikatna, zaledwie "muśnięta orientem" ;)
Jest w zasadzie uduszona na parze, po wstępnym, lekkim podsmażniu.


Spróbujcie :)

Jak przygotować polędwicę z dorsza?

Składniki:
ok. 15 dag ryby na osobę (użyłam polędwicy z dorsza)
4 łyżki sosu sojowego
2-3 łyżki sosu teriyaki
2 łyżki ziaren sezamu
kawałek świeżego imbiru (2-3 cm)
2 duże ząbki czosnku
sól, pieprz, chilli w proszku lub świeża papryczka (ilość wedle uznania)
kilka łodyżek świeżej kolendry
1 łyżka oleju sezamowego
1 łyżka masła
2 łyżki oleju do smażenia

Rybę pokroić na porcje, lekko posolić, oprószyć pieprzem i ostrą papryką (jeśli jej używamy).
Chilli (świeżą papryczkę), imbir i czosnek (obrać) i drobno pokroić.
Podsmażyć chwilę na rozgrzanym (niezbyt gorącym) oleju. Włożyć rybę i podsmażyć z każdej strony (nie rumienić). Polać sosem sojowym, teriyaki i olejem sezamowym. Dodać ok. 1/4 szkl. wody, posypać sezamem i dodać masło. Przykryć pokrywką i dusić przez kilka minut (zdjąć z ognia jak tylko mięso zrobi się białe i z łatwością będzie można podzielić je na płaty).
Lepiej, żeby ryba "doszła" pod pokrywką już przy wyłączonym palniku, wtedy będzie delikatna i soczysta).
Przed podaniem polać rybę sosem i posypać kolendrą.
Swietnie smakuje z ryżem jaśminowym lub basmati, ewentualnie ziemniaczanym purée.

Smacznego bardzo :)





sobota, 23 grudnia 2017

Super proste RAFAELLO nie wymagające pieczenia


Dzisiaj chciałabym wam zaproponować przepis na pyszne i szybkie w przygotowaniu ciasto, takie na ostatnią chwilę.
Wygląda na bardzo pracochłonne, a wcale takie nie jest.

Wiem, że teraz, przed świętami ciśnienie rośnie, chcemy jak najszybciej zrobić jak najwięcej, więc postanowiłam przypomnieć wam (i sobie) ten przepis.
Pomysł podsunęła mi jedna z czytelniczek bloga, Nobilla, która wyszukała ten przepis na moim blogu. Bardzo jej za to dziękuję i... idę po herbatniki i białą czekoladę ;)

Pozdrawiam śiątecznie i życzę Wam najmilszych świąt, nawet jeśli za oknem, jak u mnie, deszcz zamiast śniegu :) Trzymajcie się, nie dajcie się i wygospodarujcie w przedświątecznym zamieszaniu chociaż chwilkę dla siebie. To ważne, jeśli chcecie w tym całym szaleństwie zachować zdrowy rozsądek ;)
To piszę ja (Jarząbek Jan :D), siedząc z kawą na kanapie, z laptopem na kolanach, rozkoszując się krótką przerwą pomiędzy karpiem a ciastem :)


*
**
***
****
*****
******
*******
********
*********
**********
***********
************
*************
**


Jak zrobić  rafaello bez pieczenia?

herbatniki maślane (ilość zależy od wielkości ciasta, ja zużyłam 48 sztuk)
2 i 3/4 szklanki mleka
3 żółtka
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
2 czubate łyżki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru + szczypta soli
1 laska wanilii (można zastąpić 1 łyżką esencji waniliowej lub nawet cukrem waniliowym)
25 dag masła śmietankowego
20 dag wiórków kokosowych
5 dag płatków migdałowych
pół białej czekolady (50g)
kieliszek likieru kokosowego lub amaretto (opcjonalnie)*

Ok. 3/4 szklanki mleka przelać do większego garnuszka, dodać żółtka, cukier, sól i oba rodzaje mąki. Dokładnie rozmieszać (a najlepiej zmiksować). 
Resztę mleka zagotować z wanilią (laskę wanilii trzeba najpierw przeciąć na pół) lub cukrem waniliowym. Jeżeli zamierzacie dodać esencję waniliową, trzeba ją dodać na koniec, podczas ubijania kremu z masłem.
Do gotującego się mleka dodać mleko z cukrem, żółtkami i mąką. Powstanie coś w rodzaju bardzo gęstego budyniu. Trzeba cały czas intensywnie mieszać, ponieważ łatwo go przypalić (jak najmniejszy płomień). Gotować mieszając, aż masa straci posmak surowej mąki (ok. 4-5 min).
Ostudzić.

Utrzeć masło na puch i stopniowo, cały czas ucierając, dodać ostudzony budyń, większość wiórków (ok. 1/4 zostawić do posypania wierzchu), startą na drobnych oczkach czekoladę i likier. 

Na płaskiej deseczce (może też być foremka) wyłożonej papierem do pieczenia rozsmarować odrobinę kremu lub masła. Zapobiegnie to przesuwaniu się pierwszej warstwy ciastek podczas smarowania. Ułożyć pierwszą warstwę herbatników (u mnie 3x4 ciastka), na nich rozsmarować 1/4 kremu, ułożyć kolejna warstwę ciastek - i tak aż powstaną 4 warstwy. Ostatnią warstwę powinien stanowić krem.

Ciasto (wraz z deseczką) zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na co najmniej 6 godzin, a najlepiej na całą noc.

Na suchej patelni uprażyć (kolejno) wiórki kokosowe i płatki migdałowe, aż nabiorą lekko złotego koloru. Od razu zdjąć z patelni i ostudzić.

Przed podaniem posypać wierzch prażonymi wiórkami i płatkami migdałowymi.

Smacznego Bardzo :)


* Alkohol, wiadomo, tylko jeśli ciasta nie będą jadły dzieci :)




środa, 13 grudnia 2017

Szybki dżem bez cukru, z jabłek i persymon




Bardzo lubię persymony (vel kaki, hurma, czy sharon), owoc wielu imion ;)
Właśnie jest na nie sezon i można je kupić, w ku mojej radości, w wielu sklepach.

Kocham, ale moje pierwsze spotkanie z tym owocem nie było udane... Pamiętam, że spróbowałam i rozczarowana pomyślałam: jak to? To ma być ten przepyszny owoc...? Tym "kartoflanym" czymś mam się zachwycać?
Teraz się z tego śmieję, ale wtedy tak właśnie pomyślałam. A wszystko dlatego, że spróbowałam niedojrzałego owocu :) A niedojrzały jest twardy i bez smaku. Dzięki temu przez ładnych parę lat omijałam je szerokim łukiem.
Tak było do momentu, kiedy gdzieś w południowej Azji spróbowałam świeżego, dojrzałego, pachnącego słońcem owocu. I to było jak otrzeźwiające uderzenie między oczy.
BUM! I już wiesz, jak bardzo się myliłaś.

