wtorek, 8 lutego 2011

Placuszki colcannon

Przedwczoraj robiłam colcannon, wczoraj, kiedy ziemniaczane puree z kapustą stężało przez noc w lodówce, zrobiłam z niego placuszki.

Polecam wam gorąco i jedno i drugie, bo nie trzeba się przy nich napracować, a smakują tak, jakby się włożyło mnóstwo pracy w ich przygotowanie.

 
Przepis na colcannon jest tutaj, a placuszki robi się tak:

Puree ziemniaczane z kapustą trzeba dobrze schłodzić, więc najlepiej wstawić na noc do lodówki.
Po tym czasie formujemy z masy niezbyt duże (ok. 6 cm średnicy) placuszki, o grubości ok.1.5 cm.
Panierujemy je w mące pszennej i smażymy na złoto na oleju.



Moje uwagi:
  • Placuszki są bardzo delikatne, dlatego lepiej robić mniejsze i "wyższe".
  • Przy smażeniu, zwłaszcza przy odwracaniu, trzeba uważać, bo lubią się rozpadać - ale nie zrażajcie się - naprawdę cały ich urok w tej delikatności :)
  • Tłuszczu na patelni powinno być sporo. Polecam najpierw szybko obsmażyć placuszki na silnym ogniu, a później zmniejszyć płomień i dopiero wtedy dosmażyć.
  • Ponieważ placki panieruje się w mące, która - jak wiadomo - łatwo się przypala, proponuję, po usmażeniu każdej porcji, wymienić olej i przecierać patelnię papierowymi ręcznikami.
  • Żeby placki były bardziej rumiane, do oleju można dodać trochę margaryny, tyle że wtedy to już na bank trzeba wymieniać olej :D
Moja modyfikacja: z 3 liści kapusty włoskiej wykroiłam te grube części, a liście pokroiłam w paseczki (takie mniej więcej 1cm x 3cm) i ugotowałam w słonej wodzie. Ostudziłam, bardzo mocno odcisnęłam i dodałam do schłodzonego puree. Placuszki zdecydowanie lepiej się prezentowały i fajnie smakowały z tą wyczuwalną kapustą.

2 komentarze:

  1. takich placuszków to jeszcze nie kosztowałam

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie to też była premiera :) ale są naprawdę pycha!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz :)