wtorek, 22 lutego 2011

Mleczny chleb na zakwasie


Kiepsko się dzisiaj czuję i prawie cały dzień spędziłam w łóżku, chociaż... w zasadzie powinnam napisać, w domu, a nie w łóżku. Wiecie, jak to jest, prawda? Rano plany miałam jasne i klarowne: piżamka, duży kubek herbaty i... książka, laptop, telewizor :) Jednak, jak to w życiu bywa, zrealizowałam z tego może z 5%
Cały dzień nadrabiam domowe zaległości, a przy okazji obrobiłam fotki i dzieki temu zaległe przepisy mają szansę pojawić się na blogu. To jest pozytywna strona chorowania :)

Zamierzam teraz pokazać wam chleb, który piekłam w ubiegłym tygodniu. To mój pierwszy pieczony bez foremki, "wyrastany" w koszyku i jestem z niego dumna :)
Niestety zapomniałam go naciąć, więc popękał malowniczo, ale doszłam do wniosku, że jest uroczy taki popękany, jak wyschnięta ziemia. Bardzo mi się podoba taki, jaki jest, chociaż pewnie wytrawne piekareczki pokręciły by nad nim głową ;)
Oczywiście nie ma już po nim śladu, ale ponieważ zamierzam go piec jeszcze nie raz, więc przepis tutaj się przyda.

W zasadzie, to uświadomiłam sobie, że jeszcze dzisiaj czeka mnie pieczenie... Wczoraj wyjęłam zakwas z lodówki i dostał jeść, więc chciał nie chciał, muszę jakiś chlebek popełnić.


Przepis jest zgodny z MM i pochodzi z Forum Zuzla


Składniki:
na 1 bochenek ok. 1kg

1 szklanka zakwasu żytniego
1 szklanka mleka
1 łyżka oliwy
1 płaska łyżka fruktozy
1.5 łyżeczki soli
3.5 szklanki mąki 1850 orkiszowej lub pszennej
1 czubata łyżeczka suszonych drożdży

Wymieszać mleko, zakwas i drożdże, dodać resztę składników. Zagnieść dość zbite, ale klejące się ciasto. Zostawić w misce pod przykryciem na 1-2 godz. aż mocno urośnie. Odgazować, uformować podłużny bochenek (można piec w keksówce), odstawić do wyrośnięcia na około 1 h, aż prawie podwoi objętość. Wstawić do piekranika nagrzanego do 230oC, zmniejszyć do 190oC, piec 30-35 min.


Chlebek przed pieczeniem



Ja po wstępnym wyrastaniu i odgazowaniu uformowałam bochenek, włożyłam go do koszyka wyłożonego ściereczką, obsypaną otrębami i odstawiłam do ponownego wyrośnięcia (trwało to ok. 2 godzin). Po tym czasie wyłożyłam chleb na gorącą blachę i piekłam wg. instrkcji. Dodatkowo spryskiwałam piekarnik i chlebek wodą, żeby chleb był wilgotny i miał chrupiąca skórkę.



Moje uwagi:
  • Chlebek wyszedł mi calkiem inny, niż chleby na zakwasie, które dotychczas piekłam. Jest miękki, a w zasadzie kruchy. Jadłam go przez kilka dni, i naprawdę długo był świeży :)

Orientalna surówka z pekinki


Ostatnio, pod wpływem nagłej ochoty na "cosia" o zdecydowanym smaku, wymyśliłam sobie taką orientalną surówkę. Uwielbiam chińską kuchnię i ochota na coś chińskiego (niekoniecznie zgodnego z jakąś konkretną recepturą) nachodzi mnie dość często. Tę surówkę robiłam już kilka razy. Jest naprawdę smaczna, pasuje do delikatnych w smaku ryb i mięsa.
Ostatecznie powstały dwie wersje.

Składniki:
wersja I

- kilka (6-7) liści kapusty pekińskiej
- pół ogórka wężowego
- pół czerwonej papryki
- pół białejej cebuli
- 1 łyżka białych nasion sezamu

Sos:
- 2 łyżki oleju rzepakowego
- pół łyżeczki oleju sezamowego
- 1 łyżka białego octu winnego
- sól, pieprz
- pół utartego ząbka czosnku
- szczypta cukru



 Składniki:
wersja II

- kilka liści kapusty pekińskiej
- pół ogórka wężowego
- pół czerwonej papryki
- pół średniej marchewki
- pół czerwonej cebuli
- kawałek (wielkości połowy kciuka) imbiru
- opcjonalnie świeża papryczka chilli, lub chilli w płatkach
- posiekana dymka
- 1 łyżka uprażonych na suchej patelni, pokruszonych orzechów ziemnych

Sos:
- 2 łyżki oleju lnianego
- pół łyżeczki oleju sezamowego
- 1 łyżka octu ryżowego
- jasny sos sojowy Kikkoman do smaku
- szczypta cukru
- odrobina utartego czosnku

Przepis pasuje do MM (bez sezamu i cukru), do posiłku tłuszczowego.

Wykonanie:
Kapustę bardzo drobno poszatkować. Cebulę obrać i pokroić w piórka. Ogórek obrać i pokroić wzdłuż na plasterki, a następnie w poprzek, w "zapałki". Marchewkę obrać i pokroić na cienkie plasterki (ukośnie), a następnie plasterki w "zapałki". Paprykę pokroić w podobne paseczki, jak ogórek i marchewka. Chilli pozbawić pestek i drobniutko posiekać. Imbir obrać, pokroić w cienkie plasterki, a następnie w drobniutkie paseczki.
Sos dobrze wymieszać w shakerze do sosów lub np. w słoiczku, polać nim sałatkę i dobrze wymieszać.
Odstawić sałatkę do lodówki na ok. 15 min.
Przed podaniem posypać sezamem i siekaną dymką.