Nie będę opisywać smaku dojrzałej, persymony, bo zwyczajnie nie potrafię. Jest niepowtarzalna, słodka i soczysta.
Niektórzy porównują jej smak do śliwki, inni do miodu - dla mnie to nic z tych rzeczy, ale wiem na pewno, że to jeden z najsmaczniejszych owoców na świecie!

Jednak te persymony, które teraz, jesienią, są powszechnie dostępne w Polsce, nie mają zbyt wiele wspólnego z tymi, które można kupić w Azji, tymi "prosto z drzewa".
Dlatego po zakupie trzeba je trochę "uzdatnić", pozwoli im dojrzeć i nabrać smaku.
Ja kupuję je partiami, co kilka dni, "na zakładkę". Jedne odkładam żeby dojrzały, a te, które już dojrzały, zjadamy.

Po przyniesieniu ze sklepu wkładam je do koszyka razem z jabłkami, i w tej "dojrzewalni" spędzają kilka dni, aż staną się ciemnopomarańczowe i miękkie. Wtedy są najlepsze.

Dzisiejszy przepis powstał z potrzeby chwili. Nie było mnie jakiś czas i moje persymony BARDZO dojrzały. Ciężko byłoby zjeść je w takiej postaci (chociaż świetnie sprawdziłyby się zmiksowane, jako smoothie), więc przerobiłam je na dżem.
Taki dżem można zjeść od razu, na ciepło lub zimno, na toście, jako farsz do naleśników, albo zamknąć w słoiczku "na zaś" ;) W lodówce wytrzyma bez problemu kilka dni.

A w chłodny, jesienny dzień kubek herbaty, miseczka dżemu, ulubiony fotel i kocyk... Toż to niebo Panie i Panowie :)

Drzewo kaki 
źródło: fermedesaintemarthe.com

Jak zrobić dżem z persymon (kaki) i jabłek?

Składniki:
6 dużych jabłek (kruche, kwaskowe)
4 bardzo dojrzałe persymony (kaki)
sok z połowy cytryny
skórka z cytryny
szczypta soli
ok. 1/4 szklanki wody

opcjonalnie: łyżeczka cynamonu, kilka gożdzików, 2-3 ziarenka pieprzu, kardamon itp.

Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w cienkie plasterki. Przełożyć do garnka/rondla z grubym dnem.
Persymony również obrać ze skórki (jeśli będą bardzo dojrzałe i miękkie, będzie je można obrać, zdejmując skórki jak z ugotowanych ziemniaków). Warto to zrobić nad garnkiem, w którym będziemy dusić owoce, żeby nie stracić soku, którego dużo wypływa podczas obierania i krojenia.
Pokroić w dowolny sposób (dojrzałe i soczyste w zasadzie same się rozpadają).
Dodać wodę, skórkę i sok z cytryny, wymieszać i podgrzewać na dużym "gazie" mieszając od czasu do czasu.
Po zagotowaniu zmniejszyć płomień do minimum (można postawić garnek na metalowej płytce, jeśli taką macie) i gotować do pożądanej konsystencji, często mieszając.
Ja lubię, kiedy w moim dżemie są kawałki owoców, więc nie gotuję go za długo - tylko tyle, żeby owoce zmiękły i połączyły się ze sobą.
Można też dżem częściowo (lub całkowicie) zmiksować.
Wspaniale smakuje zarówno na ciepło jaki i na zimno.

Smacznego Bardzo :)


sobota, 4 listopada 2017

Halloumi z jabłkami


Lubicie ser halloumi? Ja bardzo! 
A najbardziej lubię, kiedy "piszczy" w zębach, zupełnie jak oscypek :) 

Dla tych, co nie znają: halloumi (halumi), to biały, półtwardy, elastyczny ser pochodzący z cypru. Oryginalnie do produkcji wykorzystuje się ser owczy. Jednak często robi się go z mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, często z dodatkiem mięty.
Można go jeść tak samo, jak nasz oscypek (bardzo dobry z borówkami lub żurawiną).
Ma też pewną wspaniałą właściwość, a mianowicie wysoką temperaturę topnienia, dzięki temu można go smażyć i grillować.
I w takiej postaci jest chyba najbardziej znany i lubiany.



Moja dzisiejsza propozycja, to odkrycie ostatnich dni: smażony ser halloumi z dodatkiem lekko podsmażonych, kwaśnych jabłek i... kilku niezbyt oczywistych przypraw.

To naprawdę pyszne, małe danie na przystawkę, "przegryzkę", albo jako dodatek do obiadu. Jeśli macie smażone borówki, żurawinę, albo słodko-kwaśno-pikantny chutnej (czatni) - ze smażonym halloumi będą doskonałe.




Jak podawać ser halloumi?

Składniki:
dla 2 osób
250 g (1 opakowanie) sera halloumi
2 małe, winne jabłka 
sól, pieprz, cynamon, kumin
ok. 1 łyżki posiekanej kolendry, mięty lub natki pietruszki

Ser pokroić na plasterki ok. 0.5 cm grubości. 
Jabłka (w zależności od gatunku można zostawić skórkę lub obrać) pokroić w łódeczki. 
Ser i jabłka położyć na rozgrzanej, suchej patelni o nieprzywierającej powłoce.
Posypać przyprawami i smażyć potrząsając patelnią, aż tłuszcz z sera pokryje dno patelni (jeśli jest go zbyt mało - a zależy to od gatunku sera - można wszystko lekko skropić oliwą).
Smażyć ok 1-2 min z każdej strony, wyłożyć na talerze i posypać kolendrą.
Obok można położyć po łyżce chutney.
Zjadać póki ciepłe :)

Smacznego bardzo!


czwartek, 2 listopada 2017

Placki z ziemniaczanego purée z warzywami - wykorzystanie resztek


Chyba każdy z nas ma czasem tak, że mu się zwyczajnie nie chce gotować. Człowiek najchętniej zwinął by się w kęłbek i obudził na wiosnę...
Albo jest tak, że nie mamy weny, czy choćby czasu na coś bardziej skomplikowanego. 
A może, zwyczajnie, zostały jakieś resztki z poprzedniego dnia i warto by je było jakoś zagospodarować.
Mniejsza o powód, liczy się rezultat - a ten bardzo przyjemnie mnie zaskoczył.



Zostało mi ostatnio z obiadu sporo ziemniaczanego purée. Początkowo chciałam tylko odsmażyć ziemniaki i podać je z sadzonym jajkiem, ale... Sporo tych jaj było ostatnio i trochę mi się przejadły.

Pomysł na placki powstał w trakcie smażenia ziemniaków, kiedy podczas mieszania "jakoś tak" ;) zrobił mi się z nich placek. 
Zaczęłam go lekko ugniatać i obracać na patelni, aż okazało się, że można go podrzucać, jak naleśnik.

