niedziela, 13 lutego 2011
Hvarskie gołąbki i pęczek wspomnień
Tak mnie wczoraj naszło, żeby zrobić gołąbki...
Samotna kapusta leżała w kąciku od tygodnia i czekała na swoją kolej. Niestety nie miałam jej do czego zużyć, bo cały czas bawiłam się w kuchnię arabską :) Biedna kapusta nie miała szans z kuskusem, kolorowymi warzywami, czy papryczką chilli.
Ale wczoraj wreszcie doczekała się swoich pięciu minut ;)
Nie wiem skąd mi przyszedł pomysł, żeby zrobić "hvarskie" gołąbki. Tylko nie myślcie, że Chorwaci takie robią :) Nazwałam je tak, bo kiedy zaczęłam gotować i dodawać kolejne składniki, przypominało mi się cudowne lato, kiedy tam mieszkaliśmy, a przepis sam zaczął się tworzyć.
Przypomniałam sobie swoje poranne wyprawy na targ warzywny, żeby kupić najlepsze, wygrzane w słońcu, warzywa i owoce, najlepsze kurczaki, jakie kiedykolwiek jedliśmy, i do portu, po ryby i owoce morza, prosto z kutra.
A po drodze, wracając przez lasek, zrywałam liście laurowe i rozmaryn :)
Od rozmarynu właśnie zaczęły się te moje wspomnienia. Bo wracając z wakacji, zabrałam ze sobą mnóstwo tych cudownie pachnących "iglaczków". Po powrocie do domu część zamroziłam, a z części zrobiłam rozmarynową oliwę i ocet.
Wczoraj, kiedy wyjmowałam mięso, dojrzałam w zamrażarce torebeczki z rozmarynem.
I już wiedziałam, że to nie będą zwyczajne gołąbki :)
Składniki:
duża kapusta włoska
Farsz:
60 dag mięsa z kurczaka lub indyka
3/4 szklanki ryżu
ok. 10 dag jakiejś wędliny długo dojrzewającej (np. szynka szwardzwaldzka, czy jakaś włoska lub chorwacka
), ewentualnie bardzo chudy boczek nie wędzony (15 dag)
1 duża marchew
1 duża cebula
1 - 2 jajka
kilka łyżek oleju
kilka ząbków czosnku
duża szczypta cukru
1 łyżeczka przecieru pomidorowego, rozpuszczona w odrobinie wody
Sos:
2 - 3 czubate łyżki przecieru pomidorowego
2 - 3 łyżki gęstego jogurtu bałkańskiego
1 łyżka masła
trochę mąki
sól, pieprz, rozmaryn, czosnek
przyprawy: sól, świeżo zmielony pieprz, przyprawa typu vegeta (u mnie naturalna, bez glutaminianu sodu i tych wszystkich "E")
dużo rozmarynu (ostatecznie może być suszony), ewentualnie zioła prowansalskie
Sposób przygotowania:
Z kapusty wyciąć głąb, sparzyć ją i oddzielić liście (ja to robię w mikrofali). Z liści powycinać zgrubienia - jak przy zwykłych gołąbkach.
Ryż ugotować na sypko i ostudzić. Mięso umyć, osuszyć i zmielić. Boczek drobno posiekać i usmażyć, leciutko przyrumieniając.
Środek kapusty drobniutko posiekać. Marchew i cebulę obrać i umyć. Marchewkę zetrzeć na tarce, na dużych oczkach, a cebulę i 2 żabki czosnku drobno posiekać. Podsmażyć wszystko na oleju i ostudzić.
Składniki farszu połączyć i dobrze wyrobić, żeby się "skleiły", dodając jedno lub dwa jajka - w zależności od gęstości farszu - łyżeczkę przecieru pomidorowego dużą szczyptę cukru, oraz dodatkowo jeden rozgnieciony ząbek czosnku. Wszystko "wyraziście" doprawić (świeży rozmaryn obrać z patyczków i same igiełki drobniutko posiekać; patyczki wrzucić do sosu, w którym będą się gotowały gołąbki).
Liście kapusty nadziewać farszem i zwijać, jak zwykłe gołąbki. Układać ciasno w rondlu, zalać wodą, dodać sól, pieprz, cukier, jarzynkę, rozmaryn (kilka gałązek - rozmarynowy smak powinien być bardzo wyraźny) i koncentrat pomidorowy. Zagotować, zmniejszyć płomień i dusić pod przykryciem. Czas zależy od stopnia obgotowania liści kapusty, średnio 1 - 2 godziny.
Kiedy gołąbki są już miękkie, trzeba odlać cały wywar do mniejszego garnuszka i zrobić sos.
Do gotującego się sosu dodać posiekany rozmaryn, masło i utarty ząbek czosnku. Mąkę rozrobić z niewielką ilością wody i zagęścić sos. Jogurt trochę osolić (zapobiega to zważeniu się jogurtu w sosie), wlać do niego łyżkę gorącego sosu, żeby się zahartował i wlać wszystko do sosu. Nie doprowadzać do wrzenia - tylko chwilę jeszcze podgrzać i wyłączyć gaz.
Spróbować i ewentualnie doprawić.
Gołąbki polewać sosem już na talerzu. Smacznego :)
sobota, 12 lutego 2011
Pszenno - razowe chlebki pita
Etykiety:
Chleb,
Kuchnia arabska
Po raz pierwszy piekłam pity kilka dni temu. Podchodziłam do nich, jak pies do jeża, bo się naczytałam, że są kapryśne, że lubią, ot tak, poprostu się nie udać. Dziewczyny pisały, że nie da się wywałkować ich w owalne placuszki, że nie puchną, że nie wiadomo, czy piec je na blasze, czy na kratce, czy 3 minuty, 5... Aaaaaa!!!! Ratunku!
Jednak prawda była taka, że bardzo potrzebowałam tych "pitek" do dzisiejszej sałatki fattoush. Bardzo chciałam ja zrobić, a bez tych chlebków nie mogłam.
Jednak mój strach, jak się okazało, miał wielkie oczy :)
Chlebki, od początku do końca, były bardzo posłuszne. Ciasto pieknie mi wyrosło, wałkowały się w idealne owale, a na dodatek nie obraziły się za to, że im nie dałam podrosnąć po rozwałkowaniu :) Zresztą, zobaczcie sami, jakie mi puchatki wyszły :)
Przepis na te chlebki dostałam od Panny Malwinny, pochodzi ze strony Tak sobie pichcę...
i dołączam go do FESTIWALU KUCHNI ARABSKIEJ
Składniki:
6 chlebków
125 g białej mąki chlebowej
125 g mąki pszennej, pełnoziarnistej
1 łyżeczka soli
15 g świeżych drożdży (lub 1½ łyżeczki suszonych)
140 ml ciepłej wody
2 łyżeczki oliwy z oliwek
Sposób przygotowania:
Mąkę przesiać z solą. Drożdże rozpuścić w wodzie, wlać do mąki, dodać oliwę - wymieszać.
Ciasto przełożyć na oprószoną mąką stolnicę/blat i wyrabiać kilka minut, aż będzie gładkie i elastyczne.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około 1 godzinę (do podwojenia objętości).
Następnie ponownie wyłożyć na stolnicę, podzielić na 6 równych części, przykryć folią i zostawić na 5 minut. Każdą porcję rozwałkować na owalny p
lacuszek o długości około 15 cm i grubości 5 mm. Poukładać na posypanej mąką ściereczce, przykryć i pozostawić do wyrośnięcia na 20-30 minut.
Piec w temperaturze 230°C przez około 4-6 minut lub do momentu, aż "napuchną" (nie muszą się zarumienić).
Smacznego :)
Chleb żytni ze słonecznikiem, na zakwasie z przygodami ;)
Etykiety:
Chleb
Zainspirowałam się super prostym, jak mi się wydawało, przepisem ze strony Kotlet.tv
Pewnie wszystko poszło by gładko, gdyby nie moja, wmykająca się spod kontroli, chęć robienia wszystkiego po swojemu.
Najpierw nie doczytałam, że zaczyn do tego chleba robi się kilka godzin wcześniej.
