sobota, 4 listopada 2017

Halloumi z jabłkami


Lubicie ser halloumi? Ja bardzo! 
A najbardziej lubię, kiedy "piszczy" w zębach, zupełnie jak oscypek :) 

Dla tych, co nie znają: halloumi (halumi), to biały, półtwardy, elastyczny ser pochodzący z cypru. Oryginalnie do produkcji wykorzystuje się ser owczy. Jednak często robi się go z mieszanki mleka owczego, koziego i krowiego, często z dodatkiem mięty.
Można go jeść tak samo, jak nasz oscypek (bardzo dobry z borówkami lub żurawiną).
Ma też pewną wspaniałą właściwość, a mianowicie wysoką temperaturę topnienia, dzięki temu można go smażyć i grillować.
I w takiej postaci jest chyba najbardziej znany i lubiany.



Moja dzisiejsza propozycja, to odkrycie ostatnich dni: smażony ser halloumi z dodatkiem lekko podsmażonych, kwaśnych jabłek i... kilku niezbyt oczywistych przypraw.

To naprawdę pyszne, małe danie na przystawkę, "przegryzkę", albo jako dodatek do obiadu. Jeśli macie smażone borówki, żurawinę, albo słodko-kwaśno-pikantny chutnej (czatni) - ze smażonym halloumi będą doskonałe.




Jak podawać ser halloumi?

Składniki:
dla 2 osób
250 g (1 opakowanie) sera halloumi
2 małe, winne jabłka 
sól, pieprz, cynamon, kumin
ok. 1 łyżki posiekanej kolendry, mięty lub natki pietruszki

Ser pokroić na plasterki ok. 0.5 cm grubości. 
Jabłka (w zależności od gatunku można zostawić skórkę lub obrać) pokroić w łódeczki. 
Ser i jabłka położyć na rozgrzanej, suchej patelni o nieprzywierającej powłoce.
Posypać przyprawami i smażyć potrząsając patelnią, aż tłuszcz z sera pokryje dno patelni (jeśli jest go zbyt mało - a zależy to od gatunku sera - można wszystko lekko skropić oliwą).
Smażyć ok 1-2 min z każdej strony, wyłożyć na talerze i posypać kolendrą.
Obok można położyć po łyżce chutney.
Zjadać póki ciepłe :)

Smacznego bardzo!


czwartek, 2 listopada 2017

Placki z ziemniaczanego purée z warzywami - wykorzystanie resztek


Chyba każdy z nas ma czasem tak, że mu się zwyczajnie nie chce gotować. Człowiek najchętniej zwinął by się w kęłbek i obudził na wiosnę...
Albo jest tak, że nie mamy weny, czy choćby czasu na coś bardziej skomplikowanego. 
A może, zwyczajnie, zostały jakieś resztki z poprzedniego dnia i warto by je było jakoś zagospodarować.
Mniejsza o powód, liczy się rezultat - a ten bardzo przyjemnie mnie zaskoczył.



Zostało mi ostatnio z obiadu sporo ziemniaczanego purée. Początkowo chciałam tylko odsmażyć ziemniaki i podać je z sadzonym jajkiem, ale... Sporo tych jaj było ostatnio i trochę mi się przejadły.

Pomysł na placki powstał w trakcie smażenia ziemniaków, kiedy podczas mieszania "jakoś tak" ;) zrobił mi się z nich placek. 
Zaczęłam go lekko ugniatać i obracać na patelni, aż okazało się, że można go podrzucać, jak naleśnik.

Wyglądał dobrze, więc został zaakceptowany :)

Na wierzchu położyłam podduszone warzywa, które podrasowałam ostrym sosem chilli i sosem słodko-kwaśnym.

Wykorzystałam resztki mrożonki meksykańskiej z L. i trochę świeżych warzyw. Wyszło naprawdę dobrze, na tyle dobrze, że postanowiłam, że musi trafić na blog. 
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby do warzyw dodać mięso, jeśli je jecie. Można ten przepis modyfikować (a nawet trzeba!) do własnych potrzeb.

Trzeba mieć czasem pod ręką coś prostego, na wypadek "kulinarnych nizin" ;)



Jak zrobić placki z ziemniaków puree?


Składniki:
porcja dla 2 osób
ok. szklanki zimnego puree* na osobę (duża garść)
niecałe pół paczki mrożonki meksykańskiej (z przyprawami)
1 mała główka kapusty pak choi lub 3 liście pekińskiej
1 mała, czerwona papryka
1 szalotka, 2 dymki ze szczypiorkiem, lub mała cebulka
masło klarowane lub olej do smażenia
ostry sos chilli do smaku (ilość dowolna)
ok. 3 łyżek chińskiego sosu słodko-kwaśnego
dużo posiekanej kolendry (lub natki pietruszki)
do podania: jajko sadzone i ewentualnie jogurt naturalny

Na patelni rozgrzać masło klarowane i dodać pokrojoną szalotkę, paprykę i kapustę. Smażyć mieszając aż warzywa lekko zmiękną.
Dodać mrożonkę (bez rozmrażania), lekko posolić i smażyć dalej, mieszając od czasu do czasu.
Pod koniec dodać odrobinę wody i doprawić sosami. 

Na nieprzywierającej patelni rozpuścić odrobinę klarowanego masła i podsmażyć puree (każdą porcję osobno).
Ziemniaki po lekkim podgrzaniu trzeba rozgnieść widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków, żeby przywrócić im dawną gładkość.
Kiedy ziemniaki się podgrzeją, miękką łopatką uformować na patelni placek o średnicy ok. 12-15 cm i grubości ok. 1 cm (trzeba się postarać, żeby był zwarty, bo wtedy można go będzie odwrócić przez podrzucenie). 
Podpiec na rumiano z obu stron.

Zsunąć na talerz, na wierzchu położyć porcję warzyw i kleks jogurtu naturalnego.
Dla mnie to kompletne danie, ale można je podać z sadzonym jajkiem. 
Jest pyszne!

*przygotowuję puree "na oko" rozgniatając gorące ziemniaki z mlekiem do kremowej (dość gęstej) konsystencji. Tylko mleko - nic więcej.

Smacznego bardzo :)


czwartek, 31 sierpnia 2017

Sos sezamowy z tahini i syropem klonowym



Dzisiaj obiecany sos sezamowy, który świetnie współgra z wszelkimi warzywnymi kotletami i kotlecikami, jak np. falatele z batatami (przepis w poprzednim wpisie), czy równie smaczne falafele dyniowe.
Jest doskonały do każdego wytrawnego farszu, który zawiniecie w placki, naleśniki czy tortille, włożycie do chlebków pita, czy położycie na chapati.

Podkreśli smak dań z kaszą jaglaną, która sama w sobie nie ma zbyt wiele smaku, np.  kotletów jaglanych, burgerów jaglanych z rybąpasztetu jaglanego.