Moje uwagi:
  • jeżeli nie lubisz świeżego imbiru (który ja ubóstwiam :)) możesz go pominąć, lub zmniejszyć jego ilość w sałatce. Ja bardzo lubię, kiedy jest wyczuwalny i chrupie podczas jedzenia.
  • możesz pominąć też chilli, jednak to ona, imbir i olej sezamowy nadają tej surówce ten orientalny charakter.

Linguine z sosem z bakłażana i pomidorów


Kilka dni temu próbowałam zrobić coś, co by się nadawało na I faze MM, dla bardzo spragnionego węglowodanów organizmu :) Jednocześnie musiało to być coś, czego dzieci nie oprotestują. Wyszła bardzo dobra pasta, która - na ciepło, w formie sosu - świetnie pasowała do makaronu, a na zimno była rewelacyjna na kanapkę z domowego, żytniego chleba. Takie "wash and go - dwa w jednym" mi wyszło :) No i miało być  rukolą, ale o niej zapomniałam :) Jednak nawet bez "zielonego" było bardzo dobre.

Składniki:
dla 4-5 osób

paczka makaronu linguine (płaskie spaghetti)
2 puszki krojonych pomidorów
2 szalotki (lub jedna, czerwona cebula)
4 ząbki czosnku
średni bakłażan
sól, pieprz, zioła prowansalskie, fruktoza do smaku 
siekana natka pietruszki lub bazylia
opcjonalnie, nie dla MM-ek: oliwa i tarty parmezan lub inny ser


Sposób przygotowania:

Bakłażana dobrze umyć i obrać ze skórki. Pokroić wzdłuż, na cienkie plastry (ok. pół centymetra). Opiec go na patelni grillowej lub pod grillem w piekarniku.
Skórki obgotować dodając do nich trochę soli z ziół prowansalskich. Kiedy bakłażan zrumieni się z obu stron, zalać go wywarem z bakłażanowych skórek. Jeśli był opiekany na patelni grillowej, to wywarem zalać bakłażana na patelni. Po kilku minutach wyjąć plastry bakłażana i drobno posiekać. W rondlu lub głębokiej patelni zrumienić cebulkę i czosnek, dodać pomidory, bakłażana i wywar. Doprawić solą i pieprzem (ewentualnie jakąś "zdrową" przyprawą warzywną) i gotować, aż warzywa się rozpadną, a sos samoistnie zagęści. Dodać zioła suszone i świeże, ewentualnie trochę fruktozy.
Makaron ugotować (ja gotuję 8 min, mimo że na opakowaniu piszą, żeby gotowac 10-12 min), odcedzić i połączyć z sosem.

Moje uwagi:

  • potrawę tę można łatwo dostosować dla domowników nie będących na MM. Wystarczy plastry bakłażana przed opiekaniem posmarować oliwą. Makaon po ugotowaniu również można wymieszać z oliwą, a podaniem posypać całe danie parmezanem.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Bułeczki z budyniem fikuśnie formowane ;)


Ostatnia już, trzecia, odsłona porównywania trzech przepisów na słodkie bułeczki drożdżowe.
Tutaj jest część pierwsza - pyszne jagodzianki, a tutaj część druga - drożdżówki z jagodami i budyniem.
Teraz kolej na przepis na ciasto "bułeczkowe" z mojego zeszytu. Przepis wypróbowany przeze mnie wielokrotnie, dający w finale 16 przepysznych, niedużych bułeczek, które zazwyczaj robię z jagodami. Jedyna nowość - sposób formowania, ponieważ pokusiłam się o uformowanie bułeczek, podpatrzonym u BeatySz sposobem. Kiedy je zobaczylam, wiedziałam, że musze je zrobić, mimo że raczej nie jest to sposób dla poczatkujących "piekarek" ;)
Dla przypieczętowania koalicji wszystkich trzech przepisów, ostatnie bułeczki posypałam kruszonką, podpatrzoną u "Kubełka smakowego" :)


Te bułeczki też pięknie mi wyrosły. Są rumiane, puszyste i wilgotne, maja ładny kolor - słowem, są takie, jak powinny być :)
Pamiętajcie, żeby wstawić do piekarnika (na sam dół) blaszkę z wodą i dodatkowo spryskiwać nią bułki.


Składniki:
16-18 sztuk

3 szklanki mieszanej mąki (krupczatki i tortowej)
5 dag drożdży instant (zawsze daję paczuszkę 7g)
1 niepełna szklanka ciepłego mleka
1 szklanka cukru
1 paczka cukru wanilinowego (dodaję łyżkę ekstraktu wanilii)
3 jaja (w temp. pokojowej)
1/2 roztopionego masła (100g)
szczypta soli

Nadzienie oryginalne:
1/2 kg świeżych jagód
1 szklanka cukru

Nadzienie budyniowe (to, które wykorzystałam wczoraj):
ugotować budyń śmietankowy z cukrem, ale zmniejszyć ilość mleka do 400 ml; ostudzić.

Sposób przygotowania:
Drożdże rozprowadzić niewielką ilością ciepłego mleka, dodać po łyżeczce cukru i mąki i odstawić do wyrośnięcia.
Jajka (całe) ubić z cukrem i szczyptą soli. Mąkę przesiać do miski, dodać ubite jajka, zaczyn i mleko (proponuję dodawać je stopniowo). Początkowo wyrabiać ciasto drewnianą łyżką. Na koniec dodać masło, wymieszać i krótko zarobić rękoma. Ciasto powinno być miękkie i elastyczne. Uformować je w kulę i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia - do momentu aż podwoi swoją objętość (tym razem trwało to u mnie ok. 1.5 godz. - miska stała w pobliżu kaloryfera).

Po tym czasie ciasto odgazować, ponownie zagnieść, formując rulon. Podzielić go na pół, każdą połowę na pół i znowu każdą część na 4. Tym sposobem otrzymamy 16 bułeczek.
Przepis nakazuje rozwałkować ciasto na grubość 0.5 cm i podzielić na kwadraty.

Ja zawsze z kawałka ciasta robię kulkę, rozpłaszczam ją i lekko rozwałkowuję nie podsypując mąką (!). Nakładam nadzienie i bardzo dokładnie zlepiam, tak, jak bułeczki chińskie, czyli robiąc małe zakładki i w ten sposób zbierając ciasto "w jeden punkt". Jest to bardzo ważne w przypadku jagodzianek. Warto się trochę natrudzić, żeby farsz nie wypłynął.
Później jeszcze dodatkowo wygładzam spód i, już w dłoniach, formuję zgrabną bułeczkę.
  
Bułeczki układać na blasze w sporych odstępach i odstawić, pod przykryciem, do wyrośnięcia (ok. 15-20 min). Piec w temp. 200 - 250oC.
Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem lub polukrować.

Jak pisałam, tym razem upiekłam bułeczki z budyniem. Poniżej pokazuję, jak je uformowć.

1. Rozwałkować kawałek ciasta na owalny placuszek, nałożyć nadzienie i naciąć ciasto po obu stronach nadzienia.

 

2. Unieść prawy skraj ciasta, przełożyć go przez nacięcie z lewej strony i zawinąć pod spód. Lewy skraj ciasta przełożyć górą, nad nadzieniem i podwinąć z prawej strony, pod spód.



3. Gotowe bułeczki przed pieczeniem.

Drożdżówki z jagodami i budyniem


Porównania bułeczek drożdżowych część druga :)

Następne, tak jak obiecałam, Drożdżówki z bloga Kubełek smakowy.
Przepis kopiuję z w/w strony (z moimi, naprawdę malutkimi, zmianami).



Drożdżówki z owocami (u mnie: z jagodami i budyniem)
źródło: DOBRE RADY "Przyślij przepis" 09/2008


Składniki:
na 20 bułeczek


Ciasto:
5 jajek (oddzielnie białka i żółtka)
1 kg mąki + trochę do podsypania
1 kostka margaryny (ZAWSZE daję masło)
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru wanilinowego
2 szklanki mleka (zdecydowanie polecam 1/2 szklanki mleka)
100 g drożdży

Nadzienie:
czekolada, dżem, truskawki, budyń, ser zmieszany z żółtkiem i cukrem - do wyboru.

Kruszonka:
1/2 szklanki mąki
3 łyżki masła
3 łyżki cukru

Wykonanie:
Zaczyn:
drożdże rozkruszyć, zalać letnim mlekiem, dodać po 2 łyżki cukru i mąki, dokładnie rozmieszać, odstawić do wyrośnięcia na 10-15 minut.

Masło rozpuścić, odstawić do wystudzenia. Żółtka utrzeć z cukrami (zawsze należy ucierać do uzyskania białego koloru masy), z białek ubić pianę, dodając szczyptę soli. Wsypać resztę mąki do miski z rozczynem, dodać ostudzone masło, ubitą pianę z białek i utarte żółtka. Wymieszać.
Ciasto zarobić rękami - zazwyczaj nie ma potrzeby dodawania więcej mąki (nie powinno być zbyt zbite). Odstawić do wyrośnięcia na ok 40-60 minut.
Po tym czasie ciasto odgazować, krótko zarobić i podzielić na 4 części. Każdą z nich z kolei na 5 (w ten sposób otrzymamy 20 sporych drożdżówek).Ja zazwyczaj formuje bułki, lub robię długi rulon, z którego odcinam po 3 małe kawałki. Rulon składam na pół, a później zaplatam w 8 (albo "ósemkę" o 3 brzuszkach), a pustą przestrzeń zalepiam od dołu pozostawionymi kawałeczkami. W tych miejscach kładę budyń, ser i marmoladę, w ten sposób mam trójsmakowe drożdżówki. Bułki posypuję kruszonką.
Po uformowaniu pozostawić do wyrośnięcia na moment, posmarować lekko roztrzepanym białkiem i piec 20 minut w 175 stopniach w nienagrzanym piekarniku (drugą partię piekę już około 17 minut, bo piekarnik jest gorący).


Moje uwagi:

- nie ulega kwestii, że te bułeczki rosną zdecydowanie większe, kolor ciasta jest też inny - nie są białe, jak poprzedniczki, tylko ładne, żółte.są bardzo puszyste i smaczne, a dodatek kruszonki zdecydowanie poprawia zarówno smak, jak i wygląd.
- to ciasto wymaga trochę zachodu, ponieważ trzeba osobno ubić pianę z białek i utrzeć żółtka z cukrem, więc jeśli ktos jest bardzo niecierpliwy, polecam bułeczki BeatySz z cincn.



Pyszne jagodzianki


Zaliczyłam wczoraj kolejną bezsenną noc. Z tej przyczyny, o 2.00 nad ranem naszło mnie na bułeczki drożdżowe. Dawno nie robiłam, więc pomyślałam sobie - a co tam, zrobię.
No, ale żeby to takie proste było :) W kolejce czekały dwa przepisy do sprawdzenia, a dodatkowo kusił mój niezawodny przepis z zeszytu.
Postanowiłam, że skoro i tak nie śpię, to zrobię wszystkich po trochu i porównam.

Na pierwszy ogień poszedł przepis BeatySz z cincin, który zapisałam sobie w folderze do wypróbowania... kilka lat temu (długo czekał, ale w końcu go odkopałam). Ciasto bardzo proste, nie wymagające skomplikowanego ucierania, czy ubijania jajek - zresztą jest w nim tylko jedno jajko, co wydało mi się trochę dziwne.
Razem z przepisem zapisałam sobie zdjęcia, na których Beata pokazuje, jak ładnie formować bułeczki.
Przyznam, że zachciało mi się przede wszystkim spróbować, czy też tak potrafię.


Drugi przepis, to bułeczki z bloga Kubełek smakowy (opublikuję go w następnej kolejności). Przymierzałam się do nich od kilku dni. Od początku wiedziałam, że po prostu muszę je zrobić, bo wyglądają, jak marzenie :)

No i na koniec mój przepis, tzn. z mojego zeszytu.

Do dyspozycji miałam tylko mrożone jagody i budyń, więc część bułek jest z jagodami, część z budyniem, a pozostałe z budyniem i jagodami. Bułki wg. przepisu Beaty są z jagodami.


Drożdżówki z serem wg. BeatySz
(u mnie - z jagodami)

Składniki:
1/2 kg mąki
2.5-3.0 dag drożdży (dałam paczuszkę 7g instant)
1 szkl ciepłego mleka
1/2 szkl cukru
1/4 szkl oleju
zapach waniliowy (dałam łyżkę ekstraktu waniliowego)
1 duże jajo
szczypta soli
białko do posmarowania
mój dodatek: brązowy cukier do posypania

Nadzienie:
250g twarogu
1 jajo
cukier i c. wanilinowy do smaku
u mnie: odmrożone jagody wymieszane z ckrem i bułką tartą

Sposób przygotowania:

Z odrobiny mleka, łyżeczki cukru i łyżeczki mąki zrobić zaczyn. Odczekać, aż zacznie pracować. W misce połączyć wszystkie składniki, dodać zaczyn, wyrobić. Ciasto uformować w kulę i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po tym czasie odgazować, uderzając w nie kilkakrotnie pięścią. Ponownie zagnieść, podzielić na kawałki (ok. 20, w zależności od tego, jak bardzo urosło ciasto).
Każdy kawałek rozwałkować na placek i faszerować masą serową. Ułożyć na blachach do pieczenia, przykryć ściereczkami i wstawić do lodówki na noc. Rano wyjąć, pozwolić im się trochę ocieplić, posmarować roztrzepanym białkiem i piec w rozgrzanym do ok. 200oC piekarniku.

Ja po wyrobieniu ciasta przykryłam je szczelnie folią spożywczą i wstawiłam do lodówki na kilka godzin (na noc). W lodówce urosło, więc odgazowałam je rano, uformowałam bułeczki, zostawiłam do wyrośnięcia i upiekłam. Trwało to ok. 20 min w temp. ok. 180-200oC.

Moje uwagi:
  • z połowy porcji ciasta wyszło mi 8 niezbyt dużych (w porównaniu z pozostałymi wypiekami)drożdżówek.
  • to ciasto okazało się mało skomplikowane, jednak musiałam zrezygnować z zawijania, ponieważ zaplanowałam farsz z mrożonych jagód, które kompletnie nie dały się poskromić. W rezultacie zamknęłam jagody w tradycyjnie formowanych jagodziankach.
  • Do piekarnika wstawiłam blaszkę z wodą, żeby spody bułeczek nie były twarde - polecam.
  • kilkakrotnie spryskiwałam powierzchnię bułek wodą, żeby ładnie się przyrumieniły i nie były suche.

piątek, 18 lutego 2011

Dorsz w śmietanie z parmezanem, czyli koalicja polsko-włoska ;)

dla MM faza I (tłuszczowy) i II

Tak sobie kombinowałam, co by tu zrobić z kilku pięknych, "dorszowych" filetów, które udało mi się dzisiaj kupić. Nie jest łatwo takie ładne fileciki "upolować", więc chciałam z nich zrobić coś naprawdę dobrego.
Gdzieś tam, w mglistej pamięci, majaczyła ryba duszona w śmietanie, ale niestety, przepisu nie pamiętałam. Jednak musiała być bardzo dobra, skoro mi utkwiła w pamięci.
Postanowiłam więc wymyślić coś podobnego, ale bazując na tym, co znajdę w lodówce.
Bardzo rzadko robię zakupy z listą w ręku. Zazwyczaj najpierw kupuję, a dopiero później kombinuję :)

Składniki:
- ok. kilograma filetów z dorsza (czarniaka)
- 2-3 łyżki chrzanu
- pół opakowania (200g) jogurtu greckiego
- małe opakowanie śmietany 12%
- "bryłka" parmezanu
- dwie białe cebule
- pół cytryny
- trochę oleju
- sól, pieprz, biały ocet winny


Rybę umyłam, osuszyłam, wyjęłam ości (sztuk sześć ;)), posoliłam, popieprzyłam, skropiłam sokiem z cytryny i odstawiłam do lodówki.
W tym czasie wysmarowałam naczynie żaroodporne masłem i pokroiłam cebulę w piórka.
Na patelni rozgrzałam troszkę oliwy i podsmażyłam cebulę (z solą i pieprzem) dodając szczyptę cukru (dla MM-ek oczywiście bez cukru). Pod koniec smażenia "chlupnęłam" octu winnego i poczekałam, aż wyparuje (pewnie lepsze byłoby białe wino, ale tego niestety w lodówce nie było).