Jakoś tak zrozumiałam (pomroczność jasna... ;), że chodzi o zakwas, więc wyjęłam mojego "maluszka" z lodówki, podkarmiłam i zostawiłam na noc na grzejniku. Jak się zorientowałam, że coś pokręciłam, to już było za późno. Mimo wszystko, postanowiłam działać. Niestety, to nie był koniec moich pomyłek, bo zanim pomyślałam, już pomieszałam razówkę żytnią z białą mąką. A to miał przecież być chleb żytni - czyli cały z mąki żytniej. Nie wiedzieć czemu, ubzdurało mi się, że mieszany... No, ale nic - dalej udawałam, że nic się nie stało ;)
Wymieszałam wszystko ładnie, dosypałam trochę tego i owego, z własnej inicjatywy, przykryłam miskę i odstawiłam do wyrastania. I wyszłam.
Po przewidzianym czasie okazało się, że to chlebek z gatunku leniwych. Nie miał nawet zajawaki "kopułki", którą obiecywała autorka przepisu. No i dylemat. Upiec tego naleśnika, czy go zostawić na noc na grzejniku...?
Zostawiłam. Posypałam słonecznikiem, przykryłam natłuszczoną folią i... niech się dzieje wola nieba. Na szczęście rano chlebek posiadał już tę obiecaną "kopułkę" i bez problemu dał się upiec w przewidzianym czasie :)
I wiecie co? To chyba mój najsmaczniejszy zakwasowiec :) Spodziewałam się zakalca, a otrzymałam chrupiącą, bardzo smaczną, chociaż dość kwaśną cegiełkę :)
Przepis podaję za Kuchnia.tv, a moje modyfikacje (jesli chodzi o składniki) w nawiasach.
Składniki:
na bochenek ok. 20 x 12 cm, czyli 1/2 kg
Przygotowanie należy zacząć od zrobienia zaczynu, czyli kilka godzin wcześniej mieszamy składniki, przykrywamy i odstawiamy na ok. 8 godzin.Zaczyn:
60 g zakwasu
90 g mąki żytniej (typ 2000)
90 g wody
Ciasto właściwe:
zaczyn jw
280 g wody
100 g mąki żytniej (typ 2000)
200 g mąki żytniej chlebowej, typ 720 (dodałam mąkę pszenna, typ 650)
szczypta soli morskiej (łyżeczka soli)
1 łyżeczka cukru (2 łyżki cukru dark muscavado)
ok. 1/2 szklanki słonecznika
opcjonalnie, garść płatków owsianych
Składniki na zaczyn wymieszać i odstawić na 8-10 godzin (najlepiej na noc).
Zaczyn w tym czasie trochę podrośnie.
Do zaczynu dodać resztę składników, dokładnie wymieszac łyżką (nie wyrabiać ręką) i przełożyć do małej keksówki. Przykryć natłuszczoną folią i odstawić na 2-5 godz. do wyrastania.
Wyrośnięty chleb powinien mieć taką małą kopułkę.
Wstawić do nagrzanego do 230oC piekarnika, na około 20 minut, zmniejszyć temp. do 180oC i dopiec (ok. 30-40 minut).
Kroić dopiero po wystudzeniu!
piątek, 11 lutego 2011
Libańska sałatka fattoush i wspólne pichcenie
Etykiety:
Kuchnia arabska
Festiwal kuchni arabskiej trwa. Mimo, że się nam nasza patronka, Panna M., uszkodziła przy pomocy kuchennego sprzętu, nadal odkrywamy smaki orientu :) No prosze, rymnęło mi się ;)
Ponieważ wczoraj w nocy upiekłam chlebki pita, mogę dzisiaj znowu pokucharzyć z dziewczynami, Malwinną, Shinu, Maggie i Eve.
Robi się ją dosłownie w kilka minut, jst wiosenna, kolorowa i bardzo aromatyczna.
U mnie pojawiła się na stole w towarzystwie rybki z grilla i wszystkim bardzo smakowała.
Niestety, zrobiłam tylko połowę porcji podanej w przepisie i to był błąd :) Sałatka zniknęła zaraz po zrobieniu fotki. Sama skubnęłam tylko odrobinkę, więc prawdopodobnie jutro znów ją zrobię :)
Ponieważ miałam okazję spróbować tej sałatki przed i po dodaniu mięty, od razu mówię, że bez mięty, to już nie to samo. Pozbawiona mietowego smaku, przypomina sałatke grecką...
No i dressing. Dressin jest genialny, jednak - jak dla mnie - dopiero po wprowadzeniu małej modyfikacji. Po wymieszaniu składników okazało się, że dla mnie ten sos jest stanowczo zbyt kwaśny. Ja dodałam czubatą łyżeczkę miodu i okazało się, że to było to! Bardzo jestem ciekawa wrażeń dziewczyn.
Przepis dostałam od Panny Malwinny.
Składniki:
na 4 porcje
2 duże chleby pita
2 łyżki oliwy
1 ząbek czosnku
2 ogórki pokrojone w plasterki
4 podłużne pomidory pokrojone na ćwiartki
1 czerwona, drobno pokrojona, papryka
6 drobno posiekanych cebulek dymek
2 łyżki drobno posiekanejnatki pietruszki
1 łyżka posiekanej, świeżej mięty
Sos:
1/3 szklanki soku z cytryny (80ml)
1/4 szklanki oliwy (60ml)1 ząbek czosnku wyciśnięty
1 łyżeczka mielonej papryki słodkiej
1/4 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
Chlebki pita natrzeć oliwą z czosnkiem. Upiec na rumiano w piekarniku (ok. 10-15 min).
Warzywa pokroić. Zioła posiekać. Składniki sosu połączyć.
Warzywa wymieszac z sosem. Dodać chlebki połamane na małe kawałki i gotowe :)
czwartek, 10 lutego 2011
Kurczak m szermel
Etykiety:
Kuchnia arabska
Mam za sobą bezsenną noc... Udało mi się przespać aż dwie godziny, więc dzisiaj trochę "nie stykam" :) Bezsenna noc zaowocowała stworzeniem kilku postów do zamieszczenia na blogu, obrobieniem zaległych fotek, opracowaniem przepisu na dzisiejszego kurczaka, którego już nie ma, bo został pożarty wczoraj, i... talerzem razowego spaghetti o północy :)
Walczyłam tez z sobą, żeby znów nie zabrać się za pieczenie chlebków pita, pizzy lub chleba. Naprawdę walczyłam, bo uwielbiam dotykać drożdżowego ciasta - takie małe zboczenie ;)
Co do kurczaka, którego chcę wam przedstawić, to uważam go za odkrycie roku. Przepis pochodzi ze starej książeczki "Encyklopedia sztuki kulinarnej", część 10, Kuchnia marokańska.
Przepisy w książeczkach z tej serii są... hmmm... dość enigmatyczne i trochę się trzeba domyślać. Ale suma sumarum, ten przepis okazał się strzałem w dziesiątkę. NIGDY czegoś podobnego nie jadłam, NIGDY o czymś takim nie słyszałam, a jakby tego było mało, kurczaczek okazał się przepyszny!
A dlaczego właśnie ten przepis?
Kiedy wzięłam tę książkę do ręki, otworzyła się na tym właśnie przepisie, jakby mnie zapraszała do zrobienia tej konkretnej potrawy :) Z zaproszenia skorzystałam i dzielę sie nim z wami, bo warto :)
Przepis dołączam do akcji Panny M. Festiwal kuchni arabskiej.
Słonko wyjrzało tylko na kilka minut, jakby specjalnie dla mnie - akurat tyle potrzebowałam, żeby zrobić zdjęcia :)
Składniki:
dla 4-5 osób
1 kurczak o wadze ok. 1.5 kg (wzięłam 10 dużych pałeczek)
5 jaj
2 utarte cebule
2 duże, obrane ziemniaki
pęczek posiekanej pietruszki
po 100 g masła i oliwy
2 łyżki soku z cytryny
przyprawy:
pół łyżeczki pieprzu
1 mała laska cynamonu (dałam kawałeczek długości 4 cm)
pół łyżeczki szafranu (dałam łyżeczkę kurkumy)
pół łyżeczki słodkiej, mielonej papryki
po szczypcie mielonego kuminu i cynamonu
sól
Sposób przygotowania:
Kurczaka umyć, podzielić na kawałki i ułożyć w rondlu (ja moje pałki obrałam ze skóry). Dodać cebulę, połowę masła, cynamon oraz szafran. Doprawić pieprzem i osolić (leciutko!). Gotować na średnim ogniu ok. godziny.
Wyjąć mięso, a sos odparować, aż zgęstnieje. Doprawić sokiem z cytryny.