Doskonale pasuje do gotowanych na parze i pieczonych ryb i warzyw.

Można również użyć go do mięsa, jako sos, którym polejecie gotowe mięso (np. steki), jako składnik marynaty, albo bezpośrednio podczas przygotowywania stir fry.
Te wszystkie sposoby bardzo wzbogacą smak tego, co przyrządzicie :)

Jeżeli zamiast chleba zrobicie delikatne placuszki z ciecierzycy i włożycie do środka ulubione warzywa, ser, czy cokolwiek, na co macie ochotę - odrobina tego sosu zdziała cuda :) Smak jest naprawdę niesamowity!


Jak zrobić sos sezamowy z tahini?


Składniki:

3 łyżki pasty tahini 
opcjonalnie: 1 łyżka oliwy - można wykorzystać olej, który zbiera się na powierzchni tahini
ok. 2 łyżek soku z cytryny
3 - 4 łyżki wody (lub trochę więcej, w zależności od gęstości tahini)
1 zmiażdżony ząbek czosnku
1 łyżeczka syropu klonowego lub rzadkiego miodu
sos chilli, dowolna ilość drobno posiekanej ostrej papryczki, lub chilli w proszku - do smaku
sól, świeżo zmielony pieprz, szczypta kuminu
drobniutko posiekana kolendra - dużo :)

Składniki sosu przełożyć do małego słoiczka i wymieszać mocno potrząsając (być może trzeba będzie najpierw rozmieszać tahini, bo pasta czasem bywa gęsta).
Sos powinien być jednorodny i półpłynny (zdecydowanie rzadszy niż majonez). Odstawić na co najmniej 15 minut, żeby składniki się "przegryzły".
Można go przechowywać przez kilka dni w lodówce bez szkody (a nawet z korzyścią) dla smaku :)

Smacznego bardzo :)


środa, 30 sierpnia 2017

Falafele z batatami i sezamowym sosem z tahini



Kolejna wariacja na temat moich ulubionych falafeli. Robię je dość często, bo bardzo lubimy, a ponieważ ciągle szukam czegoś nowego, tym razem również trochę je podrasowałam.
Jako "gwiazda wieczoru" (czy raczej południa ;)) dzisiaj wystąpią falafele z batatami.

tortillę smaruję gęstym jogurtem, dodaję sałatę, warzywa, grzyby i falatele; polewam sosem sezamowym i zawijam.

Falafele, to warzywne kotleciki o arabskich korzeniach. Robi się je z ciecierzycy lub bobu z sezamem. Zwykle ziarna moczy się przez kilka godzin, a następnie mieli i doprawia, formuje niewielkie kotleciki lub kulki i smaży na złoto. Są bardzo aromatyczne dzięki orientalnym przyprawom, mają chrupiącą skórkę i miękki środek.



Ja dzisiaj postanowiłam pójść na skróty i do ich przygotowania użyłam  ciecierzycy z puszki.
Jest to sposób na skrócenie czasu przygotowania, ale uprzedzam, że konsystencja ciasta jest zupełnie inna niż tego zrobionego z surowej ciecierzycy... Dlatego konieczne jest schłodzenie kotlecików. Powinny spędzić co najmniej godzinę w lodówce, a najlepiej całą noc.

Posłuchałam też rad "z inernetów" i zawartość puszki zblendowałam.
Jednak myślę że gdyby to rozgnieść widelcem, kotlety zyskałyby ciekawszą konsystencję.
Teraz to wiem i na pewno następnym razem tak właśnie zrobię :)


Jeszcze słówko na temat jak je podawać.
Najlepiej na ciepło, zawinięte w tortille, z warzywami i sezamowym sosem z tahini, lub tradycyjnie - na talerzu z dowolnymi dodatkami i surówką (polecam zwłaszcza surówki z kapusty).
Można też podawać je w formie hamburgerów z ulubionymi dodatkami.
I na zimno, na kanapkach, z ogórkiem - są tak miękkie że można je rozsmarować jak pastę. Pycha!

A tutaj przepis na DYNIOWE falafele (klik), które również polecam gorąco, bo   p y sz n e!


Jak zrobić falafele?

Składniki:
ok. 10 sztuk

2 nieduże bataty
pół małej cebuli
sok z połowy cytryny
3 zmiażdżone ząbki czosnku
1 puszka ciecierzycy
2 łyżki mąki z ciecierzycy
kilka łyżek wody z ciecierzycy (z puszki)
3-4 łyżki grubo zmielonej bułki tartej (lub panko)
3 łyżki posiekanej kolendry (lub natki)
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka mielonej kolendry
ziarenka z 3 strączków kardamonu (rozgnieść w moździerzu lub nożem na desce)
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka papryki
1 łyżeczka ostrego sosu chilli (można pominąć)
sól, pieprz

Przekrojona na pół i nakłute nożem bataty (w skórce) upiec do miękkości w piekarniku (ok. 40 min) lub ugotować w mikrofalówce (ok. 10 min). Ostudzić i wydrążyć miąższ.
Ciecierzycę odcedzić zachowując płyn.

Do misy blendera włożyć posiekaną cebulę, dodać kilka łyżek wody z ciecierzycy i zblendować (można też robić to wszystko blenderem ręcznym).
Dodać ciecierzycę, bataty, przyprawy, sok z cytryny i czosnek, i zmiksować na gładko.
Być może trzeba będzie dodać jeszcze trochę wody z ciecierzycy, ale starajcie się dodawać jej jak najmniej.

Do zblendowanych warzyw dodać bułkę tartą, posiekaną kolendrę i mąkę. Wymieszać łopatką.
Uformować falafele (nieduże, płaskie kotleciki) i ułożyć na dużym talerzu posypanym bułką tartą, mąką lub sezamem. Polecam do porcjowania użyć gałkownicy do lodów, wygodnie i kotleciki wychodzą równe.
Talerz przykryć folią i wstawić do lodówki na ok. godzinę (ja wstawiam na noc). Powinny się schłodzić, żeby nie rozpadały się podczas smażenia.

Po tym czasie usmażyć falatele na klarowanym maśle lub oleju. Można też piec w piekarniku (w zależności od wielkości, będą się piekły pół godziny lub trochę dłużej).
Po smażeniu dobrze jest odsączyć je na papierowym ręczniku.


Smacznego Bardzo :)


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Zupa "gołąbkowa" z czerwonej kapusty


Nagle zrobiło się chłodno, aura taka... prawie jesienna, więc i moje gotowanie od razu się zmieniło, dopasowując się do pogody.
Już pomijam fakt, że rezerwy sił się kończą i ciągnę tak trochę... na oparach, gotując "na dwa domy", dla nas i dla Rodziców. 
Między innymi dlatego staram się gotować proste, a co za tym idzie, ekonomiczne i szybkie obiady. Najlepiej żeby wszystkiego wystarczało na dwa dni (a jeszcze lepiej jak sobie przygotuję "półfabrykaty" ;-) na później).