Wyglądał dobrze, więc został zaakceptowany :)

Na wierzchu położyłam podduszone warzywa, które podrasowałam ostrym sosem chilli i sosem słodko-kwaśnym.

Wykorzystałam resztki mrożonki meksykańskiej z L. i trochę świeżych warzyw. Wyszło naprawdę dobrze, na tyle dobrze, że postanowiłam, że musi trafić na blog. 
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do warzyw dodać mięso, jeśli je jecie. Można ten przepis modyfikować (a nawet trzeba!) do własnych potrzeb.

Trzeba mieć czasem pod ręką coś prostego, na wypadek "kulinarnych nizin" ;)



Jak zrobić placki z ziemniaków puree?


Składniki:
porcja dla 2 osób
ok. szklanki zimnego puree* na osobę (duża garść)
niecałe pół paczki mrożonki meksykańskiej (z przyprawami)
1 mała główka kapusty pak choi lub 3 liście pekińskiej
1 mała, czerwona papryka
1 szalotka, 2 dymki ze szczypiorkiem, lub mała cebulka
masło klarowane lub olej do smażenia
ostry sos chilli do smaku (ilość dowolna)
ok. 3 łyżek chińskiego sosu słodko-kwaśnego
dużo posiekanej kolendry (lub natki pietruszki)
do podania: jajko sadzone i ewentualnie jogurt naturalny

Na patelni rozgrzać masło klarowane i dodać pokrojoną szalotkę, paprykę i kapustę. Smażyć mieszając aż warzywa lekko zmiękną.
Dodać mrożonkę (bez rozmrażania), lekko posolić i smażyć dalej, mieszając od czasu do czasu.
Pod koniec dodać odrobinę wody i doprawić sosami. 

Na nieprzywierającej patelni rozpuścić odrobinę klarowanego masła i podsmażyć puree (każdą porcję osobno).
Ziemniaki po lekkim podgrzaniu trzeba rozgnieść widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków, żeby przywrócić im dawną gładkość.
Kiedy ziemniaki się podgrzeją, miękką łopatką uformować na patelni placek o średnicy ok. 12-15 cm i grubości ok. 1 cm (trzeba się postarać, żeby był zwarty, bo wtedy można go będzie odwrócić przez podrzucenie). 
Podpiec na rumiano z obu stron.

Zsunąć na talerz, na wierzchu położyć porcję warzyw i kleks jogurtu naturalnego.
Dla mnie to kompletne danie, ale można je podać z sadzonym jajkiem. 
Jest pyszne!

*przygotowuję puree "na oko" rozgniatając gorące ziemniaki z mlekiem do kremowej (dość gęstej) konsystencji. Tylko mleko - nic więcej.

Smacznego bardzo :)


wtorek, 4 lipca 2017

Genialna zupa "resztkowa" z melisą


Ale fantastyczną zupę zrobiłam wczoraj! Genialną.
Może nie wypada aż tak się chwalić, ale co, jeśli inaczej się nie da?

W zasadzie to był przypadek, bo z założenia miała to być prosta zupa warzywna z wykorzystaniem resztek "z wczoraj". Zupa, jak zupa, jakich wiele w swoim życiu ugotowałam - błyskawiczna, smaczna i dająca poczucie dobrze spełnionego obowiązku (bo nic się nie zmarnowało, a zwłaszcza to, co większość ludzi bez namysłu wyrzuca do kosza, albo wylewa do zlewu.

No i tak się "nawykorzystywałam", że aż sama siebie zaskoczyłam :D
(tutaj aż się prosi, żeby modulowanym głosem spytać: PRZYPADEK...? NIE SĄDZĘ... :D).

Ale do rzeczy siostro!

Mój genialny ;-) umysł połączył w całość dwa wywary po gotowanych warzywach, które zostały z poprzedniego dnia, trochę rosołu (warzywnego), dwa samotnie turlające się po lodówkowej szufladzie warzywa i świeże zioła, których dostatek w moim ogródku.


Namawiam was do mrożenia wywarów, które zostają z gotowanych warzyw (fasolki, szparagów, bobu, brokuła itp.), jeśli oczywiście nie wykorzystacie ich od razu.
Ja robię tak od dawna, bo zimą są nieocenione!
Warto taki wywar trochę odparować (zwłaszcza, jeśli gotujecie w większej ilości wody, ale namawiam do gotowania w jak najmniejszej), żeby się skoncentrował i nie zajmował tak dużo miejsca.
Taką "kostkę" (a raczej kochę ;-)) można dorzucić do zupy, użyć jako bazy do sosu, albo udusić w niej warzywa. Coś wspaniałego! Naprawdę szkoda taki skarb wylewać do zlewu, czy gdzie tam wylewacie :)


Wczorajsza zupa zebrała najwyższe noty. Syn po zjedzeniu swojej porcji, poszedł do kuchni i wyjadał resztki z garnka, mówiąc, że jest tak pełna smaku, że trudno przestać jeść. Toż to komplement najlepszy z najlepszych :)

Jak wykorzystać resztki w kuchni?

Składniki (trochę na oko):
ok. pół litra wywaru ze szparagów (woda po ugotowanych szparagach)
ok. pół litra wywaru z fasolki
ok. 1 litra rosołu z niedzieli ;))
pół litra dobrej, gęstej passaty pomidorowej (pomidory z puszki też dadzą radę)
1 łyżka pasty pomidorowej (przecieru)
1 duży batat pokrojony w kostkę
pół średniej cukinii pokrojonej jw.
duża gałązka lubczyku, kilka gałązek oregano - grubo posiekane
listki z 2-3 gałązek tymianku
1 łyżeczka ziół prowansalskich
3/4 szklanki mleka sojowego (może być krowie)*
3 łyżki kwaśnej śmietany 12% (można pominąć, jeśli nie jecie nabiału)
1 łyżka cukru (koniecznie!)
po pół łyżeczki kurkumy i kuminu
1 łyżka masła (opcjonalnie, ale dodaje dużo smaku)
sól (ostrożnie, bo wywary są słone), pieprz

dużo posiekanej, świeżej melisy (można zastąpić posiekaną mięta i startą skórka z cytryny)

Wywary połączyć, dodać warzywa, cukier i zioła (świeże i suszone). Gotować do czasu, aż warzywa będą półtwarde (trwa to bardzo krótko, zaledwie kilka minut).
Dodać passatę, przecier i mleko, i gotować dalej, aż warzywa całkowicie się ugotują.
Wtedy można dodać resztę składników: śmietanę, pieprz i posiekaną melisę, i wszystko zblendować (najlepiej od razu w garnku, ręcznym blenderem). Spróbować i jeśli trzeba - dosolić.
Przed podaniem dodatkowo posypać drobno posiekaną melisą.