Ziemniaki ugotować, rozgnieść z pietruszką na gładkie puree i przestudzić. Jajka ubić mikserem i dodać do ziemniaków. Osolić, doprawić papryka, kuminem i cynamonem - wymieszać.
W tej masie obtaczać kawałki kurczaka i smażyć je na oliwie z resztą masła (ponieważ panierka nie trzymała się mięsa, przed panierowaniem w cieście obtoczyłam mięso w mące pszennej).
Z reszty masy formujemy niewielkie kulki, spłaszczamy je lekko i smażymy.
Podajemy je razem z mięsem. W osobnym naczyniu podajemy sos.
Smacznego :)
Walczyłam tez z sobą, żeby znów nie zabrać się za pieczenie chlebków pita, pizzy lub chleba. Naprawdę walczyłam, bo uwielbiam dotykać drożdżowego ciasta - takie małe zboczenie ;)
Co do kurczaka, którego chcę wam przedstawić, to uważam go za odkrycie roku. Przepis pochodzi ze starej książeczki "Encyklopedia sztuki kulinarnej", część 10, Kuchnia marokańska.
Przepisy w książeczkach z tej serii są... hmmm... dość enigmatyczne i trochę się trzeba domyślać. Ale suma sumarum, ten przepis okazał się strzałem w dziesiątkę. NIGDY czegoś podobnego nie jadłam, NIGDY o czymś takim nie słyszałam, a jakby tego było mało, kurczaczek okazał się przepyszny!
A dlaczego właśnie ten przepis?
Kiedy wzięłam tę książkę do ręki, otworzyła się na tym właśnie przepisie, jakby mnie zapraszała do zrobienia tej konkretnej potrawy :) Z zaproszenia skorzystałam i dzielę sie nim z wami, bo warto :)
Przepis dołączam do akcji Panny M. Festiwal kuchni arabskiej.
Słonko wyjrzało tylko na kilka minut, jakby specjalnie dla mnie - akurat tyle potrzebowałam, żeby zrobić zdjęcia :)
Składniki:
dla 4-5 osób
1 kurczak o wadze ok. 1.5 kg (wzięłam 10 dużych pałeczek)
5 jaj
2 utarte cebule
2 duże, obrane ziemniaki
pęczek posiekanej pietruszki
po 100 g masła i oliwy
2 łyżki soku z cytryny
przyprawy:
pół łyżeczki pieprzu
1 mała laska cynamonu (dałam kawałeczek długości 4 cm)
pół łyżeczki szafranu (dałam łyżeczkę kurkumy)
pół łyżeczki słodkiej, mielonej papryki
po szczypcie mielonego kuminu i cynamonu
sól
Sposób przygotowania:
Kurczaka umyć, podzielić na kawałki i ułożyć w rondlu (ja moje pałki obrałam ze skóry). Dodać cebulę, połowę masła, cynamon oraz szafran. Doprawić pieprzem i osolić (leciutko!). Gotować na średnim ogniu ok. godziny.
Wyjąć mięso, a sos odparować, aż zgęstnieje. Doprawić sokiem z cytryny.
Ziemniaki ugotować, rozgnieść z pietruszką na gładkie puree i przestudzić. Jajka ubić mikserem i dodać do ziemniaków. Osolić, doprawić papryka, kuminem i cynamonem - wymieszać.
W tej masie obtaczać kawałki kurczaka i smażyć je na oliwie z resztą masła (ponieważ panierka nie trzymała się mięsa, przed panierowaniem w cieście obtoczyłam mięso w mące pszennej).
Z reszty masy formujemy niewielkie kulki, spłaszczamy je lekko i smażymy.
Podajemy je razem z mięsem. W osobnym naczyniu podajemy sos.
Smacznego :)
środa, 9 lutego 2011
"Puchata" pizza doskonała i... historyjka :)
Etykiety:
Pizza
Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy dzień pizzy :)
Właścicielka bloga Fabryka smaku zorganizowała akcję wspólnego pieczenia pizzy. Postanowiłam, że też się przyłączę, zwłaszcza, że dzieci już od kilku tygodni "urabiały mnie" w tym temacie :)
Niestety łatwo nie ma, a los czasami jest wyjątkowo złośliwy...
Napisałam tu wczoraj historię mojej pizzy, a dzisiaj, wklejałam zdjęcia. Korygując ustawienie ostatniej fotki własnoręcznie wysłałam cały post w kosmos... Mam nadzieję, że wam się nigdy nic takiego nie przytrafiło, bo poziom mojej frustracji sięgnął zenitu...
Jeszcze raz - obiecana historyjka.
Zawsze pozwalałam swoim dzieciom samodzielnie wybierać potrawy na urodzinową imprezę. Mieli przy tym sporo frajdy, bo "zamawiali sobie" u mnie to, co im wyjątkowo smakuje, a co niekoniecznie - różnych przyczyn - robię na co dzień.
Któregoś razu mój młodszy synuś postawił przede mną trudne wyzwanie. Zapragnął, żebym upiekła pizze, ale nie taką zwykłą, jaką wszędzie można spotkać/zamówić/zjeść...
"Mamuś, zrób taką... puchatą" - powiedział. I tak powstała nasza pizza.
Okazało się, że M. jadł taką pizzę u "przyszywanej cioci" i tak mu smakowała, że mooocno zapadła w jego kilkuletnią pamięć :)
Z wykonaniem zadania nie było już tak różowo, ponieważ nie byłam wtedy zbyt mocna w drożdżowych wypiekach. Tak naprawdę potrafiłam upiec tylko zwykły, drożdżowy placek, który zawsze rósł jak szalony, i uciekał z foremki. W piekarniku kipiał i wyciekał na blachę. Na myśl o szorowaniu piekarnika, dostawałam gęsiej skórki. Przyznacie, że to nie są doświadczenia, które zachęcają do zabawy z drożdżowym ciastem...
Mogłam oczywiście zadzwonić do "przyszywanej cioci" i poprosić o przepis, ALE... Chciałam sama. Moja kucharska duma za bardzo by na tym ucierpiała.
Moim życiem kieruje motto: "jak to, nie mogę? JA nie mogę???" :)))
Kombinowania było sporo, ale nieskromnie przyznam, że w końcu powstała puchata pizza doskonała, taka, którą chce się piec często i która może być "wisienką na torcie" dziecięcej imprezy :) Śmiało można podzielić się przepisem z przyjaciółmi, bo ona zawsze się udaje.
Ciasto (zobacz zdjęcie niżej) jest mięciutkie, lekko słodkie, pachnące. Można ją jeść, nawet bez farszu.
Zapraszam :)
Składniki:
na wielką blachę, taką na całą szerokość piekarnika
Ciasto:
70 dag pszennej mąki
2 łyżki oliwy + oliwa do posmarowania ciasta
440 ml ciepłej wody
1 łyżeczka soli
Zaczyn:
4 dag świeżych drożdży
2-3 łyżki ciepłej wody
szczypta cukru
łyżeczka mąki
Farsz:
20-25 dag szynki w plasterkch (najlepiej kruchej, drobiowej, ostatecznie konserwowej)
15 dag tartego sera żółtego lub/i mozarelli
3-4 duże pomidory, sparzone i obrane ze skórki (a zimą puszka krojonych pomidorów w zalewie)
2 duże cebule (pokrojone w ćwierćplasterki)
kilka ząbków czosnku (dowolnie posiekanych)
1 słoik sosu pomidorowego (włoski do makaronu, lub do spaghetti, Pudliszki lub Łowicz)
1 łyżeczka cukru
zioła prowansalskie, sól, pieprz
Sposób przygotowania:
Składniki zaczynu wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (5-10 min).
Po tym czasie przesiać mąkę do ciepłej miski, dodać sól i wymieszac. Dodac wodę, oliwę i zaczyn, po czym wszystko dobrze połączyć. Ciasto powinno byc dość luźne, dlatego staramy się nie podsypywać mąką. Ja smaruję ręce oliwą, co bardzo ułatwia wyrabianie.
Miskę przykryć ściereczką i wstawić do nagrzanego, do 30-50oC, piekarnika - na ok. godzinę. Po tym czasie ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Wyrośnięte ciasto należy "przebić" uderzając w nie pięścią (moja ulubiona czynność :))
Wyłożyć n natłuszczony blat i ponownie wyrobić - natłuszczonymi rękoma.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Gotowe ciasto rozciągnąć i wyłożyć nim całą blachę. Dobrze docisnąć, formując nieco wyższe brzegi. Palcami, gęsto, zrobić na całej powierzchni dołki.