Znacie to z własnego doświadczenia? Małe dzieci, absorbująca praca, opieka nad Rodzicami czy Dziadkami, delegacje...? Każdy ma jakiś powód do tego, żeby "zagęszczać ruchy" ;-)



Zakupy zwykle robię na bieżąco, zawsze jakoś tak "po drodze", ale czasami coś tam zostanie i trzeba dla tego czegoś znaleźć jak najlepsze zastosowanie, no bo*

Tak jak dla tej ćwiartki czerwonej kapusty, którą dzisiaj znalazłam w lodówce i obracałam w dłoniach myśląc "co by tu z niej"... 
A kiedy podrzuciłam ją w górę (że niby taka zręczna jestem ;-)) i łupnęła o stół (czyli, że jednak nie...), nagle mnie olśniło: będzie zupa gołąbkowa!
Znacie? Nie znacie? Jeśli nie, to poznajcie, bo naprawdę grzechu warta.
Myślę, że miłośnicy gołąbków będą zachwyceni podwójnie.

Przepis na zupę gołąbkową podawałam tutaj kilka lat temu (sprawdziłam, to było w 2011 roku). Dzisiejsza wersja, to taka wariacja na temat, nie mniej smaczna, ale nie ukrywam, że kierowałam się zawartością mojej lodówki.

Jest prosta - fakt, ale pyszna. Sprawdza się nie tylko na obiad, ale też na kolację. Można też podać ją gościom w formie kociołka, przy grillu lub ognisku. Jest treściwa, sycąca i rozgrzewająca - w sam raz na takie zimne, deszczowe dni, jak dzisiaj.
Świetnie smakuje następnego dnia, jest nawet lepsza niż pierwszego.




Jak zrobić zupę gołąbkową?

Składniki:

30 dag dowolnego, mielonego mięsa 
ćwierć małej kapusty czerwonej (może być dowolna)
3 średnie ziemniaki
1 duża marchew
1 pietruszka
ćwierć selera
1 średnia cebula
2-3 ząbki czosnku
1 puszka krojonych pomidorów
1 łyżka cukru
dowolna ilość posiekanego lubczyku (jeśli nie macie, to natka też pasuje)
przyprawy: 8 kulek ziela angielskiego, 4 listki laurowe, sól, świeżo zmielony pieprz, 1 łyżeczka ziół prowansalskich, kilka kropel ostrego sosu (ewentualne mielone chilli do smaku)

Sposób przygotowania:

Zagotować 2 litry wody, dodając liście laurowe i ziele angielskie. 

W międzyczasie obrać i zetrzeć na tarce marchew, seler i pietruszkę. Cebulę i czosnek pokroić w bardzo drobną kosteczkę. Kapustę drobno posiekać, ziemniaki obrać i pokroić w kostkę.

Na dużej patelni/rondlu rozgrzać 2 łyżki oleju, podsmażyć na nim cebulę z czosnkiem i mielone mięso. 
Dodać starte warzywa, kapustę i ziemniaki. Smażyć, aż warzywa i mięso lekko się zrumienią. Pod koniec doprawić solą i pieprzem.

Usmażone mięso z warzywami i ryżem zalać niewielką ilością gorącej wody (tej z garnka) i kiedy cały smak "odklei się" od patelni, przelać wszystko do garnka z gotującą się wodą. Dodać cukier i pomidory z puszki. Spróbować, ewentualnie dodać soli. Przykryć garnek i gotować ok. pół godziny, do 40 minut. Pod koniec dodać roztarte w palcach zioła, ostry sos (lub suszone chilli) i siekaną natkę lub lubczyk.


*Bardzo nie lubię kiedy coś mi się psuje i jestem zmuszona wyrzucić. Generalnie staram się nie marnować jedzenia. Jeśli regularnie tu zaglądacie, pewnie już to wiecie <3


Smacznego Bardzo :)



wtorek, 4 lipca 2017

Genialna zupa "resztkowa" z melisą


Ale fantastyczną zupę zrobiłam wczoraj! Genialną.
Może nie wypada aż tak się chwalić, ale co, jeśli inaczej się nie da?

W zasadzie to był przypadek, bo z założenia miała to być prosta zupa warzywna z wykorzystaniem resztek "z wczoraj". Zupa, jak zupa, jakich wiele w swoim życiu ugotowałam - błyskawiczna, smaczna i dająca poczucie dobrze spełnionego obowiązku (bo nic się nie zmarnowało, a zwłaszcza to, co większość ludzi bez namysłu wyrzuca do kosza, albo wylewa do zlewu.

No i tak się "nawykorzystywałam", że aż sama siebie zaskoczyłam :D
(tutaj aż się prosi, żeby modulowanym głosem spytać: PRZYPADEK...? NIE SĄDZĘ... :D).

Ale do rzeczy siostro!

Mój genialny ;-) umysł połączył w całość dwa wywary po gotowanych warzywach, które zostały z poprzedniego dnia, trochę rosołu (warzywnego), dwa samotnie turlające się po lodówkowej szufladzie warzywa i świeże zioła, których dostatek w moim ogródku.


Namawiam was do mrożenia wywarów, które zostają z gotowanych warzyw (fasolki, szparagów, bobu, brokuła itp.), jeśli oczywiście nie wykorzystacie ich od razu.
Ja robię tak od dawna, bo zimą są nieocenione!
Warto taki wywar trochę odparować (zwłaszcza, jeśli gotujecie w większej ilości wody, ale namawiam do gotowania w jak najmniejszej), żeby się skoncentrował i nie zajmował tak dużo miejsca.
Taką "kostkę" (a raczej kochę ;-)) można dorzucić do zupy, użyć jako bazy do sosu, albo udusić w niej warzywa. Coś wspaniałego! Naprawdę szkoda taki skarb wylewać do zlewu, czy gdzie tam wylewacie :)


Wczorajsza zupa zebrała najwyższe noty. Syn po zjedzeniu swojej porcji, poszedł do kuchni i wyjadał resztki z garnka, mówiąc, że jest tak pełna smaku, że trudno przestać jeść. Toż to komplement najlepszy z najlepszych :)

Jak wykorzystać resztki w kuchni?