Smacznego Bardzo :)



sobota, 6 maja 2017

Delikatne placuszki z cukinii, szparagów i batata


Na pomysł zrobienia takich placków wpadłam kilka dni temu, przy okazji robienia kolejnego dania ze szparagami - w końcu sezon na nie w pełni i trzeba korzystać!
Uwielbiam szparagi i ciągle poszukuje nowych dań, bo wszędzie tylko szparagi w szynce parmeńskiej, szparagi z jajkiem, tarta, jajecznica, zupa krem...
Wszystko to bardzo smaczne, ale... nuda :) a ja chcę czegoś nowego.


Ostatnio robiłam sałatkę ze świeżych szparagów (jedliście szparagi na surowo? Jeśli jeszcze nie, to zachęcam - zwłaszcza miłośników groszku cukrowego, bo smak surowych szparagów jest podobny).
No więc kiedy robiłam tę sałatkę, zostały mi takie "ogłowione" kawałki.
Właśnie wtedy wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać je do placków.
Nic prostszego :)
Robiąc je spodziewałam się dobrego efektu i się nie zawiodłam.
Pyszne są! Zwłaszcza w połączeniu z jogurtem, więc namawiam was na takie kombo.
Jeśli tylko nie macie przeciwwskazań do spożywania nabiału, wsuwajcie śmiało, to jest po prostu boskie :)


Ps. Kiedy robiłam je ostatnio, na każdym placku, na jogurcie, położyłam gruby plaster soczystego pomidora i świeżą kolendrę. Było równie pyszne, jeśli nie lepsze.


Jak zrobić placki ze szparagami?

Składniki:

1 nieduża cukinia
1 średniej wielkości batat
pęczek zielonych szparagów
pół młodej cebuli lub 2 dymki ze szczypiorkiem
1 duże jajko
2 łyżki płatków migdałowych (lub łyżka dowolnych, drobno posiekanych  orzechów)
2-3 łyżki razowej mąki orkiszowej
2-3 łyżki płatków jaglanych
masło klarowane lub olej do smażenia
sól, pieprz, ewentualnie chilli

jogurt grecki lub gęsta śmietana do podania

Batata obrać ze skórki. Wszystkie warzywa umyć i osuszyć. W szparagach odłamać dolną część (wszyscy już chyba wiedzą, że szparag sam się złamie, tam gdzie powinien ;-), odciąć główki (ok. 6 cm od góry) i odłożyć je na bok, do dekoracji (dolne, odłamane części można wykorzystać do zrobienia wywaru do zupy jarzynowej).
Cukinię (ze skórką), batata, cebulę i dolne części szparagów zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Do warzyw dodać resztę składników i przyprawy. Wszystko dokładnie wymieszać. Być może (ze względu na różną wielkość warzyw) trzeba będzie dodać trochę mąki lub płatków.
Masa powinna mieć gęstość ciasta na placki ziemniaczane i nie rozpadać się przy smażeniu (jeśli nie jestem pewna, zwykle smażę jednego placka "testowego" i jeśli wszystko jest w porządku, smażę wszystkie. Jeśli nie, zagęszczam lub rozrzedzam masę).
Smażyć na rumiano nieduże placuszki i odwracać (najlepiej) za pomocą dwóch łopatek.
W międzyczasie (na tej samej patelni) krótko podsmażam, oprószone solą i pieprzem, główki szparagów przecięte wzdłuż na pół, i odkładam do dekoracji.
Placki najlepiej smakują smażone na maśle klarowanym, ale możecie użyć dowolnego tłuszczu.
Po usmażeniu odsączyć na papierowym ręczniku i ułożyć na talerzu.
Na każdym placku położyć kleks jogurtu, a na nim główki szparagów.
Oprószyć świeżo zmielonym pieprzem lub, jeśli lubicie, chilli.

Smacznego bardzo :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Steak z rostbefu z czerwonym pieprzem i musztardą


Dzisiaj kolejny steak, tym razem z z rostbefu. To drugi na mojej liście ulubionych. Trzeci jeśli wliczyć polędwicę, ale ta jest, poza wszelką konkurencją - to bez wątpienia królowa steków. Nie ma chyba bardziej delikatnego mięsa.

Moim ulubionym w ostatnim czasie dodatkiem, jest duszona cebulka i brokuł stir fry, czyli szybko smażony, z chilli, czosnkiem, sezamem i sosem sojowym.

Opcjonalnym dodatkiem jest masło ziołowe, z czosnkiem i pietruszką, które rozpływa się na ciepłym mięsie tworząc delikatny, pyszny sos.



Więcej na temat przygotowania mięsa na steki, jego marynowania i smażenia, napisałam we wpisie o steku bavette, z łaty wołowej; nie będę się więc powtarzać - odsyłam was do tego wpisu.

Jak zrobić steak z rostbefu?

Składniki: 
1 porcja

1 steak z rostbefu, ok. 3 cm grubości

marynata:
1 płaska łyżka musztardy (najlepiej dijon)
1 łyżeczka marynowanego, czerwonego pieprzu (lekko posiekać)
1 duży, posiekany ząbek czosnku
4 plastry białej cebuli
grubo mielony, albo młotkowany pieprz
odrobina oleju do smażenia

brokuł:
pół brokuła
1 łyżka prażonego sezamu lub prażonych ziaren
pół posiekanej chilli (lub mniej)
1 łyżka jasnego sosu sojowego
parę kropel oleju sezamowego (opcjonalnie)
1 łyżka oleju

sos:
łyżeczka masła
1/4 szklanki wody
cebula, czosnek i pieprz z marynaty
sól, pieprz

opcjonalnie: masło ziołowe, czosnkowo-pietruszkowe*

Mięso zamarynować. Posmarować musztardą, posypać pieprzem, czosnkiem i chilli, obłożyć cebulą i odstawić na co najmniej godzinę. Przygotować do smażenia (jak najdokładniej usunąć marynatę - ponieważ musztarda w trakcie smażenia przypala się i dymi - zachowując ją na później). 
Szczegóły przygotowania steku, marynowania mięsa i inne wskazówki na temat stopnia wysmażenia podałam w poprzednim wpisie.  Jeśli chcecie wiedzieć więcej, zachęcam do przeczytania.

Mocno rozgrzać żeliwną patelnię (lub inną z grubym dnem). Posmarować olejem za pomocą pędzelka. Płożyć mięso i smażyć z obu stron, do uzyskania ulubionego stopnia wysmażenia (mnie zajęło to ok. 6 minut). Zdjąć z patelni, położyć na ciepłym talerzu i luźno okryć folią aluminiową.

W międzyczasie przygotować brokuł. Umyć, osuszyć i pokroić: kwiat na małe różyczki, łodyżki na plasterki. Główną łodygę obrać ze skórki i również pokroić w plastry.
Na patelni rozgrzać olej, wrzucić łodyżki brokuła i smażyć na największym palniku, ciągle mieszając, przez ok. 1 minutę. Dodać różyczki i smażyć koleją minutę. Pod koniec dodać czosnek i chilli, zamieszać, smażyć, aż czosnek zacznie pachnieć, wlać wodę i przykryć patelnię.
Zmniejszyć płomień na średni i dusić jakieś 4 minuty. Dodać sos sojowy, parę kropel oleju sezamowego, sezam i szczyptę cukru. Zamieszać i wyłączyć gaz.

