wtorek, 21 grudnia 2010

..."biało, biało, biało, biało, jak by tego było mało (...)"

Zima chyba zaczęła kapitulować... Szkoda, że akurat na świeta, kiedy świat z zasady powinien być zmrożony i okryty białym kocykiem :)
Szkoda podwójnie, bo w zamrażarce mam pełno warzyw, grzybów i owoców, a potrzebne mi miejsce na uszka i pierogi. A ja sobie wykoncypowałam, że skoro mróz siarczysty, to przeniosę część lodowych brył z zamrażary na balkon, włożę do jakiegoś pojemnika, opatulę czymś-tam i problem z głowy.
Teraz mam zagwozdkę. Nocą mróz siarczysty, a w dzień temperatura szybuje do plus 2-3 stopni - a na dodatek słońce przygrzewa... No i dupa :(
Czas wdrożyć plan "B", tyle że go nie mam... ;)
Choinka już ubrana, dom udekorowany - słowem wszystko prawie gotowe. Moje dzieci porozwieszały kolorowe światełka dosłownie wszędzie i mieszkanie wygląda, jak stacja benzynowa nocą... Licznik kręci sie, jak oszalały, ale przecież mamy święta, nie? :))))

Wymyśliłam, żebyśmy się wszyscy, na przedświąteczne zajęcia jogi, ubrali na czerwono. Kto ma, ten założy mikołajową czapkę. Zamierzam im popstrykac fotki.
Upiekłam pierniki, więc każdy dostanie od nas po domowym, pachnącym ciasteczku. Fajnie będzie :)

1 komentarz:

  1. ooo :-)
    cudownie to wymyśliłaś, napisz jak było :-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz :) Chętnie odwiedzę też twój blog/stronę