Składniki (trochę na oko):
ok. pół litra wywaru ze szparagów (woda po ugotowanych szparagach)
ok. pół litra wywaru z fasolki
ok. 1 litra rosołu z niedzieli ;))
pół litra dobrej, gęstej passaty pomidorowej (pomidory z puszki też dadzą radę)
1 łyżka pasty pomidorowej (przecieru)
1 duży batat pokrojony w kostkę
pół średniej cukinii pokrojonej jw.
duża gałązka lubczyku, kilka gałązek oregano - grubo posiekane
listki z 2-3 gałązek tymianku
1 łyżeczka ziół prowansalskich
3/4 szklanki mleka sojowego (może być krowie)*
3 łyżki kwaśnej śmietany 12% (można pominąć, jeśli nie jecie nabiału)
1 łyżka cukru (koniecznie!)
po pół łyżeczki kurkumy i kuminu
1 łyżka masła (opcjonalnie, ale dodaje dużo smaku)
sól (ostrożnie, bo wywary są słone), pieprz

dużo posiekanej, świeżej melisy (można zastąpić posiekaną mięta i startą skórka z cytryny)

Wywary połączyć, dodać warzywa, cukier i zioła (świeże i suszone). Gotować do czasu, aż warzywa będą półtwarde (trwa to bardzo krótko, zaledwie kilka minut).
Dodać passatę, przecier i mleko, i gotować dalej, aż warzywa całkowicie się ugotują.
Wtedy można dodać resztę składników: śmietanę, pieprz i posiekaną melisę, i wszystko zblendować (najlepiej od razu w garnku, ręcznym blenderem). Spróbować i jeśli trzeba - dosolić.
Przed podaniem dodatkowo posypać drobno posiekaną melisą.

Smacznego Bardzo :)



poniedziałek, 26 czerwca 2017

Chlebek cukiniowy - czeko-czeko, czekoladowy!


ughhh... macie pojęcie jak ciężko sfotografować ciemne ciasto...?

Sezon cukiniowy już się zaczął, przynajmniej u mnie, bo zerwałam już pierwsze cukinie z krzaczków w swoim ogrodzie. Rosną pięknie w niedużych skrzynkach (tegoroczny nabytek z BM) i widać, że im to służy. Wahałam się przy zakupie, ale chyba niepotrzebnie, bo to był naprawdę dobry zakup. 

Pierwsze cukinie zjedliśmy w sałatce, ale ponieważ jest ich już sporo, pomyślałam o innych zastosowaniach. Pomyślałam: słodki chlebek. 

Koniecznie na bazie cukinii, ale żeby był takiiii... bardzo czekoladowy. 

No i zrobiłam.

tutaj dobrze widać jego strukturę, orzechy, ziarenka i... czekoladę :)))

I okazało się, że ten chlebek, to absolutny hit. Jeśli lubicie wilgotne, treściwe ciasta w typie brownie, koniecznie musicie spróbować! 
Jest bardzo, bardzo, BARDZO czekoladowy! Jednocześnie puszysty i ciężki (nie wiem jak to możliwe, ale tak jest ;)) 
Jest przy tym zdrowy (2 szklanki cukinii na bochenek!) i niezbyt słodki.
Uwielbiam jego teksturę. Jest miękki i delikatny, ale orzechy i pestki przyjemnie chrupią. 
Długo zachowuje świeżość. Jeśli uda wam się ta sztuka, żeby powstrzymać się przed zjedzeniem wszystkiego w jeden dzień, to możecie się nim cieszyć przez kilka kolejnych.
Jest praktycznie taki sam, albo i lepszy po 3-4 dniach.
Skąd o tym wiem? (tu przydałaby się emotka z uniesionymi brewkami ;)). 
Otóż, ostatnio moi najwięksi ciastożercy, mąż i syn, wyjechali na cały weekend. Ciasto ocalało (bałam się nawet, czy się nie zepsuje, ale nieee...), stojąc na blacie w kuchni, przykryte lekko folią aluminiową - a było bardzo ciepło. 
Czyli - da się! :)))
Ja przez 4 dni jadłam ten chlebek na śniadanie, a w zasadzie jako uzupełnienie śniadania. 
Bo żeby moja trzustka nie oszalała z nadmiaru "szczęścia", najpierw były warzywka ;)
Ach... To był piękny czas, ale to se ne vrati... 
No chyba, ze znów go upiekę :D

jak cukrować, to cukrować ;)

Ciasto z cukinią.

Składniki:
na dwie duże keksówki

2 nieduże cukinie starte, razem ze skórką, na tarce (4 miarki)*
4 duże jajka (lub 5 małych)
1 miarka cukru trzcinowego
1 miarka miękkiego oleju kokosowego (może być masło, dowolny olej lub mix masła i oleju)
3 i pół miarki dowolnej mąki (tym razem użyłam orkiszowej)**
1 rozgnieciony banan
2/3 miarki dobrego kakao
1 podwójne espresso lub 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej zaparzonej w ok. 60 ml wrzątku
1 drobno posiekana tabliczka czekolady (min. 70%), lub 100 g czekoladowych 'czipsów'
1 miarka posiekanych orzechów (włoskie, laskowe, migdały)
1/2 miarki pestek dyni
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
czekoladowe lub cukrowe 'czipsy' do posypania

Opcjonalnie: 1 duże, kruche jabłko - obrane, przekrojone na ćwiartki i pokrojone w cienkie plasterki

Jak zrobić czekoladowy chlebek cukiniowy?

Olej kokosowy wymieszać (mikser, malakser) z cukrem, stopniowo dodając jajka oraz banana i espresso (może być gorące). 

Dodać mąkę, kakao, sól i proszek do pieczenia i dobrze wymieszać (początkowo ciasto może wam się wydać zbyt gęste, ale nic to, rozrzedzi się po dodaniu cukinii).

Teraz można już dodać cukinię, czekoladę, orzechy, pestki i ekstrakt waniliowy i wymieszać łopatką do momentu, aż wszystko dobrze się połączy.

Rozłożyć do dwóch keksówek wyłożonych papierem do pieczenia (proponuje dobry "brązowy" papier do pieczenia, ponieważ ciasto jest dość lepkie i mógłby być problem z wyjęciem go z foremek po upieczeniu. Jeśli użyjecie papieru, wyjmiecie je bez najmniejszego problemu)

Smacznego Bardzo :)

*1 miarka = 250 ml
**chlebek można upiec praktycznie z każdą mąką. Ja robię go zazwyczaj z taką, jaką akurat mam (często zużywam różne resztki) i zwykle jest to mieszanka różnych mąk (owsianej, kokosowej, gryczanej, migdałowej, orkiszowej, pszennej pełnoziarnistej itp. - w różnych proporcjach)


środa, 14 czerwca 2017

Ciasto dyniowo-marchewkowe, z lukrem z serka waniliowego



Baaardzo dawno nie piekłam ciasta. Tak dawno, że... już zdążyłam zapomnieć, jak smakuje takie "własnopieczone". 
Nie piekłam, ale nie dlatego, ze nie lubię ciast. Problem w tym, że uwielbiam! 
Domowe ciasta, to mój jedyny nałóg, więc z nim walczę.

Ale wczoraj podczas zakupów wpadła mi w ręce śliczna, malutka dynia piżmowa. Moja wyobraźnia natychmiast wykreowała to ciasto. 
Dziwne, że nie pomyślałam o  zupie dyniowej, falafelach, czy plackach, ale o cieście. Ciekawe dlaczego... ;)

Ja wiem, że teraz jest sezon na ciasta z owocami, ale przecież mamy też sezon na marchewkę - teraz jest najlepsza, więc dlaczego nie?
Mam swój ulubiony przepis na ciasto marchewkowe, i właśnie na jego bazie zrobiłam to dyniowo-marchewkowe cudo.