Powierzchnię ciasta, a zwłaszcza brzegi, posmarowac oliwą.
Ciasto podpiec w rozgrzanym do 220oC piekarniku, przez ok. 8-10 min.
W międzyczasie przygotowujemy farsz.
Cebulę podsmażamy z czosnkiem, ale nie rumienimy. Pod koniec dodajemy pomidory z puszki razem z zalewą i cukier. Doprawiamy. Smażymy tak długo, aż wszystko ładnie się zagęści.
Na tym etapie spokojnie możemy zakonczyć przygotowania. Mamy gotowy "blat", który może poczekać kilka godzin, jesli planujemy podać pizze później, lub nastepnego dnia.
Kilkanaśce minut przed podaniem smarujemy ciasto sosem ze słoiczka, na to wykładamy farsz i posypujemy dodatkowo ziołami prowansalskimi (latem na farszu układam grube plastry pomidorów). Na farszu układamy plasterki szynki, ale tak, żeby się nie stykały (lepiej to wygląda, to raz, a dwa, kiedy ułoży się je tak, że zachodzą na siebie, to cały farsz zachowuje się jak lawa, żyje sobie własnym życiem i jeździ po pizzy, tak jak mu wygodnie ;)).
Ostatni krok, to posypanie pizzy serem i skropienie oliwą.
Pieczemy w rozgrzanym do 220oC piekarniku (mój nie ma termoobiegu) przez ok. 10 min.
Ja podaję tę pizze na sałatce z rukoli i innych sałat i ziół, w zależności od tego, co mam pod ręką.
wtorek, 8 lutego 2011
Pyszna surówka z ogórka i marchewki
Etykiety:
Moje przepisy,
Surówki,
Wegetarianskie
Bardzo lubię eksperymentować w kuchni, nie tylko ze smakami, ale też z fakturą, konsystencją, połączeniami.
Ostatnio wpadłam na pomysł połączenia ogórka z marchewką. Ale nie mam na myśli przypadkowego zmieszania tych dwóch warzyw, bo już pewnie ktoś na to wpadł, i to lata świetlne temu :)
Chodzi mi o to konkretne połączenie cieniutkich "zapałek" z marchewki, z równie cienkimi plastrami ogórka, krojonymi wzdłuż.
Do tego pasował mi tylko jeden rodzaj sosu, wyrazisty, słodko-pikantno-kwaśny.
Efekt mojego twórczego kombinowania, to naprawdę pyszna sałatka, która bardzo dobrze współgrała z placuszkami colcannon
Składniki:
dla 2-3 osób
1 duży ogórek wężowy
1 średnia marchewka
mała, czerwona cebula
Dressing:
2-3 łyżki oliwy
1 łyżka octu winnego (lub soku z cytryny)
1-2 łyżeczki miodu
1/4-1/2 lyżeczki musztardy dijon
1 malutki ząbek czosnku
opcjonalnie: kawałeczek posiekanej, czerwonej papryczki chilli
sól
Ogórek umyj i na kilka sekund zanurz we wrzątku. Jeśli jest bardzo długi, przekrój go w poprzek na pół. Pokrój go wzdluz (razem ze skórką), na cieniutkie plasterki - najlepiej przy pomocy "mandoliny".
Marchewkę obierz, umyj i pokrój w zapałkę. Jeśli nie masz specjalnej tarki, pokrój ją w cienkie, ukośne plastry, a następnie w paseczki przypominające zapałki.
Cebulę obierz i pokrój w cienkie półplasterki.
Wymieszaj warzywa z solą i odstaw na kilka minut.
W tym czasie przygotuj dressing: wymieszaj wszystkie składniki, najlepiej w małym słoiczku lub 'szejkerze' do sosów, intensywnie wstrząsając.
Połącz warzywa z sosem i schłodź przed podaniem.
Smacznego :)
Ostatnio wpadłam na pomysł połączenia ogórka z marchewką. Ale nie mam na myśli przypadkowego zmieszania tych dwóch warzyw, bo już pewnie ktoś na to wpadł, i to lata świetlne temu :)
Chodzi mi o to konkretne połączenie cieniutkich "zapałek" z marchewki, z równie cienkimi plastrami ogórka, krojonymi wzdłuż.
Do tego pasował mi tylko jeden rodzaj sosu, wyrazisty, słodko-pikantno-kwaśny.
Efekt mojego twórczego kombinowania, to naprawdę pyszna sałatka, która bardzo dobrze współgrała z placuszkami colcannon
Składniki:
dla 2-3 osób
1 duży ogórek wężowy
1 średnia marchewka
mała, czerwona cebula
Dressing:
2-3 łyżki oliwy
1 łyżka octu winnego (lub soku z cytryny)
1-2 łyżeczki miodu
1/4-1/2 lyżeczki musztardy dijon
1 malutki ząbek czosnku
opcjonalnie: kawałeczek posiekanej, czerwonej papryczki chilli
sól
Ogórek umyj i na kilka sekund zanurz we wrzątku. Jeśli jest bardzo długi, przekrój go w poprzek na pół. Pokrój go wzdluz (razem ze skórką), na cieniutkie plasterki - najlepiej przy pomocy "mandoliny".
Marchewkę obierz, umyj i pokrój w zapałkę. Jeśli nie masz specjalnej tarki, pokrój ją w cienkie, ukośne plastry, a następnie w paseczki przypominające zapałki.
Cebulę obierz i pokrój w cienkie półplasterki.
Wymieszaj warzywa z solą i odstaw na kilka minut.
W tym czasie przygotuj dressing: wymieszaj wszystkie składniki, najlepiej w małym słoiczku lub 'szejkerze' do sosów, intensywnie wstrząsając.
Połącz warzywa z sosem i schłodź przed podaniem.
Smacznego :)
Placuszki colcannon
Etykiety:
Placki na słono
Przedwczoraj robiłam colcannon, wczoraj, kiedy ziemniaczane puree z kapustą stężało przez noc w lodówce, zrobiłam z niego placuszki.
Polecam wam gorąco i jedno i drugie, bo nie trzeba się przy nich napracować, a smakują tak, jakby się włożyło mnóstwo pracy w ich przygotowanie.
Przepis na colcannon jest tutaj, a placuszki robi się tak:
Puree ziemniaczane z kapustą trzeba dobrze schłodzić, więc najlepiej wstawić na noc do lodówki.
Po tym czasie formujemy z masy niezbyt duże (ok. 6 cm średnicy) placuszki, o grubości ok.1.5 cm.
Panierujemy je w mące pszennej i smażymy na złoto na oleju.
Moje uwagi:
Polecam wam gorąco i jedno i drugie, bo nie trzeba się przy nich napracować, a smakują tak, jakby się włożyło mnóstwo pracy w ich przygotowanie.
Puree ziemniaczane z kapustą trzeba dobrze schłodzić, więc najlepiej wstawić na noc do lodówki.
Po tym czasie formujemy z masy niezbyt duże (ok. 6 cm średnicy) placuszki, o grubości ok.1.5 cm.
Panierujemy je w mące pszennej i smażymy na złoto na oleju.
Moje uwagi:
- Placuszki są bardzo delikatne, dlatego lepiej robić mniejsze i "wyższe".
- Przy smażeniu, zwłaszcza przy odwracaniu, trzeba uważać, bo lubią się rozpadać - ale nie zrażajcie się - naprawdę cały ich urok w tej delikatności :)
- Tłuszczu na patelni powinno być sporo. Polecam najpierw szybko obsmażyć placuszki na silnym ogniu, a później zmniejszyć płomień i dopiero wtedy dosmażyć.
- Ponieważ placki panieruje się w mące, która - jak wiadomo - łatwo się przypala, proponuję, po usmażeniu każdej porcji, wymienić olej i przecierać patelnię papierowymi ręcznikami.
- Żeby placki były bardziej rumiane, do oleju można dodać trochę margaryny, tyle że wtedy to już na bank trzeba wymieniać olej :D
poniedziałek, 7 lutego 2011
Zupa gołąbkowa
Etykiety:
Drób,
Kapusta,
Obiad w pół godziny,
Zdrowie,
Zdrowy fast food,
Zupy
Niedziela ...