Filety osączyłam na papierowych ręcznikach i obsmażyłam z obu stron. Ułożyłam w przygotowanym naczyniu, posmarowałam chrzanem i na tym rozłożyłam cebulkę.
Wszystko polałam śmietaną wymieszaną z jogurtem i szczodrze posypałam tartym parmezanem. A na stół rybka wjechała z kleksem gęstej śmietany, w towarzystwie orientalnej surówki z pekinki



Kruchutkie, owocowe ciasto z orzechami i bezą


Obiecałam wam przepis na ciasto, które piekłam na Walentynki.
Wykorzystałam moje bazowe ciasto kruche, zwiększając (o jedno) ilość jajek, ponieważ potrzebowałam dodatkowego białka do bezy. Na szczęście ciasto kruche jest takim ciastem, które lubi żółtka. Mam nawet wrażenie, że im więcej żółtek w tym cieście, tym lepiej :) 
Natomiast nadzienie, to już wielka improwizacja :) Padło na owoce z kompotu, ponieważ są miękkie, a ja chciałam, żeby składniki nadzienia jakoś trzymały się kupy (ponieważ nie miałam w planie dodawania żadnego spoiwa - tylko owoce i orzechy).

Ostatnio usłyszałam w TV, jak jakaś mądra pani mówi, że piekąc ciasto, obowiązkowo trzeba ściśle przestrzegać receptury, tzn. skrupulatnie wszystko odmierzać i ważyć, niczego nie zmieniać - słowem nie kombinować.
Natychmiast wszystko się we mnie zbuntowało. Bo przecież gdyby wszyscy tak robili, nie było by nowych przepisów! Kto by je miał wymyślać, gdyby wszyscy, z aptekarską precyzją, odmierzali składniki i ważyli jajka...?

Inna sprawa, że ja zawsze kombinuję :) Nie wiem, czy kiedykolwiek udało mi się ściśle trzymać przepisu (?). Receptury traktuję, jedynie jako wskazówkę, jak daną potrawę przyrządzić. Czasami wychodzi mi prawie to samo, "co autor miał na myśli", a czasami coś zupełnie innego.
Ale lubię to w sobie :) Pedantką, to ja ci nigdy nie byłam i... Alleluja! ;)



Składniki:
na tortownicę o średnicy ok. 25 cm

400g mąki pszennej
100g mąki ziemniaczanej
200g prawdziwego masła
150g cukru

3 żółtka
1 całe jajko
czubata łyżka kwaśnej śmietany
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta soli


Na nadzienie:
owoce z kompotu - z dwóch litrowych słoików - śliwki lub brzoskwinie
1 słoik "dżemowy" duszonych jabłek
10 dag orzechów laskowych
trochę bułki tartej
cynamon, mielone goździki i kardamon

Na bezę:
3 białka
150 g cukru pudru (lub drobnego cukru)
łyżka mąki ziemniaczanej

Sposób przygotowania:
Mąkę, z proszkiem do pieczenia i solą, przesiej na stolnicę. Dodaj cukier. Masło pokrój w jak najmniejszą kostkę i dodaj do mąki z masłem - szybko posiekaj. Dodaj żółtka i śmietanę, i wymieszaj. Szybko zagnieć ciasto, starając się, jak najmniej je ogrzać. Podziel ciasto na dwa kawałki 3/4  1/4. Tą większą ilością ciasta wylep tortownicę (25 cm) tak, żeby powstały wysokie brzegi. Wstaw do lodówki, na co najmniej 30 min. Pozostałą 1/3 ciasta "rozpłaszcz" na grubość ok. pół centymetra, włóż do foliowego woreczka i wrzuć do zamrażarki.

Owoce z kompotu bardzo dobrze odsącz na sicie i - jeśli trzeba - wypestkuj.
Orzechy posiekaj lub utłucz w moździerzu (ja wykorzystałam orzechy bez skórki) - jednak nie na proszek, powinny zostać wyraźne kawałki.

Białka ubij z cukrem na sztywną pianę, pod koniec dodając mąkę.

Na cieście rozsyp, cienką warstwą, bułkę tartą. Na to wyłóż masę z jabłek, następnie owoce z kompotu, posyp cynamonem i mielonymi goździkami i kardamonem. Znowu posyp trochę bułką tartą, która wchłonie nadmiar wilgoci. Po powierzchni rozsyp orzechy i lekko wciśnij je w masę owocową. Na wierzch wyłóż pianę z białek, wyrównaj powierzchnię (ja zrobiłam delikatne fale przy pomocy łyżki) i posyp pokruszonym lub utartym na tarce (duże oczka) ciastem z zamrażarki.

Wstaw do nagrzanego (190-200oC) piekarnika i piecz ok. godziny.

Wiem, że to trudne, ale lepiej nie kroić tego ciasta zaraz po upieczniu ;)

Smacznego :)

czwartek, 17 lutego 2011

Żółta zupa z żółtej soczewicy


Dzisiaj obiecana zupa - żółta, z żółtej soczewicy :) To zupa zaimprowizowana na szybko, inspirowana indyjskim Dhalem. Błyskawiczna i naprawdę pyszna.
Bardzo łatwo ja zrobić i, co dla mnie ważne, nie zabiera to dużo czasu.
A najfajniejsze są te chrupiące kosteczki cukinii, pływające po powierzchni gęstej "paćki" ;)
Zupa pasuje do I Fazy MM


Jak zrobić zupę z żółtej soczewicy?