Na patelnie po mięsie wlać łyżeczkę oleju i włożyć cebulę i to, co zostało z marynaty.
Smażyć na średnim ogniu, ciągle mieszając, ok. 2 minuty. Wlać wodę i odskrobać wszystko z dna i boków patelni. Przykryć i gotować minutę, dwie. Sos powinien się zredukować o połowę. Wtedy dodać zimne masło, wymieszać i wyłączyć gaz. Spróbować i ewentualnie dodać trochę soli i pieprzu.

Brokuły wyłożyć na talerz, na nich ułożyć steak (w całości, lub pokrojony w ukośne plastry, w poprzek włókien). Na mięsie ułożyć cebulkę. Całość polać sosem,

Smacznego :)

* ciepłe masło utrzeć z roztartym czosnkiem i drobno posiekaną pietruszką. Zawinąć w folię spożywczą, tworząc wałeczek i włożyć na pół godziny do zamrażarki. Kroić w plasterki i zmne układać na gorących stekach, przed samym podaniem.



czwartek, 25 sierpnia 2016

Steak bavette, czyli steak z łaty wołowej z maślano-sezamowym sosem


Bavette, to jeden z moich ulubionych steków. Bardzo łatwo go przygotować, jest niesamowicie smaczny i nie wymaga żmudnych przygotowań i spędzania wielu (jakże cennych ;-)) godzin w kuchni. Tak, wiem, co raz częściej piszę o tym 'aspekcie' gotowania, ale mam wrażenie, że im jestem starsza, tym doba jest krótsza :D

Oczywiście steki można przygotowywać na tak wiele sposobów, że pewnie życia by nie starczyło, żeby wszystkie wypróbować. Ale, jak to u mnie bywa, czasem zdarza mi się "polecieć serią" (jak choćby w przypadku przepisu na mule), więc bardzo możliwe, że w najbliższym czasie pojawi się tutaj sporo steków :)

Tym razem inspirowałam się trochę kuchnią orientalną, bo taki akurat miałam nastrój. Przepis powstawał w trakcie gotowania, a kierunek nadawało mu to, co znalazłam w lodówce.
Tak sobie po prostu dodawałam różne produkty i przypominało to tkanie dywanika z kawałków włóczki, które akurat były pod ręką.

Tak sobie "tkałam i tkałam", aż rezultat mnie zadowolił, a moje kubki smakowe zamruczały z rozkoszy :)


Więcej przydatnych informacji znajdziecie w opisie przygotowania, jednak chciałabym podkreślić jedno. Wielokrotnie spotkałam się z twierdzeniem, że długość smażenia steku zależy od jego wagi. Wg. mnie nic bardziej mylnego... Najważniejsza jest grubość mięsa. Pisząc, ze dwustu gramowy steak będzie średnio wysmażony po 5 minutach, można wprowadzić w błąd. 
Będzie, albo nie będzie, bo to zależy od grubości steku, a nie jego wagi.

Jak dobrze usmażyć steak? Jak przygotować pyszny steak bavette z wołowej łaty?

Składniki:
2 porcje

1 stek z łaty wołowej, ok. 35 dag

Marynata:
2 łyżki jasnego sosu sojowego
1 łyżka oleju
kawałek papryczki chilli lub spora szczypta suszonych płatków chilli
świeżo zmielony pieprz
2 duże ząbki czosnku

Warzywa:
2 marchewki
pół małej, młodej cukinii
10 małych pieczarek
2 łyżeczki klarowanego masła

Sos:
1 łyżka prażonego sezamu*
1 czubata łyżka zimnego masła
sól, pieprz

Dodatkowo: świeża natka lub kolendra


Mięso trzeba zamarynować co najmniej godzinę przed smażeniem (a najlepiej dzień wcześniej). 
Jeśli marynowało się przez noc w lodówce, wyjmujemy je i zostawiamy w temperaturze pokojowej, na co najmniej pół godziny, zanim zaczniemy smażyć. Krótsze, np. godzinne, marynowanie nie wymaga wstawiania mięsa do lodówki.
Przed smażeniem mięso wyjmujemy z marynaty, zdejmujemy czosnek i chilli, i jak najdokładniej osuszamy, trzymając nad miską, pozwalając, żeby spłynął z niego sos (wycieranie ręcznikiem nie jest konieczne ;)) Czosnek, chilli i sos zachowujemy na później.
Mięso lekko rozbijamy pięścią, żeby rozluźnić włókna.
Mocno rozgrzewamy patelnię z grubym dnem (najlepiej żeliwną), lekko smarujemy klarowanym masłem lub olejem i kładziemy stek.

Z moich doświadczeń "stekowych" wynika, że nie należy kłaść mięsa na dużą ilość tłuszczu. 
Ja patelnię lekko natłuszczam, pod samym stekiem, albo nie natłuszczam w ogóle, jeśli marynowałam mięso w oliwie - w przeciwnym razie patelnia zacznie dymić, tłuszcz będzie pryskać i na pewno szybko przeklniemy moment, w którym zapragnęliśmy sami usmażyć steak ;)
W czasie smażenia najlepiej w ogóle nie ruszać mięsa, nie dociskać, a już na pewno nie nakłuwać widelcem (chyba, że smażymy na patelni grillowej i chcemy uzyskać ślad kratki na mięsie; wtedy na 20-30 sekund przed odwróceniem, przekręcamy steak o 90 stopni). Do przewracania mięsa najlepiej używać łopatki lub szczypiec. 