Pogoda wydaje się idealna, w sam raz na filiżankę herbaty i kawałek ciasta. Nie znam lepszego sposobu na ponury, deszczowy dzień.
Za oknem wieje i pada, a ja siedzę sobie wygodnie po drugiej stronie szyby, jak Alicja po drugiej stronie lustra i skubię pyszne ciasto, popijając herbatą.
Na kolanach ciekawa książka, z głośników sączy się ulubiona muzyka...
To się nazywa raj, albo jakoś tak ;) 

 
ciacho :)


Jak zrobić ciasto marchewkowo-dyniowe?

Składniki:
200 g marchwi (waga po obraniu)
200 g dyni (waga po obraniu)
1 dojrzały banan
3 łyżki pokruszonych płatków migdałowych
3/4 szklanki cukru trzcinowego 
300 g mąki (lub bezglutenowej migdałowo-kokosowej)
3/4 szklanka (200 ml) oleju
1/2 szklanki wody gazowanej (lub więcej w razie potrzeby)
5 jajek
3 łyżeczki bg proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
duża szczypta soli

Lukier z serka waniliowego:
10 dag serka homogenizowanego bg
3/4 szklanki cukru pudru
pół łyżeczki ekstraktu lub miąższ z jednej laski wanilii
sok z cytryny i szczypta soli do smaku



Jak zrobić ciasto marchewkowo - kokosowe?

Marchew i dynię utrzeć na tarce, na małych oczkach (można użyć blendera, będzie szybciej). Wymieszać z płatkami migdałów i cynamonem. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia.
Jajka ubić z cukrem i solą na puszystą masę. Cały czas ubijając dodawać na przemian, porcjami mąkę, olej i wodę. Ubijać, aż w cieście pojawią się pęcherzyki powietrza. 
Na koniec dodać marchewkę z wiórkami i dobrze wymieszać łopatką.

Prostokątną blaszkę (moja ma wymiary 32x26) lub dużą tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia, wylać ciasto i wstawić do nagrzanego, do 200-220 stopni, piekarnika. 
Piec ok. 50 min (trzeba sprawdzać patyczkiem, jeśli po nakłuciu ciasta patyczek jest suchy, ciasto gotowe; jeśli nie, dajemy mu jeszcze chwilę).
Po upieczeniu ciasto trzeba całkowicie wystudzić i dopiero wtedy polukrować.

Jak zrobić lukier waniliowy?

Serek zmiksować z solą i cukrem, dodać ekstrakt waniliowy, sól i sok z cytryny Wymieszać i schłodzić przez godzinę w lodówce (albo 20 min w zamrażarce). Rozsmarować na wystudzonym cieście. 

Smacznego Bardzo :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Kawa bananowo-karmelowa i jak zrobić karmel


Dzisiaj pyszna kawa - a właściwie to chyba... deser :) U nas się przyjął, więc postanowiłam się podzielić :)
Wpadłam na to już jakiś czas temu, ale gdzieś mi mignęło, że to przepis Nigelli Lawson.
Może tak jest, ale przepis "hula po internetach" już od dawna i nie ma znaczenia, kto pierwszy wpadł na to, żeby połączyć kawę z bananem.
U mnie przepis ewoluował od bananowego czeko-szejka.
Któregoś dnia nie mogłam się zdecydować, czy wolałabym kawę, czy bananowego 'szejka', więc zamiast kakao, dodałam kawę i połączyłam wszystko w jednym napoju.


Drink z założenia miał być zimny, taki lekki deser na lato. Ale w wersji na ciepło też daje radę.
Pewnie sprawdzi się na zimno w gorący dzień i na ciepło w chłodny :)

Moim pomysłem jest dodanie słonego karmelu, bo dodaję go wszędzie, gdzie się da :D
To mój ulubiony smak i dodatek do wszelkich deserów i lodów.
Sos karmelowy nauczyłam się robić tylko dlatego, że wciąż mi go było mało :) Na szczęście nie jest to trudne i praktycznie każdy sobie z tym poradzi.




Składniki:
1 banan (może być mrożony)*
duża szklanka mleka roślinnego (oczywiście może być krowie)
podwójne espresso (lub dwie łyżeczki naturalnej kawy rozpuszczalnej, lub zbożowej)
1 łyżka słonego karmelu

Słony karmel:
3 łyżki cukru
4 łyżki wody
2 łyżki masła
3 łyżki słodkiej śmietanki 12% (lub bardziej tłustej, jeśli chcecie)
sól morska do smaku (szczypta)

Opcjonalne dodatki: bita śmietana, sos karmelowy, piana z mleka

Jak zrobić karmel?

Na niedużej patelni lub w rondelku roztopić cukier. Rozsypać go równą warstwą na dnie naczynia i postaw na małym ogniu. Nie wolno mieszać, można ewentualnie lekko potrząsać naczyniem, żeby cukier równo się rozpuszczał.
Kiedy cukier stanie się płynny i lekko zbrązowieje, wlać wodę (uwaga, będzie pryskać!).
Teraz można mieszać. Kiedy cukier się rozpuści, dolać śmietankę. Gotować mieszając jeszcze ok. 2 minuty, zdjąć z ognia i dodać masło oraz sól.
Wymieszać, żeby wszystko się ładnie połączyło. Jeśli karmel będzie za gęsty, można dodać odrobinę gorącej wody.
W zamkniętym pojemniczku w lodówce można go długo przechowywać. Przed użyciem wystarczy wymieszać, lub - jeśli chcemy użyć go na ciepło, np. do lodów - podgrzać.

Jak zrobić kawę bananową?

Banana zmiksować z mlekiem, aż powstanie pianka. Dodać zimne espresso (lub kawę rozpuszczalną) i karmel, i jeszcze chwilę wszystko razem miksować.
Przelać do wysokiej szklanki. Można udekorować bitą śmietaną i karmelem.