Mam za sobą bezsenną noc, więc chodzę dzisiaj, jak śnięta mucha. Wspieram się kawą, ale mam wrażenie, że nie działa - nawet psychologicznie. Czekam na światło, żeby zrobić zdjęcie wczorajszego chleba, a w międzyczasie kombinuję, co zrobić na obiad.
Postanowiłam wykreślić choć jedną pozycję z mojej listy "do zrobienia", która wisi na lodówce. Wybór padł na zupę gołąbkową. Czuję przez skórę, że będzie pycha!
Gołąbki, to jedna z moich ukochanych potraw. Mam do nich taką słabość, że kiedy już się zbiorę i w końcu je zrobię, potrafię je jeść na śniadanie, obiad i kolację :) No a pomidory, to... wiadomo - kocham :)
Zamierzam też zrobić COLCANNON, bo przymierzam się do niego od kilku tygodni. Chcę zrobić i puree, i placki. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.
Zupa gołąbkowa :)
Składniki:
Na duży garnek (ok. 3 - 3.5l)
30 dag mielonego mięsa (u mnie mielone mięso z udźca indyczego)
ok. 20 dag (ćwierć małej) kapusty włoskiej
1/3 szklanki ryżu
włoszczyzna
cebula, czosnek 2-3 ząbki
2 łyżki oleju
2-3 łyżki przecieru pomidorowego
1 łyżka cukru
przyprawy: ziele angielskie, listki laurowe, sól, pieprz
zioła (wg. gustu) u mnie: tymianek, zioła prowansalskie, kozieradka
Sposób przygotowania:
Zagotować 2 litry wody, dodając 3 liście laurowe i 5 kulek ziela angielskiego.
W międzyczasie obrać i drobno pokroić włoszczyznę. Cebulę pokroić w kosteczkę, a kapustę w grubą kostkę.
Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju, podsmażyć na nim cebulę i mięso. Pod koniec dodać przecier pomidorowy (ja lubię mocno wyczuwalny smak pomidorów, więc dodałam 3 czubate łyżki). Dodać pokrojone warzywa, kapustę i ryż. Przyprawić solą, pieprzem i ziołami. Dodać cukier, wymieszać i smażyć aż warzywa i mięso leciutko się zrumienią.
Usmażone mięso z warzywami i ryżem zalać niewielką ilością gorącej wody (tej z garnka) i kiedy cały smak "odklei się" od patelni, przelać wszystko do garnka z gotującą się wodą.
Gotować wszystko razem ok. 20 - 30 minut.
Moje uwagi:
Smacznego :)
Mam za sobą bezsenną noc, więc chodzę dzisiaj, jak śnięta mucha. Wspieram się kawą, ale mam wrażenie, że nie działa - nawet psychologicznie. Czekam na światło, żeby zrobić zdjęcie wczorajszego chleba, a w międzyczasie kombinuję, co zrobić na obiad.
Postanowiłam wykreślić choć jedną pozycję z mojej listy "do zrobienia", która wisi na lodówce. Wybór padł na zupę gołąbkową. Czuję przez skórę, że będzie pycha!
Gołąbki, to jedna z moich ukochanych potraw. Mam do nich taką słabość, że kiedy już się zbiorę i w końcu je zrobię, potrafię je jeść na śniadanie, obiad i kolację :) No a pomidory, to... wiadomo - kocham :)
Zamierzam też zrobić COLCANNON, bo przymierzam się do niego od kilku tygodni. Chcę zrobić i puree, i placki. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.
Zupa gołąbkowa :)
Składniki:
Na duży garnek (ok. 3 - 3.5l)
30 dag mielonego mięsa (u mnie mielone mięso z udźca indyczego)
ok. 20 dag (ćwierć małej) kapusty włoskiej
1/3 szklanki ryżu
włoszczyzna
cebula, czosnek 2-3 ząbki
2 łyżki oleju
2-3 łyżki przecieru pomidorowego
1 łyżka cukru
przyprawy: ziele angielskie, listki laurowe, sól, pieprz
zioła (wg. gustu) u mnie: tymianek, zioła prowansalskie, kozieradka
Sposób przygotowania:
Zagotować 2 litry wody, dodając 3 liście laurowe i 5 kulek ziela angielskiego.
W międzyczasie obrać i drobno pokroić włoszczyznę. Cebulę pokroić w kosteczkę, a kapustę w grubą kostkę.
Na dużej patelni rozgrzać 2 łyżki oleju, podsmażyć na nim cebulę i mięso. Pod koniec dodać przecier pomidorowy (ja lubię mocno wyczuwalny smak pomidorów, więc dodałam 3 czubate łyżki). Dodać pokrojone warzywa, kapustę i ryż. Przyprawić solą, pieprzem i ziołami. Dodać cukier, wymieszać i smażyć aż warzywa i mięso leciutko się zrumienią.
Usmażone mięso z warzywami i ryżem zalać niewielką ilością gorącej wody (tej z garnka) i kiedy cały smak "odklei się" od patelni, przelać wszystko do garnka z gotującą się wodą.
Gotować wszystko razem ok. 20 - 30 minut.
Moje uwagi:
- Przepis pochodzi z jakiejś gazety, sądząc z wyglądu oderwanego kawałka, sprzed co najmniej kilku lat ;)
- W oryginalnym przepisie smaży się tylko mięso z cebulą i czosnkiem.
- Ja przeważnie podsmażam (lub opiekam w piekarniku) warzywa do zup i sosów, bo znacznie polepsza to smak.
- Przecier pomidorowy tez prawie zawsze podsmażam.
- Do wszystkiego, co pomidorowe zawsze dodaję trochę cukru.
- Zupa pozostawiona na nastepny dzień jest zdecydowanie smaczniejsza, jednak przybiera postać zupy gulaszowej - staje sie bardzo gęsta.
Smacznego :)
Chleb pszenno - żytni z amarantusem i orzechami
Etykiety:
Chleb
W sobotę piekłam kolejny chleb. Dwa razy w jednym tygodniu - to mi się dotąd nie zdarzyło :)
Tym razem, z braku czasu, powstał chleb drożdżowy, na bazie gotowej mieszanki do domowego wypieku chleba (chleb polski, niedzicki).
Dodałam do niego orzechy laskowe i trochę mąki kukurydzianej, która nie tylko dodała mu ciepło żółtej barwy, ale również sprawiła, że chlebuś jest wyjątkowo delikatny.
Składniki:
dwa bochenki o wadze ok. 1kg (keksówki dł. 25 cm)
kilogram gotowej mieszanki mąki "Chleb Polski Niedzicki"
30 g świeżych drożdży lub połowę tej ilości, suszonych
680 ml wody
moje dodatki:
10 dag mąki kukurydzianej
10 dag orzechów laskowych
łyżka ziarenek siemienia lnianego
zamiast wody: ok. 700ml ciepłego mleka + 2 łyżki jogurtu
łyżka cukru
łyżeczka soli
Sposób przygotowania:
Drożdże (świeże) rozkruszyć, rozrobić z łyżeczką cukru i odrobiną ciepłego mleka. Odstawić w ciepłe miejsce na ok. 20 min. Jeśli używamy suszonych drożdży, dodajemy je od razu do mąki.
Orzechy zalać wrzątkiem, odstawić na kwadrans, odsączyć i niezbyt drobno posiekać.
Do miski wsypać mieszankę chlebową, mąkę kukurydzianą, siemię lniane, resztę cukru i sól. Dodać mleko wymieszane z jogurtem i zaczyn drożdżowy. Wymieszać.
Rozgrzać piekarnik do ok. 50oC. Ciasto przykryć ściereczką i wstawić do piekarnika na ok. 30 min.*
Po tym czasie należy je wyjąć na blat/stolnicę i dobrze wyrobić, po czym podzielić na 2 równe części i uformować z nich dwa podłużne bochenki.
Przygotować dwie keksówki (ja wykładam je papierem do pieczenia, co znacznie ułatwia wyjmowanie gotowego chleba).
Chlebki włożyć do foremek, dobrze dociskając ciasto do ścianek. Wstawić blaszki, przykryte ściereczką, do ciepłego (j.w.) piekarnika, żeby ciasto wyrosło. Zajmuje to ok. 40 min.
Po tym czasie wyjąć chlebki, a piekarnik rozgrzać do ok. 220oC, wstawić chlebki i wytworzyć (przy pomocy spryskiwacza) trochę pary. **
Po 10 min zmniejszyć temperaturę do 180oC i piec jeszcze przez ok. 40-50 min (można sprawdzić patyczkiem, czy chleb już się upiekł).