Smażymy 3 minuty, po czym odwracamy i smażymy kolejne 3 minuty** jednak to zależy od grubości i wielkości steku, i od naszych preferencji (my lubimy średnio wysmażone).
Dlatego bardzo możliwe, że trzeba będzie posmażyć minutę lub dwie dłużej - musicie niestety sami to wyczuć. Wymaga to odrobiny wprawy i dotykania mięsa palcem, ale trening czyni mistrza, więc w końcu uda wam się usmażyć taki stek, jaki najbardziej wam odpowiada.
W międzyczasie przygotowujemy warzywa. 
Marchewki obieramy i kroimy obieraczką w podłużne paski. Cukinię obieramy co drugi pasek, przekrawamy na ćwiartki wzdłuż i odkrawamy nasiona. Kroimy w ukośne kawałki.
Grzyby oczyszczamy, skracamy ogonki lub, jeśli są brzydkie, odkrawamy.
W tym czasie pewnie stek już się usmażył, więc zdejmujemy go z patelni na talerz i luźno przykrywamy kawałkiem folii aluminiowej.
Na patelni po steku rozpuszczamy 1 łyżeczkę masła klarowanego i wrzucamy marchewki i cukinię. Smażymy na średnim ogniu, cały czas mieszając, ok. 2 minuty (warzywa powinny zmięknąć, ale trzeba uważać, żeby nie były zbyt miękkie). Zdejmujemy je z patelni i wkładamy pod folię, do steka. 
Na patelnię wkładamy całe pieczarki, dodajemy druga łyżeczkę klarowanego masła, i krótko smażymy, aż grzyby zmiękną (powinny puścić wodę, a następnie odparować), nie rumienimy ich. Na koniec lekko je solimy i pieprzymy i zdejmujemy z patelni.
Na patelnię wkładamy odłożone wcześniej czosnek i sos z marynaty, krótko przesmażamy i dodajemy sezam i ok. ćwierć szklanki wody. Po zagotowaniu dokładnie odskrobujemy wszystko z dna i ścianek patelni. Dodajemy sok, który wypłynął z mięsa, kiedy odpoczywało. Lekko wszystko odparowujemy (powinny zostać 3-4 łyżki sosu) i dodajemy zimne masło. Doprawiamy do smaku i gotujemy mieszając, aż sos zgęstnieje.
Na talerzach układamy warzywa i grzyby. Stek kroimy w poprzek włókien na cienkie plastry i układamy na warzywach.
Posypujemy listkami kolendry lub natki i polewamy sosem.

Smacznego :)


*sezam podgrzewać/prażyć na suchej patelni, cały czas mieszając, aż zacznie intensywnie pachnieć. Wtedy natychmiast zdjąć go z patelni i ostudzić

**mój stek miał ok. 3 cm grubości 

niedziela, 14 sierpnia 2016

Małe pieczarki w balsamiczno-tymiankowym sosie



Lubicie pieczarki? Ja bardzo! A te, które wam dzisiaj przedstawiam są wyjątkowe.
Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że są po prostu przepyszne :)
Ale jeśli nie lubicie pieczarek, to... nie ma sensu czytać dalej ;)

Jakiś czas temu (pewnie ze dwa lata...?) wymyśliłam sobie taki niezbyt tradycyjny sposób ich podania. Przez ten długi czas robiłam je niezliczoną ilość razy i wszyscy, którzy ich próbowali i początkowo podchodzili trochę nieufnie, byli zaskoczeni jakie to dobre!
A jakie to proste! Praktycznie samo się robi, nie wymaga skomplikowanych przygotowań, a na gotowe danie czekamy zaledwie kilka minut. Żyć nie umierać! ;-)

Oczywiście możecie doprawić to po swojemu, dodać śmietany, albo zagęścić mąką. Możecie zrobić tak, jak wam fantazja dyktuje. Ale...
Zachęcam do spróbowania w tej prostej postaci.
A później, ewentualnie, możecie sobie poeksperymentować :)

Jak zrobić pyszne pieczarki? 

Składniki:
2 porcje

50-60 dag małych (jak najmniejszych) pieczarek
1 duża cebula
1-2 ząbki czosnku
czubata łyżeczka masła klarowanego (lub oleju/oliwy)
3 łyżki octu balsamicznego
pół łyżeczki cukru
1 łyżka masła 
sól, świeżo zmielony pieprz, szczypta suszonego oregano
2 łyżki drobno posiekanego tymianku

Pieczarki szybko przepłukać na sicie i dobrze osuszyć na papierowym ręczniku. 
Cebulę i czosnek posiekać i podsmażyć na maśle klarowanym. 
Dodać pieczarki i smażyć mieszając od czasu do czasu, aż odparuje prawie cały płyn, który się wytworzy. 
Dodać przyprawy, cukier i ocet, i smażyć dalej ok. minuty. 
Dolać pół szklanki wody, przykryć i dusić kilka minut.
Na koniec dodać masło, suszone zioła i tymianek. Spróbować (smak powinien być delikatny, ale wyraźnie słodko-kwaśny) i jeśli trzeba, ponownie doprawić.
Zjadać z dowolnymi dodatkami (chleb z masłem, ryż, kasza, makaron itp.)

Smacznego :)

piątek, 22 lipca 2016

Błyskawiczny, dietetyczny sorbet bananowy z nektarynką, chia i bazylią


Znowu zrobiło się gorąco, więc siłą rzeczy zaczynam kombinować z dietą, żeby ją przystosować do upałów.
Ten sorbet, to takie zdrowe, pyszne lody, z mniejszą ilością kalorii i bez niepotrzebnych dodatków.

W upalne dni zastępują  mi śniadanie (wtedy dodaję jeszcze trochę granoli lub orzechów), lub słodką"przegryzkę". To naprawdę świetny sposób na ochłodzenie się od środka, ale i "zaspokajacz" zachcianek na słodkiego "cosia".

Dla mnie liczą się tez aspekty zdrowotne, a banany, to prawdziwe skarby. Nikomu nie trzeba przypominać, jak ważne są w diecie, zwłaszcza dla osób uprawiających sport i wszystkich wypacających litry potu podczas wysiłku fizycznego. Wraz z potem tracimy elektrolity, więc sprawa jest oczywista: trzeba zadbać o ich uzupełnienie.

Pomijając wszystko, ten sorbet jest po prostu przepyszny. Naprawdę go uwielbiam!

Jeśli zadbacie o to, żeby zawsze mieć w zamrażarce banany, możecie zrobić sobie ten deser o dowolnej porze, dosłownie w parę minut. Nie trzeba godzinami czekać na zamrożenie. Parę minut i już możesz jeść:)

Przydatna rada: banany kupuj mocno dojrzałe, ciemnożółte, z brązowymi plamkami. Zamrażaj bez skórki, pokrojone w kostkę, albo w 0.5 cm plasterki (żeby ułatwić pracę blenderowi). Ja kupuję większą ilość dojrzałych bananów, najczęściej w promocji, i od raz po przyjściu do domu obieram, kroję i dzielę na porcje - po 2 sztuki do woreczka. Zamrażam rozłożone w jednej warstwie - to ułatwia rozkruszenie zawartości - i zawsze mam pod ręką w razie nagłej potrzeby ;)


Jak zrobić błyskawiczny sorbet/lody?