Smacznego Bardzo :)



*zawsze zamrażam banany, które są już trochę przejrzałe, mniej apetyczne - kroję w plasterki i rozkładam płasko na wierzchu rozłożonego w zamrażarce woreczka. Kiedy się zamrożą, odwracam woreczek tak, żeby banany znalazły się w środku. Dzięki temu, że każdy plasterek jest osobno, łatwo w razie potrzeby wziąć odpowiednią ilość i można od razu blendować.

sobota, 10 czerwca 2017

Jaglane sushi


Ostatnio ciągle powtarzam, że zjadam tyle sushi, że chyba mam już skośne oczy ;)
Z tymi oczyma, to tak... ;) Ale opowiadając o ilości, nie przesadzam. Rolki robię co najmniej raz w tygodniu. A kiedy nie robię, to kupuję, no bo dzień bez sushi dniem straconym :)

Na szczęście rodzina moją miłość podziela, wsuwają to co zrobię i chyba krzywdy nie mają.
Mąż przywiózł mi z ostatniej podróży spory zapas nori, więc przez najbliższe miesiące mogę zwijać bez obaw ;) Oczywiście u nas też można kupić sprasowane wodorosty, ale jakoś mnie irytuje, kiedy otwieram paczuszkę, a tam zaledwie kilka płatków nori, przeważnie za mało na jednorazowe zwijanie... Lubię sobie otworzyć taką mega-pakę i mieć pewność, że mi nie zabraknie.
Dziwna jestem? No, może troszkę... :D


Wracając do sushi. Ciągle szukam nowych smaków i połączeń, bo skoro jem je często, nie chciałabym się znudzić. Powtarzalność w kuchni, to mój wróg.
Znam ludzi, którzy mogą jeść to samo cały czas i w ogóle im to nie przeszkadza. Ja niestety się do nich nie zaliczam. Lubię zmieniać.
Pewnie dlatego w czasie podróży nie szukam jedzenia jak najbardziej zbliżonego do polskiej kuchni, ale przeciwnie, jak najbardziej egzotycznego.

Te poszukiwania doprowadziły mnie do sushi z jaglanką. Byłam bardzo dumna że wymyśliłam cos tak fajnego, niestety, tylko do momentu, kiedy okazało się, że ktoś już wcześniej na to wpadł.
I to by było na tyle w temacie wynalazczości :D

Tak czy siak, produkując jaglane rolki nie miałam pojęcia jak się je robi i na nikim się nie wzorowałam. Wyszły takie, jak wyszły, i takie właśnie wam pokazuję.


Jak zrobić sushi z kaszą jaglaną?

Składniki:
pół miarki (125 ml) suchej kaszy jaglanej (lub po prostu kasza, która została z poprzedniego dnia)
2 miarki wody
zaprawa do kaszy:
3-4 łyżki octu ryżowego
płaska łyżeczka cukru
trochę soli

dojrzałe avokado
kilka listków mini sałaty rzymskiej (lub dowolnej)
garść rukoli
czerwona papryka
dowolne kiełki (u mnie kiełki czerwonej kapusty)
zielony ogórek
vege majonez (lub zwykły), ewentualnie serek typu Almette
pasta wasabi

sos sojowy wymieszany z wasabi do podania.

Kaszę wsypać do garnka i kilkakrotnie wypłukać w zimnej wodzie, odcedzić, przełożyć do garnka, zalać wrzątkiem, zamieszać i przelać na sitko. Ponownie przełożyć do garnka, zalać odmierzoną ilością wrzącej wody (2 miarki, czyli 250 ml) i zagotować, mieszając od czasu do czasu. 
Po zagotowaniu ustawić minimalny płomień, przykryć kaszę pokrywką i gotować, aż kasza wchłonie wodę. Od tego momentu nie mieszamy kaszy i - jeśli to możliwe - nie zdejmujemy pokrywki. 
Po wchłonięciu wody przez kaszę wyłączamy gaz i zostawiamy przykrytą kaszę na ok. 10 min.
Ja zwykle wtedy próbuje kaszę i jeśli jest już miękka, przekładam do miski. Jeśli nie - zostawiam jeszcze na kilka minut.
Jeśli w trakcie gotowania woda zbyt szybko odparuje, a kasza jest jeszcze bardzo twarda, można dodać odrobinę wrzątku, ale nie należy mieszać). Zazwyczaj jednak nie jest to potrzebne.

W czasie kiedy kasza się gotuje, robię zaprawę. W malutkim garnuszku rozpuszczamy cukier i sól w occie, lekko podgrzewając (ja zwykle robię 2-3 razy więcej zalewy, bo kaszę doprawiam na oko. Jeśli zostanie, można nią skropić gotowe sushi).

Kaszę przekładam do dużej, szklanej miski (można też wyłożyć ją na deskę) i skrapiam zaprawą. Mieszam ostrożnie dwoma widelcami, żeby się nie "rozpaćkała". Próbuję i jeśli uznam, że jest mało wyrazista, dodaję jeszcze trochę zaprawy i pozostawiam ją do całkowitego ostygnięcia.

Warzywa kroję w cienkie paseczki, awokado przekrawam na pół, usuwam pestkę i wydrążam miąższ łyżką, ale tak żeby cała połówka wyszła na raz. Awokado również - delikatnie - kroję w paski.

Sushi z kaszą zwijam jak zwykłe sushi. Technikę zwijania opisałam dokładnie TUTAJ, nie będę więc tego dublować (przy okazji znajdziecie tam również przepis na tradycyjne sushi maki).

Rolki, które widzicie wyżej zwijałam bez maty, bo już jej praktycznie nie używam - no chyba, że do robienia odwróconych maków, tych z ryżem na wierzchu.

Po rozłożeniu kaszy i lekkim dociśnięciu jej do nori, układałam na niej po dwa listki sałaty, na niej trochę vege majonezu (może być zwykły) wymieszanego z wasabi, paski papryki, awokado i ogórka. Na to kładłam po kilka listków rukoli i kiełki. Zwijałam bardzo ściśle, dociskając równomiernie na całej długości rolki.

Kroić należy bardzo ostrym nożem, który po każdym cięciu wyciera się w wilgotną ściereczkę.

Smacznego Bardzo :)

piątek, 9 czerwca 2017

Co na grilla? Sałatka i nie tylko.


Tak mnie dzisiaj natchnęło, bo ciepło: będzie sałatka!
Wreszcie słońce, trawka rośnie, drzewa szumią, ptaszki śpiewają... Śmiało można grilla rozpalić i zjeść leniwie coś pysznego, na tarasie pod chmurką ;)

Co położyć na grill, to już sprawa indywidualnych preferencji, bo każdy ma swoje ulubione dania.
Ja również mam i nawet podawałam wam kilka moich ulubionych przepisów.
Np. na ziemniaki z cebulką, szałwią i pieczarkami, coś co u nas po prostu musi być, bo jak nie ma, to wszyscy zawiedzeni :)
Oprócz tradycyjnej karkówki, o wiele częściej pojawiają się u nas hamburgery z grilla.
Muszą być nacinane, faszerowane ziemniaki i coś, bez czego żaden nasz grill nie ma prawa nawet się żarzyć ;)  piersi kurczaka z masłem, koperkiem i czosnkiem.
No i oczywiście sosy: różowy i jogurtowo-mietowy i sałatki w ogromnych ilościach.

Ta sałatka, którą chcę wam dzisiaj pokazać, świetnie smakuje w połączeniu z grillowanym mięsem i warzywami, ale daje też radę solo :)
Jest prosta, a inspiracja jest zwykle lodówka i ogródek warzywny. Sprawdzam co mam i działam.