Składniki:
szklanka żółtej soczewicy
biała część małego pora
1 nieduża cebula
1 duża, żółta papryka
kawałek cukinii
dwa ząbki czosnku
płaska łyżka przecieru pomidorowego
1 l wywaru warzywnego (lub drobiowego)
1 łyżeczka oleju
sól, pieprz, tymianek, 1ł mielonej przyprawy garam masala
limonka lub cytryna
posiekana kolendra lub natka

Sposób przygotowania:
Por, cebulę i czosnek posiekać. Paprykę pokroić w malutką kosteczkę. Cukinię obrać ze skórki i również pokroić w drobną kostkę. Warzywa podsmażyć na oleju. Dodać przecier i przyprawy. Na koniec dodać cukinię i dosłownie chwilkę smażyć razem z pozostałymi warzywami.
Soczewicę dobrze wypłukać (tak, jak ryż, aż woda będzie czysta) i ugotować osobno, w 3 szklankach wody (ok. 15 min). Wlać wywar i dorzucić warzywa. Gotować razem jeszcze tylko kilka minut, tak, żeby cukinia pozostała chrupiąca. Posypać siekaną kolendrą i podać z cząstką limonki lub cytryny żeby każdy sam sobie "dosmaczył".
I już :)

Smacznego :)

środa, 16 lutego 2011

Zupa z zielonej soczewicy z pomidorami


Od kilku dni mam straszną "fazę" na soczewicę. Mogłabym ją jeść trzy razy dziennie :) Przeszukuję internet i moje książki kucharskie, w  poszukiwaniu czegoś nowego, smacznego - z soczewicą w roli głównej. Efektem moich poszukiwań jest ta właśnie zupa. Przedwczoraj trafiłam na ten przepis i od razu wiedziałam, że muszę ją ugotować. Wprawdzie nie miałam zielonej soczewicy, tylko brązową, ale zupa nie straciła przez to na smaku ;) 
Zupka jest bardzo sycąca i wspaniale smakuje z kromką domowego, żytniego chleba.

A dzisiaj ugotowałam zupę z żółtej soczewicy, którą "upolowałam" tydzień wcześniej, w małych, przydroznych delikatesach. Przepis dodam juz niedlugo.

Przepis na zupę z zielonej soczewicy pochodzi z książki Michela Montignac "Smacznie i zdrowo", cz.2 *


 Składniki:

dla 4-6 osób
4 szklanki domowego, odtłuszczonego wywaru drobiowego (w wersji wegetarianskiej uzywamy wody)
3 szklanki posiekanych pomidorów (lub 2-3 puszki siekanych, konserwowych)
2 szklanki ugotowanej, zielonej soczewicy *
1/2 małej cukinii
1 łodyga selera naciowego lub ćwiartka małego selera
1 średnia cebula
1-2 ząbki czosnku
garść posiekanej natki i/lub szczypiorku (u mnie kolendra)
sól selerowa, pieprz
1 łyżeczka oliwy z oliwek

Sposób przygotowania:
W dużym garnku rozgrzać oliwę i podsmażyć (na małym ogniu) cebulę, seler, cukinię i czosnek. Dodać pomidory i smażyć mieszając, przez kilka minut.
Dodać wywar drobiowy i gotować wszystko razem na średnim ogniu, przez ok. 10 minut, od czasu do czasu mieszając.
Dodać soczewicę, przyprawy i gotować razem jeszcze kilka minut.
Na koniec posypać natką i/lub szczypiorkiem.

* 1 szklankę soczewicy dokładnie płuczemy, zalewamy 3 szklankami wody i gotujemy 30 - 45 min.  Po ugotowaniu otrzymamy 2 szklanki soczewicy

* w wersji z bulionem, posiłek tłuszczowy w fazie I MM

Kotleciki drobiowe z grzybami i migdałami

MM, faza I, posiłek tłuszczowy i faza II

Kiedy zakładałam tego bloga, chciałam dzielić się z Wami jedzeniem nie tylko smacznym, ale i zdrowym. Chciałam publikować ciekawe przepisy - z całego świata, inspirowane moimi podróżami - ale też moje własne, które powstają non stop, jak grzyby po deszczu :)
Nie ukrywam, że mam też dużą słabość do potraw regionalnych i tzw. "babcinych". Moim konikiem jest zdrowe odżywianie, więc staram się modyfikować przepisy tak, żeby było zdrowo, oczywiście nie zapominając o smaku :)

Moja dzisiejsza propozycja, to potrawa z Metody Montignac.
Jeśli ktoś wzdraga się przed słowem DIETA, to od razu uprzedzam, że niepotrzebnie. Te kotleciki są genialne! Nigdy wcześniej ich nie robiłam i jestem zaskoczona, jakie są pyszne.