Składniki na 1 porcję:

2 dojrzałe, zamrożone banany (jak je przygotować, czytaj we wstępie)
1 czubata łyżka chia (lub/i 1 łyżka kakao)
ok. 1/4 szkl mleka roślinnego (można dla odmiany wypróbowywać różne mleka, a nawet (zimny) napar kawy)
1 bardzo dojrzała nektarynka ze skórką (może być brzoskwinia, kiwi, ananas lub dowolne owoce: maliny, borówki, truskawki itp.) 
kilka listków bazylii (mięty, melisy - co lubicie)
opcjonalnie: łyżka granoli lub posiekanych, prażonych orzechów


Banany po wyjęciu z zamrażarki wyjąć z woreczka i zostawić na kilka minut w temperaturze pokojowej. 
Przełożyć do kielicha blendera (blender powinien mieć dużą moc, bo mrożone banany są jak kamienie ;)), dodać chia i odrobinę mleka. Blendować pulsacyjnie, stopniowo dodając mleka. 
Nie należy się spieszyć z jego dodawaniem, bo zależy nam na zwartej konsystencji. Dodajemy tylko tyle płynu, żeby nie zamęczyć blendera. 
Co pewien czas przerywamy i mieszamy. Zeskrobujemy masę ze ścianek i spychamy w dół w kierunku ostrzy. Z czasem mieszanina zacznie się rozluźniać i w końcu powinniśmy uzyskać gładką, gęstą papkę.
Można też najpierw wlać mleko i cały czas blendując, wrzucać po kilka kawałeczków banana i blendować, aż masa będzie gęsta i gładka.

Sposób podania i dodatki zostawiam wam i waszej fantazji. Ja wykładam sorbet do miski, dodaje pokrojoną nektarynkę i kilka listków bazylii, bo bardzo lubię jej smak w słodkich deserach.
Wy zróbcie tak, jak wam w duszy gra. Grunt, to cieszyć się smakiem:)))

Smacznego:)


sobota, 7 maja 2016

Krewetki z pomidorkami daktylowymi i kolendrą


Dzisiaj to, co tygryski lubią najbardziej, albo... to na co aktualnie maja fazę ;)
Moje topowe smaki - pomidory, kolendra, chilli, krewetki - plus absolutna prostota i szybkość wykonania.
Zajadam się nimi kilka razy w tygodniu, modyfikując odrobinę, w zależności od okoliczności.
Trwa to już ze 2-3 tygodnie i jeszcze mi się nie znudziło.
Najlepsze są świeże (szare) krewetki w pancerzykach. Ale jeśli takich nie macie, bo nie zawsze są przecież dostępne "od ręki", mrożone też będą dobre.
A w wersji błyskawicznej, użyjcie krewetek mrożonych, obgotowanych - jak ja dzisiaj.
Jeśli nie planujecie innych dodatków (wspaniale smakują z chrupiącą bagietką, albo ryżem), trzeba przeznaczyć 12-14 sztuk na osobę.
Chociaż... Pewnie nie jestem obiektywna, bo potrafię ich zjeść jakąś nieprawdopodobną ilość ;-)


Jak przygotować najlepsze krewetki?


Składniki:
14 dużych krewetek
pół (lub więcej) posiekanego, czerwonego chilli
12 pomidorków daktylowych (u mnie żółte i czerwone)
2 posiekane ząbki czosnku
1 mała, posiekana dymka
łyżka masła klarowanego
sok z cytryny do smaku
sól, świeżo zmielony pieprz, szczypta cukru lub ksylitolu
1 czubata łyżka posiekanej kolendry

Mrożone krewetki przelać na sicie letnią wodą i dobrze odsączyć (rozmrażają się błyskawicznie). Jeśli są świeże, umyć je na sicie pod bieżącą wodą.
Na patelni rozgrzać masło, dodać czosnek, chilli, dymkę i dobrze odsączone krewetki. Doprawić solą i pieprzem. Smażyć ok minuty, potrząsając patelnią. Dodać pomidorki przekrojone na pół oraz cukier, i dalej smażyć. Trwa to zaledwie kilka minut. Świeże krewetki smażymy, aż z szarych zrobią się równomiernie różowe. Mrożone, aż mięso zmieni kolor na równomiernie biało-różowy i zniknie ich charakterystyczna "półprzezroczystość".
W czasie smażenia nie odchodzimy od patelni. Smażymy na dość dużym płomieniu, ale czujnie i z wyczuciem, cały czas potrząsając patelnią i podrzucając zawartość.
Uwaga na czosnek i chilli - łatwo je spalić, a wtedy danie będzie gorzkie i niesmaczne.
Na koniec obficie posypać kolendrą i od razu podawać, bo takie prosto z patelni są najlepsze :)

Smacznego :)

piątek, 6 maja 2016

Zielony koktajl, mega zastrzyk energii


Uwielbiam koktajle. Wszystkie.
Ale najbardziej na świecie kocham te zielone, napakowane do granic wytrzymałości tym, co najlepsze :-)))
Są sposobem na dostarczenie sobie wielu cennych witamin i minerałów w jednym "pakiecie". To mega cenny zastrzyk energii, bezbolesny i przepyszny. Piję i niemal natychmiast czuję, jak odżywam (autosugestia? ;-))
Dzięki takim koktajlom jestem w stanie zjeść więcej warzyw, nawet tych, których za którymi nie przepadam w innej formie.
Są nieocenione jako drugie śniadanie, albo podwieczorek, łatwe do zrobienia, łatwe do zabrania ze sobą, jeśli się śpieszymy.
Sycące i kolorowe, aż chce się pić (czy może jeść ;-) bo moje koktajle są gęste, niczym zupa-krem).
Taki koktajl najlepiej wypić od razu po zrobieniu, lub w jak najkrótszym czasie.
Jeśli coś wam zostanie, wstawcie do lodówki i wypijcie jak najszybciej, żeby nie wyparowały z niego wszystkie 'dobrości' ;-)
Jeśli koktajl zastępuje mi posiłek, np. śniadanie, wtedy dodaję do niego więcej sycących składników takich jak masło orzechowe (migdałowe, nerkowcowe), tahini, awokado, banany, olej z pestek dyni czy lniany. Czasem, raczej rzadko, dodaję też trochę białka serwatkowego, albo miodu - w zależności od okoliczności.
Podstawą jest zazwyczaj woda gazowana, do której dorzucam też (zwłaszcza latem) trochę lodu. Nie używam mleka, ale od czasu do czasu dodaję jakieś roślinne, zazwyczaj owsiane. No i w zasadzie w każdym moim koktajlu jest solidna porcja natki pietruszki, bo to prawdziwy skarb.
Cała reszta to wielka improwizacja, czyli freestyle ;-)

Składniki zielonego koktajlu:

Na 2 duże szklanki;
1 duży, dojrzały banan, lub dwa mniejsze
1 duże, dojrzałe awokado
6 zielonych szparagów
pół ogórka ze skórką
1 nieduża, obrana ze skórki, bulwa topinambura
duża garść jarmużu
pół pęczka natki
2 gałązki bazylii
sok z połowy cytryny
czubata łyżka masła z nerkowców*
1 łyżka oleju lnianego
szczypta soli
duża szklanka wody
(ilość wody zależy od konsystencji, jaką chcecie uzyskać)


Wszystko wrzucić do kielicha malaksera, wlać wodę i dokładnie zmiksować.
Jeśli będzie za mało słodkie można ostatecznie ;-) dosłodzić miodem lub ksylitolem, ale jeśli owoce są dojrzałe, zazwyczaj nie ma takiej potrzeby.