Świeżutkie, rano zerwane:))) 
Sałata i zioła z mojego ogródka :)


Tę sałatkę traktujcie jak inspirację i nie ograniczajcie swojej fantazji. Powodzenia!

Jak zrobić najlepszą sałatkę na grilla?

Składniki:
po garści różnych sałat (roszponka, rukola, lodowa, jarmuż)
kilka rzodkiewek pokrojonych w plasterki
2 garści pomidorków śliwkowych, czerwonych i żółtych
pół małej cukinii ze skórką, pokrojonej wzdłuż, w paski (obieraczką do ziemniaków)
pół ogórka ze skórką, pokrojonego tak, jak cukinia
kilka oliwek nadziewanych fetą (lub innych - świetne są kalamata)
garść posiekanej drobno czerwonej kapusty
pół czerwonej cebulki pokrojonej w piórka
mała garstka porwanych w palcach listków pietruszki, kolendry, oregano albo koperku (albo wszystkiego na raz)
pół opakowania twardej fety bg (100 gramów)
Sos:
3-4 łyżki oliwy
1 łyżka octu jabłkowego lub z białego winnego
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka miodu 
1 łyżeczka musztardy
1 mały, rozgnieciony ząbek czosnku
sól, świeżo zmielony pieprz
Najlepszy sposób na wymieszanie sosu, to wszystko umieścić w małym słoiczku i potrząsać, aż sos zgęstnieje.

Jeżeli sałatkę robimy wcześniej (nawet dobrze jej to robi, bo umyta sałata nabiera w lodówce chrupkości), na dnie pojemnika/miski układamy pomidory, rzodkiewki, ogórki i cukinię i cebulkę, na to sałatę i zioła - zamykamy/przykrywamy i wstawiamy do lodówki. Może tam czekać nawet kilka godzin.
Sos mieszamy w słoiczku i też przechowujemy w lodówce. Przed użyciem wstrząsamy.
Sałatkę polewamy sosem i mieszamy przed samym podaniem na stół.

Smacznego Bardzo :)


środa, 7 czerwca 2017

Roladki z indyka nadziewane jarmużem - pyszne i śliczne :)






Jak zrobić najlepsze roladki z indyka z jarmużem (szpinakiem)?


Składniki:
4 duże plastry mięsa z piersi indyka (grubość ok. 1 cm)
ok. 250 g jarmużu (szpinaku)
125 g mozarelli (1 opakowanie)
2 ząbki czosnku
sól, pieprz, słodka papryka w proszku
masło klarowane do smażenia
mąka do panierowania (użyłam ziemniaczanej, bezglutenowej, ale może być pszenna)


Jarmuż przebrać, usunąć twarde części (każdy liść składam na pół i wycinam nożem tę twardą część pośrodku liścia), opłukać, odsączyć wodę, posiekać jak kapustę i krótko podsmażyć na łyżeczce klarowanego masła, cały czas mieszając. Smażenie można pominąć, ale polepsza smak :)

Dodać pół szklanki wody i gotować bez przykrycia, do momentu aż liście zmiękną. Od czasu do czasu trzeba zamieszać - woda powinna całkowicie odparować, jednak jarmuż powinien pozostać jędrny i ciemnozielony. Przestudzić.

Mięso cienko rozbić, umieszczając między dwoma kawałkami folii spożywczej (warto to zrobić, bo mięso się nie porozrywa się i nie będzie "pryskać" na wszystko dookoła).
Posolić i posypać pieprzem.

Mozarellę pokroić w słupki (na 8 części).

Na każdym płacie mięsa rozłożyć równomiernie porcję jarmużu (bez płynu, jeśli jeszcze jakiś pozostał). Na nim, wzdłuż jednego z krótszych boków, ułożyć 2 kawałki sera, tak, żeby jeden był przedłużeniem drugiego.
Mięso z farszem ściśle zwinąć, zaciskając końce roladek (powinny się z sobą zlepić) i formując wrzeciono. Na koniec jeszcze raz dokładnie ściskam końcówki i dodatkowo panieruję w mące, żeby jak najdokładniej je zlepić.

Roladki oprószyć papryką i panierować w mące.

Smażyć w sporej ilości dobrze rozgrzanego tłuszczu, wtedy szybciej i bardziej równomiernie się smażą (najlepsza jest mała patelnia). Ja obsmażam je szybko, z każdej strony, na silnym ogniu. Później zmniejszam płomień i "manewruję" patelnią, polewając roladki tłuszczem w trakcie smażenia. Niestety nie da się określić czasu smażenia, trzeba to zrobić "na oko" (mnie to zajęło kilka minut, ale trzeba uważać, żeby nie smażyły się za długo, bo będą suche).
Oczywiście można też zapiec je w piekarniku, ale wolę to robić na patelni, żeby nie wysuszyć mięsa. Nie ma nic gorszego, niż suchy drób ;)

Smacznego Bardzo ;)

sobota, 6 maja 2017

Delikatne placuszki z cukinii, szparagów i batata


Na pomysł zrobienia takich placków wpadłam kilka dni temu, przy okazji robienia kolejnego dania ze szparagami - w końcu sezon na nie w pełni i trzeba korzystać!
Uwielbiam szparagi i ciągle poszukuje nowych dań, bo wszędzie tylko szparagi w szynce parmeńskiej, szparagi z jajkiem, tarta, jajecznica, zupa krem...
Wszystko to bardzo smaczne, ale... nuda :) a ja chcę czegoś nowego.


Ostatnio robiłam sałatkę ze świeżych szparagów (jedliście szparagi na surowo? Jeśli jeszcze nie, to zachęcam - zwłaszcza miłośników groszku cukrowego, bo smak surowych szparagów jest podobny).
No więc kiedy robiłam tę sałatkę, zostały mi takie "ogłowione" kawałki.
Właśnie wtedy wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać je do placków.
Nic prostszego :)
Robiąc je spodziewałam się dobrego efektu i się nie zawiodłam.
Pyszne są! Zwłaszcza w połączeniu z jogurtem, więc namawiam was na takie kombo.
Jeśli tylko nie macie przeciwwskazań do spożywania nabiału, wsuwajcie śmiało, to jest po prostu boskie :)


Ps. Kiedy robiłam je ostatnio, na każdym placku, na jogurcie, położyłam gruby plaster soczystego pomidora i świeżą kolendrę. Było równie pyszne, jeśli nie lepsze.


Jak zrobić placki ze szparagami?