Wyłączyć piekarnik i zostawić chleb jeszcze na 15 min.
Wyjąć z foremek i ostudzić na kratce. Kroić dopiero po całkowitym wystudzeniu.
Moje uwagi:
* co pewien czas sprawdzam temperaturę i jeśli trzeba, na chwilę włączam piekarnik
** nie jest to konieczne, jeśli masz specjalny program do pieczenia z nawilżaniem; ja zazwyczaj wstawiam do piekarnika, na cały czas pieczenia, małą keksówkę z wodą.
Tym razem, z braku czasu, powstał chleb drożdżowy, na bazie gotowej mieszanki do domowego wypieku chleba (chleb polski, niedzicki).
Dodałam do niego orzechy laskowe i trochę mąki kukurydzianej, która nie tylko dodała mu ciepło żółtej barwy, ale również sprawiła, że chlebuś jest wyjątkowo delikatny.
Składniki:
dwa bochenki o wadze ok. 1kg (keksówki dł. 25 cm)
kilogram gotowej mieszanki mąki "Chleb Polski Niedzicki"
30 g świeżych drożdży lub połowę tej ilości, suszonych
680 ml wody
moje dodatki:
10 dag mąki kukurydzianej
10 dag orzechów laskowych
łyżka ziarenek siemienia lnianego
zamiast wody: ok. 700ml ciepłego mleka + 2 łyżki jogurtu
łyżka cukru
łyżeczka soli
Sposób przygotowania:
Drożdże (świeże) rozkruszyć, rozrobić z łyżeczką cukru i odrobiną ciepłego mleka. Odstawić w ciepłe miejsce na ok. 20 min. Jeśli używamy suszonych drożdży, dodajemy je od razu do mąki.
Orzechy zalać wrzątkiem, odstawić na kwadrans, odsączyć i niezbyt drobno posiekać.
Do miski wsypać mieszankę chlebową, mąkę kukurydzianą, siemię lniane, resztę cukru i sól. Dodać mleko wymieszane z jogurtem i zaczyn drożdżowy. Wymieszać.
Rozgrzać piekarnik do ok. 50oC. Ciasto przykryć ściereczką i wstawić do piekarnika na ok. 30 min.*
Po tym czasie należy je wyjąć na blat/stolnicę i dobrze wyrobić, po czym podzielić na 2 równe części i uformować z nich dwa podłużne bochenki.
Przygotować dwie keksówki (ja wykładam je papierem do pieczenia, co znacznie ułatwia wyjmowanie gotowego chleba).
Chlebki włożyć do foremek, dobrze dociskając ciasto do ścianek. Wstawić blaszki, przykryte ściereczką, do ciepłego (j.w.) piekarnika, żeby ciasto wyrosło. Zajmuje to ok. 40 min.
Po tym czasie wyjąć chlebki, a piekarnik rozgrzać do ok. 220oC, wstawić chlebki i wytworzyć (przy pomocy spryskiwacza) trochę pary. **
Po 10 min zmniejszyć temperaturę do 180oC i piec jeszcze przez ok. 40-50 min (można sprawdzić patyczkiem, czy chleb już się upiekł).
Wyłączyć piekarnik i zostawić chleb jeszcze na 15 min.
Wyjąć z foremek i ostudzić na kratce. Kroić dopiero po całkowitym wystudzeniu.
Moje uwagi:
* co pewien czas sprawdzam temperaturę i jeśli trzeba, na chwilę włączam piekarnik
** nie jest to konieczne, jeśli masz specjalny program do pieczenia z nawilżaniem; ja zazwyczaj wstawiam do piekarnika, na cały czas pieczenia, małą keksówkę z wodą.
sobota, 5 lutego 2011
Tagliatelle ze szpinakiem
Etykiety:
Makarony,
Wegetarianskie
Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy Włoch natychmiast by się oburzył, że nazywam tagliatelle, czy spaghetti makaronem. My, bez zastanowienia, wrzucamy wszystkie kluski do jednego wora, z napisem "makaron", a oni pieczołowicie podkreślają, że to nie makaron, tylko pasta :)
Albo też... kluski... Albo... naleśniki... Albo... jeszcze coś :D
dla 4 osób
1 duże (750g) opakowanie mrożonego szpinaku (użyłam Bonduelle)
pół opakowania (250g) serka mascarpone (Piątnica)
duża cebula
2 ząbki czosnku
sól, pieprz, przyprawa warzywna (używam BIO jarzynki, bez "świństw")
mały kubek jogurtu naturalnego (polecam Zott)
1 łyżka mąki pszennej
oliwa
opcjonalnie: sok z cytryny
Cebulę i czosnek obrać i drobno posiekać, podsmażyć na oliwie, ale nie zrumienić.
Dorzucić szpinak (bez rozmrażania) i smażyć, aż całkowicie się rozmrozi i podgrzeje. Doprawić.
Dołożyć ser i mieszać, aż się rozpuści.
Jogurt wymieszać z mąką i dodać do szpinaku. Wymieszać i zagotować.
Jeśli to konieczne, lekko zakwasić sokiem z cytryny.
- Tagliatelle gotuję o minutę krócej, niż podają na opakowaniu (8 minut), ponieważ po dodaniu do gorącego sosu jeszcze zmięknie.
- Można pominąć jogurt i sok z cytrny, jednak dla mnie sam ser mascarpone jest zbyt słodki, tłusty i mdły. Aż się prosi o kropelkę czegoś kwaśnego, dla równowagi :)
- W wersji dietetycznej pomijamy serek mascarpone (jak by nie bylo ma 40% tłuszczu :) i dodajemy więcej jogurtu lub śmietany.
Sałatka z kuskusu z morelami i migdałami
Etykiety:
Kuchnia arabska,
Kuskus,
Owoce nie tylko na slodko,
Sałatki,
Wegetarianskie
Przy okazji publikowana przepisu na kurczaka po marokańsku, miałam podać przepis na sałatkę "do kompletu". W sumie, to nie musi to być sałatka do tego konkretnego mięsa, bo równie dobrze smakuje oddzielnie, jako zwyczajna sałatka.
Ta sałatka, to moja kolejna propozycja do Festiwalu kuchni arabskiej
Przepis "przywiozłam" z Tunezji. Jest niesamowicie prosty, a sałatka delikatna, lekko słodkawa i chrupiąca.
Ps. Dzięki ci Panie, za błyskawiczny kuskus :)
Składniki:
dla 4 osób
opakowanie (400g) kuskusu
12 suszonych moreli
10 dag migdałów
pęczek natki lub kolendry
sok z cytryny do smaku
gorący bulion warzywny lub drobiowy
Migdały zalać wrzątkiem, zostawić aż woda przestygnie, obrać ze skórki i posiekać (wszystkie, oprócz kilku, do dekoracji).
Morele pokroić w paseczki lub kostkę, wrzucić do miski, zalać wrzątkiem, przykryć i podgrzewać w mikrofali, aż staną się miękkie. Odcedzić zachowując wodę.
Kolendrę grubo posiekać, lub oderwać same listki.
Kuskus wsypać do miski lub garnuszka, pamiętając, że trzykrotnie zwiększy objętość, i zalać gorącym bulionem wymieszanym z wodą w której gotowały się morele. Woda powinna sięgać ok. 1 cm ponad kuskus.
Dodać bakalie i kolendrę, wymieszać, przykryć szczelnie folią spożywczą i zostawić na kilka minut, aż "kasza" wchłonie cały płyn. Można (zwłaszcza, jeśli będziemy sałatkę jeść bez mięsa) dodać łyżkę oliwy lub prawdziwego masła.
Gotowa sałatka najładniej prezentuje się podana tak, jak podaje się ją w krajach arabskich - w formie kopczyka, usypanego na płaskim talerzu, udekorowana bakaliami i listkami kolendry lub natki pietruszki.
Smacznego :)
Ta sałatka, to moja kolejna propozycja do Festiwalu kuchni arabskiej
Przepis "przywiozłam" z Tunezji. Jest niesamowicie prosty, a sałatka delikatna, lekko słodkawa i chrupiąca.
Ps. Dzięki ci Panie, za błyskawiczny kuskus :)
Składniki:
dla 4 osób
opakowanie (400g) kuskusu
12 suszonych moreli
10 dag migdałów
pęczek natki lub kolendry
sok z cytryny do smaku
gorący bulion warzywny lub drobiowy
Migdały zalać wrzątkiem, zostawić aż woda przestygnie, obrać ze skórki i posiekać (wszystkie, oprócz kilku, do dekoracji).