*może być dowolne masło, również z orzeszków arachidowych, czy migdałów, również tahini, ale tu uważajcie z ilością, bo ma zdecydowanie bardziej dominujący smak. Lepiej dodać mniej, spróbować i ewentualnie dodać; jak przesadzicie, to wyjąć się nie da ;-)))

Smacznego i Zdrowego :)


wtorek, 1 marca 2016

Spätzle (szpecle) szpinakowe z sosem beszamelowym, z parmezanem i szpekiem


Te małe cuda, to specjał kuchni południowych Niemiec i Tyrolu (północne Włochy i zachodnia Austria). Nie będę się nad nimi zbytnio rozwodzić, bo występują w tylu odmianach i wariacjach w całej niemal Europie, że czasu by mi nie starczyło ;)
Wspomnę tylko, że my w Polsce też mamy bardzo podobne kluski, zwane "kładzionymi", Węgrzy mają swoje galuszki, a Czesi haluszki.
Szczęśliwie pasują do każdego sosu, świetnie smakują z gulaszem, paprykarzem, skwarkami, "palonym" masłem, czy nawet na słodko.
Są fantastycznie uniwersalne i banalnie proste w przygotowaniu.
Warto jednak zaopatrzyć się w specjalne sito/przecierak, dzięki któremu jeszcze bardziej skrócimy czas ich przygotowania. Ja mam coś takiego, co nakłada się bezpośrednio na garnek z wrzątkiem:


Kluski, które wam dzisiaj przedstawiam, są specjalnością północno-wschodnich Włoch, autonomicznego regionu, z którego niedawno wróciliśmy, zwanego Alto Adige. 
Są to szpecle szpinakowe w białym, serowo-beszamelowym sosie, z charakterystycznym aromatem gałki muszkatołowej. 
Zajadaliśmy się nimi niemal codziennie, bo są obłędnie pyszne! 
Jednak jeśli, jak my, nie śmigacie całe dnie na nartach, spalając ogromne ilości kalorii, to radzę z tymi małymi "zdradliwcami" uważać ;)



 Jak zrobić spatzle/szpecle szpinakowe?


Kluski:
200 g mrożonego szpinaku (w listkach lub rozdrobnionego)
3 małe jajka (lub dwa duże)
250 g mąki pszennej
ok. 100 ml wody
po szczypcie soli i tartej gałki muszkatołowej

Sos:
2 czubate łyżki masła
2 płaskie łyżki mąki
ok. pół litra zimnego mleka
pół szklanki świeżo tartego parmezanu*
10 dag pokrojonego w zapałkę szpeku (u mnie braseola)**
sól, pieprz, świeżo starta gałka muszkatołowa


Szpinak wyłożyć na suchą patelnię i podgrzewać na małym ogniu, pod przykryciem, aż się rozmrozi (szpinak mrożony w listkach ma zwykle postać "brykietu", więc kostki powinny się rozpaść, a listki rozdzielić - trwa to zazwyczaj kilka minut; rozdrobniony szpinak rozmraża się krócej, ale dłużej trzeba go odparowywać).
Kiedy szpinak się rozmrozi, zwiększyć płomień, zdjąć pokrywkę i mieszając odparować płyn (można go też odcisnąć na sitku, ja jednak nie lubię pozbywać się szpinakowego soku w ten sposób, bo w nim jest dużo smaku). Przestudzić, a następnie zmiksować lub drobniutko posiekać.

Wodę zmiksować z jajkami, mąkę i przyprawy. Na końcu dodać szpinak i ponownie, dobrze zmiksować. Jeśli potrzeba, dodać trochę wody lub dosypać odrobinę mąki, tak aby ciasto miało konsystencję ciasta na kluski kładzione (trochę gęściejsze niż na lane kluski).
Odstawić na kwadrans, a w tym czasie dokończyć sos.

Kiedy szpinak się rozmraża, w rondlu lub głębokiej patelni, rozgrzać łyżeczkę oleju lub klarowanego masła, dodać pokrojony szpek i chwilkę podsmażyć (w przypadku braseoli wystarczy ją bez podsmażania dodać do gotowego sosu i tylko podgrzać).  Dodać masło i mąkę i smażyć na małym ogniu, cały czas mieszając - nie rumienić!
Zdjąć patelnię z ognia, zamienić łyżkę na trzepaczkę i stopniowo, cały czas intensywnie mieszając, dodawać zimne mleko. Ponownie postawić na gazie i mieszać do uzyskania gładkiego, niezbyt gęstego sosu (być może trzeba będzie dodać więcej mleka, zwłaszcza jeśli sypnęło wam się więcej mąki). Dodać przyprawy i zdjąć sos z ognia. Sos powinien być dość rzadki, ponieważ czekając na połączenie z kluskami, na pewno jeszcze zgęstnieje.

Kluski ugotować w osolonym wrzątku, przeciskając je wprost do wody, przy użyciu specjalnego sita i łopatki do przeciskania *** Kiedy wypłyną, pogotować je jeszcze minutkę mieszając, po czym wyłowić łyżką cedzakową wprost do sosu. Ta odrobina wody, która tam trafi razem z kluskami poprawi konsystencję sosu, także... dont't worry ;)
Jeśli jednak chcecie je odcedzić na durszlaku, zostawcie sobie trochę wody, żeby móc, w razie potrzeby, dolać odrobinę do sosu.
Podawać od razu, bo jeśli dłużej postoją, zrobią się znów zbyt gęste. Można posypać posiekaną natką lub szczypiorkiem.

Smacznego :)

* świeżo starty parmezan jest lekki, jak puszek, dlatego pół szklanki, to niewiele.
Jeśli macie zamiar użyć gotowego, tartego sera (nie polecam, ale wasz wybór), użyjcie ok. 1/4 szklanki.

**miałam końcówkę i chciałam ją zużyć; zarówno braseola jak i szpek nadają bardzo charakterystyczny smak tej potrawie

*** można też użyć specjalnej "tarki" z okrągłymi dziurkami, lub praski, która ma krągłe otwory (ta do przeciskania ziemniaków raczej się nie nadaje ;).
Ale... Jeśli nie macie żadnego z tych urządzeń, to też bólu nie ma. Rozsmarujcie porcję ciasta na niedużej, płaskiej desce, na grubość ok. pół centymetra (trzeba ją najpierw zmoczyć, żeby ciasto się nie przyklejało) i przy pomocy długiego noża (też trzeba go zmoczyć) odcinajcie i zrzucajcie do wrzątku podłużne, cienkie porcyjki ciasta. Powstaną nieregularne, podłużne kluski.
Te przeciskane przez sito przypominają małe "bobki" ;)
Ostatecznie można też wylewać ciasto wprost na wrzątek (jak lane kluski) lub kłaść je łyżką za każdym razem mocząc ją we wrzątku (jak kładzione, tylko starajcie się robić malutkie).