Miałam mnóstwo obaw, kiedy je robiłam. Zastanawiałam się np. czy smak orzechów nie zdominuje smaku pozostałych składników (nie miałam ochoty na orzechowe kotlety :)
Bałam się też, że będą się rozpadać podczas smażenia.
Na szczęście kotleciki są takie, jak trzeba :)


Składniki:

400 g mielonego mięsa z drobiu (u mnie, pierś z kurczaka)
150 g pieczarek lub innych grzybów (dodałam mieszane grzyby leśne, z mrożonki)
50 g zmielonych orzechów lub migdałów (u mnie łuskane, laskowe orzechy)
2 jajka
biała część małego pora
2 łyżki oliwy z oliwek lub łyżka masła
sól, pieprz, gałka muszkatołowa
olej do smażenia 
mój dodatek: tłusty, gęsty jogurt grecki lub bałkański

Do panierowania:
50 g kruszonych migdałów

Propozycja podania:  z mieszanką sałat z sosem winegret (lub innym sosem), lub z dowolną surówka z majonezem. A dla niedietujących dodatkowo ryż lub kasza

Sposób przygotowania:

Podgrzać na patelni 2 łyżki oliwy lub łyżkę masła i podsmażyć na dużym ogniu rozdrobnione grzyby, aby odparować sok. Pod koniec dodać pokrojony drobno por i kilka minut smażyć razem, cały czas mieszając (nie rumienić!). Ostudzić.
Wymieszać mięso z jajkami, grzybami z porem, orzechami i z przyprawami.
Zwilżonymi wodą dłońmi uformować kotlety (takie, jak tradycyjne mielone). Z tej ilości powinno wyjść 10 szt. Panierować je w orzechach lub płatkach migdałowych, ułożyć na talerzu/tacy i wstawić do lodówki na co najmniej pół godziny. Wkładać na dobrze rozgrzany tłuszcz i bardzo szybko obsmażyć z obu stron. Zmniejszyć płomień i dosmażyć na średnim ogniu (ok. 10 min), aż się zezłocą.

Moje uwagi:
  • na każdym kotleciku, przed podaniem, położyłam dużą łyżkę jogurtu bałkańskiego, co niewiarygodnie poprawiło smak - polecam.
  • nie zaszkodziło by dodanie do masy jakichś świeżych ziół - trochę mi ich brakowało
  • schłodzenie kotletów przed usmażeniem jest w tym przypadku obowiązkowe. Dzięki temu panierka dobrze połączy się z kotletami i nie będzie się przypalać, a same kotlety nie będą się rozpadały.
  • orzechy: zmiksowałam je w blenderze uzyskując drobną "kaszkę". Jest lepsza do panierowania, ponieważ mniej się przypala podczas smażenia, niż orzechy zmielone "na mąkę".
  • jeśli panierujesz w płatkach migdałowych musisz bardzo uważać podczas smażenia, ponieważ bardzo łatwo je przypalić - nie spuszczaj patelni z oczu.

wtorek, 15 lutego 2011

Pikantna, libańska sałatka z shawarmą



Ha! Znowu wspólne gotowanie z dziewczynami w ramach Festiwalu kuchni arabskiej :) Dzisiaj gotowałam z Malwinną, Maggie i Eve.

Tym razem coś bardzo typowego dla kuchni arabskiej - libańska shawarma.
Przepis pochodzi z bloga  Arabic food recipes (spicy chicken shawarma salad recipe).
Poszperałam i znalazłam ten sam przepis na anglojęzycznej stronie z przepisami dla diabetyków Diabetes daily. Myślę, że bardziej prawdopodobne jest, że właśnie stamtąd pochodzi (w przepisie podane są wszystkie wartości odżywcze i ilość kcal, czyli to, na co diabetycy zwracają uwagę).

Nareszcie wiem, dlaczego ten sos (i w poprzedniej sałatce - fattoush - która razem robiłyśmy) jest taki kwaśny :) Dziwiło mnie to, bo wielokrotnie byłam w różnych krajach arabskich i wiem, że ich sosy są słodkie, albo słodko-kwaśne. Jednak nie chciało mi się zagłębiać w temat.
A odpowiedź jest prosta: bo diabetycy nie używają cukru :)

Shawarma jest bliskowschodnim wrapem - w wolnym tłumaczeniu, zawijańcem - wypełnionym przyprawionym mięsem, takim jak jagnięcina, wołowina lub kurczak. Jest bardzo podobna do greckiego gyrosa.
Zazwyczaj podawana jest w chlebie pita, ale w tym przepisie shawarmę podaje się w zdrowszej wersji, w sałatce z ogórkiem i pomidorem.  
Łagodny smak kurczaka świetnie współgra z sałatką i aromtyczną marynatą.

Możesz, bez uszczerbku dla smaku (sprawdzone ;) zrobić sos z mniejszą ilością oliwy. Wtedy sałatka będzie jeszcze bardziej dietetyczna.
No i obowiązkowo cukier lub miód do dressingu ;)



Składniki na 4 porcje:
Ł=łyżka, ł=łyżeczka

Marynata:
3 Ł posiekanej natki pietruszki
3/4 ł soli
1 ł czerwonego pieprzu w płatkach
1/2 ł mielonego imbiru
1/2 ł mielonego kuminu
1/4 ł mielonej kolendry
7 Ł odtłuszczonego jogurtu greckiego
2 Ł soku z cytryny (dodałam tez łyżkę miodu)
4 rozgniecione ząbki czosnku
2 Ł oliwy extra vergine
ok. 70 dag piersi kurczaka, bez skóry i kości, pokrojonego na cienkie plasterki

Sałatka:
1 sałata, umyta i rozdrobniona (u mnie rukola, roszponka, szpinak i sałata rzymska)
1 szklanka pokrojonego ogórka
1 szklanka pokrojonych pomidorów
cytrynowy vinaigrette (przepis poniżej)

Połącz pietruszkę, sól, płatki pieprzu, imbir, kumin i kolendrę w dużej misce i wymieszaj do połączenia składników. Wymieszaj jogurt, sok z cytryny i rozgnieciony czosnek. Dodaj kurczaka i wymieszaj z przyprawami. Wstaw do lodówki, co najmniej na godzinę, a najlepiej na noc.