Morele pokroić w paseczki lub kostkę, wrzucić do miski, zalać wrzątkiem, przykryć i podgrzewać w mikrofali, aż staną się miękkie. Odcedzić zachowując wodę.
Kolendrę grubo posiekać, lub oderwać same listki.
Kuskus wsypać do miski lub garnuszka, pamiętając, że trzykrotnie zwiększy objętość, i zalać gorącym bulionem wymieszanym z wodą w której gotowały się morele. Woda powinna sięgać ok. 1 cm ponad kuskus.
Dodać bakalie i kolendrę, wymieszać, przykryć szczelnie folią spożywczą i zostawić na kilka minut, aż "kasza" wchłonie cały płyn. Można (zwłaszcza, jeśli będziemy sałatkę jeść bez mięsa) dodać łyżkę oliwy lub prawdziwego masła.
Gotowa sałatka najładniej prezentuje się podana tak, jak podaje się ją w krajach arabskich - w formie kopczyka, usypanego na płaskim talerzu, udekorowana bakaliami i listkami kolendry lub natki pietruszki.
Smacznego :)
piątek, 4 lutego 2011
Marokańska sałatka z ciecierzycy i bakłażana
Etykiety:
Kuchnia arabska,
Sałatki,
Wegetarianskie

W ramach Festiwalu Kuchni Arabskiej, przyłaczyłam się do wspólnego gotowania razem z Malwinną, Shinu, Maggie i Eve.
Marokańska sałatka z ciecierzycy i bakłażana, którą wspólnie przyrządzałyśmy, okazała się wyjątkowo smaczna i mało pracochłonna. Z przygotowaniami uprałam się w niecałe pół godziny.
Podałam ją z wczorajszym, duszonym mięsem (indykiem) po marokańsku.
Autor przepisu poleca, aby podawać ją do mięs z grilla, lub z kuskusem, na lekki, wegetariański lanczyk.
Moja rada: sałatka przed podaniem powinna trochę postać w lodówce, żeby wszystkie smaki dobrze się połączyły.
Miałam też nieodparta ochotę, aby dodać do niej pomidory, dlatego też do część sałatki dorzuciłam kilka pomidorków koktajlowych, pokrojonych w ćwiartki(to jedyne, które o tej porze roku choć trochę przypominaja w smaku prawdziwe pomidory). Według mnie sałatka dużo na tym zyskała, zwłaszcza z dodatkową łyżeczką miodu :)
Składniki:
2 bakłażany
2-3 łyżki oliwy
400g ciecierzycy
garść natki kolendry, grubo posiekanej
1 posiekana, czerwona cebula
Sos:
po 1 łyżeczce mielonej papryki i kuminu
1 łyżeczka miodu
sok z 1 cytryny
4 łyżki oliwy
Sposób przygotowania:
Bakłażany pokroić w plastry ok. 1 cm grubości. Posmarować je oliwą, posolić i popieprzyć. Piec z obu stron na patelni grillowej, aż lekko zbrązowieją - trwa to ok. 8-10 min. Zdjąć z patelni i przekroić każdy plasterek na 4 części.
Odcedzić i przepłukać ciecierzycę. Wrzucić do miski, dodać bakłażany, cebulę i kolendrę.
Składniki sosu dobrze wymieszać.
Polać sałatkę i wszystko dobrze wymieszać.
Autor przepisu podaje, że porcja sałatki zawiera:
263 kcal, 7g białka, 17g węglowodanów, 19 g tłuszczu, 6g błonnika :)
Kurczak po marokańsku
Etykiety:
Drób,
Kuchnia arabska
To moja pierwsza propozycja, do akcji FESTIWAL KUCHNI ARABSKIEJ zainicjowanej przez Pannę Malwinnę, właścicielkę blogu F i l o z o f i a s m a k u.
Jest to pierwsza kulinarna akcja, w której biorę udział. Uważam, że to naprawdę świetny pomysł na otwieranie się na nowe smaki, nowe - nie raz zaskakujące - połączenia, a wreszcie, propagowanie światowych kuchni, do których, bez pomocy takich akcji, nawet nie chciało by się nam zbliżyć.
Jest to pierwsza kulinarna akcja, w której biorę udział. Uważam, że to naprawdę świetny pomysł na otwieranie się na nowe smaki, nowe - nie raz zaskakujące - połączenia, a wreszcie, propagowanie światowych kuchni, do których, bez pomocy takich akcji, nawet nie chciało by się nam zbliżyć.
Oryginalny przepis na kurczaka po marokańsku, znajduje się tutaj.
Ja zamiast piersi z kurczaka użyłam udźca indyczego, ponieważ takie mięso jest zdecydowanie bardziej soczyste i smaczne. Jedyna wada - dłużej trzeba je piec, ale naprawdę warto. Druga moja modyfikacja, to zastąpienie turmeriku zwykłym imbirem i kurkumą. Myślę że bez uszczerbku dla smaku. A trzecia, czerwona cebula zamiast brązowej.
Najbardziej lubię zapach, który towarzyszy przygotowywaniu orientalnych przysmaków - każdy, kto kiedykolwiek gotował z użyciem dużej ilości egzotycznych przypraw, na pewno wie, o czym mówię. A przyprawy, to mój mały "bzik" :) Z każdej podróży przywożę mnóstwo przypraw. Raz zdarzyło mi się nawet, że dopiero w domu rozszyfrowywałam, co to właściwie jest :)
Zwykle jednak jest tak, że mam kogo zapytać i wiem, co kupuję. Moja szafka z przyprawami jest naprawdę duża, żeby nie powiedzieć, że wielka.
W sklepie kolonialnym potrafię spędzić godzinę, nie zauważając nawet upływu czasu. No, ale do dzieła...
Składniki:
marynata:
1 brązowa cebula
1/4 filiżanki posiekanej natki
1/4 filiżanki posiekanej kolendry
2 łyżki soku z cytryny
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki kuminu
1 łyżeczka tutmeriu (zastąpiłam imbirem)
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
ok. 1 kg filetów z kurczaka, bez skóry i kości
2 filiżanki bulionu z kurczaka
do podania (i dekoracji):
sałatka z kuskusu
świeża pietruszka i 50g oliwek kalamata
Sposób przygotowania:
Składniki marynaty mielić w malakserze (ja utłukłam wszystko w moździerzu). Kurczaka włożyć do miski, dobrze natrzeć marynatą, zakryć plastikową folia i odstawić do lodówki na godzinę.
Włożyć kurczaka do żaroodpornego naczynia i zalać bulionem. Wstawić do rozgrzanego piekarnika, zmniejszyć temperaturę i dusić, aż mięso będzie miękkie.
Przełożyć do mięso do żaroodpornej miski, przykryć i trzymać w cieple. Sos z kurczaka zagotować i zagęścić, mieszając i odparowując przez 10-12 min. Zdjąć z ognia.
Na każdym talerzu ułożyć stosik kuskusu, a na nim kawałki kurczaka. Polać sosem i posypać natką pietruszki i oliwkami. Podawać natychmiast.
Uwagi: moje mięso (ponad kilogramowy udziec indyczy) piekło się półtorej godziny w dobrze nagrzanym piekarniku.
czwartek, 3 lutego 2011
Chleb żytnio-orkiszowy na zakwasie
Etykiety:
Chleb
Mój wczorajszy chlebek, jak pewnie wiecie, zmuszony był dłuuugo wyrastać. Dowiedziałam się, że właśnie dlatego jest bardziej kwaśny, niż moje poprzednie wypieki. Cóż, tragedii nie ma, bo jest smaczny, a ja mam nauczkę na przyszłość, żeby rosnącego chleba nie zostawiać samego w domu ;)
Przy jego pieczeniu skorzystałam z proporcji "na oko", ale postaram się jakoś je odtworzyć. Tym razem nie użyłam żadnych dodatków, typu ziarna, płatki, czy otręby.
Co do przygotowania i wyrastania - napiszę wam, jak powinno być, a nie jak odbywało się to u mnie ;)
na 2 bochenki o wadze (przed pieczeniem) ok. 600g
ok. 40 dag mąki orkiszowej
ok. 15 dag mąki żytniej, razowej typ 800garść mąki żytniej typ 2000
ok. 300 ml ciepłej wody
czubata łyżeczka ciemnej soli ciechocińskiej
Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki włożyć do miski i, stopniowo dolewając wodę, krótko wyrobić - tylko tyle, żeby wszystko się połączyło i nie było widać "białej" mąki. Uformować kulę, podsypać troszkę mąką, przykryć ściereczką i wstawić do lekko rozgrzanego piekarnika (ok. 30oC) na 30 - 45 min.