Składniki:

1 nieduża cukinia
1 średniej wielkości batat
pęczek zielonych szparagów
pół młodej cebuli lub 2 dymki ze szczypiorkiem
1 duże jajko
2 łyżki płatków migdałowych (lub łyżka dowolnych, drobno posiekanych  orzechów)
2-3 łyżki razowej mąki orkiszowej
2-3 łyżki płatków jaglanych
masło klarowane lub olej do smażenia
sól, pieprz, ewentualnie chilli

jogurt grecki lub gęsta śmietana do podania

Batata obrać ze skórki. Wszystkie warzywa umyć i osuszyć. W szparagach odłamać dolną część (wszyscy już chyba wiedzą, że szparag sam się złamie, tam gdzie powinien ;-), odciąć główki (ok. 6 cm od góry) i odłożyć je na bok, do dekoracji (dolne, odłamane części można wykorzystać do zrobienia wywaru do zupy jarzynowej).
Cukinię (ze skórką), batata, cebulę i dolne części szparagów zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Do warzyw dodać resztę składników i przyprawy. Wszystko dokładnie wymieszać. Być może (ze względu na różną wielkość warzyw) trzeba będzie dodać trochę mąki lub płatków.
Masa powinna mieć gęstość ciasta na placki ziemniaczane i nie rozpadać się przy smażeniu (jeśli nie jestem pewna, zwykle smażę jednego placka "testowego" i jeśli wszystko jest w porządku, smażę wszystkie. Jeśli nie, zagęszczam lub rozrzedzam masę).
Smażyć na rumiano nieduże placuszki i odwracać (najlepiej) za pomocą dwóch łopatek.
W międzyczasie (na tej samej patelni) krótko podsmażam, oprószone solą i pieprzem, główki szparagów przecięte wzdłuż na pół, i odkładam do dekoracji.
Placki najlepiej smakują smażone na maśle klarowanym, ale możecie użyć dowolnego tłuszczu.
Po usmażeniu odsączyć na papierowym ręczniku i ułożyć na talerzu.
Na każdym placku położyć kleks jogurtu, a na nim główki szparagów.
Oprószyć świeżo zmielonym pieprzem lub, jeśli lubicie, chilli.

Smacznego bardzo :)

sobota, 29 kwietnia 2017

Omlet japoński tamago (tamagoyaki)


Przypomniałam sobie o nim, przy okazji oglądania jakiegoś filmiku o sushi na YT i od razu zapragnęłam znów go zrobić i podzielić się z wami przepisem :)

Kiedyś robiłam go dość często, a to dlatego, że był to jedynym omletem, który mi "wchodził" ;)
Tak, tak... :D Był taki czas, kiedy mogłam jeść tylko omlet ze szczypiorkiem, i to tylko ten, robiony na sposób japoński (nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem ;)).

Tamagoyaki znaczy po prostu smażone jajko, i tym właśnie jest: jajkiem smażonym.
Jednak jest trochę bardziej niezwykły niż zwyczajne jajo, bo smaży się go w cieniutkich warstwach, zwijanych jedna w drugą, w omlet o prostokątnym przekroju.
Jest wyjątkowy, bo jest niesamowicie delikatny, przez te wszystkie warstewki, a dodatek sosu sojowego sprawia, że zwykły omlet zamienia się w orientalne danie :)

Mój omlet japoński z czasem trochę ewoluował, przez to, że lubię dodawać do masy jajecznej niczego, poza solą i dymką (szczypiorkiem). Czasami dodaję też trochę chilli, bo lubię ostre dania.
I to wszystko. Żadnego sosu sojowego, dashi, cukru, mirinu.
Po prostu nie lubię kiedy cudna, żółta masa zamienia się w burą ;) A sosem sojowym doprawiam sobie już na talerzu.

* Pierwszą warstwę smaży się (w oryginale używa się specjalnej, małej patelni o prostokątnym przekroju) i zwija się w płaski omlet, który odsuwa się na jej skraj.
Następnie dolewa się trochę roztrzepanych jajek, rozprowadza po całej powierzchni, jak na kolejny omlet (wlewając trochę pod spód tego już gotowego).
Kiedy jajka się zetną, zawija się w nie omlet który już mamy, ten "z boku patelni" (zawijamy od strony omletu, w stronę rozprowadzonej na patelni masy jajecznej).
Gotowy, już grubszy, omlet znów odsuwa się na bok i wylewa kolejną, cieniutką warstwę jajek.
W nią, po podsmażeniu, znowu zawija się wcześniej usmażony omlet.
I tak kilka razy, aż do wyczerpania składników.


Gotowy omlet w przekroju przypomina trochę ciasto francuskie (ale tak... tylko trochę ;)), bo widać te wszystkie, cienkie warstewki.
Jego spłaszczanie przy zwijaniu (tak, żeby przypominał graniastosłup) nie ma większego sensu, chyba, że chce się go użyć do sushi - wtedy łatwiej pokroić go w słupki.

Ps. Co do sushi, to o nim prawdopodobnie będzie mój kolejny wpis, bo od kilku miesięcy jem je prawie codziennie :) Więc jeśli was to interesuje, to zapraszam, zaglądajcie!

tamago pokrojony w słupki, przygotowany do sushi

To co...? Do garów i smażymy omlety ;)

Jak zrobić najlepszy japoński omlet tamago/tamagoyaki?

Składniki:
na jeden duży omlet

4 jajka
2-3 łyżki pokrojonego szczypiorku lub dymki
szczypta soli

sos sojowy i posiekane zioła do podania (u mnie kolendra)

Rozgrzać patelnię z nieprzywierającą powłoką i posmarować ją cienką warstwą oleju (najlepsza będzie patelnia o średnicy 20-22 cm).
W międzyczasie roztrzepać jajka z solą - za pomocą widelca, żeby zbytnio ich nie napowietrzyć. Można od razu dodać całą posiekaną dymkę, albo posypywać nią poszczególne warstwy (ja wolę posypywać).
Zmniejszyć płomień i wylać na patelnię cieniutką warstwę jajek, rozprowadzając je po całej powierzchni, jak przy smażeniu naleśników.
Jak tylko się zetną (masa zrobi się galaretowata i nie będzie już płynu), zwinąć je ściśle w rulonik, przy pomocy miękkiej łopatki i ręki.
Rulonik odsunąć na skraj patelni, a obok wylać kolejną warstwę jajek, i odrobinę "wpuścić" pod spód tego gotowego omleta.
Patelni nie wypuszczamy z rąk i w czasie smażenia ustawiamy tak, żeby bardziej podgrzewała się ta część ze smażonym omletem, a ten już usmażony był jak najdalej (będzie tam leżał jeszcze parę minut i powinien jak najmniej się ogrzewać, żeby się nie wysuszył; z tego samego powodu omlet zwijamy kiedy jeszcze jest wilgotny, a nie całkiem wysmażony).
Dalej postępujemy tak, jak opisałam wyżej, w akapicie oznaczonym *

Gotowy omlet zsuwamy na ciepły talerz, skrapiamy sosem sojowym (znam takich, którzy polewają ketchupem... ;)) i posypujmy kolendrą.
Jemy od razu, bo taki cieplutki najlepszy!

Smacznego bardzo :)