Rozgrzej olej na dużej patelni, jednak niezbyt mocno. Partiami dodawaj marynowane kawałki kurczaka, nie za dużo na raz, żeby kurczak mógł się zrumienić. Smaż, często mieszając, przez około 6 minut, aż będzie ugotowany i rumiany. Zdejmij mięso z patelni i połóż na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Dolej trochę oleju na patelnię i powtórzyć proces, dopóki wszystkie kawałki kurczaka nie będą gotowe.
W misce zmieszaj sos cytrynowy. Dodaj sałatę, pokrojone ogórki i pomidory, oraz usmażone mięso. Wymieszaj wszystko i gotowe.

Bez sosu sałatka zawiera:
Kcal: 209
Węglowodany: 9g
Błonnik: 2g
Cukry: 4g
Tłuszcz całkowity: 9g
Tłuszcze trans: 0g
Sód: 543mg
Białko: 24g

Cytrynowy vinaigrette:

1ł musztardy dijon
1/4 filiżanki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
1ł soli koszernej (dałam morską)
3/4ł świeżo zmielonego, czarnego pieprzu 
1/4 filiżanki oliwy extra vergin

Przy pomocy trzepaczki, rozmieszaj w misce musztardę, sól, pieprz i sok z cytryny. Powolutku, cały czas mieszając, dodawaj oliwę. Mieszaj, aż do uzyskania konsystencji emulsji. 

Smacznego :)

Sam sos zawiera:
Kcal: 126
Węglowodany: 2g
Błonnik: 0g
Cukry: 0g
Tłuszcz całkowity: 14g
Tłuszcze trans: 0g
Sód: 310mg
Białko: 0g

Szarlotka - prawdopodobnie najlepsza na świecie :)



Wczoraj były Walentynki... Mam do nich stosunek ambiwalentny. Z jednej strony drażni mnie to całe czerwone, serduszkowe szaleńtwo, a z drugiej... jakaś cząstka mnie mówi mi, ze nigdy nie za dużo miłosci, którą można okazać tym, których kocham najbardziej na świecie. A ja moich chłopaków kocham najbardziej naświecie, więc.. znowu sie poddałam ;)
Upiekłam im wczoraj dwa ciasta: szarlotkę i ciasto zaimprowizowane z tego, co miałam pod ręką i co, jak mi się wydawało, będzie dobrze do siebie pasowało.

Na początek zapraszam na najprostszą na świecie, najpyszniejszą, mega kruchą szarlotkę, pachnącą cynamonem i różami.
Przepis podstawowy mam od mamy. Natomiast moje modyfikacje, to dodanie do ciasta mąki ziemniaczanej, która sprawia, że jest ono wyjatkowo kruche i wody różanej do masy jabłkowej - dzięki czemu ciasto pachnie NIEZIEMSKO :)

W wolnej chwili wstawię przepis na to drugie ciasto, bo było pyszne i zostało pożarte jeszcze tego samego dnia :)


Składniki:
na tortownicę o średnicy ok. 25 cm

400g mąki pszennj
100g mąki ziemniaczanej
200g prawdziwego masła
150g cukru2 żółtka

1 całe jajko
czubata łyżka kwaśnej śmietany1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta soli

3-4 słoiczki ("dżemowe") smażonych jabłek
lub 10 kwaśnych jabłek (szara reneta, antonówka)
dużo cynamonu, kilka kropel wody różanej

Mąkę, z proszkiem do pieczenia i solą, przesiej na stolnicę. Dodaj cukier. Masło pokrój w jak najmniejszą kostkę i dodaj do mąki z masłem - szybko posiekaj. Dodaj żółtka i śmietanę i wymieszaj. Szybko zagnieć ciasto, starając się, jak najmniej je ogrzać. Podziel ciasto na dwa kawałki, 2/3 i 1/3. Tą większą ilością ciasta wylep tortownicę (25 cm) tak, żeby powstały wysokie brzegi. Wstaw do lodówki, na conajmniej 30 min. Pozostałą 1/3 ciasta rozpłaszczam na grubość ok. pół centymetra, wkładam do foliowego woreczka i wrzucam do zamrażarki.

Jeśli nie masz smażonych jabłek:
Obierz jabłka i wykrój gniazda nasiennie. Pokrój je na kawałki (sposób krojenia nie ma znaczenia, jednak im drobniej pokroisz, tym szybciej sie ugotują), wrzuć do garnka, dodaj trochę cukru (ilość cukru zależy od kwaśności jabłek - dlatego próbuj), dużo cynamonu, trochę soku z cytryny i odrobinę wody. Gotuj jabłka tak długo, aż sie rozpadną. Przeważnie w tej "pulpie" zostają kawałki jabłek, ale tak jest nawet ciekawiej :)

Możesz też część jabłek pokroić w kostkę, a część zetrzeć na tarce, na dużych oczkach. Trzeba je posypać cukrem i cynamonem (można dodać rodzynki) i odstawić na pół godziny. Po tym czasie odciśnij sok i wyłoż jabłka na schłodzone ciasto.

Ciasto zamrażarki możesz zetrzeć na tarce, na masę jabłkową. Ja jednak lubie grubą kruszonke, więc odrywam z niego nieduże kawałki, aż pokryją nieomal całą powierzchnię jabłek (stąd to rozpłaszczanie przed mrożeniem ;)).

Szarlotke piekę ok. godziny w temp. 180-200oC (czas bez termoobiegu). Po ostudzeniu posypuję szczodrze cukrem pudrem.

Smacznego :)