Po tym czasie ciasto nieco podrośnie. Należy je wyjąć na blat/stolnicę i ponowne wyrobić.
Podzielić na dwie, mniej więcej równe, części i z każdej uformować podłużny bochenek. Włożyć bochenki do natłuszczonych lub wyłożonych papierem do pieczenia foremek, w których będą się piekły (lub do koszyków do wyrastania - jeśli zamierzamy piec chleb bezpośrednio na blasze). Posypać żytnią mąką.
Odstawiamy do wyrastania na ok. 3 godziny, do piekarnika, j.w.
Kiedy miną 3 godziny, nagrzewamy piekarnik do ok. 220oC i jeśli - tak, jak ja - nie macie piekarnika ze specjalnym programem "nawilżającym" - wstawiamy do niego jakieś małe naczynie z wodą.
Chleby w foremkach wstawiamy do piekarnika i pieczemy 20 min. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do ok. 180 - 190oC i pieczemy jeszcze 45 - 50 min.
Jeżeli zmierzamy piec chleb bez foremek, wyjmujemy ciasto z koszyków wprost na blachę wyłożoną papierem lub matą do pieczenia. Nacinamy każdy chlebek żyletką, dość głęboko, przez całą długość chleba. Jeśli trzeba obsypujemy dodatkowo mąką i pieczemy tak, jak ten w foremkach.
Kiedy minie wyznaczony czas należało by wyjąć jeden chlebek z piekarnika, wyjąć z foremki, odwrócić i postukać. Jeśli wydaje głuchy odgłos, taki jak przy pukaniu w deskę - jest upieczony.
Jeśli nie, wkładamy go ponownie do foremki i dopiekamy przez kilka minut.
Bezpieczniej jest sprawdzić, ponieważ piekarniki bywają różne. Jednak nie wątpię, że każdy zna swój piekarnik, a jeśli nie, to prędzej czy później, metodą prób i błędów, nauczy się go "wyczuwać"
Chleb po upieczeniu trzeba natychmiast wyjąć z foremek i wystudzić - najlepiej na kratce, żeby odparował od spodu.
Smacznego :)
Smacznego :)
Moja rada: jeśli nie masz specjalnej kratki do studzenia, a masz blaszkę do babeczek/muffinów, odwróć ją otworkami do dołu i na niej połóż chleb do wystudzenia :)
środa, 2 lutego 2011
Chlebuś
Etykiety:
Pogaduchy przy herbatce :)
Dzisiaj u mnie pieczenie chleba :) Tym razem będzie chlebek żytnio-orkiszowy, ale... ponieważ "rozgrzebałam" pieczenie, a w międzyczasie zadzwoniła koleżanka i... było spotkanie-emergency ;) chlebek będzie musiał wyrastać dłużej, niż zwykle.
Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, bo zaraz lecę na jogę i zostawiam go na grzejniku. Upiekę, kiedy wrócę - innego wyjścia nie ma.
Kurcze... miałam zamiar PIERWSZY RAZ upiec chleb bez foremki, ale przecież go nie zostawię na parę godzin bez "ochrony". Jeszcze mi zechce pospacerować po kuchni ;)
Muszę więc kolejny raz zaufać foremkom. Zapowiada mi się nocne pieczenie, ale wcale mi to nie przeszkadza. Lubię sobie kucharzyć (i pracować) nocą. Tylko jest ryzyko, że nie będzie co fotografować jutro. Jak moje żarłoki wstaną, to będzie pozamiatane ;)
Ps. Nie mam doświadczenia w kwestii, czy zbyt długie wyrastanie szkodzi chlebowi. Wiecie coś może na ten temat...?
Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, bo zaraz lecę na jogę i zostawiam go na grzejniku. Upiekę, kiedy wrócę - innego wyjścia nie ma.
Kurcze... miałam zamiar PIERWSZY RAZ upiec chleb bez foremki, ale przecież go nie zostawię na parę godzin bez "ochrony". Jeszcze mi zechce pospacerować po kuchni ;)
Muszę więc kolejny raz zaufać foremkom. Zapowiada mi się nocne pieczenie, ale wcale mi to nie przeszkadza. Lubię sobie kucharzyć (i pracować) nocą. Tylko jest ryzyko, że nie będzie co fotografować jutro. Jak moje żarłoki wstaną, to będzie pozamiatane ;)
Ps. Nie mam doświadczenia w kwestii, czy zbyt długie wyrastanie szkodzi chlebowi. Wiecie coś może na ten temat...?
wtorek, 1 lutego 2011
Włoska zupa pomidorowa z grzankami
Etykiety:
Dietetyczne,
Obiad w pół godziny,
Pomidory w roli głównej,
Wegetarianskie,
Zupy

Robię tę zupę od lat, a dopiero dzisiaj się dowiedziałam, że ma ona swoją włoską nazwę: pappa al pommodoro :)
W naszym domu, to po prostu "włoska pomidorowa", w odróżnieniu od tej tradycyjnej, polskiej.
Przypomniała mi o niej dziś rano pani Maryla Musidłowska (Mammaryla 2009, odc.7) i szybko stało się jasne, co dziś będzie na obiad :)
Moja rodzina - ze mną na czele - kocha wszystko, co pomidorowe, a zupy i sosy na bazie pomidorów, w szczególności.
Dobrze się składa, bo pomidory zawierają mnóstwo likopenu, który chroni przed rakiem, ponieważ neutralizuje tzw. wolne rodniki.
Paradoksalnie, w świeżych pomidorach jest dużo mniej likopenu niż w przetworzonych, więc im dłużej się je gotuje, tym jest go więcej i tym łatwiej jest przyswajalny.
Oczywiście ta zupa najlepiej smakuje latem, kiedy robi sie ją ze świeżych pomidorów. Uwielbiam te podłużne, mięsiste, zwane (nie wiedzieć czemu) bawolimi sercami.
Poniżej podaję przepis z w/w programu, z moimi modyfikacjami (w nawiasach).
litr wywaru warzywnego (dla nie wegetarian rosoł drobiowy)
3 puszki pomidorów (dałam 4 puszki i czubatą łyżkę cukru)
cebula i czosnek (1 duża cebula i 3 duże ząbki czosnku)
sól, pieprz (ja dodaję też tymianek i zioła prowansalskie)
oliwa (u mnie masło z oliwą 1:1)
Grzanki:
czerstwy, pszenny chleb
oliwa (dodałam też ząbek czosnku)
siekana bazylia (u mnie koperek)
Opcjonalnie:
po "kleksie" śmietany lub jogurtu zamiast grzanek
Cebulę i czosnek drobno posiekać i poddusić na odrobinie oliwy z masłem.
Dodać pomidory razem z zalewą, rozgnieść je (np. tłuczkiem do ziemniaków), dodać sól, pieprz i cukier, i podsmażyć razem, aż pomidory zaczną zmieniać kolor z ciemnoczerwonych na lekko pomarańczowe (ok. 15 min).
Wrzucić je do bulionu i, jeśli to konieczne, jeszcze trochę doprawić.
Jeśli pomidory są świeże, należy je krótko sparzyć we wrzątku, obrać ze skóry, posiekać, przesmażyć j/w i dodać do bulionu. Można też nie zdejmować skórki przed posiekaniem i gotowaniem, a na koniec zupę zmiksować.
Gotować ok. pół godziny na małym ogniu.
Ponieważ akurat nie udało mi się kupić świeżej bazylii, wyjątkowo użyłam koperku. Łodyżki posiekałam i poddusiłam z pomidorami, cebulą i czosnkiem, a resztą posypałam gotową zupę.
Grzanki:
Z chleba zdjąć skórkę, pokroić w kostkę i podsmażyć na dobrej oliwie (ja lubię grzanki czosnkowe, dorzuciłam więc, dla aromatu, przekrojony na pół zabek czosnku).
Zupę, już na talerzu, posypać grzankami i siekaną bazylią (koperkiem), albo/i ozdobić kleksem śmietany bądź jogurtu.
Smacznego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































